Wednesday, December 12, 2018

In the web/W sieci

People don't read blogs anymore!” - A. insisted. “They prefer Instagram photos.” I decided to enter into the land of opportunity. After some initial difficulties (Instagram isn't Windows friendly) yesterday I was promoting my illustrations. The audience was very responsive indeed, and very quickly I had so-wanted likes.
helenwearsasize18

I spent few hours day uploading the pictures, scrolling through other profiles seeking for someone to follow. Young illustrators with their pets, happy wives showing big pregnancy belly, pretty Russian and her incredible bottom… In one day Instagram had a hold on me. In the evening I deactivated my account.

There was a woman. Who had a dream. One day she would sell mugs” - Emma wrote. She's an example that being active on Instagram is helpful. But I'm more like Marta Trzeciak who informed about closing her Facebook account. “I should be posting daily” - She wrote. “But to I have EVERY DAY something smart to say?”

Ludzie nie czytają blogów!” - oznajmił A. “Wolą zdjęcia na Instagram.” Zdecydowałam się rzucić w ten ocean możliwości. Po początkowych trudnościach (Instagram nie jest przyjazny Windows) wczoraj zaczęłam promować moje ilustracje. Odbiorcy faktycznie reagowali, szybko pozyskiwałam tak pożądane “lajki.”

Spędziłam parę godzin wrzucając obrazki, wędrując po innych profilach szukając kogo można by śledzić. Młodzi ilustratorzy i ich zwierzaki, szczęśliwe żony z wielkim ciążowym brzuchem, piękna Rosjanka i jej niewiarygodna pupa… Jeden dzień wystarczył żeby Instagram mnie wciągnął. Wieczorem usunęłam to konto.

Była sobie kobieta. Która miała sen. Pewnego dnia zacznie sprzedawać kubki” - napisała Emma. Jest przykładem, że bycie aktywnym na Instagram pomaga. Sama jednak myślę jak Marta Trzeciak która poinformowała o zamknięciu profilu Facebook. “Należałoby wrzucać posty codziennie” - napisała. “Ale czy ja naprawdę CODZIENNIE mam coś mądrego do powiedzenia?” 


Sunday, November 18, 2018

Piccola Beer

Before moving to Bari we used to live in a small industrial estate in Basilicata. One of those places where everyone knows each other, and when your neighbor had lost her earring it meant an event. But mostly there was nothing to talk about. “I got bitten in my pussy by a mosquito” - Revealed M. once. “I scratched myself and it was like plying guitar!”

Se Parigi avesse l’umer serebbe piccola Beer” – Bari residents use to say in dialect. It means: „If Paris would have the sea a small Bari would be.” They have a sense of humour. Apparently if someone is released from prison, his family and friends often are making party with fireworks to celebrate it.

A policeman from Poland would go mad in Bari. Seeing a lady who is yelling at police officer who dared to say: “You can't park like that” is not unusual. But few days ago we noticed helicopters flying over the city. It was police operation against illegal betting. “Nearly all a poor bastard's desires are punishable by jail” - Celine wrote.

Przed przeprowadzką do Bari mieszkaliśmy w małym osiedlu przemysłowym w Basilicacie. Jedno z tych miejsc, gdzie wszyscy się znają, a kiedy sąsiadka zgubi kolczyk, to robi się wydarzenie. Zazwyczaj jednak nie było o czym rozmawiać. “Komar mnie ugryzł w muszelkę” - opowiadała kiedyś M. “Drapałam się i było tak, jakbym na gitarze grała!”

Se Parigi avesse l’umer serebbe piccola Beer” - mówią w dialekcie mieszkańcy Bari. Znaczy to: „Jeśli Paryż miałby morze, to byłby małym Bari.” Mają poczucie humoru. Wygląda na to, że jeśli ktoś wyjdzie z więzienia, rodzina i znajomi aby to uczcić urządzają mu imprezę i puszczają fajerwerki.

Polski policjant oszalałby w Bari. Widok pani, która wymyśla stróżowi prawa bo ośmielił się powiedzieć: “Nie można tak parkować” nie jest niecodzienny. Parę dni temu jednak widzieliśmy helikoptery nad miastem: akcja policji przeciw nielegalnym zakładom. “Prawie wszystkie pragnienia biednych ludzi kończą się karą więzienia” - napisał Celine.

Thursday, November 1, 2018

Céline

at least a hundred people must want you dead in the course of an average day. the ones in line behind you at the Metro, the ones who look up at your apartment when they haven’t got one themselves, the ones who wish you’d finish pissing and give them a chance, your children” I was thinking about this few weeks ago.
Źródło: internet

There was only two people waiting in supermarket line, but the guy before me did the shopping of his life. I looked at the mountain of food in his trolley, and hated him for keeping me waiting… The protagonist of “Pulp” attempts to track down French author. Céline was Bukowski's favourite writer, and I had to understand why.

