Monday, June 3, 2019

For nothing/Bez skutku

Like every blogger I wanted to get some comments… But it makes me feel stupid really. I decided to resolve the problem once and for all. 1.I simply deleted all the comments I got. 2.I disabled comments on my blog. So simple! No wondering if anyone out there is ever reading. Now I'm back to blogging and sort of liking it again. 

The old woman never had any trouble until she bought herself a pig” (Polish proverb). Writing is such a pigsty thing! Despite everything I keep seeking for a publisher in Poland. „You write about Italy, why don't you try to ask some Italian-Polish Organization?” - Someone told me. Nobody likes asking for a favor, but I have tried also this way… for nothing.
Źródło: internet

Why I am so persistent? In the end of the day, I published a book - in Italy. „Your book won't change your life” - They say. I know that's very true! After I achieved the milestone of publishing a book, I was only asked to be more involved in book marketing. No relax, dear author! Your involvement won't finish with writing;-)


Każdy bloger chce mieć komentarze… Dość jednak głupio się z tym czuję. Postanowiłam rozwiązać problem raz na zawsze. 1.Zwyczajnie usunęłam wszystkie komentarze. 2.Wylączyłam komentowanie na blogu. Takie proste! Żadnego zastanawiania się, czy ktoś to czyta na przyszłość. Wróciłam do blogowania i dosyć mi się podoba.

Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosię… Pisanie to taka świńska sprawa! Pomimo wszystko, szukam wydawcy w Polsce. „Piszesz o Włoszech, może próbuj poprosić jakąś polsko-włoską organizację?” - poradził ktoś. Nikt nie lubi proszenia, ale wypróbowałam również ten sposób… Bez skutku. 

Czemu jestem taka namolna? Jakby nie było, przecież książkę – we Włoszech. „Książka nie zmieni ci życia” - mówią. Wiem, że to prawda! Po osiągnięciu kamienia milowego i opublikowaniu książki, poproszono mnie tylko o większe zaangażowanie w jej marketing. Nie ma relaksu, drogi autorze! Twoja robota nie kończy się, kiedyś już książkę napisał:)

Wednesday, May 29, 2019

One direction/Jeden kierunek

When I was small, I had an impression that the adults jumped out mother's womb just the way I saw them. 40-year-old women, who would express dissatisfaction raising their voices. Their quiet or yelling husbands. We knew that they were working at Glassworks (before the closing in the 90's), at Wineworks, someone in the kitchen, someone else at tailoring… 
Źródło: internet

The men would drink often. Something wasn't right there. There was no doubt that us, the young ones, we were completely different. Today, after many years you can say the our goal was to take their place! Someone has to have a big belly, and buy cases of beer – a colleague of mine does that. Somebody needs to work in a store – we take what we get.

We were like arrows, released in one direction. Nobody would break out from the pack. „This life as you now live it and have lived it, you will have to live once more and innumerable times more; and there will be nothing new in it, but every pain and every joy and every thought and sigh and everything unutterably small or great in your life will have to return to you.” (Nietzsche)

Kiedy byłam mała, miałam nieodparte wrażenie że dorośli wyskoczyli z łona matki takimi, jak ich oglądałam. Czterdziestoletnie kobiety, które podniesionym głosem wyrażają niezadowolenie, przygaszeni albo krzyczący mężowie. Wiadomo było, że chodzą do pracy w hucie szkła (zanim w latach 90. zamknięto ją w naszej okolicy), w winiarni, ktoś „na kuchni” ktoś inny "do szycia"…

Mężczyźni często pili. Coś było nie w porządku… Nie można było wątpić, że my, młodzi, byliśmy zupełnie inni. Dziś, po latach widać gołym okiem że naszym „celem” było po prostu zająć ich miejsce! Ktoś musi mieć gruby brzuch, kupować piwo na skrzynki – robi to mój kolega. Trzeba brać pracę na sklepowym stoisku, bierzemy, kiedy dają…

