Showing posts with label Desperate housewife/Zdesperowana gosposia. Show all posts
Showing posts with label Desperate housewife/Zdesperowana gosposia. Show all posts

Sunday, September 17, 2023

Puppy Play

 

My Polish cousin is about twenty years my senior. In his native village the brave man is well-known for being lazy. It would seem a miracle, but he managed to get old doing nothing, but watching the flight of his pigeons, smoking a lot, and drinking something stronger than coffee. I’m not making fun of him: in fact, we both inherited the same bad genes. There is nothing to hide, the truth is that I’m at least as lazy as my cousin. He doesn’t seem to be a reflective and introspective person, but I wonder about everything. In this case too I ask myself: why the idea of doing something is (for some people) a pain in the ass, as the English say. Usually this attitude is labelled as laziness, but it may be not that simple. The unwillingness to act is often connected with decrease of vital energy, and loss of self-confidence. One could say, that the problem goes deeper than it is thought. Maybe the person who doesn’t feel like doing anything, actually doesn’t show her intention to live. She can often be lacking that certain sparkle, which makes out existence better.

I have been seeing a psychologist for the past few months. At our last meeting she asked me to think about what I would like. Seemingly simple, this is a difficult issue for me. I just got used to stay-at-home mum’s life: it’s easy, you keep doing the same things… That you don’t want to. That’s probably the secret of my laziness: more or less consciously I protest against boring tasks, that I’ve been doing constantly. As the years go by, the intention to life decreases, and with it our vital energy. The loss of self-confidence is on the rise… In fact, it means that we’re feeling rubbish. “What would you like?” It’s a very important question! The answer is actually an evaluation of yourself. My Polish cousin would say, maybe: “A bottle of wine and a pack of smokes.” It means: “I don’t deserve better.” I could say: “Just leave me doing nothing.” Then, I would have a lot of time for mindless scrolling… Instead of doing something on my own, I prefer watching people who know what they want, like Dani. The 26-year-old from Arizona is a passionate fan of “puppy play.”

Have you heard about this? “Puppy play is when someone acts like a puppy, and they can have an owner or not, and run around in ears and a tail and play with dog toys - it’s just really fun” – Dani says. She has a lot of accessories, including a dog bowl, collars, ears, tails, squeaky toys and even dog bed. Acting like a puppy might sound silly, but again – it’s not that simple! Almost every action has the potential. What for some people is a personal passion, for the others can be a source of livelihood. Apparently puppy play is very profitable. “A WOMAN quit her job to earn $10,000 a month acting as a kinky puppy on OnlyFans.Jenna Phillips, 21, previously worked as an optician but now pulls in six figures a year from chasing after balls and eating dog food for paying subscribers” – I read. The young woman decided that it’s OK to expose her true feelings. She cannot answer quick enough to the question “What would you like.” Jenna says that she feels like a dog, loves walking around on a lead and wearing a collar… Her smiling face is showing that the people understanding of our kinks, and that we can be accepted despite of them… At least in Austin, USA.

Mój polski kuzyn ma dwadzieścia lat więcej ode mnie. W rodzinnej mejscowości ten zacny człowiek znany jest z lenistwa. Zakrawa to na cud, lecz udało mu się dożyć starości nie robiąc nic innego, niż ogladanie lotu gołębi, palenie dużej ilości papierosów i picie czegoś mocniejszego, niż kawa. Nie żartuję sobie z niego: tak naprawdę, odziedziczyliśmy te same niedobre geny. Ukrywanie na nic się nie zda, prawda jest taka, że jestem leniwa jak mój kuzyn. Nie wugląda on na osobę refleksyjną, którą zajmuje własne wnętrze, ja jednak zastanawiam się nad wszystkim. W tym przypadku zadaję sobie pytanie: dlaczego niektórym ludziom myśl o zrobieniu czegoś jest tak przyjemna, jak ból w tyłku (jak mówią Anglicy). Taka postawa jest zazwyczaj określana jako lenistwo, być może jednak nie jest to takie proste. Niechęć do działania łączy się często ze spadkiem energii i brakiem pewności siebie. Można by powiedzieć, że problem jest głębszy, niż się wydaje. Być może osoba, której nie chce się nic robić tak naprawdę nie wykazuje chęci do życia. Brakuje jej iskry, która czyni naszą egzystencję lepszą.

