Wednesday, June 8, 2016

Us, new authors/My, debiutanci

It's a well-known fact that subsidy publishing works well if you want to distribute over dozen copies of your book to family members. So why new writer would pay someone to be his publisher? Think it's because us, authors, we believe that our book is needed. We're paying only to give our special volume to the world. 

When you choose subsidy-publishing, you should market your book. If you haven’t yet cultivated an audience for it, or can’t promote it effectively it would pass unnoticed for the readers. That's why we need traditional "book investors"publishers. They assume risk in exchange for hoped-for profits. They'll sell enough copies of the book to make profit.

Us, new writers, we hope that „real” editor would notice our book, but apparently the „good” gets rejected. It has to be the best. I see how silly I was - focused on submitting manuscripts instead of writing. Such a waste of time. I wish I put all that energy into creating the best novel I possibly can. The key to success is a matter of practicing.

Wydawanie ze współfinansowaniem sprawdza się, jeśli chcesz rozdać kilkanaście egzemplarzy twojej książki wśród rodziny - to znany fakt. Dlaczego debiutanci płacą komuś, żeby ich wydawał? Moim zdaniem my, autorzy, wierzymy, że nasza książka jest potrzebna. Płacimy, aby dać światu nasz wyjątkowy egzemplarz.

Kiedy publikujesz ze współfinansowaniem, powinieneś swoje dzieło promować. Jeżeli nie jesteś sławą internetów, ani geniuszem marketingu, zapomnij, że książką zainteresuje się szersze grono. Dlatego potrzebujemy tradycyjnego, "inwestującego w książkę" wydawcy. Ten bierze na siebie ryzyko. Sprzedaje tyle egzemplarzy, żeby na nich zarobić.

My, debiutanci liczymy, że „prawdziwy” wydawca zauważy naszą książkę, wygląda jednak na to, że „dobre” są odrzucane. Musimy być najlepsi. Widzę, jak niemądra byłam, koncentrując się na wysyłaniu manuskryptów. Strata czasu. Lepiej zająć się tworzeniem najlepszej powieści, na jaką mnie stać. Praktyka kluczem do sukcesu.

P.S. Na rysunku: "Za pieniądze przeczytam twoją książkę".

12 comments:

  1. Kiedy zerkam na statystki czytelnictwa w Polsce, mam wrażenie, że debiutanci nie czytają książek, nooo może tylko własne. I to jest paskudna informacja dla nich, że aby dobrze pisać i mieć coś ciekawego do powiedzenia, trzeba przerobić tomy literatury, przeczytać wszystko, co wartościowe, Karpowicze, Żulczyki, Dehnele, Świetlickie, Iwasiów itd, wtedy ten debiutant może liczyć na zauważenie, bo jego język w końcu zacznie się wyróżniać. Jeżeli myśli, że bez czytania uda mu się zabłysnąć, to jest w błędzie. Wracając do debiutantów, tylko 10% debiutantów czyta literaturę współczesną i interesuje się innymi językami autorów i ci mają szansę na sukces Danko. To są właśnie statystki i żadne artykuły ignorantów z wydawnictw, które zarabiają na wydawniu za kasę, to bajanie SpiskuAutorów, to pieprzenie głupot.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja też wierzę w doskonalenie. Tak, jak mówisz - właśnie dlatego, że jest tylu pisarzy, trzeba na swój sposób być lepszym, wyróżnić się jakoś. W przeciwnym razie najlepszą rzeczą byłoby nic nie wydawać. Przynajmniej ma się złudzenia:)

      Delete
    2. Przeczytałam dyskuję na FB tego autora ze Spisku, reakcja typowo grafomańska na uwagi, niektórzy nie powinni nic pisać, nigdzie, z PR ten człowiek to ma -100. Dlatego ludzie nigdy, nigdy! Nie powinni sami wydawać książek. Dla mnie tacy autorzy i ich powieści są spalone. Jak się nie potrafi rozmawiać, to się siedzi cicho.

      "Jeżeli już o coś zabiegasz, idź na całego, w przeciwnym razie nawet nie zaczynaj."

      Charles Bukowski

      Delete
    3. Powieści współfinansowane albo wydane w SP są spalone. Ta dzisiejsza łatwość publikowania to złudzenie, jako że brakuje publiczności. A tak w ogóle to cała ta przygoda z wydawaniem wydaje mi się jednym wielkim złudzeniem. Wszyscy chcą zachwycać i nikt nie zachwyca.

      Delete
    4. Tam ludzi nie interesuje treść, tylko jak wydać książkę. Oczywiście wolny rynek popsuł zbyt wiele, zmiany są nieodwracalne. Kiedyś redaktor wydawanej serii, to był ktoś! Dzięki niemu ukazywały się wyjątkowe, bezbłędne książki. Nie zależało mu na zysku z wydania, a na pięknie, koncepcie i poruszeniu czytelnika. Wprowadzeniu go w inny świat, gdzie po zakończeniu, czekasz na kolejną powieść i przeliczasz dni do wydania. Dzisiaj redakacja, to jakieś mrzonki i szarpanie się z autorem, który nie wnosi nic nowego, bo miksuje pięć powieści i łapiesz się na tym, że ktoś Cię robi w bambuko i to w pierwszej osobie. Wracam do Stasiuka, bo sobie zwiozłam karton książek i czas się nimi zajać. Kisses

      Delete
    5. Otóż to - debiutant kombinuje, jak wydać i tyle. Zepsuty rynek pozostanie, pewnie nie ma powrotu do wyjątkowych książek, na które się czekało. Pozostaje mi się pocieszać, że nie dołożyłam swojej cegiełki do tego dzieła zniszczenia:) Delektuj się Stasiukiem. Ja wertuję Dziecko Rosemary po raz setny. Kisses

      Delete
    6. Nie biczuj się, serio! Bo wywołujesz nie ten skutek.

      Delete
    7. Miałam na myśli, że nie wydałam kolejnej niedobrej książki:)

      Delete
    8. No właśnie, skąd w Tobie ta pewność, że nie wydałaś niedobrej książki? Czyli uważasz, że opublikowąłam w sZAFie niedobre opowiadania? Biczujesz się. Przestań to robić. I serio zacznij pisać opowiadania po angielsku, większe możliwości wydawnicze i czytelnicze!

      Delete
    9. Mój angielski nie jest tak dobry, niestety. Trochę się biczuję, ale w głębi ducha wierzę w moje opowiadania. Publikacja w sieci jest ważna - w końcu mam czytelników:)

      Delete
  2. Jak zawsze nie ma jednej recepty. Wierzę głęboko w to, że znajdziesz swoją unikatową drogę i rozwiązanie!

    ReplyDelete