Saturday, September 28, 2013

Golden horn/Złoty róg



I follow Susan's Adventures blog; she went to Glastonbury where I used to live back in 2007. I looked at the photos she posted and felt like: “You’ve had cad golden horn...” (Polish proverb). I adored Glastonbury, but the decision to leave felt right. The truth is that in the UK I always felt a bit like this “Polish cleaning lady”. 
http://susanstraveladventures.blogspot.it/

Tom Utley likes his cleaner, whom he calls Kate (he finds it hard to pronounce her Polish name). It’s been five years since she works for his family but her English is very poor. She says “yespliss’, ‘deez product” and “pocket” (bucket). She’s proud of the certificate of her degree in business studies which she’d been awarded by the University of Wrocław.

Beautiful England where jobless couple with six children will be handed four-bedroom home! The reality of Basilicata doesn’t compare to this, but when Italians are asking how I feel in their country I can tell them: “Like in my own.” Also here having degree doesn’t mean that you will have a good job. “Vorter-pitter!” - Foreigner form Utley’s article would say (what a pity!).

Autorka blogu Susan's Adventures gościła w Glastonbury, gdzie mieszkałam w 2007 roku. Patrząc zdjęcia, czułam smutek. „Miałeś, chamie, złoty róg…” – myślałam. Uwielbiałam Glastonbury, lecz decyzja o wyjeździe wydawała się słuszna. Prawda jest taka, że w Anglii zawsze czułam się nieco jak „polska sprzątaczka” z artykułu.

Tom Utley lubi swoją sprzątaczkę, którą nazywa Kate (sprawia mu trudność wymawianie jej polskiego imienia). Kobieta pracuje u niego od 5. lat, lecz jej angielski jest bardzo słaby. Mówi „takprusze”, „tyyn produkt” i „kieszeń” kiedy ma na myśli wiadro. Jest dumna z dyplomu: skończyła studia z zarządzania na Uniwersytecie Wrocławskim.

Piękna Anglia, gdzie bezrobotnej parze z sześciorgiem dzieci przyznaje się dom z czterema sypialniami! Życie w Bazilikacie nie może się z tym równać, ale kiedy Włosi pytają, jak się czuję w ich kraju, mogę powiedzieć: „Jak u siebie”. Również tutaj posiadanie dyplomu nie oznacza, że otrzymasz dobrą pracę. Jak powiedział emigrant z artykułu Utley: „Wieli-szoda!” (wielka szkoda).

Thursday, September 26, 2013

People in motion/Ludzie w ruchu



B. was much younger than the rest of us, tall and handsome. He wanted to live in England and was determinate to do what it takes – he left his college in Poland and got one of those jobs for 5,60 £ per hour. B. was friendly and popular – he seemed to know everyone. Everybody knew that he dreamed about living in Liverpool and missed his Polish girlfriend.

 At work things went wrong and he had to leave. Having many friends helped B. to survive the bad period. There was always someone to give him a hand. Slowly however friends started avoiding broken B. About 20 years his senior, separated from his wife in Poland, “old” B. liked to have fun with Polish mates.

For some time “young” B. lived at his flat and escorted him at ENVY. He was gone afterwards, taking with him “old” B.’s money and his mobile. Sometime later a friend told me that B. wrote on nasza klasa (Polish social network): “Busy shopping at Liverpool with my girlfriend”. We did envy him a bit.

B. był młodszy niż reszta z nas, wysoki i przystojny. Chciał mieszkać w Anglii i był zdecydowany na wiele, by tego dokonać – rzucił studia w Polsce i podjął klasyczną pracę za 5,60 £ za godzinę. B. był towarzyski i popularny – zdawało się, że zna wszystkich. Każdy wiedział, że marzył o życiu w Liverpoolu i tęsknił za dziewczyną w Polsce.

 W pracy pojawiły się problemy i B. zmuszony był odejść. Posiadanie przyjaciół pomogło mu przetrwać zły okres – zawsze znalazł się ktoś chętny do pomocy. Powoli jednak znajomi zaczęli unikać „spłukanego” B. Około 20 lat od niego starszy, żyjący w separacji z żoną w Polsce, „stary” B. lubił zabawę w towarzystwie polskich kompanów.


Przez jakiś czas "młody" B. mieszkał u niego i towarzyszył mu do ENVY; po tym okresie znikł, zabierając pieniądze i telefon „starego” B. Jakiś czas później znajomy powiedział mi, że B. pisze na naszej klasie: „Robię zakupy w Liverpoolu z moją dziewczyną.” Trochę mu zazdrościliśmy.

Monday, September 23, 2013

John the Baptist/Jan Chrzciciel



When I was born, my parents wanted to call me Monika. Dad went to register office, but it was closed. He was back the next day – but in the meantime he changed his mind and decided to call me Danuta. It wasn’t good idea. Danuta was “out of use” – other girls had “normal” names, like Anna or Beata. "Old fashion" name had become my first complex.
 
Southern Italians like “strange” names, especially those “religious” ones. I met Giovanni Battista (John the Baptist), Concetta (Concieved), Immacolata (Immaculate), Assunta (coming from Assumption of the Virgin Mary) and Donato (Donated). Name Benedetta (Blessed) and and Rosario (Rosary) are popular, as well as Pio (brave, religious). I was talking about it with Fortuna (Fortunate).

You won’t find Addolorata (Sorrowful) in the North!” – She told me. Another habit typical for Southern Italians is that man wants to call his son the way his dad was called. I got chatting with a mum of little boy. He was their first child so I assumed that he would carry his granddad’s name. “No way: he’s granddad name is Benito!” – She said :)

P.S. someone told me that in Sicilia some people call their girls Catena (Chain).Mamma mia!

Rodzice wybrali dla mnie imię Monika. Tato poszedł mnie zarejestrować, lecz USC był zamknięty. Wrócił następnego dnia – lecz w międzyczasie zmienił zdanie, nazwał mnie Danuta. Był to zły pomysł. Moje rówieśniczki miały „normalne” imiona, jak Anna, Marta, Beata. „Staromodne” imię stało się moim pierwszym kompleksem.

Południowi Włosi lubią „dziwne” imiona, zwłaszcza te „religijne.”. Znam Giovanni Battista (Jana Chrzciciela), Concettę (Poczętą), Immacolatą (Niepokalaną) i Assuntą (pochodzi od Nawiedzenia Marii Dziewicy). Imiona Benedetta (Błogosławiona) i Rosario (Różaniec) są popularne, podobnie jak Pio (dobry, religijny). Rozmawiałam o tym z Fortuną.

Nie znajdziesz imienia Addolorata (Zasmucona) na północy kraju.” – powiedziała. Typowy dla Włochów z Południa jest również zwyczaj, że mężczyzna nadaje synowi imię swego ojca. Gawędziłam z mamą małego chłopca. Był to ich pierwszy syn, więc byłam pewna, że nosi imię dziadka. „Nie ma mowy! Dziadek nazywa się Benito!” – usłyszałam:)

P.S. Dowiedziałam się, że na Sycylii używa się imienia Catena (łańcuch) dla dziewcząt. Mamma mia!