Monday, December 22, 2014

Someone’s yard/Czyjeś podwórko

My cousin lives in USA. I remember him saying that people possess multiple firearms over there. “If my cat is coming into someone’s yard, I’m not going there to get him. My neighbour could have used the gun if he sees someone in his garden!” – My cousin had said. I thought it’s awful, until S. told me what’s happening in Italy.
Źródło: Internet

 “See, Danka, in Italian big cities elderly people are afraid to go shopping. It’s happening that emigres are taking up their houses! According to the law, the police cannot throw away the family with the children… So they can stay in someone’s house!” S. is not very keen when it comes to foreigners – I thought she’s exaggerating, but Angelo told me what happened at Pisticci.

Elderly Antonio Viggiani went to visit his son. Mr. Viggiani has got Alzheimer and is on the wheelchair. When he was back, he found out that his place was taken up. An émigré family was living there. Mr. Antonio’s career called the police; they did what they could… It’s been 9 months since Antonio Viggiani has to live at his son’s place. It is awful.

P.S. Merry Christmas :)

Mój kuzyn mieszka w USA. Pamiętam, jak opowiadał, że ludzie posiadają tam wiele sztuk broni. „Gdyby mój kotek uciekł do czyjegoś ogrodu, nie poszedłbym po niego. Widzieć mnie na swoim terenie mogłoby wystarczyć sąsiadowi do użycia broni!” – mówił kuzyn. Myślałam, że to okropne, dopóki S. nie opowiedziała mi, co się dzieje we Włoszech.
 
Wiesz, Danka, w dużych włoskich miastach staruszkowie boją się wyjść na zakupy. Zdarza się, że emigranci zajmują im domy. Zgodnie z prawem policja nie może wyrzucić rodziny z dziećmi – więc pozwala im zostać w cudzym domu!” S. nie przepada za emigrantami, myślałam, że przesadza, lecz Angelo powiedział mi, co wydarzyło się w Pisticci.

Sędziwy Antonio Viggiani pojechał odwiedzić syna. Pan Viggiani ma Alzhaimera i jest na wózku inwalidzkim. Kiedy wrócił, zobaczył, że jego mieszkanie zostało zajęte przez emigrantów. Opiekun pana Antonio zadzwonił po policję, ta zrobiła, co mogła... Minęło 8 miesięcy, a pan Viggiani musi mieszkać u syna. To jest okropne.

P.S. Wesołych Świąt.

2 comments:

  1. Pięknych Świąt!

    Jak widać prawo chroni przestępców, nie jest to fajne :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki Margo. Mnie ta historia szokuje. Walczę z bloggerem - post nie zapisuje się jak chcę. Eh życie:)

      Delete