Sunday, December 25, 2022

1.Matera 2019


Matera – wisząca nad przepaścią bryła szarożółtego kamienia. Wykute w piaskowcu Sassi, ponoć najstarsze miasto świata. Liczące tysiące lat domy, do których z biegiem czasu doczepiano fasady – białe i równe fronty jaskiń. Z daleka zdają się tworzyć posklejaną całość. Miasto leży na wzgórzu. Spalona słońcem trawa raz po raz ustępuje miejsca glinie, gdzieniegdzie widać kaktusy i karłowate drzewa. Ściany wąwozu spadają pionowo, dołem płyną mętne wody Graviny.

Na sąsiednich wzgórzach widać pieczary, w których jeszcze po drugiej wojnie gnieździli się ludzie. Kędzierzawa Gaia wspinała się do swojej groty z nadzieją, że trzy kozy nie oddalą się zbytnio i będzie mogła odpocząć. Wyciągnęła się na ociosanym kamieniu, który służył za legowisko, i przymknęła oczy. Nasłuchiwała pulsowania krwi, tętniącej miarowo w skroniach. Miała wrażenie, że jest na granicy omdlenia. Wyszła z domu dość wcześnie, by zdążyć przed upałem, który odbierał jej siły. Na pewno miała anemię – wszyscy w Sassi cierpieli na niedokrwistość. Przychodzili na świat chorzy, nic na to nie można było poradzić. Każde narodziny witane było z obawą. Rodzina i sąsiedzi oglądali dziecko, oddychali z ulgą, jeśli było żywe i niezdeformowane.

Gaia znała historię dzielnicy, wykutej w glinie wąwozu w prehistorycznych czasach. Pisarz Carlo Levi pokazał nędzę Matery w swojej sławnej książce. Pisał o pozbawionych okien i drzwi jamach, o ciemnych dziurach i ich ścianach z ziemi. Sypiali tam razem ze zwierzętami ich właściciele i liczne wynędzniałe potomstwo. Miasto doczekało się uwagi i ludzi przesiedlono do bloków. Przez trzydzieści lat Sasso Caveoso i Barisano świeciły pustkami, po czym dostrzeżono ich walor turystyczny. W grotach powstawały restauracje i hotele, które zajmowały szereg dawnych mieszkań – jaskiń. Remontowano domki; w jednym z nich zamieszkali w 2000 roku pradziadkowie dziewczyny. Prowadzili sklepik, rzeźbili i sprzedawali pamiątki – kamienne miniatury Sassi. Matera przyciągała zwiedzających, raz po raz otwierano nowe Bed&Breakfast. Mówiący w różnych językach ludzie robili zdjęcia i zostawiali pieniądze. Miasto miało zostać Europejską Stolicą Kultury w roku 2019, ale wcześniej stało się to, co w niejasnych słowach przewidział Nostradamus.

– Rozpętała się wojna – opowiadali sąsiedzi.

Doszło do katastrofy o niewyobrażalnych rozmiarach. Wszyscy chorowali z powodu napromieniowania. Umierający nie mieli komu się skarżyć, pozostali walczyli o życie. Matera opustoszała, nieliczni ocaleni wrócili do wykutych w miękkiej skale mieszkań-jaskiń. Gaia przyszła na świat trzydzieści lat po końcu świata, który wyludnił Włochy i pewnie całą Ziemię. Wiedziała, jak było wcześniej, bo ciągle rozmawiano o przedwojennych czasach. Ludzie mieli wszystko, przemieszczali się samochodami (rozpadające się wraki widziała w nowszej części miasta). Kupowali jedzenie, zamiast je produkować. Choroby można było leczyć, a dzieci chodziły do szkoły…

Miała dziewiętnaście lat, źle jednak znosiła każdy fizyczny wysiłek. Była chuda i niska, spod opalenizny wyzierały głębokie cienie oczu. Pilnowanie kóz skrajnie ją wyczerpywało, ktoś jednak musiał to robić. Pragnęła przysnąć na chwilę w cieniu, jaki dawała grota, lecz się na to nie zdecydowała. Należało mieć oko na zwierzęta, które mogły się oddalić. Usiadła na białym, chropowatym kamieniu i sięgnęła po zawiniątko, które przyniosła ze sobą. Zawierało dwa placki posmarowane miodem – całodniowy posiłek. Gryzła je, popijając wodą. Kiedy skończyła, podeszła do otworu jaskini, prawie całkiem zakrytego przez niskie drzewo figowe. Gałęzie oblepione były owocami – nie zrywała ich, bo były napromieniowane.

– Miną setki lat, zanim to się unormuje – powtarzali sąsiedzi.

Ludzie w Sassi obywali się prawie bez jedzenia. Na ich polach rosły kamut i quinoa, hodowali pszczoły, które dawały trochę miodu do posłodzenia placków, pili kozie mleko – to wszystko. Uczyli się pobierać pranę, czyli energię z powietrza.

