Saturday, May 14, 2016

Unplugged in London/Bez światła w Londynie

Back in 2009 I worked as a career for London agency. I was required to atted a training. Once our instructor asked us to immagine a power blackout in London. „Within hours, the loothing begins! People would be fighting for food!” - She said. Californian native Elfa Willmot lives in London with her family. She obviously adores the capital. 
the photo: californianmuminlondon.com

Instagram photos are documenting family dinners in pizzerias and restaurants, shopping in Wimbledon or Richmond, open-top bus tour around London, boat ride along the Thames, morning visit in Richmond Park… She's not scared of the city, like Spanish guy I met back in 2009. „I loved the Tube, I ride it even when I don't have to!” - He said.

I hate underground! It's overcrowded!” - I told him. I never quite adapted to the crowds of walking fast people, constant movement and traffic. We left big city for a small town – where very quickly I turned into a house-bound woman who regretted her job and all the opportunities she missed. Life is a movement, they say. Don't let a fear prevent you from living.

W 2009 roku pracowałam jako opiekunka dla londyńskiej agencji. Musiałam zrobić kurs, kiedyś wykładowczyni poprosiła, byśmy wyobrazili sobie Londyn odcięty od prądu. „Kilka godzin i zaczęłaby się walka! Ludzie biliby się o jedzenie!” - mówiła. Pochodząca z Kalifornii Elfa Willmot mieszka w Londynie z rodziną. Jest jasne, że uwielbia stolicę.

Zdjęcia na Instagramie dokumentują rodzinne obiady w restauracjach i pizzeriach, zakupy na Wimbledonie i w Richmond, wycieczki otwartym autobusem wokół Londynu, wyprawy łódką wzdłuż Tamizy, przechadzki w Richmond Park… Nie boi się miasta, jak Hiszpan, którego poznałam w 2009. „Uwielbiam metro, jeżdżę nim, nawet kiedy nie muszę!” - mówił.

Nie cierpię zatłoczonego metra!” - powiedziałam. Nigdy nie przywykłam do tłumów idących szybko ludzi, ciągłego ruchu, korków. Opuściliśmy metropolię na rzecz małego miasta – gdzie zmieniłam się w uwiązaną do domu kobietę, która żałowała pracy i straconych możliwości. Życie to ruch, mówią. Nie pozwól, żeby lęk zatrzymał cię przed życiem.


6 comments:

  1. Za każdym razem, kiedy wracam z Dublina cieszę się, że tam nie mieszkam :) z resztą większość życia spędziałam w wielkim zatłoczonym mieście i teraz doceniam prowincję. Ale fakt, nigdy nie czułam się uwiązana, wręcz przeciwnie. Danko, jesteś młoda, wybieraj i decyduj :* abyś nie miała w sobie uczucia żalu i straty, trzymaj się pięknoto.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację, cokolwiek by się wybrało - nie trzeba żałować. Też się trzymaj droga eM:)

      Delete
    2. Wiesz, może nawet jak się żałuje, to warto odszukać pozytywne aspekty danej sytuacji i nie zadręczać się - tak zawsze powtarza moja mama i coś w tym jest. Dokonujesz wyboru, i jeżeli nie jest najlepszy dla Ciebie, albo to zmieniasz albo pokochaj i bądź na swój sposób szczęśliwa.

      Delete
    3. Twoja mama ma rację. Każda sytuacja ma pozytywne aspekty - a jeśli naprawdę nam się nie podoba, to trzeba w cholerę zmienić, płakać w kąciku to bezsens! Ściskam:)

      Delete
  2. M.P. ma rację - całe życie jest od wybierania. A jak coś się nie podoba - trzeba się z tego cieszyć, bo wtedy dowiadujesz się o sobie znacznie więcej, niż gdy Ci coś odpowiada. Jak jest źle, znaczy, że to nie dla mnie. A jak coś jest "nie dla mnie" równa się - wiem więcej na swój temat i mogę szukać dalej :). A te poszukiwania są przecież bardzo przyjemne i mogą / powinny trwać przez całe życie. A jeśli chodzi o Instagram - dziwne miejsce, które roi się od zdjęć jedzenia i stóp ;)))

    Trzymaj się!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację, że w marnych chwilach człowiek dużo się o sobie uczy. Albo może się nauczyć, jeśli nie będzie koncentrował się na zrzędzeniu. Instagram dobry do pokazania, co mamy ładnego, niech będą i stopy:) Pozdrawiam

      Delete