Saturday, August 30, 2014

Bari Airport/Lotnisko w Bari


I can admit it: I do envy K. every time when I see her fb post and photos. Pretty K. seems to be the happiest person in the world. K. has got beautiful house with lovely garden; she's proud of her child and enjoys every moment of her life. Been thinking about K: she always looks at the bright side of the moon.
Źródło: Intenet

K. lives abroad: looking at the photos she posted on Facebook, her town is a lovely place and she absolutely loves it. She's happily jogging and gardening... Also I live abroad. Basilicata is beautiful... but it's too hot for me. Besides, I'm unemployed... I used to complain, but looking at K.'s photos makes me realize: my pessimism is a waste of time.

The day before our flight to Poland we discovered that out daughter passport expired. The chances that they'll let us go were small, but we decided to try anyway. Black-eyed woman noticed expired passport; she started calling her colleagues. During the next half one hour I made the promise: if hey will let us go, I'll try to be like K. They did, so I'll try :)

Mogę się przyznać, że zazdroszczę K. za każdym razem, gdy widzę jej zdjęcia i posty. Ładna K zdaje się być najszczęśliwszą osobą pod słońcem. K. ma piękny dom z uroczym ogrodem, jest dumna ze swego dziecka i cieszy się każdą chwilą życia. Myślałam o niej: K. zawsze widzi jasną stronę księżyca.

K. mieszka za granicą; sądząc ze zdjęć, jakie umieściła na fb, jej miasto to wspaniałe miejsce. K. je uwielbia; z zadowoleniem oddaje się bieganiu i pracom w ogrodzie. Ja też mieszkam za granicą. Basilicata jest piękna, ale jest dla mnie za gorąco. Poza tym, jestem bezrobotna. Przywykłam narzekać, patrząc jednak na zdjęcia K. uświadamiam sobie, że mój pesymizm to strata czasu.

Dzień przed wyjazdem do Polski odkryliśmy, że paszport córki stracił ważność. Szanse, że pozwolą nam lecieć były nikłe, ale pozwoliliśmy spróbować. Czarnooka kobieta odkryła problem z paszportem; zaczęła dzwonić do kolegów. Podczas następnej pół godziny obiecałam sobie, że jeśli pozwolą nam lecieć, spróbuję być taka, jak K. Pozwolili, więc spróbuję:)

Tuesday, August 26, 2014

Nevermind/Nic ważnego

So, Dania how are you?” – E. asked me. The father of my childhood friend S. always called me Dania. He worked in Norway earlier this year. “It was great: I was paid 3000 € per month! I was devastated when the car wash didn’t extend my contract.” – E. told me. His neighbor I. also works in Norway; he left his family in Poland and often comes to Okszów.
 
My school friend J. immigrated to Norway along with his wife and child. He’s posting nice photos of Norway on nasza klasa. All three children of my neighbor also live in Norway; only L. is coming to Poland for a bit longer. J. lives in Sweden. The girl from Okszów is learning Swedish, her son is going to a nice playgroup (she posted photos on nasza klasa).

I met E. recently; it’s been 10 years since she got her first job in the UK. She changed since and works in a potato chips factory. E. likes living in England: I’m sure she will stay there for good. It’s sad that young Poles are choosing to stay and work abroad but it doesn’t seem to bother Polish politicians. Every time I listen to TV News it’s only: Putin this, Putin that…


Co słychać, Daniu?” – zapytał E. Ojciec mojej przyjaciółki z dzieciństwa zawsze nazywał mnie Dania. Pracował w Norwegii w tym roku. „Było wspaniale: płacili mi 3000 € miesięcznie! Byłem zrozpaczony, kiedy myjnia nie przedłużyła mi kontraktu!” – powiedział E. Jego sąsiad I. też pracuje w Norwegii. Zostawił rodzinę w Polsce i przyjeżdża do Okszowa.