– Wszystko pochodzi ze światła! – mówił Falco, który pamiętał, jak było przed końcem świata. – Światło jest absorbowane przez trawę, zwierzęta, wszystko, co żyje… Możemy mieć do niego bezpośredni dostęp. Nasz mózg wyposażony jest w receptory, które służą przyswajaniu inteligentnej energii. Powiększają się, kiedy przestajemy jeść, zwłaszcza szyszynka budzi się do swojej podstawowej funkcji. Falco uświadamiał wszystkim, co to jest breatharianizm. Pokazywał, jak trzeba oddychać, by dostarczyć organizmowi prany, która uzdrawia i żywi. Kędzierzawa Gaia wyszła z cienia figowych zarośli i rozejrzała się za kozami: skubały trawę parę metrów dalej. Przysiadła w słońcu lipcowego poranka, przymknęła oczy, skrzyżowała nogi i zaczęła wciągać przez nos gorące powietrze. Bezchmurne niemal niebo przepowiadało wielkie upały. Męczyło ją to. Po dłuższej chwili wróciła do jaskini i znów wyciągnęła się na chłodnym kamieniu.

– Dlaczego nie nazrywasz owoców? – usłyszała.

Poderwała się z legowiska – ktoś stał u wejścia do groty. Utkwiła spojrzenie w wysokiej postaci. Ubrany na ciemno mężczyzna obierał trzymaną w ręku figę. Obezwładnił ją lęk, jakby żegnała się z życiem.

– Boisz się mnie? – zapytał.

– Tak – szepnęła.

– Dlaczego?

Był młody, wysoki i silny. Pomimo że temperatura przekraczała trzydzieści stopni Celsjusza, nosił rodzaj szczelnego kombinezonu z czarnego plastiku lub skóry. Miał też ciężkie buty. Bosonoga Gaia pomyślała, że nie starczyłoby jej sił, aby się w takich poruszać. Mierzyli się wzrokiem. Milczała.

– Wiesz, kim jestem? – odezwał się znowu.

– Człowiekiem-hybrydą – rzekła odważnie.

Wiedziała, że jej sąsiedzi stanowili ułamek tych, którzy przetrwali. Większość żyła w dużych skupiskach, jak przed końcem świata. Bronili się przed efektami napromieniowania w sposób, który w mieszkańcach Sassi budził grozę i sprzeciw: mieszali się ze zwierzętami. Badacze hodowali różne narządy, w eksperymentalny sposób łącząc ludzkie i zwierzęce DNA. Ludzie-hybrydy nosili w swoich ciałach takie zmutowane fragmenty. Dawało to większą odporność oraz przeżywalność, w Sassi mówiono jednak, że lepiej chorować i umrzeć, pozostając człowiekiem. Mieszańcy budzili lęk – wszyscy mieli nadzieję, że będą się trzymać z daleka.

– Czego chcesz? – rzuciła nieprzyjaźnie Gaia.

– Niczego. Porozmawiać.

Nosił okulary o bardzo ciemnych soczewkach. Zastanowiła się, jak wyglądają jego oczy. Być może wstawiono mu rogówkę tygrysa albo ptaka, który widzi w mroku?

– Nawet jeśli jestem mutantem, nie musisz się mnie obawiać. – usłyszała.

– Nie wierzę, że chodzi ci o rozmowę!

– A o co?

– O narządy! – odważyła się Gaia.

Minęło już prawie pięćdziesiąt lat od wielkiej zagłady. W Sassi opowiadano, że ludzie-hybrydy eksperymentowali ze swymi ciałami; materiał genetyczny wymieszał się z tym pochodzącym od zwierząt, potrzebowali więc orginalnego. Ludzie z grot nie mieli nic oprócz narządów, które, jak się obawiali, mogły budzić pożądanie nowego, straszliwego świata.

– Głupoty – roześmiał się, pokazując silne, wspaniałe zęby.

– Nie jesteś tu, żeby rozmawiać.

– Dlaczego nie? Lubicie sobie pogadać. Co robicie wieczorami w tych waszych jaskiniach?

– Opowiadamy stare filmy! – rzekła poważnie Gaia.

– No proszę. Masz jakiś ulubiony?

– “Wyłaź, kretynie!” z Lino Banfi. Odtwarzał tam rolę Pasquale’a, który po dwóch latach w więzieniu jest spragniony seksu…

Przerwała. Nieznajomy wyczuł jej wahanie i znów się uśmiechnął.

– Dalej – zachęcił. – Robi się ciekawie.

