Sunday, May 21, 2017

Not for you/Nie dla ciebie

I remember that old woman from the nursing home where I used to work back in 2006. One of my first days I was in her room with C. She wouldn't open her eyes even when we were feeding her. “She's tired of living!” - I said. C. laughed but I really meant it. Adam Smith used to wonder if his future wife would make him happy.
Źródło: internet

““Marriage isn't for you!” - His father said. “You marry for your family, for your future children.” I think that most of our life isn't about our needs, hopes and dreams. Almost everyone who has even been to school hates it, but is “for our own good.” You don't like your job? It's normal: most people are having the same problem.

Work all day and you cry all night/You ain't loving life, you say your hands are tied” - The song says. “Come out of the dark, into the light/Whatever your fear is, it will be all right.” Love the life you live, live the life you love, they say. Or let's hope that there is something like next life, and it'll be meant for you

Pamiętam staruszkę z domu opieki, w którym pracowałam w 2006 r. Jednego z pierwszych dni byłam w jej pokoju z C. Nie otwierała oczu nawet kiedy ją karmiłam. “Zmęczyło ją życie!” - rzekłam. C. się roześmiał, ale ja mówiłam poważnie. Adam Smith zastanawiał się, czy przyszła żona potrafi dać mu szczęście.

Małżeństwo nie jest dla ciebie!” - powiedział mu ojciec. “Żenisz się dla rodziny, przyszłych dzieci.” Myślę, że w większości naszego życia nie chodzi o nasze potrzeby, nadzieje, marzenia. Prawie każdy kto chodził do szkoły jej nie cierpi, ale “to dla naszego dobra”. Nie lubisz roboty? To normalne: ten problem ma większość ludzi.

Pracujesz cały dzień i całą noc płaczesz/Nie lubisz swego życia, mówisz że masz związane ręce” - mówią słowa piosenki. “Wyjdź z mroku w jasność/Czego byś się nie bał, wszystko się ułoży.” Kochaj swoje życie, żyj tak, jak kochasz, mówią. Albo miej nadzieję, że istnieje kolejne życie, i że będzie dla dla ciebie.

Sunday, May 14, 2017

A strange creature/Dziwne stworzenie

We're watching French cartoon „FloopaLoo, Where Are You”. Lisa and Mathias stay in the forrest inhabited by a strange creature. The boy (who is a blogger) wants to find FloopaLoo and write a post which will go viral… I understood him so well. Turning from an unknown blogger into popular one - the thought of it motivates you to keep writing. 
Źródło: Internet

There is many ways to hit the big time. Being brutally honest, and revealing that your ex blamed you for his cheating because you were so fat. Teaching something: writing about saving/earning money, fitness, healthy cooking… Increase blog traffic (social media, optimising post for search engines). I wrote two blog posts about unemployment.

10 years ago had 677 views so far, while Monthly pay 48. I used to ask myself why. Twice a week I was pushing that „publish” botton and hoping that it would increase my statistics. But it's a waste of time. I keep blogging because creating decent contest it's a good exercise. After five years I only write for myself. And think it was like that since the beginning.

Oglądamy francuską kreskówkę „Na tropie króla lasu”. Lisa i Matt mieszkają wśród drzew, gdzie żyje dziwne stworzenie. Chłopiec (który jest blogerem) chce odnaleźć FloopaLoo i napisać post, który stanie się viralem. Dobrze go rozumiałam. Przejście z nieznanego blogera do popularnego – myśl o tym motywuje do dalszego pisania.

Jest wiele dróg. Bycie brutalnie szczerym: wyznanie, że twój ex obwiniał cię za swoje zdrady, bo byłaś za gruba. Uczenie czegoś: pisanie o oszczędzaniu/zarabianiu pieniędzy, o fitness, zdrowym gotowaniu… Podnoszenie oglądalności bloga (serwisy społecznościowe, optymalizacja dla wyszukiwarek). Napisałam dwa posty o bezrobociu.

