Thursday, May 22, 2014

American's best French fries/Najlepsze amerykańskie frytki


Back in 2000 I was on the fourth year of my University course. I had not that much to do so I decided to find a part-time job. It wasn’t easy so I was happy to get a waitress job in Mexican restaurant, which was about to open. The owners were two divorced guys; one of them was slim, the other one was not. The slim guy was a traveller.
 
He used to live in USA and seemed to believe that everything “American-related” was better. I remember him to say that “American” French fries were “fucking good.” The guys had another restaurant in the centre of Lublin, very successful one. The location of our place wasn’t that good; the clients failed to come and try the Mexican food.

The owners made us, the staff, distribute leaflets. Then, they started sacking us. I was one of the first to go. About one year later one of my ex colleagues told me that the owners fired all the staff and got the new people. It didn’t make a big difference: the Mexican restaurant wasn’t making profits and after a year or so disappeared from the map of Lublin.


W 2000 r. byłam na czwartym roku studiów. Nie miałam dużo zajęć i zdecydowałam się znaleźć pracę dorywczą. Nie było to łatwe, dlatego cieszyłam się, kiedy dostałam kelnerki w meksykańskiej restauracji, którą właśnie otwierano. Właścicielami było dwóch rozwiedzionych mężczyzn; jeden był szczupły, a drugi nie. Ten szczupły był podróżnikiem.

Mieszkał w USA i zdawał się wierzyć, że wszystko, co „amerykańskie” jest lepsze. Pamiętam, że mówił, że „amerykańskie” frytki są „zajebiście dobre.” Dwaj panowie posiadali drugą restaurację w centrum Lublina; odniosła ona duży sukces. Położenie naszego lokalu nie było tak dobre; klienci nie chcieli przychodzić i próbować meksykańskiej kuchni.


Właściciele kazali nam roznosić ulotki. Potem zaczęli nas zwalniać. Byłam jedną z pierwszych do redukcji. Mniej więcej rok jeden z dawnych kolegów powiedział mi, że właściciele zwolnili całą załogę i zatrudnili nowych ludzi. Nie uczyniło to dużej różnicy i po około roku meksykańska restauracja znikła z mapy Lublina.

10 comments:

  1. No tak, upatrywanie się przyczyny niepowodzeń w innych to chyba domena wielu ludzi, nawet takich z amerykańskim akcentem

    kiss

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak naprawdę to nikt tam nie miał amerykańskiego akcentu. Ale meksykańskie jedzenie było dobre, pikantne:) Baci. Nawiasem mówiąc, wygląda na to, że i ty zawędrowałaś do Włoch:)

      Delete
    2. Pikantne nie znaczy dobre, unikam miejsc z pikantnym jedzeniem, oprócz tajskiego :) Poza tym, miesce cieszy się złą sławą zanim powstanie tam restauracja i nic tego nie zmini, nawet przemiła obsługa.

      Tak, byłam we Włoszech kilka razy i mam nadzieję, że jeszcze tam zawędruję :*

      Delete
    3. Prosty stąd wniosek, że Paddy jada lasagne i inne pastowe delicje:) Jak zawędrujesz do Basilikaty, odwiedź skromnego kolegę-blogera:) zobaczysz drugą Lubelszczyznę na tym południu Włoch. Kiss

      Delete
    4. sorry za literówki :) tak, Paddy uwielbia włoskie jedzenie :) i nigdy nie wiadomo gdzie zawędrujemy, może kiedyś dotrzemy do Basilikaty :) Na pewno Cię o tym powiadmię :*

      ściskam

      Delete
    5. Powiadom, będziemy was z Angelo wozić po okolicy:) On bardzo lubi gości. Włoskie jedzenie też:) kiss

      Delete
    6. Mam nadzieję, że nastąpi to szybciej niż ten wąsik :)

      Delete
    7. Wąsik już nastąpił:0

      Delete
    8. depilacja cukrowa podobno jest bezbolezna :*

      Delete
    9. Może jak się cukrem wąsiska posmaruje i ten cukier zlizuje. Wyszarpywanie to inna sprawa. A tak w ogóle to niech się pannice depilują. Matrony swój wąs lubią:) Kiss

      Delete