Sunday, November 27, 2016

The strategy of distraction/Odwracanie uwagi

Will Poland impose a total ban on abortion? The question: if miscarriages should lead to prison seems the most important in my country. I can't help but thinking that it's maintaining public attention away from the real problems. 0,6 million of Polish employees work on junk contracts. My equals had become immigrant generation. 
www.theguardian.com

2,1 millions Poles are living abroad. I might be not not very patriotic – I don't intend to return to my homeland any time soon - but I feel better reading that Polish students of British universities are coming back. A Cambridge graduated Marta Poślad chose to settle in Poland. So did Jakub Bochiński, the head of European Space Agency office in Warsaw.

It would not feel genuine to present myself as a Brit. I always felt Polish, and thought about Poland as my final destination,” he says. The majority of Poles living in the UK found their place there, but many students of at British universities can see their future in Poland. Maybe some of them will become politicians who are solving problems, and don't create a new ones.

Czy Polska wprowadzi całkowity zakaz aborcji? Kwestia czy poronienie należy karać więzieniem wydaje się najważniejsza w moim kraju. Nie mogę się oprzeć wrażeniu że to odwracanie uwagi publicznej od prawdziwych problemów. 0,6 mln Polaków pracuje na umowach śmieciowych. Moi rówieśnicy stali się pokoleniem emigrantów.

2,1 mln Polaków żyje za granicą. Może nie jestem wielkim patriotą – nie planuję powrotu do ojczyzny w najbliższym czasie – ale czuję się lepiej, czytając że polscy studenci angielskich uniwersytetów chcą wracać. Absolwentka Cambridge Marta Poślad wybrała życie w Polsce. Zrobił tak Jakub Bochiński, kierownik Europejskiej Agencji Kosmicznej w Warszawie.

Nie mógłbym przedstawiać się jako Brytyjczyk. Zawsze czułem się Polakiem, myślałem o Polsce jak o swojej destynacji” - mówi. Większość Polaków mieszkających na wyspach znalazła tam swoje miejsce, ale wielu studentów brytyjskich uniwersytetów widzi przyszłość w Polsce. Może niektórzy zostaną politykami którzy rozwiązują problemy, zamiast stwarzać nowe.

Thursday, November 24, 2016

I'm spending my time/Spędzam swój czas

I met A. a couple of montsh ago. Brown eyed and pretty, she is also foreigner. „Are you on Facebook?” - I asked and expressed my disbelief when she denied it. „It's a waste of time!” - She told me. Few years ago A. and her friend decided to create a place for a people who speak their leanguage. She's spending her extra time working with children.


While A. is keeping up with her real friends, I'm reading that someone ate half jar of Nutella. I'm looking at endless photos and praising „You look great!”. I'm commenting, commenting, commenting. My post „“What could he say, an author who is not one of the „chosen ones” of traditional publishing?” provoked controversy on fb group for authors.

You should just give up writing!” - Insisted someone. I told it to my husband who started laughing. He didn't understand the importance of making good impression on social media. I was digesting the humiliation I was asking for, allowing someone to decide my moods. I'm fed up. I want to be like A. - not only because she's got really good legs!

Poznałam A. parę miesięcy temu. Brązowooka i urodziwa, również nie jest Włoszką. „Jesteś na Facebook?” - spytałam i wyraziłam zdziwienie, kiedy zaprzeczyła. „To strata czasu!” - rzekła. Parę lat temu A. i jej przyjaciółka zdecydowały stworzyć miejsce dla ludzi mówiących ich językiem. Spędza swój wolny czas, pracując z dziećmi.

Podczas gdy A. spotyka się z prawdziwymi przyjaciółmi, ja czytam, że ktoś zjadł pół słoika Nutelli. Przeglądam niezliczone zdjęcia i chwalę: „Dobrze wyglądasz!” Komentuję, komentuję, komentuję. Mój post „Co może powiedzieć autor, którego nie wybrał żaden (tradycyjny) wydawca?” wywołał polemikę w grupie dla autorów na fb.

Powinnaś dać sobie spokój z pisaniem” - twierdził ktoś. Powiedziałam to mężowi, który zaczął się śmiać. Nie pojął ważności robienia dobrego wrażenia na portalach społecznościowych. Przetrawiałam upokorzenie o które prosiłam, pozwalając komuś decydować o tym, jak się czuję. Mam dość, chcę być jak A. - nie tylko dlatego, że ma zgrabne nogi!