Mój szkolny kolega J. wyemigrował do Norwegii z żoną i dzieckiem. Umieszcza ładne zdjęcia Norwegii na naszej klasie. Cała trójka dzieci mojej sąsiadki również mieszka w Norwegii; tylko L. przyjeżdża do Polski na dłużej. J. mieszka w Szwecji. Dziewczyna z Okszowa uczy się szwedzkiego; jej syn chodzi do ładnego przedszkola (widziałam zdjęcia na nasza klasa).


Spotkałam E. ostatnio; 10 lat temu znalazła pierwszą pracę w Anglii. W międzyczasie ją zmieniła: pracuje w fabryce chrupków ziemniaczanych. E. lubi życie w Anglii; jestem pewna, że zostanie tam na dobre. To smutne, że młodzi Polacy wybierają emigrację, lecz polscy politycy nie zdają się tym przejmować. Kiedy oglądam wiadomości, słyszę tylko: Putin to, Putin tamto…



Saturday, August 23, 2014

Good cop/Dobry gliniarz


One of those things I like in Poland is that I can go everywhere on the bike, which I do. I was going to Chełm when an unknown cyclist started talking about “50 zł mandate.” I didn’t understand what he meant and ignored him. An elderly cyclist explained it better: “You cannot drive your bike on pedestrian crossing. You have to wheel it. I didn’t know and had to pay 50 zł fine.” – He told me.
 
 “Polish police is very rigorous!” – Angelo said (he was about to pay a fine in Poland for crossing the road at the wrong place. The policeman left him alone because they couldn't communicate) “Italian policeman is often a buddy cop. English policeman is very friendly, but knows his duty.” I agree with him. I started recycling in England. Once I was carrying a plastic bag full of glass to the recycle point.

I had to cross a busy road; I stopped at the semaphore when one of the bottles broke on the roadway. The cars stopped on red light; I tried to put the bottle away when I noticed a police officer. I got frightened, but he understood that it wasn’t my fault. He stopped the cars a bit longer, helped me to put the glass away, smiled and was gone. Without mandate or menace…

Jedną z rzeczy, które lubię w Polsce jest to, że mogę wszędzie jeździć rowerem, co robię. Jechałam do Chełma, kiedy nieznany rowerzysta zaczął m owić o „50 zł mandatu.” Nie zrozumiałam, o co chodzi i zignorowałam go. Starszawy rowerzysta wyjaśnił mi lepiej: „Nie możesz jechać na rowerze przez przejście dla pieszych: trzeba prowadzić. Nie wiedziałem i zapłaciłem 50 zł mandatu!” – powiedział.

Polska policja jest bardzo surowa!” – powiedział Angelo (miał płacić mandat za przekraczanie ulicy w złym miejscu. Policjant zostawił go w spokoju, ponieważ nie mogli się dogadać). „Włoski policjant to często gliniarz-kumpel. Angielski policjant jest przyjazny, ale zna swe obowiązki.” Zgadzam się z nim. Zaczęłam segregować śmieci w Anglii. Niosłam raz worek z butelkami do punktu zbierania odpadów.

Musiałam przekroczyć ruchliwą jezdnię; zatrzymałam się na światłach, gdy jedna z butelek zbiła się na drodze. Samochody zatrzymały się na czerwonym; chciałam pozbierać szkło, kiedy dostrzegłam policjanta. Wystraszyłam się, ale on zrozumiał, że nie była to moja wina. Zatrzymał samochody nieco dłużej, pomógł mi pozbierać szkło i oddalił się z uśmiechem. Bez mandatu i straszenia…





Tuesday, August 19, 2014

Villa d’Agri

A.’s brother lives in Villa d’Agri. His house is very close to oil wells. His family and the others who live threre complain about horrible thumping noise and other disadvantages. The irony is that A.’s brother is unemployed.Basilicata is Italy’s Texas. It holds three quarters of the country's reserves.” – E. the shopkeeper told me.
 
What we have since 1995, when the extraction began? All the money from oil production goes to the local authorities directly. Basilicata remains one of the poorest parts of Italy. What we need is revolution!” – E. said. Basilicata is getting very little in return, but could suffer major damage to its tourism, fishing and agriculture because of toxic waste.