– Pasquale idzie do mieszkania, gdzie przed odsiadką spotykał się z prostytutkami. Nie wie, że teraz przyjmuje tam prywatnie dentystka… Rozmawia z asystentką. „Jaka jest taryfa?” – pyta. „Za wypełnienie?” – docieka dziewczyna. „Cholera, jesteście genialni! Wymyślacie wszystko, jak trzeba. Tak, za wypełnienie!” „Dwadzieścia tysięcy!” – mówi pomoc dentystyczna. „Więc proszę o pięć wypełnień!” – odpowiada Pasqale. „Pięć wypełnień?” – dziwi się asystentka. „No, już dwa lata, jak… tego…” Znów umilkła, zaciskając drobne, opalone dłonie.

– Mów – nalegał mężczyzna w czarnym kombinezonie.

– Pomoc dentystyczna pyta: „Preferuje pan właścicielkę czy jej męża?”. Pasquale na to: „A, robimy tu mieszane gierki! Chciałbym zabawić się z panienką!”

– Zabawił się? – Nie. Inny klient mówił, że wszystkim tam wyrywają i uciekł, bo się wystraszył.

– Gdyby został, nic by mu się nie stało – zauważył przybysz. – W Sassi też się boicie. – Żyjemy, jak się nam podoba.

– Giniecie, jesteście chorzy.

– Nie chcemy waszych lekarstw! – rzekła zdecydowanie Gaia. – Trzymajcie się od nas z daleka.

Skinął lekko głową, po czym wyrzucił obraną figę. Upadła na kamienną podłogę i od razu pokryła się brudem.

– Film Riddick też macie w repertuarze? – odezwał się po dłuższej chwili.

– Nie mamy.

– Jest o przetrwaniu. Bohater zostaje porzucony na pustynnej planecie, zamieszkiwanej przez żyjące w wodzie potwory. Radzi sobie, ale pewnego dnia widzi zbliżające się chmury – opowiadał. – Zbiera się na deszcz. Riddick wie, że to oznacza kłopoty. Znajduje opuszczoną stację kosmiczną i przekazuje wiadomość: „Tu mnie znajdziecie”. Jest poszukiwany, ktoś rzeczywiście się zjawia, żeby go aresztować.

– To przestępca?

– Bohater, robi to, co trzeba… Kiedy rozpętuje się piekło, zawiera pokój z wrogami. W pewnym momencie jest ranny, sojusznicy go opuścili, wodne kreatury nadchodzą stadami. Nie miał najmniejszej szansy, ale się nie poddał.

– Wystarczyło, aby przeżyć?

– Ostatecznie po niego wrócili i dał nogę z planety…

– Był fajny, nie bał się niczego – rzuciła ironicznie. – Żeby przetrwać, zmieniłby się nawet w potwora.

– Kto wie, może… Powiesz mi swoje imię?

– Gaia. A ty powiesz mi swoje?

– Niech będzie Riddick. Boisz się mnie, ale mamy ten sam cel: przeżyć. Moje ciało jest w części zmutowane – przyznał. – To konieczność w świecie, w którym wszyscy żyjemy.

– Naukowcy eksperymentowali, zanim to się zaczęło! Ludzie, którzy u was rządzą, wywołują piekło i robią dalsze świństwa, mówiąc, że są do tego zmuszeni. Kto zatruł wszystko tak, że nie da się jeść owoców, a wiatr i deszcz przynoszą promieniowanie? Ci sami, którzy z was robią mutantów. W Sassi nikt się na to nie zgadza.

– Musimy przetrwać na zatrutej ziemi – powtórzył Riddick. – U was też rodzą się zmutowane dzieci.

– To nie nasz wybór, nie można tego zmienić.

– Chorób też nie można leczyć?

– Widać nie, jeśli mieszacie się ze zwierzętami.

– Jak mówi Falco, lepiej umrzeć, ale pozostać człowiekiem. – uśmiechnął się lekko. – Jeszcze żyje ten wasz przywódca?

Gaia rzuciła mu wrogie spojrzenie.

– Szpiegujecie nas – stwierdziła. – Jego śmierć nic wam nie da, nie pozwolimy sobą manipulować!

Ogarnięta wzburzeniem próbowała go wyminąć przy wyjściu z jaskini.

– Przyglądamy się wam – zaczął, ale mu przerwała.

– Zza czarnych okularów? Wstawili ci tam kamery?

– Sama się przekonaj.

Oczy Riddicka miały dziwny kolor, tęczówki błyskały fiołkowo i jasnozielono. Wpatrywała się w nie jak urzeczona.

– Są klonowane – powiedział. – Wyhodowane z moich komórek w ciele jakiegoś kocura.

– To straszne – wyrwało się Gai. – Dlaczego ci to zrobili?

– Urodziłem się z nowotworem siatkówki, moi dwaj bracia bliźniacy tak samo. Amputowano nam oczy a potem przeszczepiono. Nikt nas nie pytał o zdanie, ale dziś też bym się zgodził. Wolałabyś białą laskę?