Chodzę do psychologa od kilku miesięcy. Na ostatnim spotkaniu poprosiła, by zastanowić się nad tym, czego chcę. Pozornie łatwa, dla mnie to trudna kwestia. Przywykłam do życia niepracującej mamy: jest łatwe, robisz te same rzeczy… Na które nie masz ochoty. To prawdopodobnie sekret mojego lenistwa: mniej lub bardziej świadomie protestuję przeciw nudnym zajęciom, które robię na okrągło. W miarę upływu lat zmniejsza się chęć do życia, a razem z nią poziom energii. Rośnie za to brak wiary w siebie. Oznacza to, że czujesz się beznadziejnie. “Czego chcesz?” To wazne pytanie! Odpowiedź to tak naprawdę walutacja samego siebie. Mój polski kuzyn rzekłby, być może: “Flaszkę wina i paczkę fajek.” Oznacza to: “Nie zasługuję na nic lepszego.” Ja mogłabym powiedzieć: “Pozwólcie mi nic nie robić.” Miałabym dużo czasu na bezmyślne przeglądanie Internetu… Zamiast zająć się czymś samemu, wolę obserwować ludzi, którzy wiedzą, czego chcą, jak Dani. Ta 26. letnia kobieta z Arizony jest wielkim fanem “puppy play” (psiej zabawy).

Słyszeliście o tym? “Puppy play oznacza, że ktoś zachowuje się jak pies, może mieć właściciela lub nie, biega wymachując ogonem i uszami, bawi psimi zabawkami – to świetna zabawa” – mówi Dani. Ma wiele akcesoriów, wliczając w to psią miskę, obrożę, uszy, ogon, piszczące zabawki a nawet legowisko dla psa. Imitowanie zwierząt może wydawać się niemądre, znowu jednak – nie jest to takie proste. Każde działanie posiada pewien potencjał. To, co dla jednych jest prywatną pasją, dla innych stanwi lukratywne źródło dochodu. Wygląda na to, że “psia zabawa” jest bardzo opłacalna. “Kobieta odeszła z pracy aby zarabiać 10 000 dolarów miesięcznie odgrywając dziwną rolę psa na OnlyFans. Jenna Phillips, lat 21, poprzednio wykonywała zawód optyka, obecnie jednak wyciąga cyfrę z pięcioma zerami rocznie, uganiając się za piłką i jedząc psi pokarm dla płatnych subskrybentów” – czytam. Młoda kobieta zdecydowała się ujawnić swoje prawdziwe uczucia. Na pytanie “Czego byś chciała” odpowiada bardzo szybko. Jenna mówi, że czuje się jak pies i uwielbia chodzić na smyczy, nosić obrożę… Jej uśmiechnięta twarz pokazuje, że ludzie są wyrozumiali jeśli chodzi o dziwactwa: możemy być akceptowani na przekór im. No, przynajmniej w Austin (USA).





Thursday, April 9, 2020

Bari-Lublin: liberta

My friend T. lives in Salerno. She went to Bari in the end of December. “Do you know a nice place to have espressino?” - She asked me. “My paths are always the same, you see!” - I told her. “I know how to find one grocery, and another.” There was a sad true in my joking. l wasn't exploring the city. My home is my castle! I do grocery shopping, and make dinner... When it comes to entertainment my computer is sufficient.

“So long, liberty!” - It sounded pathetic. To be fair, my life, so limited and similar to other is happening like before! What's changed? Instead of a line to pay, in the supermarket there is a crowd outside. We have lost our freedom a long time ago. Our mind classified it as convenient. If you can stay at home safely, why bother? I wonder why now staying home seems to be detention.

