Sunday, May 21, 2017

Not for you/Nie dla ciebie

I remember that old woman from the nursing home where I used to work back in 2006. One of my first days I was in her room with C. She wouldn't open her eyes even when we were feeding her. “She's tired of living!” - I said. C. laughed but I really meant it. Adam Smith used to wonder if his future wife would make him happy.
Źródło: internet

““Marriage isn't for you!” - His father said. “You marry for your family, for your future children.” I think that most of our life isn't about our needs, hopes and dreams. Almost everyone who has even been to school hates it, but is “for our own good.” You don't like your job? It's normal: most people are having the same problem.

Work all day and you cry all night/You ain't loving life, you say your hands are tied” - The song says. “Come out of the dark, into the light/Whatever your fear is, it will be all right.” Love the life you live, live the life you love, they say. Or let's hope that there is something like next life, and it'll be meant for you

Pamiętam staruszkę z domu opieki, w którym pracowałam w 2006 r. Jednego z pierwszych dni byłam w jej pokoju z C. Nie otwierała oczu nawet kiedy ją karmiłam. “Zmęczyło ją życie!” - rzekłam. C. się roześmiał, ale ja mówiłam poważnie. Adam Smith zastanawiał się, czy przyszła żona potrafi dać mu szczęście.

Małżeństwo nie jest dla ciebie!” - powiedział mu ojciec. “Żenisz się dla rodziny, przyszłych dzieci.” Myślę, że w większości naszego życia nie chodzi o nasze potrzeby, nadzieje, marzenia. Prawie każdy kto chodził do szkoły jej nie cierpi, ale “to dla naszego dobra”. Nie lubisz roboty? To normalne: ten problem ma większość ludzi.

Pracujesz cały dzień i całą noc płaczesz/Nie lubisz swego życia, mówisz że masz związane ręce” - mówią słowa piosenki. “Wyjdź z mroku w jasność/Czego byś się nie bał, wszystko się ułoży.” Kochaj swoje życie, żyj tak, jak kochasz, mówią. Albo miej nadzieję, że istnieje kolejne życie, i że będzie dla dla ciebie.

Sunday, May 14, 2017

A strange creature/Dziwne stworzenie

We're watching French cartoon „FloopaLoo, Where Are You”. Lisa and Mathias stay in the forrest inhabited by a strange creature. The boy (who is a blogger) wants to find FloopaLoo and write a post which will go viral… I understood him so well. Turning from an unknown blogger into popular one - the thought of it motivates you to keep writing. 
Źródło: Internet

There is many ways to hit the big time. Being brutally honest, and revealing that your ex blamed you for his cheating because you were so fat. Teaching something: writing about saving/earning money, fitness, healthy cooking… Increase blog traffic (social media, optimising post for search engines). I wrote two blog posts about unemployment.

10 years ago had 677 views so far, while Monthly pay 48. I used to ask myself why. Twice a week I was pushing that „publish” botton and hoping that it would increase my statistics. But it's a waste of time. I keep blogging because creating decent contest it's a good exercise. After five years I only write for myself. And think it was like that since the beginning.

Oglądamy francuską kreskówkę „Na tropie króla lasu”. Lisa i Matt mieszkają wśród drzew, gdzie żyje dziwne stworzenie. Chłopiec (który jest blogerem) chce odnaleźć FloopaLoo i napisać post, który stanie się viralem. Dobrze go rozumiałam. Przejście z nieznanego blogera do popularnego – myśl o tym motywuje do dalszego pisania.

Jest wiele dróg. Bycie brutalnie szczerym: wyznanie, że twój ex obwiniał cię za swoje zdrady, bo byłaś za gruba. Uczenie czegoś: pisanie o oszczędzaniu/zarabianiu pieniędzy, o fitness, zdrowym gotowaniu… Podnoszenie oglądalności bloga (serwisy społecznościowe, optymalizacja dla wyszukiwarek). Napisałam dwa posty o bezrobociu.

10 lat temu miał 667 wyświetleń, Miesięczna pensja 48. Zastanawiałam się dlaczego. Dwa razy w tygodniu naciskałam przycisk: „Opublikuj” mając nadzieję, że statystyki wzrosną. Ale to strata czasu. Bloguję, ponieważ tworzenie przyzwoitego tekstu to dobre ćwiczenie. Po pięciu latach piszę dla siebie. Myślę, że było tak od początku.

