Tuesday, March 31, 2020

Bari-Lublin: bresaola

We are one mind, they say. Must be true, because we we all have one look. Our life is over… We share that thought, but we're just like before, locked up tightly in a lonely, separate word. I. is my neighbor, we both have children, but I cannot reach her, metaphorically speaking. 

We're experiencing apart, even if the lack of yeast and flour applies to all. Every one of us defending his own things, like cereals for example. I start my day with Wheetabix, crispy biscuits, getting soggy in milk. My father-in-law likes cold meat called bresaola. He's already forgotten that once there was only bread and knife for eating. It's easy to get used to excessive consumerism.

I write this on my phone, outside of supermarkets. I showed up at 7:30 am, there was a lot of people in front of the store, keeping their numbers. Our life is over, the gaze says. But we don't wish to change. Filled with determination, we want to eat well. Everyone will protect his daily portion of fiber and aged meat, or another piece of his own.

Mówi się że jesteśmy jednym umysłem. Musi to być prawdą bo mamy jednakowe spojrzenie wszyscy. Nasze życie się skończyło… Dzielimy się tą samą myślą, ale jesteśmy tacy, jak przedtem. Zamknięci szczelnie w samotnych, osobnych światach. I. jest moją sąsiadka, obydwie mamy dzieci, ale mówiąc metaforycznie nie mogę jej dotknąć.

Przeżywamy osobno, chociaż brak mąki i drożdży w sklepie dotyczy nas wszystkich. Każdy z nas broni tego, co własne, osobiste, jak płatki śniadaniowe na przykład. Rozpoczynam dzień od Wheetabix, chrupiące zbożowe ciastka, które miękną w mleku natychmiast. Mój teść lubi wędlinę zwaną bresaola. Już dawno zapomniał, że kiedyś do jedzenia był chleb i nóż, to wszystko. Do konsumpcyjnego nadmiaru jest łatwo przywyknąć…

Piszę to na telefonie przed supermarketem. Zjawiłam się o siódmej trzydzieści, przed sklepem stała cała rzesza ludzi ściskających numerki. Nasze życie się skończyło mówią zmęczony spojrzenia. My jednak nie mamy ochoty się zmienić. Wypełnia nas determinacja, chcemy się dobrze odżywiać. Każdy będzie bronił codziennej porcji błonnika, długo dojrzewającej wędliny czy co tam ma swojego.


Friday, March 27, 2020

3. Pani Śmierć


Another picture! It says: Before death: „I'm finished, my wife says. I would like a drink, but she won't let me.” After death (nothing).

Kolejny obrazek! Przed śmiercią: „Żona mówi, że jestem skończony. Napiłbym się, ale mi nie da.” Po śmierci (nic).



Thursday, March 26, 2020

2. Pani Śmierć


The second picture from new comic series! It says: „Normally: I'll smack you in the mouth! I'll pull your hair! Fear of death: I love my family! Back to normal: I'll kick you!”

Drugi rysunek z nowej komiksowej serii. Na obrazku: „Normalnie. Dam ci po pysku! Wyszarpię cię za włosy! Lęk przed śmiercią. Kocham moją rodzinę! Znowu normalnie. Dam ci kopniaka!”

Tuesday, March 24, 2020

1. Pani Śmierć


What are the chances of dying?” - People think, as Coronavirus spreads. We fear death, but maybe is not as bad, like in this drawing. The child: „Why are the skeletons so happy?” Mummy: (?) The child: „Look, he's grinning.” „Bel tempo” for now is over, and not only in Italy! The first picture from new comic series: Lady Death. On the picture: „Before death. I loved a woman, but she dumped me 20 years ago. For my family, I'm nothing. What shall I do? I'm drinking. After death (nothing).”

Jakie są szanse na śmierć?” - myślą ludzie, kiedy koronawirus się szerzy. Boimy się śmierci, ale może nie jest taka zła, jak na tym rysunku. Dziecko: „Dlaczego wszystkie kościotrupy są takie szczęśliwe?” Mama (?) Dziecko: „No patrz jak się szczerzy.” „Bel tempo” skończyło się, i to nie tylko we Włoszech. Pierwszy rysunek z nowej komiksowej serii: „Pani Śmierć.” Na obrazku: „Kochałem kobietę, ale 20 lat temu ode mnie uciekła. Dla rodziny jestem nikim. Co mam robić? Piję! Po śmierci (nic).”

Friday, March 20, 2020

Bari-Lublin: mascherina

Before you would't go out running, and now you want to run every day!” - My husband told me. It's true: in March I made twice as much as in February, and it's still 10 days left! It's my way to cope, since all the lockdown started. Everybody is scared of Coronavirus. My Polish friend knows someone in Sicily who insist that the situation is disastrous. Paramedics are not coming, even young people are dying like flies.

 “It's not so bad!” - I told her. I'm trying not to worry, but it's not easy! V. was pale when we met the last time, dark circles around her eyes… “My son had to take antibiotics twice, and he's poorly again!” - She told me. “Normally I would take him to Polyclinics, but I can't do it now.” My friend sent me a photo of her daughter. She got burned just when the drastic “red zone” measures where announced.