10 lat temu miał 667 wyświetleń, Miesięczna pensja 48. Zastanawiałam się dlaczego. Dwa razy w tygodniu naciskałam przycisk: „Opublikuj” mając nadzieję, że statystyki wzrosną. Ale to strata czasu. Bloguję, ponieważ tworzenie przyzwoitego tekstu to dobre ćwiczenie. Po pięciu latach piszę dla siebie. Myślę, że było tak od początku.

Sunday, May 7, 2017

Every killing/Każda śmierć

Someone gifted me The Last Man from Atlantis: Alexander Belaev's (referred ad Russian's Verne) book is quite tipical for socialist realism. Revolutionary proletariat (Atlantis' slaves) is preparing revolution. The writer didn't dare to oppose Soviet ideology. The famous poet Osip Mandelstam did.

Every killing for him is delight” - He wrote in Stalin epigram. Mandelstam had read it only to few friends: someone reported the poet who was arrested. He died in Transit Camp near Vladivostok. Nobody was safe in Soviet Russia. The NKVD officer who examined the poet was also arrested and sentenced.

He commited suicide 2 years after Mandelstam's death. Alexander Belaev died of starvation while his town was occupied by Nazis. A German officer conducted his burial. It was a gesture of respect: he spoke a short eulogy saying that when he was a boy, he loved reading the Belaev's novels. By writing a book you can be kept alive in the hearts of many (often good) people.

Ktoś podarował mi Ostatniego człowieka z Atlantydy. Książka Aleksandra Bielajewa (zwanego rosyjskim Verne) jest typowa dla realnego socjalizmu: rewolucyjny proletariat (niewolnicy z Atlantydy) szykuje rewolucję. Pisarz nie śmiał przeciwstawić się sowieckiej ideologii. Sławny poeta Osip Mandelsztam tak.

Miodem kapie każda nowa śmierć/Na szeroką osetyńską pierś” - pisał w wierszu o Stalinie. Czytał go znajomym, ktoś na niego doniósł i został aresztowany. Zmarł w łagrze tranzytowym pod Władywostokiem. Nikt nie był bezpieczny w sowieckiej Rosji: aresztowano i skazano oficera NKWD który przesłuchiwał poetę.

Popełnił samobójstwo 2 lata po śmierci Mandelsztama. Bielajew zmarł z głodu w zajętym przez nazistów mieście. Niemiecki oficer zajął się jego pogrzebem. Był to gest szacunku: wygłosił krótką mowę i wyznał, że kiedy był chłopcem, lubił czytać książki Bielajewa. Pisząc książkę, możesz przetrwać w sercach wielu (często dobrych) ludzi. 

Sunday, April 30, 2017

Long game/Dłuższa gra

Bari is not the cleanest city in the world. There are piles of bottles and boxes next to the waste containers, rubbish thrown on the streets, and dog's waste left on it. Italians may not clean up after their pets, but they do have a sense of humour. Once I noticed “a smile” made from two round and one long dog's poops. I wanted to take a photo of it for my blog.
Źródło: internet

I don't know you… But I thank you!” - Emma wrote. An exhausted Mum, she started writing about screaming “F*CK” at her husband and lying face down on a bed. People did respond, and her followers increased. “Blogging is a long game” - Emily says. Documenting the life of her family brings her so much joy. She has found her “blogging tribe”.

I was steady and consistent, cared about the stats, wanted to write good content, and people to read it. Five years on I don't have big audience, and I don't envy the bloggers who have it – but those who don't write at all. I don't regret blogging, but I can't devote my spare time to it. I'm into something, but I'll come back and write when I'll feel like doing it.