Sunday, May 7, 2017

Every killing/Każda śmierć

Someone gifted me The Last Man from Atlantis: Alexander Belaev's (referred ad Russian's Verne) book is quite tipical for socialist realism. Revolutionary proletariat (Atlantis' slaves) is preparing revolution. The writer didn't dare to oppose Soviet ideology. The famous poet Osip Mandelstam did.

Every killing for him is delight” - He wrote in Stalin epigram. Mandelstam had read it only to few friends: someone reported the poet who was arrested. He died in Transit Camp near Vladivostok. Nobody was safe in Soviet Russia. The NKVD officer who examined the poet was also arrested and sentenced.

He commited suicide 2 years after Mandelstam's death. Alexander Belaev died of starvation while his town was occupied by Nazis. A German officer conducted his burial. It was a gesture of respect: he spoke a short eulogy saying that when he was a boy, he loved reading the Belaev's novels. By writing a book you can be kept alive in the hearts of many (often good) people.

Ktoś podarował mi Ostatniego człowieka z Atlantydy. Książka Aleksandra Bielajewa (zwanego rosyjskim Verne) jest typowa dla realnego socjalizmu: rewolucyjny proletariat (niewolnicy z Atlantydy) szykuje rewolucję. Pisarz nie śmiał przeciwstawić się sowieckiej ideologii. Sławny poeta Osip Mandelsztam tak.

Miodem kapie każda nowa śmierć/Na szeroką osetyńską pierś” - pisał w wierszu o Stalinie. Czytał go znajomym, ktoś na niego doniósł i został aresztowany. Zmarł w łagrze tranzytowym pod Władywostokiem. Nikt nie był bezpieczny w sowieckiej Rosji: aresztowano i skazano oficera NKWD który przesłuchiwał poetę.

Popełnił samobójstwo 2 lata po śmierci Mandelsztama. Bielajew zmarł z głodu w zajętym przez nazistów mieście. Niemiecki oficer zajął się jego pogrzebem. Był to gest szacunku: wygłosił krótką mowę i wyznał, że kiedy był chłopcem, lubił czytać książki Bielajewa. Pisząc książkę, możesz przetrwać w sercach wielu (często dobrych) ludzi. 

Sunday, April 30, 2017

Long game/Dłuższa gra

Bari is not the cleanest city in the world. There are piles of bottles and boxes next to the waste containers, rubbish thrown on the streets, and dog's waste left on it. Italians may not clean up after their pets, but they do have a sense of humour. Once I noticed “a smile” made from two round and one long dog's poops. I wanted to take a photo of it for my blog.
Źródło: internet

I don't know you… But I thank you!” - Emma wrote. An exhausted Mum, she started writing about screaming “F*CK” at her husband and lying face down on a bed. People did respond, and her followers increased. “Blogging is a long game” - Emily says. Documenting the life of her family brings her so much joy. She has found her “blogging tribe”.

I was steady and consistent, cared about the stats, wanted to write good content, and people to read it. Five years on I don't have big audience, and I don't envy the bloggers who have it – but those who don't write at all. I don't regret blogging, but I can't devote my spare time to it. I'm into something, but I'll come back and write when I'll feel like doing it.

Bari nie jest najczystszym miastem świata. Koło kontenerów na śmieci piętrzą się butelki i pudła, na ulicach leżą odpadki oraz psie odchody. Włosi mogą nie sprzątać po zwierzakach, ale mają poczucie humoru. Kiedyś zauważyłam “uśmiech” zrobiony z dwóch kulistych i jednej długiej psiej kupy. Chciałam zrobić zdjęcie do mojego bloga.

Nie znam cię… Ale dziękuję!” - napisała Emma. Zmęczona mama zaczęła pisać o krzyczeniu “ch***j” w twarz męża i leżeniu twarzą w dół na łóżku. Ludzie odpowiedzieli, rosła rzesza wielbicieli. “Blogowanie to dłuższa gra” - mówi Emily. Dokumentowanie życia rodziny daje jej dużo radości. Odnalazła swoją “blogerską brać”.

Byłam stała i konsekwentna, zależało mi na statystykach, dbałam o treść, chciałam żeby ludzie to czytali. Po pięciu latach nie mam dużej publiczności i nie zazdroszczę blogerom, którzy taką mają, lecz tym, którzy nie piszą wcale. Nie żałuję blogowania, ale nie mogę poświęcać mu czasu. Mam inne zajęcie, ale wrócę i będę pisać – gdy będę miała ochotę.