21th of July local environmentalists organized a concert at Pisticci Scalo. It was a big NO for Tecnoparco and the others, who spoiled the land for very little in return. People of Pisticci Scalo listened to the speeches and music, when the storm started. We got back home. The next morning well known heavy smell reminded us what’s all about…

Brat A. mieszka w Villa d’Agri. Jego dom znajduje się niedaleko szybów naftowych. Jego rodzina oraz ci, którzy mieszkają w okolicy narzekają z powodu okropnego hałasu i innych niedogodności. Na ironię zakrawa fakt, że brat A. jest bezrobotny. „Basilicata to włoski Teksas. Znajdują się tu trzy czwarte złóż krajowych.” – powiedział mi właściciel sklepu E.

Co nam dano od 1995, kiedy to zaczęto wydobywanie? Wszystkie pieniądze z produkcji idą do kieszeni miejscowych władz. Basilicata pozostaje najbiedniejszym regionem w kraju. Potrzeba nam rewolucji!” – mówił E. Region ma niewiele zysków z wydobycia ropy; z powodu toksycznych odpadów może ucierpieć turystyka, rybołówstwo i rolnictwo.

21 lipca miejscowi ambientaliści zorganizowali koncert w Pisticci Scalo. Było to pomyślane jako NIE dla tych, którzy zanieczyszczają ziemię, nie dając nic w zamian. Mieszkańcy Pisticci Scalo słuchali przemówień i muzyki, kiedy zaczęła się burza. Poszliśmy do domów. Następnego ranka ciężki zapach siarki przypomniał, o co w tym wszystkim chodzi...

Friday, August 15, 2014

Incapacitated/Ubezwłasnowolniony

I'm one of those people who could easily forget multiplication table, but will remember the scene from 15 years ago. In my student's days I was going to the library in Chełm's House of Culture. Once I noticed a middle-aged man; he was one of those social misfits: untidy clothes, wild eyes, ruffle hair. He started talking to the librarian, when an old lady opened the door.
Beata Bieniak photography

 „Do not borrow a book to him! He's incapacitated!” - The woman shouted. Everyone stared at the poor man who seemed frightened. „Why?” - He asked, but the woman didn't bother talking to him. She (his mother, I suppose) left the library; the poor man fallowed her. Old woman seemed to very hard; I had no doubt that she liked to be „in charge.”

Think that since very young age the poor man had to obey her commands. Maybe that's the reason of his tardiness? He simply wasn't allowed to use his brain. „You're stupid, you're nobody!” - A child is helpless when it comes to his parents and will accept all the cruel words. I had the sensation that the mother „incapacitated” her son a long before the authorities did and she liked the situation a lot.


Należę do ludzi, którzy zapomną tabliczkę mnożenia, ale zapamiętają scenę sprzed 15 lat. W studenckich czasach chodziłam do biblioteki w Chełmskim Domu Kultury. Pewnego razu zauważyłam mężczyznę w średnim wieku; wyglądał na „nieprzystosowanego społecznie” - niedbałe ubranie, rozbiegane oczy, rozwichrzone włosy. Rozmawiał z bibliotekarką, gdy w drzwiach stanęła starsza pani.

Nic mu nie pożyczajcie! Jest ubezwłasnowolniony!” - krzyczała. Wszyscy gapili się na biedaka, który zdawał się wystraszony. „Dlaczego nie?” - pytał, lecz kobieta nie zwróciła na niego uwagi. Staruszka (jego matka, jak sądzę) wyszła z biblioteki; syn podążył za nią. Starsza pani wydawała się być twardą osobą; z pewnością odpowiadało jej, że decydowała o wszystkim.


Myślę, biedny syn przez całe życie musiał słuchać jej nakazów. Może to powód jego opóźnienia? Zwyczajnie nie miał prawa używać swego mózgu. „Ty głupku, jesteś nikim!” - dziecko jest bezbronne, gdy chodzi o rodziców, i zaakceptuje wszystkie okrutne słowa. Miałam wrażenie, że matka „ubezwłasnowolniła” syna znacznie wcześniej, niż uczynił to sąd.