Sunday, November 20, 2016

The right to speak/Prawo głosu

When my father was young, his friends used to exchange books between them. If he could manage to get „Quo vadis” it was a real prize for him. But reading (and writing) has lost its privileged status. „Social media give the right to speak to legions of idiots who first spoke only at the bar after a glass of wine, without damaging the community.”
newyorker.com

They were quickly silenced, and now they have the same right to speak of a Nobel Prize. It is the invasion of fools” - Umberto Eco said. „Poor authors of hard times” are paying for getting published (sometimes you can count on supporters). The answer to How do I get people to buy it? is social media marketing. The situation is becoming funny.

The desire of seeing your last name in the book cover is too big” - Commented someone on Facebook group for writers. I agree with D.S.Dawson who wrote: „None of us know what we're doing, but we're all trying our asses off. We are all hungry”. In the new reality we're also all a bit guilty. I was „amateurish” in publishing, someone else pay for it…

Kiedy mój ojciec był młody, jego koledzy wymieniali się książkami. Zdobycie „Quo vadis” to była niezła uciecha. Ale czytanie (i pisanie) straciło swój uprzywilejowany status. „Serwisy społecznościowe dają prawo głosu rzeszy idiotów, którzy wcześniej przemawiali w barze przy szklance wina, bez szkody dla społeczeństwa.”

Szybko ich uciszano, teraz mają to samo prawo do wypowiedzi, co laureat Nobla. To inwazja głupców” - powiedział Umberto Eco. „Biedni autorzy ciężkich czasów” płacą za opublikowanie (czasami można liczyć na wsparcie). Odpowiedzią na pytanie Co zrobić, żeby ludzie to kupili jest promocja w internecie. Sytuacja robi się zabawna.

Chęć ujrzenia swojego nazwiska na okładce książki jest zbyt wielka” - skomentował ktoś w grupie pisarskiej na Facebook. Zgadzam się z D.S.Dawson która pisze: „Nikt nie wie, co robi, ale wszyscy wyłażą ze skóry. Jesteśmy wszyscy głodni.” I trochę „winni” w nowej rzeczywistości. Ja wydałam książkę „po amatorsku” ktoś inny zapłacił...



Thursday, November 17, 2016

Broken wing/Złamane skrzydło

My mother was 31 when I was born. She wanted children before, she used to say that once in November she noticed a stork on the meadow. The poor bird didn't flew with the others because he had broken wing. In Poland storks are associated with delivering babies. “Bring me a child will you?” - She thought. Soon after the stork with broken wing disappeared and I was born 9 months later.”

I wrote this one year ago. My book was supposed to be out, I wanted to announce my “new writer's life” to the world. I haven't published, and refused to accept failure. Instead of drinking wine I kept going – and writing. I convinced myself that there is no need to wait, and I should self-publish Matera 2019 in electronic book format only.

What could he say, an author who is not one of the „chosen ones” of traditional publishing? I decided to publish my book exclusively through the Internet stores” - I wrote this yesterday announcing „Matera 2019” on fb writers group. I got a comment: „Not being chosen often means that the manuscript is poorly written (not to say f*** bad)”. Let the fun begin!

Kiedy się urodziłam, mama miała 31 lat. Chciała dzieci już wcześniej, opowiadała, że pewnego razu w listopadzie zauważyła bociana na łące. Biedny ptak nie odleciał z innymi, bo miał złamane skrzydło. W Polsce bociany wiązane są z dostarczaniem niemowląt. “Przynieś mi dziecko!” - pomyślała mama. Niedługo potem bocian ze złamanym skrzydłem zniknął, urodziłam się 9 miesięcy później.”

Napisałam to rok temu. Miała się ukazać moja książka, chciałam obwieścić światu moje “nowe pisarskie życie”. Nie opublikowałam – i nie zaakceptowałam porażki. Zamiast pić wino, kontynuowałam pisanie. Przekonałam się, że nie ma sensu czekać, i że sama wydam Materę 2019 wyłącznie w formacie elektronicznym.

Co może powiedzieć autor, którego nie wybrał żaden (tradycyjny) wydawca? Postanowiłam upowszechnić książkę opierając się wyłącznie na Internecie” - napisałam wczoraj na grupie pisarskiej na fb. „Niebycie wybranym bardzo często zakłada, że tekst jest po prostu słaby (coby nie powiedzieć, że ch***) - skomentował ktoś. Zabawa się rozpoczyna!