Thursday, April 20, 2017

Privileged/Uprzywilejowani

She had found out about her illness about six months ago. She fought bravely: everybody thought that she would make it but it wasn't meant to happen. We were sitting on the bench in the playground some time ago. “I told to everyone: in a case I'm going to be sick, I don't want chemotherapy!” - M. spoke.

The doctors say: let's give this treatment a try… But it doesn't help!”. My friends looked serious. “I was diagnosed with a benign tumour. I have checked it out every six months!” - S. told us “I do all the screenings” - A. said. “But I'm afraid of breast cancer test. I don't know why!” The sun was going down. We walked home together.

What did other people's deaths matter to me (…) when we're all elected by the same fate, me and billions of privileged people like him who also called themselves my brothers? (...) Everybody was privileged. There were only privileged people. The others would all be condemned one day. And he would be condemned, too” (A.Camus).

Dowiedziała się o chorobie pół roku temu. Dzielnie walczyła, wszyscy myśleli, że sobie poradzi, ale tak się nie stało. Siedziałyśmy na ławce na placu zabaw jakiś czas temu. “Powiedziałam wszystkim, że nie chcę chemioterapii, gdybym miała zachorować!” - odezwała się M.

Lekarze mówią: spróbujmy tej terapii... Ale to nie pomaga!” Moje znajome wyglądały poważnie. “Wykryto u mnie niegroźnego guza. Kontroluję go co 6 miesięcy!” - powiedziała S. “Robię testy, ale boję się tego na raka piersi. Nie wiem dlaczego!” - rzekła A. Słońce zaczęło zachodzić. Wracałyśmy do domu razem.

Cóż obchodziła mnie cudza śmierć (…) skoro jeden tylko los miał wybrać mnie samego, a wraz ze mną miliardy uprzywilejowanych, którzy podobnie jak kapelan mienią się moimi braćmi. (…) Wszyscy byli uprzywilejowani. Istnieją tylko uprzywilejowani. Ich również skażą pewnego dnia. Jego także skażą” (A.Camus).

Sunday, April 16, 2017

Dear husband/Drogi mąż

Behind (almost) every blogging woman there is her man. There is no disgrace in not being married, but if we have a husband, we need to make sure everyone knows that. This is particularly true for bloggers: writing about our man and protector is a good idea. Like an open letter to dear husband. We can talk to our partner about sex.
Źródło: Internet

Imagine that you just finished cooking, putting the laundry on the radiators, feeding fussy baby… I just want to rest so leave my boobs alone tonight! If your man is not a model, you have to look with the heart. He's got funny teeth, bad skin, huge glasses, but you find him “handsome”. Your husband will thank you for that in the comment.

The letter to cheating husband and his mistress should be vicious and witty. “Your dress was cheap, but cute!” Writing on Valentine's Day: “It drives me mad when you… Your eyes roll when I… It isn't necessary to point out when… But I still love you.” Marriage is hard, but it's good to have someone we could yell at. Knowing that he forgives us.

Za każdą (prawie) blogującą panią stoi jakiś pan. Nie ma nic złego w byciu singlem, ale jeśli mamy męża, chcemy być pewni, że wszyscy o tym wiedzą. Sprawdza się to zwłaszcza w przypadku blogerek. Pisanie o naszym mężczyźnie i obrońcy to dobry pomysł - na przykład otwarty list do drogiego męża. Możemy mówić z partnerem o seksie.

Wyobraź sobie, że skończyłeś gotować, rozkładać pranie na kaloryferach, karmić kapryśne dziecię… Chcę odpocząć, więc zostaw moje cycki w spokoju tej nocy. Jeśli z twojego mężczyzny żaden model, musisz patrzeć sercem. Ma śmieszne zęby, problemy ze skórą, grube okulary, ale dla ciebie jest “przystojny”. Podziękuje ci w komentarzu.

List do zdradzającego męża i jego kochanki powinien być złośliwy i dowcipny. “Twoja kiecka była tania, lecz ładna!” Pisząc w Walentynki: “Strasznie mnie wkurza kiedy ty… Przewracasz oczami, gdy… Nie musisz wytykać, że… I tak cię kocham.” Małżeństwo to nic łatwego, ale dobrze mieć kogoś, na kogo możemy krzyczeć wiedząc, że nam to wybaczy.

