Monday, August 11, 2014

Happy/Szczęśliwa

I met P. two years ago: heavily pregnant I noticed another woman with big belly. We started chatting; we had a lot in common. Both foreigners at the town of Nova Siri (P. was Romanian), we were due to give birth at the same time. I felt lonely at Nova Siri and our friendship made a big difference in my life. P. was living in Italy for about 5 years.
 
She left her husband and young son and went to Nova Siri. P. worked her butt off in the restaurant and strawberry plantations. Her family joined her eventually and P’s husband got a job. All their hard work and determination really paid off. Living in Basilicata, I got used that the people complain: no job, no chance… But P. and her husband made their dreams true.

They saved enough money to build a house and buy some ground in Romiania. They wanted to start a small farm business. In the end of May 2012 I went to the hospital with contractions. P. was giving birth; struggling with the pain, I waited for her in the corridor. I saw her soon after her daughter was born. “How do you fell?” – I asked her. “Happy!” – P. told me.

Poznałam P. dwa lata temu: byłam w zaawansowanej ciąży i dostrzegłam kobietę z brzuchem. Zaczęłyśmy rozmawiać: miałyśmy dużo wspólnego. Byłyśmy przyjezdnymi w miasteczku Nova Siri (P. była Rumunką). Miałyśmy tą samą datę porodu. Czułam się samotna w Nova Siri; ta przyjaźń dużo dla mnie znaczyła. P. mieszkała we Włoszech od 5 lat.

Zostawiła męża i synka i przyjechała do Nova Siri. Zapracowywała się w restauracjach i na plantacjach truskawek. Rodzina dołączyła do niej w końcu i mąż P. dostał pracę. Ich ciężka praca i determinacja bardzo się opłaciła. Mieszkając w Bazilikacie, przyzwyczaiłam się, że ludzie narzekają: nie ma pracy, żadnych szans... Ale P. i jej mąż spełnili tu swoje marzenia.

Zaoszczędzili dość pieniędzy, by kupić dom i trochę ziemi w Rumunii. Chcieli rozpocząć działalność na własnej farmie. W końcu maja 2012 pojechałam do szpitala ze skurczami. P. rodziła dziecko; walcząc z bólem, czekałam na nią na korytarzu. Zobaczyłam ją niedługo po narodzinach jej córki. „Jak się czujesz?” – spytałam. „Szczęśliwa!” – odparła P.

No comments:

Post a Comment