Friday, August 16, 2019

I am positive/Jestem optymistką

Don't you ever wish you were somebody else? It's wrong of course. When you learn to love yourself you're better off by far, they say. Great but would be easier if you were one of those people who menage to get everything right… Like freelance mama, my absolute blogging guru and the most positive person on the planet. 

At the age of 30 she had a lovely family, the (freelance) job of her dreams, published motivational book… „If you think that you're trying hard enough just start trying a little bit more!” - She wrote when I contacted her. „That's fine!” - I thought. „It's hard to publish a novel? Maybe a comic book would be a bit easier!”

I took my La donna cannone stuff, and created a collection of illustrations telling stories of so-called “everyday housewife.” I sent my enriched with text comic book submission… And got about six “I feel that it just wouldn't be a good fit for us” answers in just two-three weeks time! I'm positive: it means that comic book publishers are really looking at individual submission!

Macie czasem ochotę być kimś innym? Błąd, rzecz jasna. Naucz się kochać siebie samego a staniesz się o niebo lepszy. Fajnie, ale łatwiej z tym, gdy jesteś z tych, którym udaje się wszystko… Jak freelance mama, moje największe blogowe guru i najbardziej pozytywna osoba pod słońcem.

W wieku trzydziestu lat miała wspaniałą rodzinę, (freelance) pracę marzeń, wydała motywującą książkę… „Jak myślisz, że wystarczająco się starasz, to zacznij starać się jeszcze ciut bardziej” - napisała, kiedy się z nią skontaktowałam. „W porządku!” - pomyślałam. „Wydać powieść jest ciężko? Może łatwiej będzie z komiksem!”

Zebrałam rysunki La donna cannone tworząc kolekcję ilustracji, opowiadającą dzieje tzw. “gosposi codziennej.” Wysłałam propozycję wydawniczą, wzbogacone o tekst obrazki… Dostałam około sześciu odpowiedzi w stylu “nie zdecydujemy się na wydanie” w ciągu zaledwie dwóch-trzech tygodni! Jestem optymistką: wydawcy komiksów naprawdę przyglądają się propozycjom!



Saturday, August 10, 2019

What you need/Czego ci trzeba

I worked in the learning disability sector in London ten years ago. I remember the man man who loved eating. One funny female career every morning would ask him: “What would you like for breakfast, dear?” He was very quick to say: “Bacon and eggs! Some cheese please.” She was good for a laugh. “You are on diet, love! You will only have some cereals with skimmed milk...”
Źródło: internet

Sometimes I do feel like the poor guy. We went to Poland for a few weeks, and it was lovely. All the green, so different from grey Bari, where parks seems to be not important. I don't really like Italian summer, it makes you tired. Basically you need to hide at home the whole day, and pull down the blinds. In Poland is much different.

Even if it's hot you can always go outside. I would often go on bike at 3pm, something unthinkable in Italy. I talked about it with J. “You live in a beautiful country! People will pay a lot of money to spend summer in Italy.” - He told me. “Yeah but it's been years I'm inviting you to come!” - I noticed. “I get there!” - He said. “Sometimes…”

Pracowałam z niepełnosprawnymi umysłowo w Londynie dziesięć lat temu. Pamiętam człowieka który uwielbiał jeść. Pewna dowcipna opiekunka pytała go każdego rana: “Co byś zjadł na śniadanko, mój drogi?” Odpowiadał bardzo szybko: “Jajka na bekonie! Ser poproszę!” Lubiła sobie pośmiać. “Jesteś na diecie, skarbeczku! Dostaniesz tylko płatki z chudym mleczkiem…”

Czasami czuję się jak ten biedaczysko. Pojechaliśmy do Polski na parę tygodni, było wspaniale. Cała ta zieleń, tak różna od szarej Bari, gdzie parki zdają się być nieważne. Nie bardzo lubię włoskie lato, które bardzo męczy. W zasadzie trzeba cały dzień kryć się w domu, zapuścić żaluzje. W Polsce jest inaczej.

Nawet kiedy jest gorąco można zawsze wyjść na dwór. Często jeździłam rowerem koło trzeciej po południu, nie do pomyślenia we Włoszech. Rozmawiałam o tym z J. “Mieszkasz w pięknym kraju! Ludzie płacą masę pieniędzy, żeby spędzić lato we Włoszech” - powiedział. “Tak ale od lat cię tutaj zapraszam” - zauważyłam. “Przyjadę” - odparł. “Kiedyś...”




Sunday, August 4, 2019

The secret/Tajemnica

I used to be the kind of person who likes to philosophize in my teens. M. in the contrary was very down-to-earth. We were on the bus many years ago, and all of the sudden she said something like: „I wonder what I'm living for?” Philosophical or not, think that everyone is interested in the question, and we're all teaching each other what's the life for…
Źródło: internet

Basically the answer is not such a big deal. We live to eat, that's all. Since the morning we're thinking what we're going to eat that day… In the summer everyone comes out when evening falls in Italy. I noticed those people one sticky night: they lined up a couple of tables, everyone brought something to eat.