Thursday, April 13, 2017

Monthly pay/Miesięczna pensja

V. knows a man who got a job at the factory. On the first working day he was told that the factory will shut down, and he will be entitled to a redundancy payment. He was under cassa integrazione for many years, and got retired – despite not working even one day. But times have changed. One of my friends was given her benefit “only” about seven years. 
www.jendavisphoto.com

She's positive that “cassa integrazione” is ok. The real problem are immigrants who take jobs from Italians. I would only stupidly smile when hearing this... I. lives in Bari with her family. “There is no life in my country!” - She said. I. who has computer science and economics master's degree works part-time as a cleaner. “I had to forget my beautiful diploma!”

But in one day I'll earn the monthly pay in my country!” - I. told me. Her husband is working hard six days a week. They live very modest life, and believe that the future of their children will be better. Knowing that some people take the hardest and lowest paying jobs, we won't take 7 (or 20) years of the benefit for granted. I'll tell it to my friend. Maybe.

V. zna człowieka, który dostał pracę w fabryce. Pierwszego dnia powiedziano mu, że zakład zostanie zamknięty, a on otrzyma zasiłek. Pozostawał w cassa integrazione przez tyle lat, że przeszedł na emeryturę nie przepracowawszy nawet jednego dnia. Ale czasy się zmieniły. Moja znajoma dostawała zasiłek “tylko” przez jakieś siedem lat.

Jest przekonana, że “cassa integrazione” jest w porządku. Prawdziwy problem to emigranci, którzy zabierają Włochom robotę. Słuchając tego, tylko głupio się uśmiechałam... I. mieszka w Bari z rodziną. “Nie ma życia w moim kraju!” - mówi. I. - magister ekonomii i informatyki – pracuje trochę jako sprzątaczka. “Zapomniałam mój piękny dyplom!”

Ale tu w jeden dzień zarabiam tyle, co u nas w ciągu miesiąca!” - powiedziała. Jej mąż ciężko pracuje sześć dni w tygodniu. Żyją bardzo skromnie. Wierzą, że przyszłość ich dzieci będzie lepsza. Wiedząc, że są ludzie, którzy wykonują najniżej płatne, najcięższe zajęcia, nie weźmiemy 7. (albo 20.) lat zasiłku za rzecz oczywistą. Powiem to mojej znajomej. Może.

Sunday, April 9, 2017

Bahia Blanca

When my husband was a kid he watched Japanese anime serie “From the Apennines to the Andes”. It's a story of young Marco from Genoa. His mother leaves Italy for Argentina leaving the family behind. She wants to earn money, but the boy can't accept it. Determined to bring Anna Rossi back, he travels the world to find her.
Źródło: Internet


Angelo is re-watching Marco with the kids, and I joined them recently. The boy arrives in Buenos Aires, but his mother is not there. Someone says that he might find Anna in Bahia Blanca. A friend from Genoa, street actor Peppino agrees to accompany him there. He buys a horse and wagon, takes his three young daughters and the long trip begins…

I was observing few debuts: the new authors did not achieve success, and most of them stopped writing. Publishing a book is my goal (self-publishing does not really count). I'm still in my way to Bahia Blanca – like Marco. He did not found his mother there but he kept looking for her. I won't give up (even if the failure of the book is unavoidable).

Mój mąż oglądał Japońską kreskówkę “Z Apeninów w Andy” w dzieciństwie. To opowieść o małym Marco z Genewy. Jego matka opuszcza Włochy, wyjeżdża do Argentyny pozostawiając rodzinę. Chce zarobić pieniądze, ale chłopiec tego nie akceptuje. Zdeterminowany przywieźć Annę Rossi z powrotem, przemierza świat w jej poszukiwaniu.

Angelo znów ogląda Marco z dziećmi; dołączyłam do nich ostatnio. Chłopiec dobija do Buenos Aires, ale matki tam nie ma. Ktoś mówi, że może znajdzie ją w Bahia Blanca. Przyjaciel z Genewy, uliczny aktor Peppino zgadza się mu towarzyszyć. Kupuje konia, wóz, zabiera trzy małe córki i rozpoczyna długą podróż...