Na to nie znalazła odpowiedzi. Nagle ogarnęło ją przygnębienie, miała ochotę się rozpłakać.

– To bez sensu – rzekła. – Nie ma ratunku dla nas ani dla was.

– Musimy próbować.

– Dlaczego nas szpiegujecie? Chcecie sobie pogadać, opowiadać nam filmy?

– Możemy sobie pomóc.

– Chodzi wam o organy? Niczego nie dostaniecie – stwierdziła. – Pozwolisz mi odejść?

Riddick odsunął się, minęła go i wyszła z jaskini. Rozejrzała się za kozami i przywołała je przeciągłym gwizdem. Zaczęła schodzić w dół wąwozu, tam gdzie rosły drzewa. Wody Graviny były płytkie o tej porze roku. Przebyła ją, skacząc po kamieniach, i znalazła znajomą ścieżkę. Wyprzedzana przez kozy, wspinała się na górę, która przeradzała się w wykute w skale miasto.

Saturday, December 24, 2022

14.Io posso amare

 

People with Avoidant Personality Disorder have an intense fear of being judged and criticised. It’s like the fear of rejection seems to be the most important thing in social contacts. An example: the small house I’m living in Poland is sort of temporary, and needs to be revised. The biggest problem is electricity: it’s connected to my brother’s house. It’s been a long time that my sister-in-law asked me to detach myself, but I never did it. I hate handling official matter, and avoid it if I can. Still, it become a problem: it happened many times during my stay in Poland that the light went off in my home, and my brothers as well. 

He kept ask me to set up my own electricity meter, which I never did so far. In consequence, our relations deteriorated… People with Avoidant Personality Disorder struggle with low self-esteem, but they doubting in their own value is often the effect of their own activities… Or their lack, like in my case. I had a lot of time to fix the problem, but I never did… It’s like I was acting against my own interest. I’m hardly a positive person: when I make a mistake, I find it hard to forgive myself, and I tend to focus on the bad things… I’m wrong, clearly. The future belongs to a people like the famous Martian who creates a garden in the another planet… 

“Each day I go outside, and look at the endless horizon, because I can!” - He wrote. He wouldn’t leave unfinished business, and he was right! I left my Polish house with the electricity problem, and the chimney that becomes blocked (it needs sweeping) and went to Italy. It’s nice and warm: each day about 15 – 20 ° C but I don’t feel any better… The difference between the brave Martian and myself is self-love. Well, at least I’m trying to understand the problem, and that’s why also I “posso amare me stessa.”

Ludzie z osobowością unikową odczuwają lęk przed osądem i krytyką. Jest tak, jakby obawa przed odrzuceniem była najważniejsza w kontaktach społecznych. Mały przykład: domek w którym mieszkam w Polsce jest dość prowizoryczny i powinien być zmodernizowany. Największy problem to elektryczność, która podłączona jest do domu brata. Od bardzo dawna jego żona prosiła mnie, żebym się odłączyła, ale nie zrobiłam tego. Nienawidzę spraw urzędowych, unikam ich jak mogę. Cała sprawa przekształciła się w problem, wiele razy podczas mojego pobytu w Polsce gasło światło w moim domu, jak również brata. 

Prosił mnie, żebym założyła własny licznik, czego dotąd nie zrobiłam. W konsekwencji nasze stosunki się pogorszyły… Ludzie z osobowością unikową borykają się z niską samooceną, jest ona jednak wynikiem ich działań, czy raczej ich braku, jak w moim przypadku. Miałam dużo czasu, żeby rozwiązać problem, nie zrobiłam tego jednak. Działam przeciwko sobie. Nie jestem pozytywną osobą, kiedy popełniam błąd, trudno mi sobie wybaczyć, koncentruję się na złych rzeczach… Mylę się, rzecz jasna. Przyszłość należy do ludzi jak słynny Marsjanin, który stworzył ogród na obcej planecie. 

“Każdego dnia wychodzę i patrzę na bezkresny horyzont, ponieważ mogę to zrobić” – pisał. Nie zostawiał niedokończonych spraw i miał rację! Opuściłam mój polski dom z problemem prądu i kominem, który się zablokował (trzeba go przeczyścić) i przyjechałam do Włoch. Jest przyjemnie i ciepło, każdego dnia 15 – 20 ° C ale nie czuję się lepiej… Różnica pomiędzy mną a dzielnym Marsjaninem to miłość własna. Cóż, przynajmniej staram się zrozumieć problem i dlatego “posso amare me stessa.”