An amazing observation of human misery: “Journey to the end of the night”. In his loosely biographical book Céline, the great “liberator” describes the emptiness and horror of existence in his unique writing style. Bukowski would return to the famous French in his last novel. Was it his way to end his life journey with Céline? Think that he travelled with with him, just like myself now.

co najmniej sto osobników w ciągu jednego najzwyklejszego dnia pragnie naszej biednej śmierci, na przykład wszyscy, którym zawadzamy gdy stoją w ogonku stłoczeni za nami w metro, dalej ci wszyscy, którzy przechodzą koło naszego mieszkania, a sami są bezdomni, ci wszyscy, którzy chcą żebyśmy wreszcie przestali siusiać, aby mogli zrobić to samo, wreszcie nasze dzieci.”

Myślałam o tym parę tygadni temu. Tylko dwie osoby stały w kolejce w supermarkecie, ale pan przede mną robił zakupy swego życia. Patrzyłam na górę jedzenia w wózku, niwnawidząc go za to, że kazał mi czekać… Bohater “Szmiry” próbuje wyśledzić francuskiego pisarza. Céline był ulubionym pisarzem Bukowskiego, musiałam zrozumieć dlaczego.

Podróż do kresu nocy” to niezwykła obserwacja ludzkiej nędzy. W luźno biograficznej książce Céline, wielki “liberator” opisuje pustkę i horror egzystencji w swoim wyjątkowym stylu. Bukowski wrócił do sławnego Francuza w swojej ostatniej powieści. Czy był to sposób na zakończenie podróży życia z Céline? Myślę, że wędrował z nim, tak jak ja teraz.



Sunday, October 14, 2018

Dannate nuvole

Grocery store cashier, a woman in her late forties doesn't seem to care about the appearance – except her nails. Long and acrylic, decorated with fancy patterns, it draws attention. Few days ago I noticed that her hands looked just normal, with short nails, and not polish at all… Does she feel that nothing is worth the effort anymore, like in Italian song:
instagram.com/ryzek

When I walk over this damned clouds
I see everything that escapes from my mind
Nothing goes on nothing, nothing goes on and you know that
But you never habituate to it
When I walk in this tears valley
I see that everything has to be abandoned
Nothing goes on nothing, nothing goes on and you know that
But you never habituate to it
Who knows why lyrictranslate

Everything will be taken away from us – quickly or gradually - our look, power, even the loved ones. “Nothing is true nothing is true, nothing”? And if that's so – maybe that's where our freedom – and victory - is? Anyway, the last time I saw “my” cashier, she had her fancy acrylic nails back. “You will go on/Who knows why.”

Kasjerka ze sklepu, kobieta dobrze po czterdziestce nie zdaje się dbać o wygląd – oprócz paznokci. Długie, akrylowe, z wymyślnymi wzorkami, przyciągają uwagę. Parę dni temu zauważyłam, że je dłonie wyglądają zwyczajnie, z krótkimi paznokciami, bez lakieru… Czyżby poczuła, że nic nie jest warte wysiłku, jak we włoskiej piosence:

Kiedy wchodze na te
chmury cholerne
gdzie wszystko z umysłu
mi się wymyka
Nic nie jest wieczne, nie jest wieczne
dobrze to wiesz
ale
ty nie przywykniesz
dlaczego, kto wie

Zostanie nam odebrane – powoli albo szybko - nasz dobry wygląd, władza, drogie osoby… “Wszystko jest nieprawdą, wszystko”? A jeśli tak, to może właśnie tu leży nasza wolność – i zwycięstwo? W każdym razie, ostatnim razem kiedy widziałam “moją” kasjerkę, miała swoje wymyślne paznokcie z powrotem. “Może to wiesz/Ale nie poddasz się.”

Wednesday, September 26, 2018

Writing in Italian/Pisząc po włosku

Let’s TALK about periods” - Harriet wrote. The professional blogger and parent influencer, she certainly knows what she's talking about. Toby&Roo gave her the opportunities of her dreams. For me, blogging wasn't my means of income. I used to think that it's a waste of time. I was wrong. About one year ago I sent my illustrations to Bari publisher.

tobyandroo
I went for an interview shortly afterwards. They sort of challenged me: I was asked to write (and illustrate) a story for a children. „Great idea!” - I told them, but I wasn't so sure. Writing in Italian seemed difficult… But it was it so different from English? Five years of blogging actually did pay. It took me only three months to write a story of Giuseppe Pio who is discovering Matera.