Obserwowałam kilka debiutów: nowi autorzy nie odnieśli sukcesu, większość przestała pisać. Publikacja jest moim celem (self-publishing tak naprawdę się nie liczy). Wciąż jestem w drodze do Bahia Blanca – jak Marco. Nie znalazł tam mamy, ale szukał jej dalej. Nie poddam się (nawet jeśli porażka książki jest nie do uniknięcia).


Thursday, April 6, 2017

Why not Jesus/Dlaczego nie Jezus

I'm one of those weirdos who would constantly ponder philosophical questions. For example: why Jesus wasn't a revolutionary? I used to learn Russian in my school times, and my text-books were often printed before 1989. There was a lot of ideology, the photos of the people listening to Lenin… To them, communism was like a religion.
Źródło: internet

Many years ago I read an interview with a Russian who revealed that he his grandmother was convinced that capitalism is a failure. After the collapse of Soviet Union television started showing that people of Western countries are living good life. “They lied to us!” - The old woman cried. The attempt at creating „workers paradise” failed.

The CCCP had betrayed socialism and become a totalitarian state” - wrote Leo Trotsky in his exile. But when he was still in charge, he gave orders to massacre the sailors of Kronstad who demanded more freedom. Communism promised a paradise on earth, but Jesus knew that you have to rescue yourself. That's why he wasn't a revolutionary leader.

Należę do dziwaków, którzy często stawiają filozoficzne pytania. Na przykład: dlaczego Jezus nie był rewolucjonistą? Uczyłam się rosyjskiego w szkolnych czasach, moje książki były często drukowane przez 1989 r. Było tam dużo ideologii, zdjęcia ludzi słuchających Lenina… Dla nich komunizm był czymś w rodzaju religii.

Wiele lat temu czytałam wywiad z Rosjaninem - opowiadał, że jego babka była przekonana, iż kapitalizm poniósł klęskę. Po upadku Związku Radzieckiego telewizja zaczęła pokazywać, że ludzie Zachodu żyją na przyzwoitym poziomie. „Okłamali nas!” - płakała staruszka. Próba stworzenia „raju robotników” się nie powiodła.

ZSRR zdradziła ideały socjalizmu i stała się państwem totalitarnym” - pisał Lew Trocki na swoim wygnaniu. Kiedy był jednak u władzy, zdecydował o maskarze domagających się wolności marynarzy w Kronsztadzie. Komunizm obiecywał raj na ziemi. Jezus wiedział, że trzeba się zbawić samemu. Dlatego nie został rewolucjonistą.

Sunday, April 2, 2017

Poupée de cire

My blog will be turning five in May, and I'm having a crisis. I keep posting twice a week, and asking myself: what's the point of sharing your life on the Internet? “Blogging is not rocket science, is about being yourself, and putting what you have into it” (Anonymous). That true: an average blogger opens up to the readers.


It's a mirror in which everyone can see you, like in the song Poupée de cire:
I'm a wax doll/A sound doll
My heart is engraved in my songs
Wax doll, sound doll (translation from lyrictranslate).
Tell stories, be true to yourself, give common sense advice… Millions of people would do it.

There is a reason I'm one of them. I was sad and isolated five years ago. Stay-at-home mothers often feel like that. Blogging had a positive impact on my life. It served as a personal journal, and made me realize that I have something to say. Maybe it makes sense, all the writing about your struggles and battles. Even if he readers don't leave comments.

Mój blog skończy pięć lat w maju a mnie dopadł kryzys. Publikuję posty dwa razy na tydzień myśląc – jaki sens ma upowszechnianie swego życia w internecie? “W blogowaniu nie chodzi o wyższą technikę, lecz o bycie sobą, danie tego, co masz” (Anonim). To prawda - przeciętny bloger pokazuje się czytelnikom.

Niczym lustro, w którym każdy może cię zobaczyć, jak w piosence Poupée de cire:
Jestem lalką z wosku/Lalką z dźwięku
Moje serce wyryte jest w piosenkach
Woskowa lala, dźwięczna lala”
Opowiadaj historie, bądź szczery, dawaj rozsądne rady… Robią tak miliony ludzi.

Jest powód, dlaczego ja też. Była samotna i smutna pięć lat temu. Niepracujące mamy często tak się czują. Blogowanie miało dobry wpływ na moje życie. Posłużyło za osobisty dziennik, uświadomiło, że mam coś do powiedzenia. Może ma sens całe to pisanie o osobistych szarpaninach i walkach. Nawet jeśli czytelnik nie zostawia komentarzy.