Byliśmy jak strzały wypuszczane w jednym kierunku. Nikt się nie wyłamał. „Życie to, tak jak je teraz przeżywasz i przeżywałeś, będziesz musiał przeżywać raz jeszcze i niezliczone jeszcze razy; i nie będzie nic w nim nowego, tylko każdy ból i każda rozkosz, i każda myśl, i westchnienie, i wszystko niewymownie małe i wielkie twego życia wrócić ci musi, i wszystko w tym samym porządku i następstwie ” (Nietzsche)




Sunday, May 5, 2019

No passion/Żadnej pasji

Criticism can be difficult to take, but actually is a good thing! I have passion for drawing, but I never went to an art school. When you learn on your own you may keep doing mistakes, unless there is someone who can guide you away from bad practices! About two years ago I showed my husband one of my pencil-and-pen sketches. 
Źródło: internet

 “Do you like it?” - I asked. “Can't you see? You're wasting your time!”- He told me. It might have sounded rude… But actually it was the sort of feedback I needed. I wasn't progressing! “You told me that I can't?” - I thought. “I'll show you that I can!” Two years on I'm still learning, and he's positive that I can't draw.

The problem is that he won't tell me that! It's been a while that I feel like not moving forward. I'm working in one technique and another… And I don't like it somehow. “Can't you see? You're wasting your time!” - the cruel truth, isn't it? I lost motivation, and my husband doesn't even want to put me down anymore…

Krytycyzm – niełatwo go znieść, ale czasem może się przydać. Pasjonuje mnie rysunek, nie mam jednak za sobą szkoły artystycznej. Kiedy uczysz się samemu, uczysz się na błędach, chyba że znajdzie się ktoś, kto ci je pokaże. Ponad dwa lata temu pokazałam mężowi moje rysunki zrobione piórem i ołówkiem.

Podoba ci się?” - spytałam. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - powiedział. Brzmi nieładnie, ale wygląda na to, że właśnie tego było mi potrzeba. Dwa lata póżniej ciągle się uczę, on zaś jest przekonany, że nie umiem rysować. Problem w tym, że nie chce mu się tego mi powiedzieć!

Od pewnego czasu mam wrażenie, że utknęłam w miejscu. Próbuję tej czy innej techniki… Nie bardzo jednak mi się to wszystko podoba. “Nie widzisz, że marnujesz czas?” - okrutna prawda, czyż nie tak? Spraciłam motywację, a mężowi nie chce się mnie nawet zdołować...

Monday, April 22, 2019

Never mind/Nic ważnego

I deactivated my blogger account some time ago (I wanted to delete it for good but the platform gives you three month time before removing it permanently). Blogging felt like something I didn't want to do. Besides I mostly wrote about my „failures” - not finding a publisher for many years, being unemployed and so on.
Źródło: internet

Nothing really changed - I'm still trying to get published in Poland and seeking for a job (in Italy). But I got a lovely bunch of flowers few days ago. Corato school (not far from Bari) invited me for a meeting with the pupils. They read my book, La nonna nei Sassi di Matera and apparently liked it a lot!

My favorite author's experience! „Do you feel like a writer?” - A boy asked me. For a moment I really did, and decided to take it like a sign for the future. I sent some photos from Corato to my friend. „Wow! Like a real author!” - He wrote:)

Zdezaktywowałam moje konto blogger jakiś czas temu (chciałam pozbyć się go na dobre ale platforma daje trzy miesiące przed trwałym usunięciem). Nie chciałam się zajmować blogowaniem. Poza tym zazwyczaj pisałam o porażkach – nieznalezieniu wydawcy przez lata, byciu bezrobotną i temu podobne.

Nic się nie zmieniło – nadal szukam wydawcy w Polsce i pracy (we Włoszech). Ale dostałam bukiet kwiatów parę dni temu. Szkoła w Corato (niedaleko Bari) zaprosiła mnie na spotkanie z uczniami. Przeczytali moją książkę, La nonna nei Sassi di Matera i wygląda na to, że się im spodobała!