Thursday, December 15, 2022

12.Io posso amare

 

A person with the Avoidant Personality Disorder wants to be well liked, and even tends to be people’s pleaser, but on the other hand is scared to commit to a relationship. I’ll show it on my own example: I don’t really have long-term friends. It happened however that I was close with someone for some time… It would always end in the same way: my short-term friend distanced himself, because wouldn’t accept my extreme sincerity, just like E. She was very nice to me recently in Poland. It seemed that she cared about me: she would call almost every day, and even make some presents… The last time I saw E. the day before I went back to Italy. That morning I was meeting her, and my friend G. We went for a coffee: she insisted to pay for my drink, and bought me a nice book to read in the airport. G. sent me a message to say that he’s not coming.

I started texting him, without any consideration for E. At some point I realised that I’m not paying any attention to my friend, and I told her about it. “See me for who I am!” - I said. “You went to meet me, and G. is not coming, but that’s why I keep texting him. I’m attracted to people who don’t care about me!” I revealed also that I gave away the other book that she’s gifted me… That was too much: since that day, I haven’t heard from E. Been thinking why I was acting like that… Think that it’s due to the fear of rejection. I sort of prefer G. because to me, he was honest, while the nice E. told me to wait before she cancelled me from the list of her friends. I wasn’t really sorry. People with the Avoidant Personality Disorder lack to trust in others… As I wrote before, I have faults, but advantages as well. I like my sincerity, and that’s why “posso amare me stessa.”

Osoba z osobowością unikową pragnie być lubiana, chce nawet zadowalać ludzi, lecz z drugiej strony boi się tworzenia związków. Pokażę to na moim przykładzie: nie nawiązuję długoletnich przyjaźni. Zdarzało mi się zbliżyć do kogoś na krótki czas… Kończyło się zawsze w ten sam sposób: mój krótkoterminowy przyjaciel oddalał się, nie mogąc znieść mojej szczerości, zupełnie jak E. Była dla mnie miła ostatnimi czasy w Polsce. Wyglądało na to, że jej zależy: dzwoniła prawie codziennie, robiła nawet prezenty… Ostatni raz widziałam ją dzień przed powrotem do Włoch. Tego ranka miałam spotkać się z nią, a następnie z G. Poszłyśmy na kawę, chciała zapłacić za mój napój, kupiła mi ciekawą książkę do czytania na lotnisku. G. napisał że nie przychodzi.

Zaczęłam wysyłać mu wiadomości, nie zwracając uwagi na E. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę że nie słucham tego, o czym mówi, i powiedziałam jej to. “Patrz jaka jestem!” - rzekłam. “Przyszłaś na spotkanie, G. się nie zjawi, i dlatego właśnie do niego piszę. Przyciągają mnie ludzie, którzy o mnie nie dbają!” Wyznałam również, że oddałam komuś książkę, którą podarowała mi wcześniej. Tego było za wiele: od tamtego dnia urwał się kontakt z E. Zastanawiałam się, dlaczego zachowuję się w ten sposób. Myślę że chodzi o strach przed odrzuceniem. W pewnym sensie wolę G. bo był szczery, podczas gdy miła E. kazała mi czekać, zanim wyrzuciła z listy znajomych. Nie było mi przykro. Ludzie z osobowością unikową nie ufają innym. Jak pisałam wcześniej, mam wady, ale i zalety. Lubię moją szczerość i dlatego “posso amare me stessa.”





Saturday, December 10, 2022

9.Io posso amare

 

I have faults but advantages as well: I easily find a common language with the others. I remember that when I only met my husband, we were talking like I knew him for ages. We’re chatting again now when I’m back to Bari… Few days ago I revealed Angelo a story of the ugly cap. Many years ago when I was young my mother bought me the wooden headwear in the horrible pink colour. To make matters worse, it was all stiff, like the old military coat… I hated it: it reminded of the mutton sheepskin. However one cold Sunday I was forced by my mother to wear it. I cried at home, all the way to the church, but she was the winner. 

It means, that I was the looser, clearly. I arrived in the church with the face swollen from tears, desperate, hating myself and the whole world… But with the ugly, pink “mutton sheepskin” on my head. Think that the biggest difference between Jesus and the ordinary man on the street is that most of us agreed to wear the “ugly cap” so many times in our life! I did it for the sake of pace – arguing with my mother, it was a suicide – but I was wrong. 

It’s been so many years – 30 at least – and I’m still thinking about the old humiliation… To me, Jesus Christ is the one who would stand by himself, and said: “Ok, you can crucify me if you want, but I won’t wear the pink cap, looking so silly!” You see, the trick is to force you once to wear it. The next time, you would put it on, and keep your mouth shut. I did... Coming back to the present, today there is no sun again. I repeat, then: “Io posso amare” (I can love) my writing.

Mam swoje wady, ale również zalety: łatwo znajduję wspólny język z innymi. Pamiętam, że kiedy poznałam męża, rozmawialiśmy jakbyśmy się znali od wieków. Gawędzimy znowu, kiedy jestem w Bari… Parę dni temu opowiedziałam Angelo historię brzydkiej czapki. Wiele lat temu matka kupiła to wełniane paskudztwo w okropnym różowym kolorze. Na domiar złego, była sztywna niczym stary płaszcz wojskowy. Nienawidziłam jej, przypominała papachę. Pomimo tego pewnej zimowej niedzieli zostałam zmuszona, by ją włożyć. Płakałam w domu, całą drogę do kościoła, ale matka okazała się zwycięzcą. 