Everyone would avoid hospitals now, when the virus spreads. She's curing her daughter on her own, sending the photos to a friendly surgeon. A security guard is standing outside our grocery store. “You cannot enter without a mask!” - He told me. I found 2,50 euro mask in the chemist. When I was back, a guy without a mask was protesting. “OK, would you just pull up jacket, to cover your face?” - Security guard asked him friendly.

PS. Italian version CLICK HERE.

Nie biegałaś wcześniej a teraz chcesz wychodzić codziennie!” - powiedział mąż. To prawda: w marcu przebiegłam dwa razy więcej, niż w lutym, a zostało jeszcze dziesięć dni! Tak sobie radzę, odkąd zaczęła się blokada. Wszyscy drżą przed koronawirusem. Moja polska znajoma zna na Sycylii kogoś kto twierdzi, że jest katastrofa. Karetka nie przyjeżdża, młodzi ludzie padają jak muchy.

Nie jest tak źle!” - rzekłam. Staram się nie martwić, ale łatwo nie jest! V. była blada, kiedy spotkałam ją ostatnio, sińce pod oczami. “Mój syn musiał przyjąć antybiotyk dwa razy i znowu zachorował!” - rzekła. “Normalnie zabieram go do polikliniki, ale teraz nie mogę.” Znajoma wysłała mi zdjęcie córki. Poparzyła się, kiedy ogłoszono drastyczne zabezpieczenia “strefy czerwonej.”

Każdy unika szpitali, kiedy wirus się szerzy. Sama leczy córkę, wysyła zdjęcia do znajomego chirurga. Przed naszym sklepem stoi ochroniarz. “Nie możesz wejść bez maseczki!” - powiedział. Znalazłam maseczkę w drogerii (2,50 euro). Kiedy wróciłam, mężczyzna bez maseczki podniósł protest. “OK, proszę podnieść kurtkę, żeby zasłonić twarz!” - rzekł polubownie ochroniarz.

Friday, March 13, 2020

7.Bel tempo


Italian life: eat a lot of pasta. Talk about it. Repeat. Polish life: eat a lot meat and potatoes. Repeat. Talking about it is not necessary.

PS. Italian version CLICK HERE.

Włoskie życie: jedz dużo makaronu. Mów o tym. Powtarzaj. Polskie życie: jedz dużo ziemniaków i mięsa. Powtarzaj. Mówienie nie jest konieczne.

Thursday, March 12, 2020

Bari-Lublin: zona rossa

I'm reading “Diaboliad” by Mikhail Bulgakov: the workers are paid with matches or a wine (the matches won't light up, and wine gives you a horrible headache). Female civil servants get soldiers long johns. The post-Revolution Russia is such a impossible, ridiculous place to live… But man grows used to everything. One week ago in Bari started Coronavirus lockdown. “The school is closed till the 15th” - We were told last Wednesday.

There was a big “Oh no...” And we had to deal with it. “The whole of Italy is now a Protected Red Zone” - The government announced on Monday. You can enter to the store in small groups, 5-6 people (supermarket) 2-3 people (smaller store). We're waiting outside, the anxiety is palpable. People are covering faces with masks or scarves. Yesterday we were told that all bars, restaurants and shops (except grocery) will be closed.

The streets are desert and silent, you can see some policemen on motorcycle. But strangely, now it seems quite normal! “Our grandfathers had to deal with the War, we are only required to stay home” - Someone wrote. You can get used to Coronavirus. Besides, apparently it saves the planet! Due to an economic slowdown, there is a dramatic decline in pollution levels.

P.S. Italian version CLICK HERE.

Czytam “Diaboliadę” Bułhakowa: pracownicy dostają wypłatę w postaci wina, w zapałkach (wino powoduje koszmarny ból głowy, zapałki nie chcą się palić). Urzędniczkom wydaje się wojskowe kalesony. Postrewolucyjna Rosja to niemożliwe, absurdalne miejsce… Ale człowiek przywyka do wszystkiego. Tydzień temu w Bari zaczęła się blokada koronowirusa. “Szkoły zamknięte do 15” - powiedziano nam w środę.

Wszyscy westchęli: “O nie...” I każdy musiał sobie poradzić. “Cały teren Włoch objęty jest czerwoną strefą” - oznajmił rząd w poniedziałek. Do sklepów wchodzi się małymi grupkami, 5-6 osób (supermarket) 2-3 osoby (mniejsze sklepy). Czekamy na zewnątrz, wyczuwa się niepokój. Ludzie zasłaniają twarze szalikiem albo maską. Wczoraj powiedziano nam, że wszystkie bary, restauracje i sklepy (oprócz spożywczych) będą zamknięte.

Ulice są ciche i puste, widać policjantów na motocyklach. Dziwne, ale teraz wydaje się to dość normalne! “Nasi dziadkowie zmagali się z wojną, nas proszą, żebyśmy siedzieli sobie w domu” - napisał ktoś. Do koronawirusa też można przywyknąć. Poza tym, wygląda na to, że ratuje planetę! Spowolnienie gospodarcze w Chinach drastycznie zmniejsza zanieczyszczenie powietrza.

