Saturday, February 25, 2017

Blogger's death/Śmierć blogera

It's hard to stay motivated after a failure, and it might look that I have not been successful. My blog is a proof that statistic don't matter. More views, a better post, I thought, turning a blind eye to the fact that there is no interaction with the readers. The four-and-a-half blogging wasn't enough to sell even one copy of e-book I launched.
jendavisphoto.com

I'm not going to become a successful blogger. Who I am, then? A weirdo who is spending too much time on the internet? Write about the important lessons you've learned in your life. Show your house, your children, double chins in the photos… Talk about things you regret. Joke about your hairy legs, your spots, reveal big tummy.

Try to impress everyone... I failed, and I won't try anymore. Bloggers death? Not yet. There is always something to write about (recently I met a cashier who is allergic to money - and insists that she can say what job one is doing while sniffing his cash:) But I forced myself to write this blog post: it's a sign that I need to take a break. I can please at least myself!

Ciężko odnaleźć motywację po porażce a wygląda na to, że nie daleko mi do sukcesu. Mój blog udowadnia, że statystyki są bez znaczenia. Lepszy post, więcej wyświetleń, myślałam, ignorując fakt, że brakuje kontaktu z czytelnikami. Cztery i pół roku blogowania nie wystarczyły, aby sprzedać jednego e-booka, którego wydałam.

Nie będę blogerką, która odniosła sukces. Kim jestem? Dziwakiem, który spędza za dużo czasu w sieci? Pisz o najważniejszych lekcjach w twoim życiu. Pokaż swój dom, dzieci, podwójny podbródek na zdjęciach. Mów o tym, czego żałujesz. Żartuj z twoich owłosionych nóg, pryszczy, prezentuj wydatny brzuszek. Staraj się zadowolić każdego…

Mi się nie udało i nie będę próbować. Śmierć blogera? Jeszcze nie. Zawsze znajdzie się coś, o czym można napisać (poznałam kasjerkę, która ma alergię na banknoty i twierdzi, że wąchając czyjeś pieniądze odgadnie, czym się zajmuje:-) Ale zmuszałam się do napisania tego posta: znak, że potrzebna jest przerwa. Przynajmniej siebie mogę zadowolić!

2 comments:

  1. No nie! Danka, dziesięć dni mnie nie było, a tu już takie rewolucje? :) Pisz bloga, nie marudź. A swoją drogą, wiesz, że ja byłam PRAWIE w Twoim sąsiedztwie. Od Turynu daleko do Bari, no ale państwo to samo ;). A zamiast się martwić niesprzedanym e-bookiem napisz kolejną książkę - lepszą. I zaproponuj ją prawdziwemu wydawcy. Trzymaj się!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znam kilkoro ludzi w Turynie. Bloga oczywiście będę pisać, książkę też:) Dzięki za miłe słowa Marta! Pozdrawiam z Bari

      Delete