Saturday, December 3, 2016

Disinhibition effect/Syndrom braku hamulców

I was aware of the stigma of self-publishing when I annouced my book on Facebook group for writer but I didn't expect such negative reactions. I was called graphomaniac. Someone who claimed to read 10 paragraphs of „Matera 2019” was begging me to stop writing. Few hour later the comment was gone – along with the profile of the Facebook user.
englishrussia.com/

But the others had no mercy, and I was accused of reporting the fake account... In real life Sean Duff wouldn't laugh at someone who lost his child. He did it online. „In real word people subconsciously monitor the behaviour of others and adapt their own behaviour. Online we don't have such feedback mechanizm” - Wrote internet psychologist.

So-called „disinhibition effect”: you can't tell what I look like, so I can act freely”. I dumped fb – something I wanted to do for a long time. With every bad things there is good side – like hemorrhoids. They are nasty, but the best treatment for it is natural foods: fruit, veggies... Living with the „hellish” condition can be good for one's health.

Zdawałam sobie sprawę, że z self-publishing wiąże się pewien stygmat, ale nie spodziewałam się tak negatywnej reakcji. Nazwano mnie grafomanką, ktoś kto twierdził, że przeczytał 10 akapitów „Matery 2019” błagał mnie, żebym przestała pisać. Parę godzin później ten komentarz znikł – razem z profilem użytkownika Facebook.

Pozostali jednak nie mieli litości: oskarżono mnie o doniesienie fikcyjnego konta... W realnym świecie Sean Duffy nie wyśmiewałby kogoś, kto stracił dziecko. Zrobił to w internecie. „W prawdziwym świecie ludzie podświadomie monitorują zachowania innych i adaptują swoje. W sieci nie mamy takich mechanizmów zwrotnych” - mówi psycholog internetowy.

Tak zwany syndrom braku hamulców: nie wiesz, jak wyglądam, więc robię, co mi się podoba. Odeszłam z fb – chciałam to zrobić od dawna. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – jak hemoroidy. Są nieprzyjemne, ale najlepszym na nie lekiem jest zdrowe jedzenie: owoce, warzywka… Życie z „piekielnym” schorzeniem może wyjść na zdrowie.

4 comments:

  1. "Matera" to fantastyka, a ona zajmuje bardzo szczególne miejsce w polskiej literaturze. Fani fantastyki są niezwykle aktywni; to nałogowi czytelnicy. Nie myślałaś o tym, żeby zakręcić się z "Materą" wokół tego typu internetowych środowisk? Chodzi mi np. o fora zgromadzone wokół "Nowej Fantastyki" i wiele, wiele innych. Ja niestety w fantastyce nie siedzę, więc trudno mi doradzić jakieś konkretne miejsce, ale może poszukaj i spróbuj.

    Mój kolega po piórze zaczął od pisania opowiadań dla "Nowej Fantastyki", a potem udało mu się wydać debiut powieściowy dzięki tym właśnie opowiadaniom.

    Druga sprawa - wiem, że nie mieszkasz w Polsce, ale może warto byłoby wybrać się tu raz / dwa razy w roku na któryś z tych dużych konwentów fantastyki? To nie moje klimaty, więc nigdy na takim nie byłam, ale wiem, że fantasto-fani bardzo chwalą te konwenty. Tam dużo łatwiej znaleźć wydawcę, potencjalnych czytelników, albo chociaż na organizowanych tam prelekcjach dowiedzieć się jak wydać swoją książkę.

    Z tego co wiem, środowisko jest wymagające i ludzie dobrze się znają, ale nie jest hermetyczne. Myślę, że chętnie wpuszczają do siebie nowych twórców, którzy mają coś ważnego do powiedzenia i potrafią zaciekawić.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję Ci moja droga! Podsunęłaś mi sporo cennych rad. Trzeba próbować:) Pojechać na jakiś konwent książkowy - piękne to by było! Jeśli chodzi o moją książeczkę - sama mam nadzieję, że czegoś się o niej dowiem przynajmniej z recenzji.

      Delete
    2. Nie ma za co :). Grunt to znaleźć swoją niszę.

      Delete