Before one would have left his house so unwillingly! Lack of freedom hurts us… But if for the whole life you follow the same paths, who needs the freedom? We focused on biological needs: always in the first place! We will find our way through the strange times. It only took our freedom, that nobody wanted! But chicken breast is in it's place.

Moja znajoma T. mieszka w Salerno. W końcu grudnia przyjechała do Bari. Zapytała, czy znam fajne miejce, żeby wypić espressino. “Chodzę zawsze tymi samymi ścieżkami!” - odparłam. “Wiem, gdzie jest jeden sklepik i drugi.” W tym żarcie kryła się prawda. Nie odkrywałam miasta. Dom jest moim zamkiem! Robię zakupy i obiad… Komputer wystarcza, jeśli chodzi o rozrywkę.

“Wolności, żegnaj!” - to brzmi patetycznie. Trzeba przyznać, że moje ograniczone życie, podobne do innych, toczy się jak wcześniej. Cóż się zmieniło? Zamiast kolejki przy kasie, stoimy na dworze, to wszystko. Wolność utraciliśmy już wcześniej. Nasz umysł zakwalifikował to jako wygodę (po co się ruszać, jak można w domu siedzieć), poczucie bezpieczeństwa…

Jakim cudem teraz mieszkanie zdaje się aresztem? Wcześniej ruszaliśmy się z niego tak niechętnie! Dokucza nam brak swobody… Komuś, kto zawsze przemierza takie same ścieżki, wolność jest niepotrzebna. Koncentrowaliśmy się na potrzebach biologicznych: zawsze na pierwszym miejscu! W tych dziwnych czasach sobie poradzimy. Odebrano nam wolność, której wcześniej nikt nie chciał. Pierś z kurczaka jest na swoim miejscu...

Sunday, February 9, 2020

Bari-Lublin: machismo

P. grew up in a small place in Basilicata. She was dating her neighbour for quite a long time. He was very handsome, but the teen love didn't last. „He was so close minded and controlling!” - P. says. „I dumped him because he won't let me drive a car, or have a life of my own.” She left her native Basilicata and went to live in Florence. P. seems to enjoy without children and a spouse.

My friend M. still lives in Basilicata. She accepted traditional relationship roles where the power is given to the man M. never objected when her husband told her not to drive when she got pregnant, and when their child was small. It has been 10 years and more, but she's not driving since. I noticed that her hubby is doing grocery shopping without M. He likes to decide everything…

I wouldn't say that my husband is domineering Italian type... Still, when our daughter was born, he convicted me to quit my job, leave London and move to the small town in Basilicata.… I had lost my financial independence, and didn't feel equal with my husband. „Traditional” Italy is ranked 74th in a global gender gap report, worse than Kazakhstan…

P. wychowała się w małej miejscowości w Basilicacie. Przez dłuższy czas spotykała się z sąsiadem. Był przystojny, ale nastoletnia miłość nie przetrwała. „Był taki ograniczony, kontrolował!” - mówi P. - „Rzuciłam go, bo nie pozwalał mi prowadzić auta, mieć własnego życia.” Wyjechała z rodzinnych stron i zamieszkała we Florencji. Wydaje się, że lubi życie bezdzietnej singielki.
Źródło: internet

Moja znajoma M. ciągle mieszka w Basilicacie. Zaakceptowała tradycjonalny podział ról, gdzie władzę dzierży mężczyzna. Nie protestowała, gdy mąż sprzeciwiał się prowadzeniu przez nią auta gdy była w ciąży i z małym dzieckiem. Minęło ponad 10 lat i M. nie wróciła do roli kierowcy. Zauważyłam, że jej mąż robi zakupy bez M. Lubi decydować o wszystkim...