Sunday, November 13, 2016

Corso Cavour

P. says that there is a great ice cream store on Cavon avenue” - I told Angelo. „Cavour! Don't you know who he was?” - He asked. I came to know that Count Cavour was an impotrant figure toward Italian unification. „He gave Savoya and Nice to France” - My husband explained. „Why, you gave it just like that! Wouldn't be better to pour some blood!” - I joked.
 age-of-the-sage.org/

In fact Giuseppe Garibaldi was furious: he was born in Nice. Savoy region was the house of Italian kings” - Angelo said. „But the problem was the church Before the unification the Papal States covered most of Lazio (including Rome), Marche, Umbria and Emilia. The popes supported the existence of small states. Pius IX could ask for Napoleon III's help”.

Austria, Italy's major obstacle to unification declared war. Cavour arranged a secret meeting with the French emperor. They formed an alliance, in exchange France received Savoy and Nice. In 1861, Italy was declared a united nation-state. The pope lost most of his territory, Camilo Cavour became the first Prime Minister and died few months later.

P. mówi, że jest świetna lodziarnia na bulwarze Cavon” - powiedziałam do Angelo. „Cavour! Nie wiesz, kto to był?” - zapytał. Dowiedziałam się, że hrabia Cavour był ważną postacią w historii włoskiego zjednoczenia. „Oddał Sabaudię i Niceę Francuzom” - wyjaśnił mąż. „Tak sobie oddał? Nie lepiej przelać trochę krwi” - żartowałam.

Rzeczywiście Giuseppe Garibaldi był wściekły: sam urodził się w Nicei. Sabaudia była domem włoskich królów” - mówił Angelo. „Ale problemem był kościół. Przed zjednoczeniem Państwo Kościelne zajmowało większość Lacjum, Marche, Umbrię i Romanię. Papieże wspierali istnienie małych państewek, Pius IX mógł poprosić Napoleona III o pomoc.”

Austria, główny przeciwnik włoskiego zjednoczenia wypowiedziała wojnę. Cavour spotkał się w sekrecie z imperatorem Francji. Stworzyli koalicję, w zamian Francuzi otrzymali Sabaudię i Niceę. W 1861 r. Włochy stały się jednym państwem. Papież stracił większość swoich ziem, Camillo Cavour został pierwszym premierem i zmarł parę miesięcy później.

Thursday, November 10, 2016

Chinese Proverb/Chińskie powiedzenie

Italians often call anyone who is less than white „Marocchino” (Moroccan). Some time ago I met a woman who had fell in love with a man from Africa. About 40 and single, she had a good job and nice house. He was much younger, poor and good looking. „You're making the biggest mistake in your life!” - The people used to say, but she wouldn't listen and got married. 
englishrussia.com

The young husband moved in to her place. Unfortunately there wasn't happy ending. The „Marocchino” had robbed and dumped her. - twice. She couldn't handle the pain. Her depression spiralled out of control… “Experience is the name everyone gives to their mistakes.” – Oscar Wilde. It's true that mistakes help us grow and teach us a lesson.

Still, not everyone can „Fall down seven times, get up eight” (Chinese Proverb). Sometimes we look at someone's bad choices, and can't help but predicting catastrophe. We live in a world of bad decisions, but nobody wants to be told that he's wrong. Maybe the good advice is: „Follow your heart, but take your brain with you”.

Włosi często nazywają kogoś, kto nie jest całkiem biały „Marocchino” (Marokańczyk). Jakiś czas temu poznałam kobietę, która zakochała się w mężczyźnie z Afryki. Czterdziestoletnia i samotna, miała dobrą pracę i ładny dom. On był znacznie młodszy, przystojny i biedny. „Popełniasz największy błąd w życiu!” - mówiono, ale nie słuchała i wyszła za mąż.

Młody wybranek wprowadził się do jej domu, nie było jednak happy endu. „Marocchino” obrabował ją i porzucił – dwukrotnie. Nie radziła sobie z bólem, depresja wymknęła się spod kontroli… „Doświadczenie to imię, które nadajemy naszym błędom” (Oskar Wilde). To prawda, że porażki pomagają dorosnąć i dają nam lekcję.

Nie każdy jednak potrafi „upaść siedem razy, podnieść się osiem” (chińskie przysłowie). Czasem patrzymy na czyjeś błędne wybory i ciężko nam nie prorokować katastrofy. Żyjemy w świecie złych decyzji, ale nikt nie chce słyszeć, że się myli. Może najlepszą radą jest: „Idź za głosem serca, ale mózg zabierz ze sobą”.