To znaczy, że ja przegrałam, rzecz jasna. Przybyłam do kościoła z twarzą opuchłą od łez, zdesperowana, nienawidząca wszystkich... Ale trzymając na głowie brzydką, różową “papachę.” Myślę, że największa różnica między Jezusem a przeciętnym panem z ulicy jest taka, że większość z nas godzi się nosić “brzydką czapę” tak wiele razy w ciągu życia! Zrobiłam to dla świętego spokoju – kłótnia z matką oznaczała samobójstwo – ale byłam w błędzie. 

Minęło tyle lat – ponad 30 – a ja ciągle myślę o dawnym upokorzeniu. Dla mnie Jezus to człowiek, który bronił swej godności. Powiedziałby: “Ok, ukrzyżuj mnie jeśli chcesz, ale nie włożę różowego świństwa, w którym głupio wyglądam!” Cała sztuczka w tym, żeby zmusić cię raz, aby ją nałożyć. Następnym razem sam naciągniesz czapkę i nic nie powiesz. Ja tak robiłam. Wracając do chwili obecnej – znów nie ma słońca. W takim razie powtórzę: “Io posso amare” (mogę kochać) moje pisanie…

Friday, December 9, 2022

8.Io posso amare

 

Can we talk with our subconscious in a dream? Sometimes it seems that we actually can… Few days ago I was thinking that the earthly vegetation is finishing so quickly! The life is a privilege of the very few, and will be appreciated by those who are not afraid of the storm, just like in the song: “In a time Where the sun descends alone I ran a long, long way from home To find a heart that's made of stone I will try I just need a little time To get your face right out of my mind To see the world through different eyes Every time I see you, oh, I try to hide away But when we meet it seems I can't let go Every time you leave the room I feel I'm fading like a flower Tell me why When I scream, there's no reply When I reach out, there's nothing to find When I sleep, I break down and cry.” 

It’s just a song but I find it curious, and wondered who is the one who tries to “hide away?” In the night I dreamed that I’m reading the leaflet: “Częstochowa is to blame for your death. That’s where those who carry the cross are going.” The name of the city is a wordplay, “Często chowa” means “hides often.” In the dream I found out that the one who “hides often” is my mysterious ego, and that he’s born 26th of March, just like Jesus. He’s a wizard, dedicated to the study of the magical arts. 

When he’s learned everything, the 22th of August four fingers of his right hand were cut off, leaving only thumb… Scary! I woke up repeating words: “If I killed somebody for you.” I googled it (obviously) getting Alec Benjamin’s song as a result. I have a feeling that my subconscious is playing games… But was it for the strange dream, or because there is no sun, but I’m feeling quite low today. I went to the sea but it started raining. Tomorrow will be better… Maybe. In the meantime, “Io posso amare” (I can love) my writing.

Czy można rozmawiać z podświadomością we śnie? Czasami wydaje się, że tak. Parę dni temu myślałam że ziemska wegetacja kończy się tak szybko! Życie to przywilej nielicznych. Docenia je ten, kto nie lęka się burzy, zupełnie jak w piosence: „W czasie gdy samotne słońce opada w dół Przebiegam długą drogę tam, gdzie dom By znaleźć kamienne serce Spróbuję, potrzebny mi jednak czas Aby z umysłu znikła twoja twarz By świat zobaczyć przez inny wzrok Kiedy cię widzę, och ukrywam się Kiedy przychodzisz nie daję odejść Opuszczasz pokój i więdnę jak kwiat Powiedz czemu ja Krzyczę lecz nikt nie odpowiada Wyciągam rękę i niczego nie ma Rozpadam się, wybieram płacz we śnie Kiedy cię widzę, och ukrywam się Kiedy przychodzisz nie daję odejść Opuszczasz pokój i więdnę jak kwiat Więdnę jak róża więdnę jak róża Którą burza chłoszcze Mówię do siebie Obmywany deszczem Takie zimne, zimne jest to miasto.” 

To tylko piosenka, zastanawiałam się jednak, kto się ukrywa? W nocy śniło mi się, że czytam ulotkę: “Winna twojej śmierci jest Częstochowa. Tam idą ci, którzy niosą krzyże.” Nazwa miasta to gra słów, często (się) chowa tajemnicze ego… We śnie urodził się dwudziestego szóstego marca, zupełnie jak Chrystus. Dlatego właśnie został czarownikiem. Ukończył szkołę nauk magicznych. 