I joined them, we were sitting on the bench, looking at well-known faces, chatting and taking care of our needs. Home made focaccia, cold meat, cakes with Nutella, plastic cup of Cola. N. is making nice liqueur, they told me. They're drinking it so many years but she keeps the recipe secret. Maybe someone guess right, and make it the same way she did…

Lubiłam sobie pofilozofować jako nastolatka. M. przeciwnie, stąpała mocno po ziemi. Jechałyśmy autobusem wiele lat temu, w pewnym momencie rzekła coś w rodzaju: „Zastanawiam się po co ja żyję?” Filozoficzna czy nie, ta kwestia zajmuje wszystkich. Uczymy się nawzajem, po co tak naprawdę żyjemy…

Odpowiedź nie nastręcza problemów. W zasadzie żyje się dla jedzenia. Już od rana każdy myśli, jak się będzie odżywiał… W lecie wszyscy wychodzą na dwór po zachodzie słońca we Włoszech. Zauważyłam tych ludzi pewnej upalnej nocy: ustawili stoliki, każdy przyniósł coś do jedzenia.

Przyłączyłam się, siedzieliśmy na ławce patrząc na znajome twarze, rozmawiając i zaspokajając nasze potrzeby. Domowej roboty focaccia, zimne mięsko, ciastka z nutellą, plastikowy kubek coli. N. robi dobrą nalewkę, powiedzieli. Piją ją od lat, ona jednak nie ujawnia przepisu. Może ktoś go odgadnie i zrobi napitek tak samo, jak ona…

Monday, June 3, 2019

For nothing/Bez skutku

Like every blogger I wanted to get some comments… But it makes me feel stupid really. I decided to resolve the problem once and for all. 1.I simply deleted all the comments I got. 2.I disabled comments on my blog. So simple! No wondering if anyone out there is ever reading. Now I'm back to blogging and sort of liking it again. 

The old woman never had any trouble until she bought herself a pig” (Polish proverb). Writing is such a pigsty thing! Despite everything I keep seeking for a publisher in Poland. „You write about Italy, why don't you try to ask some Italian-Polish Organization?” - Someone told me. Nobody likes asking for a favor, but I have tried also this way… for nothing.
Źródło: internet

Why I am so persistent? In the end of the day, I published a book - in Italy. „Your book won't change your life” - They say. I know that's very true! After I achieved the milestone of publishing a book, I was only asked to be more involved in book marketing. No relax, dear author! Your involvement won't finish with writing;-)


Każdy bloger chce mieć komentarze… Dość jednak głupio się z tym czuję. Postanowiłam rozwiązać problem raz na zawsze. 1.Zwyczajnie usunęłam wszystkie komentarze. 2.Wylączyłam komentowanie na blogu. Takie proste! Żadnego zastanawiania się, czy ktoś to czyta na przyszłość. Wróciłam do blogowania i dosyć mi się podoba.

Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię… Pisanie to taka świńska sprawa! Pomimo wszystko, szukam wydawcy w Polsce. „Piszesz o Włoszech, może próbuj poprosić jakąś polsko-włoską organizację?” - poradził ktoś. Nikt nie lubi proszenia, ale wypróbowałam również ten sposób… Bez skutku. 

Czemu jestem taka namolna? Jakby nie było, przecież książkę – we Włoszech. „Książka nie zmieni ci życia” - mówią. Wiem, że to prawda! Po osiągnięciu kamienia milowego i opublikowaniu książki, poproszono mnie tylko o większe zaangażowanie w jej marketing. Nie ma relaksu, drogi autorze! Twoja robota nie kończy się, kiedyś już książkę napisał:)

Wednesday, May 29, 2019

One direction/Jeden kierunek

When I was small, I had an impression that the adults jumped out mother's womb just the way I saw them. 40-year-old women, who would express dissatisfaction raising their voices. Their quiet or yelling husbands. We knew that they were working at Glassworks (before the closing in the 90's), at Wineworks, someone in the kitchen, someone else at tailoring… 
Źródło: internet

The men would drink often. Something wasn't right there. There was no doubt that us, the young ones, we were completely different. Today, after many years you can say the our goal was to take their place! Someone has to have a big belly, and buy cases of beer – a colleague of mine does that. Somebody needs to work in a store – we take what we get.

