Thursday, January 12, 2017

Là-bas

S. is always packing a lot of luggage for a holidays. “I'm also taking a bottle of disinfectant with me” - She says. Travel is transformation, if you don't want to change and go with the flow you won't separate yourself with Amuchina. My grandfather Józef was born before World War I. He was a poor villager, but liked reading. 100 years ago Argentina was a rich country.

My grandfather – like many others – believed that you'll find a gold on the streets of Buenos Aires. To afford the trip he sold a field he owned, left his wife with small children and went far away from the village, like in the song Là-bas:
There/Everything is new and everything is wild
Free continent without wire fencing
Here our dreams are narrow/That's why I'll go there
Translation from lyryctranslate.com.

After one year Józef Markiewicz was back home, poorer than he used to be. Over the next few years he was farming. He died in 1938 leaving the widow with four children. The youngest (my father) was only one year-old. The key to happiness is having dreams, they say. But sometimes even if you change direction, you'll end up where you are heading.

S. zawsze pakuje dużo walizek na wakacje. “Zabieram też środek dezynfekujący” - mówi. Podróż oznacza transformację, jeśli nie chcesz się zmienić, iść z nurtem nie rozdzielisz się z butelką Amuchiny. Mój dziadek Józef urodził się przed pierwszą wojną. Był ubogim chłopem, ale lubił czytać. 100 lat temu Argentyna była bogatym krajem.

Mój dziadek – jak wielu innych – uwierzył, że znajdzie złoto na ulicach Buenos Aires. Aby sfinansować podróż, sprzedał kawałek pola, zostawił żonę z potomstwem i pojechał daleko od swojej wsi, jak w piosence Là-bas:
Tam/Wszystko jest nowe i dzikie
Wolny kontynent bez krat
Tutaj, nasze marzenia są ciasne/I dlatego pojadę tam
Tłumaczenie tekstowo.pl.

Po roku Józef Markiewicz wrócił do domu, jeszcze biedniejszy niż wcześniej. Przez kolejne parę lat uprawiał ziemię. Zmarł w 1938 r. zostawiając wdowę z czworgiem dzieci. Mój ojciec był najmłodszy i miał jeden rok. Kluczem do szczęścia są marzenia, mówią. Czasem jednak nawet, jeśli zmienisz kierunek, skończysz tam, gdzie zmierzałeś wcześniej. 

2 comments:

  1. Ja również zabieram ze sobą środek dezynfekujący do rąk. Nie obawiam się "zanieczyszczonego świata", ale brzydzą mnie mikroby ludzkich zbiorowisk. Na przykład toalety na stacjach benzynowych.

    Mój dziadek pochodził z Wilna i jego wędrówka powojenna przemieściła go na obecne Pomorze, ale też miał epizod amerykański. Tyle, że u niego była to Ameryka Północna :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To nie był środek do dezynfekcji rąk tylko taka wielka butla Amuchiny:) Moją owdowiałą babkę po wojnie też chcieli na zachód Polski przemieścić ale się nie dała:)

      Delete