Nie powiedziałabym, że mój mąż to Włoch dominujący… Kiedy jednak urodziła się nam córka, namówił mnie do rzucenia pracy, wyjazdu z Londynu i zamieszkania w miasteczku w Basilicacie. Straciłam finansową niezależność, nie czułam się równa z mężem. Według raportu równości płci, „tradycyjne” Włochy sytuują się na 74. miejscu, dalej niż Kazachstan...

Friday, December 6, 2019

Work with me/Pracuj ze mną

„There is more value in me not working for a paycheck” - Elisabeth Joyce wrote. Also I'm going to continue to be a stay at home mum… But also tired of not having a penny on my name, speaking metaphorically. Recently I happen to ask around. „Is it easy to found a job like yours?” - I said to a career from my apartment building. 

She wanted to know if I'm interested. „I have some free hours in the morning” - I told her. The next week I saw an announcement in the clothing store: „Models needed.” I asked them as well (they didn't say that you have to be pretty). I was told to get back after Christmas. I decided to put „Work with me” page on my blog site.

I am available for commissions! Freelance content writing and children's book author for hire! Illustrator of two books published in Italy. My mixed media illustration it's a a collection of observations of common situation often enriched with text. I can offer my own style, and never-ending passion for learning. Get in touch:)

„Więcej ze mnie pożytku, kiedy nie pracuję dla pensji!” - napisała Elisabeth Joyce. Ja też będę dalej „siedzącą w domu” mamą… Mam jednak dość faktu, że nie zarabiam przysłowiowego grosika. Ostatnio zaczęłam trochę pytać. „Łatwo znaleźć zajęcie, jak twoje? - rzekłam do opiekunki z naszego bloku. Chciała wiedzieć, czy jestem zainteresowana.

„Mam parę wolnych godzin rano!” - odparłam. W następnym tygodniu zobaczyłam ogłoszenie w sklepie z ubraniami: „Szukamy modelek.” Też zapytałam (nie wspominali, że masz być ładna). Odpowiedź brzmiała: proszę się zgłosić po świętach. Zdecydowałam się umieścić stronę „Pracuj ze mną” na blogu.

Szukam zleceń! Freelance content writing i autor książek dla dzieci do wynajęcia. Ilustratorka dwóch książek, wydanych we Włoszech. Wykonane w technice mieszanej ilustracje, często wzbogacone tekstem, są obserwacją codziennych sytuacji. Mogę zaoferować własny styl i nieustanną pasję uczenia. Napisz do mnie:)

Saturday, September 14, 2019

Good example/Dobry przykład

Smart, good looking T. is separated form her spouse. She's always been independent, and she had no financial problems when they decided to split. T. is doing well, working and taking care of their child. “You're a wonderful example to others!” - I wrote to her. She didn't seem convinced. I wanted to tell her about another “example.” 
Źródło: internet

Good-hearted M. left her job shortly after she got married. The full-time wife and mother is the best housewife ever. She's keeping the house spotless and cooking great cannelloni, but her husband doesn't appreciate M. that much. “I'm cruel with fat women!” - He says. So he is… “My wife won't loose weight! What shall I do with her?” - He said to the waitress once.

Her husband likes to be in charge of everything. M. seems to be ok with it. He was busy organising recently, she also was interested, and wanted him to keep calling someone. “You have no brain!” - He insisted, making her look stupid in public. I saw M.'s face becoming red, but she had no guts to say something... There is a price to being with someone... To being alone, as well.

Mądra, ładna T. rozstała się z mężem. Zawsze była samodzielna, nie miała problemów z pieniędzmi, kiedy zdecydowali się rozstać. Dobrze sobie radzi, pracuje i zajmuje dzieckiem. “Świetny z ciebie przykład dla innych!” - napisałam do niej. Nie była przekonana. Chciałam jej przytoczyć inny “przykład.”

Zacna M. odeszła z pracy niedługo po ślubie. Pełnoetatowa mama i żona jest najlepszą gosposią na świecie. Dom lśni czystością, robi najlepsze canelloni na świecie, mąż jednak nie ceni M. tak bardzo. “Jestem okrutny dla grubych kobiet!” - mówi. To prawda... “Moja żona nie chce schudnąć! Co mam z nią zrobić?” - powiedział kiedyś do kelnerki.