We were like arrows, released in one direction. Nobody would break out from the pack. „This life as you now live it and have lived it, you will have to live once more and innumerable times more; and there will be nothing new in it, but every pain and every joy and every thought and sigh and everything unutterably small or great in your life will have to return to you.” (Nietzsche)

Kiedy byłam mała, miałam nieodparte wrażenie że dorośli wyskoczyli z łona matki takimi, jak ich oglądałam. Czterdziestoletnie kobiety, które podniesionym głosem wyrażają niezadowolenie, przygaszeni albo krzyczący mężowie. Wiadomo było, że chodzą do pracy w hucie szkła (zanim w latach 90. zamknięto ją w naszej okolicy), w winiarni, ktoś „na kuchni” ktoś inny "do szycia"…

Mężczyźni często pili. Coś było nie w porządku… Nie można było wątpić, że my, młodzi, byliśmy zupełnie inni. Dziś, po latach widać gołym okiem że naszym „celem” było po prostu zająć ich miejsce! Ktoś musi mieć gruby brzuch, kupować piwo na skrzynki – robi to mój kolega. Trzeba brać pracę na sklepowym stoisku, bierzemy, kiedy dają…

Byliśmy jak strzały wypuszczane w jednym kierunku. Nikt się nie wyłamał. „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy; i nie będzie nic w nim nowego, tylko każdy ból i każda rozkosz, i każda myśl, i westchnienie, i wszystko niewymownie małe i wielkie twego życia wrócić ci musi, i wszystko w tym samym porządku i następstwie ” (Nietzsche)




Sunday, May 5, 2019

No passion/Żadnej pasji

Criticism can be difficult to take, but actually is a good thing! I have passion for drawing, but I never went to an art school. When you learn on your own you may keep doing mistakes, unless there is someone who can guide you away from bad practices! About two years ago I showed my husband one of my pencil-and-pen sketches. 
Źródło: internet

 “Do you like it?” - I asked. “Can't you see? You're wasting your time!”- He told me. It might have sounded rude… But actually it was the sort of feedback I needed. I wasn't progressing! “You told me that I can't?” - I thought. “I'll show you that I can!” Two years on I'm still learning, and he's positive that I can't draw.

The problem is that he won't tell me that! It's been a while that I feel like not moving forward. I'm working in one technique and another… And I don't like it somehow. “Can't you see? You're wasting your time!” - the cruel truth, isn't it? I lost motivation, and my husband doesn't even want to put me down anymore…

Krytycyzm – niełatwo go znieść, ale czasem może się przydać. Pasjonuje mnie rysunek, nie mam jednak za sobą szkoły artystycznej. Kiedy uczysz się samemu, uczysz się na błędach, chyba że znajdzie się ktoś, kto ci je pokaże. Ponad dwa lata temu pokazałam mężowi moje rysunki zrobione piórem i ołówkiem.

Podoba ci się?” - spytałam. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - powiedział. Brzmi nieładnie, ale wygląda na to, że właśnie tego było mi potrzeba. Dwa lata póżniej ciągle się uczę, on zaś jest przekonany, że nie umiem rysować. Problem w tym, że nie chce mu się tego mi powiedzieć!

Od pewnego czasu mam wrażenie, że utknęłam w miejscu. Próbuję tej czy innej techniki… Nie bardzo jednak mi się to wszystko podoba. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - okrutna prawda, czyż nie tak? Spraciłam motywację, a mężowi nie chce się mnie nawet zdołować...

Monday, April 22, 2019

Never mind/Nic ważnego

I deactivated my blogger account some time ago (I wanted to delete it for good but the platform gives you three month time before removing it permanently). Blogging felt like something I didn't want to do. Besides I mostly wrote about my „failures” - not finding a publisher for many years, being unemployed and so on.
Źródło: internet

Nothing really changed - I'm still trying to get published in Poland and seeking for a job (in Italy). But I got a lovely bunch of flowers few days ago. Corato school (not far from Bari) invited me for a meeting with the pupils. They read my book, La nonna nei Sassi di Matera and apparently liked it a lot!

My favorite author's experience! „Do you feel like a writer?” - A boy asked me. For a moment I really did, and decided to take it like a sign for the future. I sent some photos from Corato to my friend. „Wow! Like a real author!” - He wrote:)

Zdezaktywowałam moje konto blogger jakiś czas temu (chciałam pozbyć się go na dobre ale platforma daje trzy miesiące przed trwałym usunięciem). Nie chciałam się zajmować blogowaniem. Poza tym zazwyczaj pisałam o porażkach – nieznalezieniu wydawcy przez lata, byciu bezrobotną i temu podobne.

Nic się nie zmieniło – nadal szukam wydawcy w Polsce i pracy (we Włoszech). Ale dostałam bukiet kwiatów parę dni temu. Szkoła w Corato (niedaleko Bari) zaprosiła mnie na spotkanie z uczniami. Przeczytali moją książkę, La nonna nei Sassi di Matera i wygląda na to, że się im spodobała!

Moje ulubione doświadczenie autorskie! „Czuje się pisarką?” - zapytał mnie chłopiec. W tamtym momencie właśnie tak się czułam i postanowiłam traktować to jako dobry znak na przyszłość. Wysłałam zdjęcia z Corato do przyjaciela. „Wow! Jak prawdziwy pisarz!” - odpisał:)