Thursday, March 30, 2017

The last supper/Ostatni posiłek

P.'s friend is an oncologist. „To never get cancer you should be drinking lemon and baking soda water in the morning!” - The doctor adviced to P. I have informed myself: lemons have amazing (also anti-cancirogenic) properties. Baking soda will normalize the PH of the body. It is that simple. Knowledge is a power. It's extra important if you're the patient.
englishrussia.com

I remember the dinner my mum was given in the oncology ward: strawberry sauce pasta. In 1931 Otto Warburg was awarded the Nobel Prize for discovering the prime cause of cancer: the replacement of the respiration of oxygen in normal body cells by a fermentation of glucose. In other words: sugar is the main source of fuel which feeds cancer.

Carbohydrates (like pasta) are broken down into simple sugars. We believe all that beating cancer is all about suffering: the brutality of chemotherapy and all other treatments. But it might be also about informing yourself, understanding this „modern disease”. It's not true that nothing can be done: there is lots of good news to be found.

Przyjaciel P. jest onkologiem. „Żeby nie zachorować na raka, musisz pić rano wodę z cytryną i sodą oczyszczoną!” - poradził P. lekarz. Trochę się poinformowałam: cytryna ma nadzwyczajne (również antyrakowe) właściwości. Soda normalizuje PH komórek. Takie proste... Wiedza to potęga. Jest tym ważniejsza, jeśli jesteś pacjentem.

Pamiętam obiad, jaki moja mama dostała na oddziale onkologii: makaron z sosem truskawkowym. W 1931 roku Otto Warburg dostał Nagrodę Nobla za odkrycie pierwszej przyczyny raka: w przeciwieństwie do zdrowych, komórki nowotworowe nie potrzebują tlenu, do życia niezbędne im jest źródło fermentującej glukozy. Innymi słowy cukier to główne paliwo raka.

Skrobia (np. makaron) rozkłada się na cukry proste. Wierzymy że walka z rakiem to przede wszystkim cierpienie związane z chemią i innymi typami leczenia. Ale może też chodzić o szukanie informacji, zrozumienie tej „nowoczesnej choroby”. To nieprawda, że nic nie da się zrobić. Tu i ówdzie czekają różne dobre wieści.

Saturday, March 25, 2017

Lack of success/Brak sukcesu

Basically I gave up my dream about getting published. But last Thursday I found that editor which seemed very suitable, and decided to give it a try. I was hoping that this time would be different. It was indeed: I got an answer after only few hours. “We are currently not accepting new submissions:(- It read.
medibang.com

But sometimes the lack of success keeps you going. I'm a dreamer, like E. who published his book on manga reading site. He was happy that page views grows. I understood him so well: I was back to drawing when my dream about publishing a book didn't come true. I created an account on Artmajeur, and updated my gallery often.

Lots of views doesn't mean anything when there is no sales” - My sceptical husband said. He was right. E. decided to try his luck as a singer. I don't have a nice voice, but there is always something new to do – like baking cakes. I come across free cook book in the store. I want to try this cake with pine nuts and custard filling!

W zasadzie dałam sobie spokój z publikowaniem. W zeszły czwartek znalazłam wydawnictwo które zdawało się odpowiednie i postanowiłam spróbować. Miałam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Rzeczywiście było: już po paru godzinach dostałam odpowiedź: “Niestety jednak na razie wstrzymaliśmy przyjmowanie nowych tytułów:(“.

Czasem jednak brak sukcesu motywuje. Kestem marzycielem, jak E. który opublikował książkę na platformie wielbicieli manga. Cieszył się, że liczba wyświetleń rośnie. Dobrze go rozumiałam: wróciłam do rysowania, kiedy mój sen o publikowaniu runął. Założyłam konto na Artmajeur i często dodaję nowe ilustracje.

Dużo wyświetleń nic nie znaczy, jeżeli niczego nie sprzedajesz!” - mówił mój sceptyczny mąż. Miał rację. E. chce spróbować szczęścia jako piosenkarz. Nie mam ładnego głosu, ale zawsze jest coś nowego do zrobienia – jak pieczenie. Wpadła mi w ręce darmowa książeczka kucharska w aptece. Chcę wypróbować ciasto z nadzieniem z budyniu!