Kiedy pojął już wszystko, dwudziestego drugiego sierpnia ucięto mu cztery palce u prawej ręki. Straszne! Obudziłam się, powtarzając słowa:“If I killed somebody for you.” Wpisałam je do wyszukiwarki, uzyskując piosenkę Aleca Benjamina. Mam wrażenie, że podświadomość bawi się ze mną… Tak czy inaczej, przyczyną jest dziwny sen lub brak słońca, lecz kiepsko dziś się czuję. Poszłam nad morze, ale zaczęło padać. Jutro będzie lepiej… Może. W międzyczasie “Io posso amare” (mogę kochać) moje pisanie. 










Tuesday, December 6, 2022

6.Io posso amare

 

My blog is full of reflections, but I might be playfully speaking the wounded healer who couldn’t heal himself. I just received the proof: today morning I went to buy a new running sport shoes. According to my custom, I started chatting with the seller. “Aren’t you bored in this store?” - I asked. “No, why?” - He said with surprise. “I’m having fun.” I was really impressed, but the secret is always the same: “Io posso amare.” The shoe salesman has decided that he can love working in the “boring” store “Scarpissima.” Why not? When it comes to me, I’m just like our cats Nina and Fuffy who only enjoy eating three times a day, and sleeping… I’m getting bored easily, but don’t give up and try to answer the existential question: why I don’t like myself? 

Think the answer is… the point of view. The thing is that I would picture myself from up high, just like my parents did. It means, that I’m still “a kid” who is not good enough. As I wrote before, the adults come to play called “dragonfly” which means “ważka” in Polish. The word refers to weights (ważyć). We learn that you have to pay for love: a child is weighted all the time, a good behaviour allows you to collect points. You can “buy” some feelings from your mum and daddy otherwise you don’t deserve this. We take the next step: we go to school. It’s a sort of prison, you should serve the time, 12 years in my case. Now, it’s about self-love: each day the teachers weights his student. Did you learn vocabulary words from the book? Good, you’ve learned some points, and you can love yourself. A dummy cannot do it, clearly. Using this method they educate egocentrism, lack of independence, weakness in decision making. 

Slowly, our “dragonfly” is taking shape, and begins to circulate around us. That’s the “devil” – does not allow to love ourselves and our fellow human beings. Here is an example: I went to “Scarpissima” store, and “weighted” the salesman quickly. Nothing interesting, he was a bit short (negative points) and banal look (negative points). After our chat, he “earned” a positive note. But in fact I really care about weighting myself, it’s a holy exercise and keeps me busy. I’m looking for the solution: today I bought a small dragonfly in my favourite junk shop. Only three euro, and I got my eye on the “enemy.” Now I can love myself because I’m writing this post, sharing something with you. If I wouldn’t, my dragonfly would weight myself, deciding that I’m lazy…

Mój blog jest pełen refleksji, ale mogę być, żartobliwie mówiąc, lekarzem który nie wyleczył sam siebie. Właśnie otrzymałam dowód: dzis rano poszłam kupić buty do biegania. Zgodnie z moim zwyczajem zaczęłam rozmawiać ze sprzedawcą. “Nie nudzi się pan w tym sklepie?” - spytałam. “Nie, dlaczego?” - zdziwił sie. “Dobrze się bawię.” Zrobiło to na mnie wrażenie, ale sekret jest zawsze ten sam: “Io posso amare.” Sprzedawca butów zdecydował, że kocha pracę w “nudnym” sklepie “Scarpissima.” Czemu nie? Jesli chodzi o mnie, jestem jak nasze koty Nina i Fuffy, które cieszy jedzenie trzy razy dziennie i spanie. łatwo sie nudzę, ale nie poddaję I szukam odpowiedzi na pytanie egzystencjalne, dlaczego nie lubię siebie. 

Myślę że odpowiedzią jest… punkt widzenia. Rzecz w tym, że patrzę na siebie z góry, jak to czynili rodzice. To znaczy, że jestem nadal “dzieciakiem” który nie jest dość dobry. Jak pisałam wcześniej, dorośli zaczęli grę zwaną “ważka.” Uczymy się, że trzeba płacić za miłość: dziecko jest ważone bez przerwy, dobre zachowanie pozwala kolekcjonować punkty. Można kupić trochę uczuć od mamy i taty, w przeciwnym razie nie zasługuje na nie. Następnie robi kolejny krok, idzie do szkoły. To rodzaj więzienia, trzeba swoje odsiedzieć (12 lat w moim przypadku). Teraz uczymy się miłości do siebie: każdego dnia uczeń jest ważony przez nauczycieli. Nauczyłeś się słówek z książki? Dobrze, dostałeś trochę punktów i możesz kochać siebie. Głupek, rzecz jasna, nie może tego zrobić. Używając tej metody uczą egoizmu, braku niezależności, słabości w podejmowaniu decyzji. 