Bari nie jest najczystszym miastem świata. Koło kontenerów na śmieci piętrzą się butelki i pudła, na ulicach leżą odpadki oraz psie odchody. Włosi mogą nie sprzątać po zwierzakach, ale mają poczucie humoru. Kiedyś zauważyłam “uśmiech” zrobiony z dwóch kulistych i jednej długiej psiej kupy. Chciałam zrobić zdjęcie do mojego bloga.

Nie znam cię… Ale dziękuję!” - napisała Emma. Zmęczona mama zaczęła pisać o krzyczeniu “ch***j” w twarz męża i leżeniu twarzą w dół na łóżku. Ludzie odpowiedzieli, rosła rzesza wielbicieli. “Blogowanie to dłuższa gra” - mówi Emily. Dokumentowanie życia rodziny daje jej dużo radości. Odnalazła swoją “blogerską brać”.

Byłam stała i konsekwentna, zależało mi na statystykach, dbałam o treść, chciałam żeby ludzie to czytali. Po pięciu latach nie mam dużej publiczności i nie zazdroszczę blogerom, którzy taką mają, lecz tym, którzy nie piszą wcale. Nie żałuję blogowania, ale nie mogę poświęcać mu czasu. Mam inne zajęcie, ale wrócę i będę pisać – gdy będę miała ochotę.


Thursday, April 20, 2017

Privileged/Uprzywilejowani

She had found out about her illness about six months ago. She fought bravely: everybody thought that she would make it but it wasn't meant to happen. We were sitting on the bench in the playground some time ago. “I told to everyone: in a case I'm going to be sick, I don't want chemotherapy!” - M. spoke.

The doctors say: let's give this treatment a try… But it doesn't help!”. My friends looked serious. “I was diagnosed with a benign tumour. I have checked it out every six months!” - S. told us “I do all the screenings” - A. said. “But I'm afraid of breast cancer test. I don't know why!” The sun was going down. We walked home together.

What did other people's deaths matter to me (…) when we're all elected by the same fate, me and billions of privileged people like him who also called themselves my brothers? (...) Everybody was privileged. There were only privileged people. The others would all be condemned one day. And he would be condemned, too” (A.Camus).

Dowiedziała się o chorobie pół roku temu. Dzielnie walczyła, wszyscy myśleli, że sobie poradzi, ale tak się nie stało. Siedziałyśmy na ławce na placu zabaw jakiś czas temu. “Powiedziałam wszystkim, że nie chcę chemioterapii, gdybym miała zachorować!” - odezwała się M.

Lekarze mówią: spróbujmy tej terapii... Ale to nie pomaga!” Moje znajome wyglądały poważnie. “Wykryto u mnie niegroźnego guza. Kontroluję go co 6 miesięcy!” - powiedziała S. “Robię testy, ale boję się tego na raka piersi. Nie wiem dlaczego!” - rzekła A. Słońce zaczęło zachodzić. Wracałyśmy do domu razem.

Cóż obchodziła mnie cudza śmierć (…) skoro jeden tylko los miał wybrać mnie samego, a wraz ze mną miliardy uprzywilejowanych, którzy podobnie jak kapelan mienią się moimi braćmi. (…) Wszyscy byli uprzywilejowani. Istnieją tylko uprzywilejowani. Ich również skażą pewnego dnia. Jego także skażą” (A.Camus).

Sunday, April 16, 2017

Dear husband/Drogi mąż

Behind (almost) every blogging woman there is her man. There is no disgrace in not being married, but if we have a husband, we need to make sure everyone knows that. This is particularly true for bloggers: writing about our man and protector is a good idea. Like an open letter to dear husband. We can talk to our partner about sex.
Źródło: Internet

Imagine that you just finished cooking, putting the laundry on the radiators, feeding fussy baby… I just want to rest so leave my boobs alone tonight! If your man is not a model, you have to look with the heart. He's got funny teeth, bad skin, huge glasses, but you find him “handsome”. Your husband will thank you for that in the comment.