Mąż lubi decydować o wszystkim. M. zdaje się to nie przeszkadzać. Organizował coś ostatnio, ona też się interesowała, chciała, żeby do kogoś powtórnie zadzwonił. “Nie masz mózgu!” - twierdził, robiąc z niej idiotkę przy wszystkich. M. poczerwieniała na twarzy, zabrakło jednak odwagi, żeby odpowiedzieć. Jest cena za bycie z kimś... Za samotność, tak samo.

Sunday, May 5, 2019

No passion/Żadnej pasji

Criticism can be difficult to take, but actually is a good thing! I have passion for drawing, but I never went to an art school. When you learn on your own you may keep doing mistakes, unless there is someone who can guide you away from bad practices! About two years ago I showed my husband one of my pencil-and-pen sketches. 
Źródło: internet

 “Do you like it?” - I asked. “Can't you see? You're wasting your time!”- He told me. It might have sounded rude… But actually it was the sort of feedback I needed. I wasn't progressing! “You told me that I can't?” - I thought. “I'll show you that I can!” Two years on I'm still learning, and he's positive that I can't draw.

The problem is that he won't tell me that! It's been a while that I feel like not moving forward. I'm working in one technique and another… And I don't like it somehow. “Can't you see? You're wasting your time!” - the cruel truth, isn't it? I lost motivation, and my husband doesn't even want to put me down anymore…

Krytycyzm – niełatwo go znieść, ale czasem może się przydać. Pasjonuje mnie rysunek, nie mam jednak za sobą szkoły artystycznej. Kiedy uczysz się samemu, uczysz się na błędach, chyba że znajdzie się ktoś, kto ci je pokaże. Ponad dwa lata temu pokazałam mężowi moje rysunki zrobione piórem i ołówkiem.

“Podoba ci się?” - spytałam. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - powiedział. Brzmi nieładnie, ale wygląda na to, że właśnie tego było mi potrzeba. Dwa lata póżniej ciągle się uczę, on zaś jest przekonany, że nie umiem rysować. Problem w tym, że nie chce mu się tego mi powiedzieć!

Od pewnego czasu mam wrażenie, że utknęłam w miejscu. Próbuję tej czy innej techniki… Nie bardzo jednak mi się to wszystko podoba. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - okrutna prawda, czyż nie tak? Spraciłam motywację, a mężowi nie chce się mnie nawet zdołować...

Sunday, September 2, 2018

Not affraid/Bez lęku

Agnieszka writes about living with her parents, fighting a diseasese, and being grateful for her family and „irrepreceable friend.” She's suffering from joint pain, wasn't working and felt helpless untill she accepted a part-time cleaning job. „I like working there” - Agnieszka says. „I can swear, because the work is hard. I can laugh with my great crew.” 

I was sitting on a bench with other women, who play a housewife (like myself) when T. appeared. She came to Italy seeking for better future, and decided to remain when her husband passed away. Life in her native country is hard, T. says. Her mother, retired teacher, is having 70€ per month. Pretty T. is working hard 7 days a week.

She's not complaining. „I live here alone with my children, but I'm not affraid of anything!” - She told me. My unemployed friends have pity on her. „Poor thing!” - They whispered. But it's us, hiding for years in our easy, accomodating life who is „poor” indeed. Too frightened to breake the close circle of our house, we're paying the price of our weakness.

Agnieszka pisze o mieszkaniu z rodzicami, walce z chorobą i byciu wdzięcznym za rodzinę i „niezastąpioną przyjaciółkę.” Cierpi na bóle stawów, nie pracowała i czuła się bezradna, aż przyjęła weekendową pracę sprzątaczki. „Lubię tam pracować” - mówi. „Mogę przekląć, bo praca ciężka. Mogę pośmiać się z moją fajową ekipą.”