I sent them my book and waited… There was no answer for a long while, and I submitted the manuscript elsewhere! La nonna nei Sassi di Matera was accepted (by the first publisher) and my „journey of wannabe” writer – finished. Now I'll be blogging about what you should know about being a published author…

POMÓWMY o miesiączce!” - pisze Harriet. Profesionalna blogerka i wpływowy rodzic, z pewnością wie o czym mówi. Toby&Roo oferuje możliwości jej marzeń. Blogowanie nie przynosiło mi dochodu. Myślałam, że to strata czasu, ale tak nie było. Około rok temu wysłałam moje ilustracje do wydawnictwa w Bari.

Niedługo potem udałam się na rozmowę, postawiono mi wyzwanie: miałam napisać (i zilustrować) opowieść dla dzieci. „Świetny pomysł!” - rzekłam, ale nie byłam taka pewna. Pisanie po włosku zdawało się trudne… Różniło się jednak od pisania po angielsku? Pięć lat blogowania na coś się przydało. Trzy miesiące zajęło mi napisanie historii Giuseppe Pio który odkrywa Materę.

Wysłałam moją książkę i czekałam… Przez dłuższy czas nie było odpowiedzi, zaczęłam wysyłać manuskrypt gdzie indziej! La nonna nei Sassi di Matera została przyjęta (przez pierwsze wydawnictwo) a moja „podróż aspirującego autora” - zakończona. Teraz będę blogować o tym, czego spodziewać się może pisarz, który opublikował…

Sunday, September 2, 2018

Not affraid/Bez lęku

Agnieszka writes about living with her parents, fighting a diseasese, and being grateful for her family and „irrepreceable friend.” She's suffering from joint pain, wasn't working and felt helpless untill she accepted a part-time cleaning job. „I like working there” - Agnieszka says. „I can swear, because the work is hard. I can laugh with my great crew.” 

I was sitting on a bench with other women, who play a housewife (like myself) when T. appeared. She came to Italy seeking for better future, and decided to remain when her husband passed away. Life in her native country is hard, T. says. Her mother, retired teacher, is having 70€ per month. Pretty T. is working hard 7 days a week.

She's not complaining. „I live here alone with my children, but I'm not affraid of anything!” - She told me. My unemployed friends have pity on her. „Poor thing!” - They whispered. But it's us, hiding for years in our easy, accomodating life who is „poor” indeed. Too frightened to breake the close circle of our house, we're paying the price of our weakness.

Agnieszka pisze o mieszkaniu z rodzicami, walce z chorobą i byciu wdzięcznym za rodzinę i „niezastąpioną przyjaciółkę.” Cierpi na bóle stawów, nie pracowała i czuła się bezradna, aż przyjęła weekendową pracę sprzątaczki. „Lubię tam pracować” - mówi. „Mogę przekląć, bo praca ciężka. Mogę pośmiać się z moją fajową ekipą.”

Siedziałam na ławce z innymi paniami, które grają gosposię (jak ja) kiedy zjawiła się T. Przyjechała do Włoch w poszukiwaniu lepszej przyszłości i zdecydowała się zostać kiedy zabrakło jej męża. Życie w jej kraju jest ciężkie, opowiada. Mama T. - emerytowana nauczycielka – dostaje 70€ na miesiąc. Urodziwa T. pracuje 7 dni w tygodniu.

Nie narzeka. „Jestem tu sama z dziećmi, ale niczego się nie boję!” - mówi. Moje bezrobotne znajome litują się nad T. „Biedaczka!” - wzdychają. Ale to my, kryjące się w łatwych, wygodnych życiach jesteśmy naprawdę biedne. Zbyt wylęknione, by wyrwać się z zamkniętego domowego kręgu, płacimy cenę naszej słabości.




Monday, June 25, 2018

61.La donna cannone

Few days ago I noticed a woman in the window. She was wearing a bra. „A nice pair of big boobs!” - I thought. That's how reading Bukowski affect your brain. The drunk womanizer was also a poet. Under his influence, I wrote a poem. My first idea was: „Let's open Google Translate!” But then… What for?

To write on not to write: my not resolved internal conflict. Being just another mediocre blogger seems such a crap! The world doesn't give a shit. Another La donna cannone, anyway. The woman says: „Hey, do you hear me? Walking barefoot is good for these, eh... For your kidneys!”

Parę dni temu zauważyłam kobietę w oknie. Była w staniku. „Niezła parka dużych cycek!” - pomyślałam. Oto jak czytanie Bukowskiego wpływa na twój mózg! Ten zapity kobieciarz był też poetą. Pod jego wpływem napisałam wiersz. Pierwszą myślą było: „Otwórzmy Google Translate!” A potem… Po co?

Pisać czy nie pisać to mój nierozwiązany wewnętrzny konflikt. Świat gówno to obchodzi. Bycie kolejnym przeciętnym blogerem zdaje się taką głupotą! W każdym razie, kolejna La donna cannone. Kobieta mówi: „Hej, słyszysz? Chodzenie boso jest dobre na te, no… Na nerki!”