The letter to cheating husband and his mistress should be vicious and witty. “Your dress was cheap, but cute!” Writing on Valentine's Day: “It drives me mad when you… Your eyes roll when I… It isn't necessary to point out when… But I still love you.” Marriage is hard, but it's good to have someone we could yell at. Knowing that he forgives us.

Za każdą (prawie) blogującą panią stoi jakiś pan. Nie ma nic złego w byciu singlem, ale jeśli mamy męża, chcemy być pewni, że wszyscy o tym wiedzą. Sprawdza się to zwłaszcza w przypadku blogerek. Pisanie o naszym mężczyźnie i obrońcy to dobry pomysł - na przykład otwarty list do drogiego męża. Możemy mówić z partnerem o seksie.

Wyobraź sobie, że skończyłeś gotować, rozkładać pranie na kaloryferach, karmić kapryśne dziecię… Chcę odpocząć, więc zostaw moje cycki w spokoju tej nocy. Jeśli z twojego mężczyzny żaden model, musisz patrzeć sercem. Ma śmieszne zęby, problemy ze skórą, grube okulary, ale dla ciebie jest “przystojny”. Podziękuje ci w komentarzu.

List do zdradzającego męża i jego kochanki powinien być złośliwy i dowcipny. “Twoja kiecka była tania, lecz ładna!” Pisząc w Walentynki: “Strasznie mnie wkurza kiedy ty… Przewracasz oczami, gdy… Nie musisz wytykać, że… I tak cię kocham.” Małżeństwo to nic łatwego, ale dobrze mieć kogoś, na kogo możemy krzyczeć wiedząc, że nam to wybaczy.

Thursday, April 13, 2017

Monthly pay/Miesięczna pensja

V. knows a man who got a job at the factory. On the first working day he was told that the factory will shut down, and he will be entitled to a redundancy payment. He was under cassa integrazione for many years, and got retired – despite not working even one day. But times have changed. One of my friends was given her benefit “only” about seven years. 
www.jendavisphoto.com

She's positive that “cassa integrazione” is ok. The real problem are immigrants who take jobs from Italians. I would only stupidly smile when hearing this... I. lives in Bari with her family. “There is no life in my country!” - She said. I. who has computer science and economics master's degree works part-time as a cleaner. “I had to forget my beautiful diploma!”

But in one day I'll earn the monthly pay in my country!” - I. told me. Her husband is working hard six days a week. They live very modest life, and believe that the future of their children will be better. Knowing that some people take the hardest and lowest paying jobs, we won't take 7 (or 20) years of the benefit for granted. I'll tell it to my friend. Maybe.

V. zna człowieka, który dostał pracę w fabryce. Pierwszego dnia powiedziano mu, że zakład zostanie zamknięty, a on otrzyma zasiłek. Pozostawał w cassa integrazione przez tyle lat, że przeszedł na emeryturę nie przepracowawszy nawet jednego dnia. Ale czasy się zmieniły. Moja znajoma dostawała zasiłek “tylko” przez jakieś siedem lat.

Jest przekonana, że “cassa integrazione” jest w porządku. Prawdziwy problem to emigranci, którzy zabierają Włochom robotę. Słuchając tego, tylko głupio się uśmiechałam... I. mieszka w Bari z rodziną. “Nie ma życia w moim kraju!” - mówi. I. - magister ekonomii i informatyki – pracuje trochę jako sprzątaczka. “Zapomniałam mój piękny dyplom!”

Ale tu w jeden dzień zarabiam tyle, co u nas w ciągu miesiąca!” - powiedziała. Jej mąż ciężko pracuje sześć dni w tygodniu. Żyją bardzo skromnie. Wierzą, że przyszłość ich dzieci będzie lepsza. Wiedząc, że są ludzie, którzy wykonują najniżej płatne, najcięższe zajęcia, nie weźmiemy 7. (albo 20.) lat zasiłku za rzecz oczywistą. Powiem to mojej znajomej. Może.