Siedziałam na ławce z innymi paniami, które grają gosposię (jak ja) kiedy zjawiła się T. Przyjechała do Włoch w poszukiwaniu lepszej przyszłości i zdecydowała się zostać kiedy zabrakło jej męża. Życie w jej kraju jest ciężkie, opowiada. Mama T. - emerytowana nauczycielka – dostaje 70€ na miesiąc. Urodziwa T. pracuje 7 dni w tygodniu.

Nie narzeka. „Jestem tu sama z dziećmi, ale niczego się nie boję!” - mówi. Moje bezrobotne znajome litują się nad T. „Biedaczka!” - wzdychają. Ale to my, kryjące się w łatwych, wygodnych życiach jesteśmy naprawdę biedne. Zbyt wylęknione, by wyrwać się z zamkniętego domowego kręgu, płacimy cenę naszej słabości.




Saturday, November 11, 2017

Every minute/Każda minuta

I'm at an age where your friends ask if you still got your period. Where the hairdresser is checking if your grey hair need to be cover. Where at the lingerie shop you're joking “Bras for saggy breast please!” This is what 40 looks like… Not that young any more, just a housewife who doesn't bring money, but can relax while everyone is running somewhere.
photo credit Lauren Doungey

You need a time off from your thankless job. “I'm watching this mom on YouTube” - I said to A. “She would film herself in pyjamas, or her playing children...” But women bloggers don't only talk about their love of coffee, but try to see things from different perspective. Like stretch marks: instead of hiding, one could celebrate it with lightning glitter!

“All bodies are beautiful!” - They say. “We're all perfect in our own little ways.” It's true – nobody is “trapped” in an average woman's body. In your 40s you (hopefully) know who you are. The wrinkles are the lines of life where nothing can stop you but yourself. It's a good reason to stop wasting time on YouTube. Every minute counts!

Jestem w wieku, kiedy znajome pytają, czy masz jeszcze okres. Kiedy fryzjer sprawdza, czy trzeba pokryć twoje siwe włosy. Kiedy w sklepie z bielizną żartujesz, że szukasz stanika dla opadających piersi. Tak oto wygląda czterdziestka… Nie taka znowu młoda, zwyczajna gospodyni, która pieniędzy nie zarabia, ale relaksuje się, gdy inni gdzieś pędzą.

Trzeba odpocząć od niewdzięcznej pracy. „Oglądam tę mamę na YouTube!” - rzekłam do A. „Filmuje siebie w piżamie albo własne dzieci...” Ale blogujące panie nie rozprawiają tylko o miłości do kawy, starają się pokazać rzeczy z innej perspektywy. Na przykład rozstępy: zamiast ukrywać, można je uczcić, smarując srebrzystym glitterem!

“Wszystkie ciała są piękne!” - mówią. - „Jesteśmy doskonali w nasz własny mały sposób.” To prawda – ciało przeciętnej kobiety to nie żadna pułapka. W okolicy czterdziestki wiesz kim jesteś (oby). Zmarszczki to linie życia, w którym nic cię nie może powstrzymać, oprócz siebie samego. Dobry powód, żeby nie tracić czasu na YouTube. Każda minuta się liczy!

Monday, June 12, 2017

Happy blogger/Szczęśliwy bloger

I quitted Facebook but it looks there is no escape from social network. I've become a big fan of Instagram. I could spend hours scrolling through the pics of “happy bloggers”. They are sharing photos of chocolate biscuits, glass of beer, of their shoes and garden… They are smiling, relaxed and grateful for all those good things in their life.

All the Instagram fascination taught me two lessons: 1.“It isn’t what you have or who you are you are doing that makes you happy or unhappy. It is what you think about.”(D.Carnegie) 2.I'm too serious. The “happy” woman are drinking coke with rum, painting their toenails red, eating a whole box of candy in one sitting while I?