Sunday, March 8, 2020

Bari-Lublin: Amuchina

Many years ago I was on train going to Lublin. A young guy had talked about amazing Italian life. There is a job for everyone, he insisted, people after college earn really good money… Some 20 years later Italy faces low growth and unemployment, but it's still nice place to live. Italy is famous for its cuisine, the aura does spoil you.

Complaining because in January the temperature dropped to 10ºC is not strange for my friends. Italians can be pretty sensitive. Snow fell? The schools are closed. Heavy rains, or a big wind? The same. Coronavirus has fanned panic, obviously. The school are closed till 15th of March, maybe even longer… “The children from 0-6 years must not be admitted” - Declares library announcement.

I went there recently. “1 meter distance, please!” - The librarian with plastic gloves told me. A.'s boyfriend is still not leaving his Milano apartament. Luckily, there is supermarket delivery service. He has read three books, 1000 pages each. Amazon price of Amuchina has raised to 100 for the package of four pieces. The last news: closed churches. No Mass till April! 

P.S. Italian version CLICK HERE.

Wiele lat temu jechałam pociągiem do Lublina. Jakiś chłopak rozprawiał o wspaniałym życiu włoskim. Praca dla wszystkich, ludzie po maturze zarabiają świetne pieniądze… Dwadzieścia lat później Włochy zmierzają się z bezrobociem, wzrost gospodarczy jest spowolniony, ale to nadaj miejsce do życia całkiem niezłe. Włochy słyną z dobrej kuchni, pogoda cię rozpieszcza.
Źródło: internet

Narzekanie, że w styczniu temperatura spadła do 10ºC to rzecz dla moich znajomych codzienna. Włosi są dość przewrażliwieni. Spadł śnieg? Zamykamy szkoły. Silny wiatr, obfite deczcze? Ta sama historia. Koronawirus podsyca panikę, rzecz jasna. Szkoła w Bari jest zamknięta do 15 marca, być może nawet dłużej… “Dzieci w wieku 0-6 lat nie mogą przebywać na terenie placówki” - głosi wywieszka w bibliotece.

Poszłam tam ostatnio. “Proszę zachować metrowy dystans!” - rzuciła bibliotekarka w plastikowych rękawiczkach. Chłopak A. nadal nie wychodzi z mieszkania w Mediolanie. Na szczęście supermarket dostarcza jedzenie do domu. Przeczytał trzy książki, po 1000 stron każda. Cena Amuchiny na Amazon wzrosła do 100 euro czteropak. Ostatnie wieści: kościoły zamknięte! Nie będzie mszy aż do kwietnia.



Monday, March 2, 2020

No nudity/Zero golizny

G. took a look at his son's iphone, and saw a photo of the 15 year-old naked… His hand was covering the intimate parts (because of No Nudity Rule on Instagram). Also I joined the club (again). I'm scrolling through endless photos. Bronzed woman with bulging muscles and large fake breast and bottom. Brunette with white teeth is proudly showing her big, saggy belly

Everything has been done before, how can you stand out from the crowd? There is something special about me: excessive sweating. I'm not kidding you. In the high school my classmates even told me: “Do something with it, bloody hell.” Embarrassing, but doesn't happen to everyone! With time the situation has improved, but I still experience nervous sweating…

Like the day I was invited to talk with the children about La nonna nei Sassi never mind I was armed with a strong antiperspirant! My Instagram name is magryty but I might change it to smellymummy sometimes. I could also get naked, just to get lots of followers… I've lost weight, so my belly fat is not that impressing, but you might like my scar. Yes, definitively I have potential! So lucky:)

PS. I disabled my Instagram account... Again.

G. przeglądał iphone syna i znalazł nagie zdjęcie swego piętnastolatka. Z powodu reguły zero golizny na Instagram zasłaniał intymne miejsce ręką. Sama też dołączyłam do klubu (znowu). Przeglądam niezliczone zdjęcia. Opalona kobieta, wypukłe muskuły, sztuczny tyłek i piersi. Brunetka o białych zębach paraduje dumnie z wielkim, obwisłym brzuchem...

Wszystko już było, jak się można wyróżnić? Mam jednak coś specjalnego: nadmierne pocenie. Nie żartuję, w średniej szkole koledzy mówili mi nawet: “Zrób coś z tym, do cholery.” Krepujące, ale nie zdarza się każdemu! Sytuacja poprawiła się z czasem, ale ciągle mam problem z nerwowym poceniem, jak tego dnia, kiedy zaproszono mnie, aby rozmawiać z dziećmi o książce La nonna nei Sassi

Nieważne, że uzbroiłam się w silny dezodorant! Moje imię na Instagram to magryty lecz można je zmienić na smellymummy. Aby zdobyć rzesze nowych “followers” mogłabym się również rozebrać. Schudłam i tłuszcz na brzuchu nie jest imponujący, może jednak spodobać się wam moja blizna. Tak, z całą pewnością jest duży potencjał! Mam szczęście:)

PS. Zdezaktywowałam moje konto Instagram... Raz jeszcze.