Sunday, November 6, 2016

The sun shining in my face/Promień słońca na mojej twarzy

Snufkin says that One can never be enterily free but travels the world in a search for freedom. He's a loner, also I'm quite happy with solitude. We went to the forest last Sunday. Basilicata is one of Italy lesser known regions, maybe that's why Appennino Lucano National Park is so wild and uncontaminated. I left the others to collect sweet chestnuts and went for a walk. 

At first I heard other people: „My jacket is so heavy... Someone's just picked all the chestnuts...” And the voices were gone. If you like being alone it's because the silence makes all things fade and fall off. I walked on rocky path looking at long, green stalks of unknown plant, and knowing that we're all part of something, and that it's very simple.

We experience ourselves as something different but what separates us are words and feelings, and those one day will be gone forever. After half an hour or so I found myself on the plain. For a while I wasn't thinking anything, looking at the grayish, naked side of Monte Raparo, and feeling the sun shining on my face.

Włóczykij mówi, że nigdy nie jest się zupełnie wolnym, ale przemierza świat w poszukiwaniu wolności. Jest samotnikiem, ja też całkiem dobrze czuję się w sama. Pojechaliśmy do lasu w niedzielę. Basilicata to jeden z mniej znanych zakątków Włoch, może dlatego Park Narodowy Appennino Lucano jest tak dziki, nietknięty.

Oddaliłam się od zbierających kasztany i poszłam na spacer. Początkowo słyszałam innych ludzi: „Ciężka ta moja kapota… Ktoś już wyzbierał kasztany...” Potem głosy ucichły. Jeśli lubisz samotność to dlatego, że cisza sprawia, że wszystko blednie, opada. Szłam kamienistą ścieżką patrząc na długie, zielone łodygi nieznanej rośliny.

Wiedząc, że wszystko jest częścią czegoś, i że jest to bardzo proste. Odbieramy siebie jako innych, lecz to, co nas oddziela to uczucia i słowa, a te kiedyś znikną - na zawsze. Po mniej więcej pół godzinie znalazłam się na polanie. Przez chwilę nie myślałam o niczym, patrzyłam na nagie, szarawe zbocza Monte Raparo, czując promień słońca na mojej twarzy.

Thursday, November 3, 2016

Us, dreamers/My, marzyciele

John is a very modest writer. Authors rarely hide their work, but he keep quiet about it. „I love to read” - He wrote on his blog. „Writing has become a priority for me”. I'm certainly not like John. I'm more like my husband's colleague E. He likes drawing and wants to publish his manga comics on Amazon. E. does not exclude that he'll be famous. 
englishrussia.com

He's thinking what to do with all the money. „I'll sodisfy some cravings, and then donate the rest of it for the charity” - E. said. Writhers need to be dreamers, but also goalers. I convinced myself that I won't wait to be 'chosen' by traditional publisher, and decided I should self-publish my dystopian mini-novel „Matera 2019” in electronic book format only.

I did the easy part: I designed the book cover, I've found a freelance editor and someone who will convert my manuscript into e-book. When „Matera 2019” is out in the world, I'll start spreading the message. Very likely I won't get mainstream media attention, but I'm counting on blogs for reviewing books. At least I'm giving myself a chance.

John jest bardzo skromnym pisarzem. Autorzy nieczęsto kryją swoje dzieła, on zaś nie obnosi się z twórczością. „Kocham czytać” - pisze na blogu. „Pisanie stało się moim priorytetem”. Nie jestem jak John, przypominam bardziej kolegę mego męża. E. Lubi rysować, chce wydać swoje komiksy manga na Amazon. E. nie wyklucza, że stanie się sławny.

Myśli, co zrobić z nadmiarem pieniędzy. „Zaspokoję parę swoich zachcianek, resztę oddam na dobroczynność” - mówi. Pisarze muszą marzyć, ale i stawiać sobie cele. Przekonałam się, że nie będę czekać aż wybierze mnie tradycyjny wydawca i sama opublikuję moją mini-powieść dystopijną „Matera 2019” w formacie elektronicznym.

Wykonałam „łatwą część”: zrobiłam okładkę, znalazłam redaktora freelancer i kogoś, kto przekształci maszynopis w e-book. Kiedy powieść ukaże się na horyzoncie, zacznę upowszechniać wieści. Pewnie nie zwrócę uwagi głównych mediów, liczę jednak na blogi książkowe. Przynajmniej daję sobie szansę.