Don't even own a lipstick. Feel guilty of buying artificial sweeteners-filled stuff and other “bad” food. Always think that I would do something stupid after drinking alcohol. “I threw a plate at my husband once” - My favourite blogger wrote. She's not trying to be perfect... Maybe it's the formula for happiness? It means loving who you are right now.

Odeszłam z Facebook, ale chyba nie ma ucieczki od serwisów społecznościowych. Zostałam fanką Instagram. Mogłabym spędzać godziny przeglądając fotki “szczęśliwych blogerek”. Dzielą się zdjęciami ciastek czekoladowych, szklanki piwa, swoich ogrodów i butów… Są uśmiechnięte, zrelaksowane, wdzięczne za dobre rzeczy w życiu.

Cała ta fascynacja Instagramem dała mi dwie lekcje. 1.Nie to, co masz albo kim jesteś cię uszczęśliwia, lecz to, co o tym myślisz (D.Carnegie). 2.Jestem zbyt poważna. “Szczęśliwe” kobiety piją rum z colą, malują paznokcie u nóg na czerwono, jedzą paczkę cukierków na jednym posiedzeniu, a ja? Nie mam nawet szminki.

Czuję się winna kupując rzeczy ze sztucznymi słodzikami i inne “złe” jedzenie. Zawsze myślę, że po alkoholu zrobię coś głupiego. “Rzuciłam kiedyś talerzem w męża” - napisała moja ulubiona blogerka. Nie stara się być doskonała. Może to właśnie formuła na szczęście? Oznacza kochanie siebie takiego jak jesteś, teraz. 

Sunday, April 30, 2017

Long game/Dłuższa gra

Bari is not the cleanest city in the world. There are piles of bottles and boxes next to the waste containers, rubbish thrown on the streets, and dog's waste left on it. Italians may not clean up after their pets, but they do have a sense of humour. Once I noticed “a smile” made from two round and one long dog's poops. I wanted to take a photo of it for my blog.
Źródło: internet

“I don't know you… But I thank you!” - Emma wrote. An exhausted Mum, she started writing about screaming “F*CK” at her husband and lying face down on a bed. People did respond, and her followers increased. “Blogging is a long game” - Emily says. Documenting the life of her family brings her so much joy. She has found her “blogging tribe”.

I was steady and consistent, cared about the stats, wanted to write good content, and people to read it. Five years on I don't have big audience, and I don't envy the bloggers who have it – but those who don't write at all. I don't regret blogging, but I can't devote my spare time to it. I'm into something, but I'll come back and write when I'll feel like doing it.

Bari nie jest najczystszym miastem świata. Koło kontenerów na śmieci piętrzą się butelki i pudła, na ulicach leżą odpadki oraz psie odchody. Włosi mogą nie sprzątać po zwierzakach, ale mają poczucie humoru. Kiedyś zauważyłam “uśmiech” zrobiony z dwóch kulistych i jednej długiej psiej kupy. Chciałam zrobić zdjęcie do mojego bloga.

“Nie znam cię… Ale dziękuję!” - napisała Emma. Zmęczona mama zaczęła pisać o krzyczeniu “ch***j” w twarz męża i leżeniu twarzą w dół na łóżku. Ludzie odpowiedzieli, rosła rzesza wielbicieli. “Blogowanie to dłuższa gra” - mówi Emily. Dokumentowanie życia rodziny daje jej dużo radości. Odnalazła swoją “blogerską brać”.

Byłam stała i konsekwentna, zależało mi na statystykach, dbałam o treść, chciałam żeby ludzie to czytali. Po pięciu latach nie mam dużej publiczności i nie zazdroszczę blogerom, którzy taką mają, lecz tym, którzy nie piszą wcale. Nie żałuję blogowania, ale nie mogę poświęcać mu czasu. Mam inne zajęcie, ale wrócę i będę pisać – gdy będę miała ochotę.