Thursday, March 23, 2017

10 years ago/10 lat temu

Once a week or so I hear garbage trunk at midnight: the workers are picking the bottles from waste container. It reminds me about B. whom I met in England over 10 years ago. He lost his 5,60 £ per hour job, and struggled to find another one. He was eventually accepted for waste collector position. B. who quit law school in Poland felt humiliated. 
Zdjęcie: Agnieszka:)

Sometimes a tear rolls down my face but I won't give up!” - He told us. My Polish friends (people with bachelors or master's degree) had jobs below their qualifications. We felt a bit embarrassed about it. “It's only temporarily!” - We used to say, pretending that there's something better waiting for us in Poland. But in fact England was “better”.

I got chatting to that Pole on the street. Pretty and confident, she said that she used to be a model, and works as a manager now. I was really impressed. “Finally someone who is doing good!” - I said to K. who laughed. Apparently someone saw the “manager” working as a cleaner in the supermarket. Work is no disgrace, they say.

Mniej więcej raz w tygodniu słyszę śmieciarkę o północy: pracownicy wrzucają butelki z konteneru. Przypomina mi to B. którego poznałam w Anglii ponad 10 lat temu. Stracił pracę za 5,60 funta za godzinę; nie udawało mu się znaleźć innej. W końcu przyjęto go do rozwożenia śmieci. B. który przerwał studia prawnicze w Polsce czuł się upokorzony.

Czasem łza mi popłynie, ale się nie daję!” - mówił. Moi polscy znajomi (ludzie z licencjatem albo tytułem magistra) wykonywali zajęcia poniżej kwalifikacji. Trochę nas to krępowało. “To tymczasowe!” - mówiliśmy udając, że w Polsce czeka nas coś lepszego. Tymczasem to Anglia była “lepsza”. Zaczęłam rozmawiać z tą Polką na ulicy.

Ładna i pewna siebie, powiedziała że była modelką, obecnie zaś pracuje jako manager. Zrobiło to na mnie wrażenie. “Wreszcie ktoś, kto dobrze sobie radzi” - mówiłam do K. która zaczęła się śmiać. Wyglądało na to, że ktoś widział tę “manager” w supermarkecie, gdzie pracowała jako sprzątaczka. Praca nie hańbi, mówią.


Sunday, March 19, 2017

Good intentions/Dobre intencje

Serial killer Pedro López was caught by members of a native tribe as he tried to kidnap a 9-year-old girl. They were preparing to execute him but a local missionary persuaded to hand him over to the police. The authorities released López who was free to kill again. Many problems are caused by good intentions, like in one of my father's stories.
englishrussia.com

There was a troop of German soldiers in Okszów during World War II. One day one of them noticed a teenager with a baby. The locals told him that the girl is a single mother. The German asked to bring him boy's father. “You will marry her before the sun goes down!” - He said. The young man obeyed. He maltreated his wife and children for many years to come.

Also in one of my mum's stories J. refused to marry H, but when she dumped him, the young man got depressed. He wouldn't leave his bed. E. felt sorry for his cousin: convinced that the best cure for the sadness is a girl, he persuaded him to marry R. Poor J. would damn E. for that (R. had particularly difficult character). Mind your own business, they say…

Seryjny morderca Pedro López został złapany przez Indian przy próbie porwania dziewięciolatki. Chcieli wykonać na nim egzekucję, ale okoliczny misjonarz przekonał ich do oddania Pedro policji. Tam został szybko zwolniony i mógł dalej zabijać. Dobre intencje czynią wiele problemów, jak w opowieści mojego ojca.

W czasie II wojny w Okszowie stacjonowali niemieccy żołnierze. Pewnego dnia któryś zobaczył nastolatkę z dzieckiem. Miejscowi donieśli, że dziewczyna jest samotną matką. Niemiec poprosił, żeby przyprowadzono mu ojca chłopca. “Ożenisz się zanim zajdzie słońce!” - oznajmił. Ten posłuchał. Znęcał się nad żoną i dziećmi przez wiele następnych lat.

Również w historii mojej mamy J. nie chciał się żenić, kiedy jednak H. go rzuciła, wpadł w depresję i nie wstawał z łóżka. E. szkoda było kuzyna. Wierząc, że najlepszym lekiem na smutki jest dziewczyna, przekonał go do ożenku z R. Biedny J. przeklinał go za to (R. miała wyjątkowo trudny charakter). Pilnuj swego nosa, mówią.