Powoli nasza “ważka” nabiera kształtu, zaczyna koło nas krążyć. To właśnie “diabeł” – nie pozwala kochać siebie i innych. Oto przykład: poszłam do sklepu “Skarpissima” i “zważyłam” sprzedawcę. Nic ciekawego, trochę niski (punkty negatywne) i banalny wygląd (punkty negatywne). Po naszej rozmowie zyskał punkty pozytywne. Tak naprawdę jednak interesuje mnie ważenie siebie. To święte zajęcie zabiera dużo czasu. Szukam rozwiązań: dziś kupiłam ważkę w ulubionym sklepie ze starociami. Tylko 3 euro I mam “wroga” na oku. Teraz mogę kochać siebie: pisząc ten post, dzielę się czymś, w przeciwnym razie nie mogę, zważona przez moją ważkę, okazuję się leniwa…








Sunday, December 4, 2022

4.Io posso amare

 

I grew up listening my mother’s “real life stories” but this one I witnessed myself. The sad fate of J. was well-known in my village. Who knows why the good-hearted guy from fell in love with the wrong woman. B. came from an alcoholic family, she was used to name-calling, and aggression… Once married, she was missing badly her old life. She got bored, and left the poor J. The strange thing is that whole story is quite resembling my own. Since very early age I had to witness bad arguing and marital tragedies… Little did I know, that once married, I would miss it in my old family life, problematic and conflictual. Just like the “crazy” B. I was convinced that the “normal” family was bored. 

Unlike her I am willing to listen to others, a few days ago I was chatting with my friend E. “You’ve got Avoidant Personality Disorder!” - She told me. I checked for the symptoms (verywellmind.com) and it seems that I have it almost all! A need to be well-liked, lack of pleasure in activities, anxiety in about saying or doing the wrong thing and in social situations, avoiding conflict and being a people pleaser, avoiding making decisions, easily hurt by disapproval, extreme self-consciousness, feeling of inadequacy… I sort of understand B. who destroyed her relationship. We both grow up watching the full of hate marriage of our parents. 

To us, just like the song says: “Love hurts love scars love wounds and marks any heart.” B. did nothing fix the broken bonds. Everybody blamed her, but I believe that there is a cause for everything… She just gave to her hubby a lesson she had learn before: “Some fools think about happiness blissfulness togetherness some fools fool themselves I guess they are not foolin’ me I know it isn’t true I know it isn’t true love is a lie.” Despite having many character flaws, but lack of compassion is not one of them. That’s why “posso amare me stessa” (I can love myself). Some pictures from Bari: I just arrived!

Dorastałam słuchając “historii z życia wziętych” mojej matki, tej jednak sama byłam świadkiem. Kto wie, czemu ten zacny chłopak z mojej wioski zakochał się w niewłaściwej dziewczynie. B. pochodziła z rodziny alkoholików, przywykła do wyzwisk i agresji… Kiedy wyszła za mąż, tęskniła za dawnym życiem. Nudziła się i odeszła od biednego J. Dziwne, lecz cała historia przypomina moją własną. Od młodego wieku byłam świadkiem kłótni i małżeńskich tragedii. Zupełnie jak szalona B. byłam pewna, że “normalna” rodzina jest nudna. 

W przeciwieństwie do niej lubię słuchać innych, parę dni temu rozmawiałam z moją znajomą E. “Masz osobowość unikową!” - rzekła. Sprawdziłam symptomy (verywellmind.com) I wygląda na to, że mam prawie wszystkie! Potrzeba bycia lubianą, brak przyjemności płynącej z zajęć, niepokój w obliczu powiedzenia lub zrobienia czegoś niewłaściwego i w sytuacjach społecznych, unikanie konfliktu, zadowalanie ludzi, unikanie podejmowania decyzji, łatwo mnie zranić przez brak akceptacji, jestem bardzo zajęta sobą, czuję się nieodpowiednia… Trochę rozumiem B. która zniszczyła swój związek. Obydwie dorastałyśmy patrząc na pełne nienawiści małżeństwo rodziców. 

Dla nas, jak mówi piosenka: “Miłość rani, miłość czyni blizny, miłość przebija, znaczy każde serce.” B. nie zrobiła niczego, by naprawić zerwane więzi. Każdy ją potępiał, myślę jednak, że jest przyczyna na wszystko… Dała swojemu mężowi lekcję, której sama się nauczyła wcześniej: “Niektórzy głupcy myślą o szczęściu błogosławieństwie jedności niektórzy głupcy oszukują pewnie siebie mnie jednak nie wiem że to nieprawda wiem że to nieprawda miłość to zwykłe kłamstwo.” Mam wiele wad, ale nie należy do nich brak zrozumienia. Dlatego “posso amare me stessa” (mogę kochać siebie). Trochę zdjęć z Bari: dopiero co przyjechałam!