Sunday, April 2, 2017

Poupée de cire

My blog will be turning five in May, and I'm having a crisis. I keep posting twice a week, and asking myself: what's the point of sharing your life on the Internet? “Blogging is not rocket science, is about being yourself, and putting what you have into it” (Anonymous). That true: an average blogger opens up to the readers.


It's a mirror in which everyone can see you, like in the song Poupée de cire:
I'm a wax doll/A sound doll
My heart is engraved in my songs
Wax doll, sound doll (translation from lyrictranslate).
Tell stories, be true to yourself, give common sense advice… Millions of people would do it.

There is a reason I'm one of them. I was sad and isolated five years ago. Stay-at-home mothers often feel like that. Blogging had a positive impact on my life. It served as a personal journal, and made me realize that I have something to say. Maybe it makes sense, all the writing about your struggles and battles. Even if he readers don't leave comments.

Mój blog skończy pięć lat w maju a mnie dopadł kryzys. Publikuję posty dwa razy na tydzień myśląc – jaki sens ma upowszechnianie swego życia w internecie? “W blogowaniu nie chodzi o wyższą technikę, lecz o bycie sobą, danie tego, co masz” (Anonim). To prawda - przeciętny bloger pokazuje się czytelnikom.

Niczym lustro, w którym każdy może cię zobaczyć, jak w piosence Poupée de cire:
Jestem lalką z wosku/Lalką z dźwięku
“Moje serce wyryte jest w piosenkach
Woskowa lala, dźwięczna lala”
Opowiadaj historie, bądź szczery, dawaj rozsądne rady… Robią tak miliony ludzi.

Jest powód, dlaczego ja też. Była samotna i smutna pięć lat temu. Niepracujące mamy często tak się czują. Blogowanie miało dobry wpływ na moje życie. Posłużyło za osobisty dziennik, uświadomiło, że mam coś do powiedzenia. Może ma sens całe to pisanie o osobistych szarpaninach i walkach. Nawet jeśli czytelnik nie zostawia komentarzy.

Thursday, March 16, 2017

The word for Thursday/Słowo na czwartek

I wasn't going out for the last few days. Staying inside your home can be isolating: it means growing sense of loneliness. The moment when negative thoughts hit your brain... One evening I went outside to throw away a trash. I noticed two of woman with a small white poodle while crossing the road. “Oh it's so sweet!” - One of them said. 
Źródło: Internet

A young couple was hugging next to a waste containers. “I never told you the whole truth!” - The man insisted. Black-haired students were holding their hands: the guy was smoking an e-cigarette. I was walking on the 7th floor, thinking: there is an amazing world outside. Whatever you focus your attention, grows.

“The world as we have created it is a process of our thinking. It cannot be changed without changing our thinking” (Einstein). So instead of bringing to life the misfortunes (most of which never happened) I tried to concentrate on the picture I saw on Illustration Friday. And on this blog post – just to write something on Thursday!

Nie wychodziłam z domu ostatnie parę dni. Takie siedzenie izoluje, wzmaga poczucie samotności. Moment, kiedy w mózgu rodzą się negatywne emocje… Pewnego wieczoru wyszłam wyrzucić śmieci. Przekraczając ulicę, zauważyłam dwie kobiety z białym pudelkiem. „Ale słodziak!” - mówiła jedna. Młodzi ludzie przytulali się koło konteneru na śmieci.

“Nie powiedziałem ci całej prawdy!” - twierdził mężczyzna. Dwoje ciemnowłosych studentów trzymało się za ręce, chłopak palił elektronicznego papierosa. Wchodziłam na siódme piętro, myśląc: tam na dworze jest nadzwyczajny świat. To, na czym się koncentrujemy, wzrasta.

“Świat, który stworzyliśmy, jest produktem naszych myśli; nie można go zatem zmienić bez zmiany naszych myśli ” (Einstein). Zamiast przywracać do życia nieszczęścia (których większości nigdy nie było) próbowałam się koncentrować na obrazku, który widziałam na Illustration Friday. I na tym poście też (żeby coś napisać w czwartek:)