Saturday, November 16, 2013

Bacon and eggs/ Jajka z bekonem



Sometimes my daughter is telling me: “Now go righ, turn left”. It makes me think about one of F. He used to show me the way while walking on London roads; he was always right. Before I got the job, I worked as agency staff, doing bank shifts in several places. My favorite was the one in South End of London. The residents had a range of learning disabilities.
 
On Easter 2008 I had to go to the church with M. He promised not to use rude words, which he forgot. The people were staring at us. “That’s Dankan!” – Introduced me M. “Where are the biscuits?” – He asked. “Don’t be silly, we are in the church!” - I told him, but he knew better. In the end of the mess a couple of polite ladies were serving tea and sweets. M. didn’t waste his time, taking as much as he could.

How is your wife?” – He asked confused priest. His love for food made someone lose his job. One of the staff recorded M. who sneaked some cheese and started showing his video. Everyone had a laugh - except the manager. He wanted to protect the best interest of M. but he wouldn’t be angry. I remember him chatting, singing, dreaming about eggs and bacon – always glad, and expecting only good things.

Czasem córka mówi: „Teraz idź na prawo, skręć w lewo…” Przypomina mi F. On też pokazywał drogę, gdy szliśmy ulicami Londynu, miał zawsze rację. Zanim znalazłam to zajęcie, pracowałam dla agencji, wypełniając wolne godziny w wielu miejscach. Moim ulubionym było to we wschodnim Londynie. Rezydenci mieli różne stopnie niepełnosprawności.

W Wielkanoc 2009 r. miałam iść do kościoła z M. Obiecał nie używać wulgarnych słów, o czym zapomniał. Ludzie gapili się na nas. „To Dankan!” – przedstawiał mnie M. “Gdzie są ciacha?” – pytał. „Nie wygłupiaj się, jesteśmy w kościele!” – pouczyłam, ale on wiedział lepiej. Po skończonej mszy dwie miłe panie oferowały herbatę i słodycze. M. nie marnował czasu, biorąc tyle, ile się dało.

Jak tam żona?” – pytał zmieszanego księdza. Jego miłość do jedzenia i kosztowała kogoś utratę pracy. Jeden z pracowników nagrał M. kiedy podkradał ser i pokazywał wideo. Wszyscy się uśmieli – oprócz menagera. Ten wierzył, że działa w interesie M., ale on by się nie obraził. Pamiętam go gawędzącego, śpiewającego, marzącego o jajkach z bekonem – zawsze zadowolonego, oczekującego dobrych rzeczy.

No comments:

Post a Comment