Moje ulubione doświadczenie autorskie! „Czuje się pisarką?” - zapytał mnie chłopiec. W tamtym momencie właśnie tak się czułam i postanowiłam traktować to jako dobry znak na przyszłość. Wysłałam zdjęcia z Corato do przyjaciela. „Wow! Jak prawdziwy pisarz!” - odpisał:)

Monday, December 31, 2018

No answer/Bez odpowiedzi

A scene from Do you miss your country online comic. „You will be back to Poland, and what?” - Man says. No answer… No future in „your country” for Polish exiles? But it could always be worse. T. works in Italy for a few years now, but she feels like not having much in common with the women from tiny place where she lives. 

theguardian.com
They are too passive, and would talk only about eating!” - She says. T. and her husband worked on the field – 35€ per day. They were glad, as in Ukraine they would earn about 100€ per month each. She decided to stay in Italy with her children when he passed away. T. not see any future in Ukraine, and she's not the only one.

With a million Ukrainians leaving every year, the country's population has decreased by 10 millions in 2016. Brave T. works 6-7 days per week, and never complains. Her work mates – young African men – are very friendly. They would laugh and chat in English. For sure they understand her better than my unemployed friends from the playground.

P.S. Happy New Year:)

Scena z komiksu Do you miss your country. „Wrócisz do Polski i co?” - mówi mężczyzna. Żadnej odpowiedzi… W twoim kraju nie ma przyszłości dla polskich emigrantów? Ale może być gorzej. T. pracuje we Włoszech parę lat, ale zdaje się mieć wiele wspólnego z paniami z malutkiej miejscowości, gdzie mieszka.

„Są takie bierne, rozmawiają tylko o jedzeniu!” - mówi. T. i jej mąż pracowali na polu – 35€ za dzień pracy. Byli zadowoleni, na Ukrainie każde z nich zarabiało 100€ miesięcznie. Zdecydowała się zostać we Włoszech z dziećmi, kiedy męża zabrakło. Nie widzi przyszłości na Ukrainie – i nie tylko ona.

Każdego roku wyjeżdża milion Ukraińców – populacja kraju skurczyła się o 10 mln do 2016 roku. Dzielna T. pracuje 6-7 dni w tygodniu i nie narzeka. Jej koledzy – młodzi mężczyźni z Afryki – są bardzo przyjaźni. Śmieją się i rozmawiają po angielsku. Z pewnością rozumieją ją lepiej niż moje bezrobotne znajome z placu zabaw dla dzieci. 

P.S. Szczęśliwego Nowego Roku:)

Wednesday, December 12, 2018

In the web/W sieci

People don't read blogs anymore!” - A. insisted. “They prefer Instagram photos.” I decided to enter into the land of opportunity. After some initial difficulties (Instagram isn't Windows friendly) yesterday I was promoting my illustrations. The audience was very responsive indeed, and very quickly I had so-wanted likes.
helenwearsasize18

I spent few hours day uploading the pictures, scrolling through other profiles seeking for someone to follow. Young illustrators with their pets, happy wives showing big pregnancy belly, pretty Russian and her incredible bottom… In one day Instagram had a hold on me. In the evening I deactivated my account.

There was a woman. Who had a dream. One day she would sell mugs” - Emma wrote. She's an example that being active on Instagram is helpful. But I'm more like Marta Trzeciak who informed about closing her Facebook account. “I should be posting daily” - She wrote. “But to I have EVERY DAY something smart to say?”

Ludzie nie czytają blogów!” - oznajmił A. “Wolą zdjęcia na Instagram.” Zdecydowałam się rzucić w ten ocean możliwości. Po początkowych trudnościach (Instagram nie jest przyjazny Windows) wczoraj zaczęłam promować moje ilustracje. Odbiorcy faktycznie reagowali, szybko pozyskiwałam tak pożądane “lajki.”

Spędziłam parę godzin wrzucając obrazki, wędrując po innych profilach szukając kogo można by śledzić. Młodzi ilustratorzy i ich zwierzaki, szczęśliwe żony z wielkim ciążowym brzuchem, piękna Rosjanka i jej niewiarygodna pupa… Jeden dzień wystarczył żeby Instagram mnie wciągnął. Wieczorem usunęłam to konto.

Była sobie kobieta. Która miała sen. Pewnego dnia zacznie sprzedawać kubki” - napisała Emma. Jest przykładem, że bycie aktywnym na Instagram pomaga. Sama jednak myślę jak Marta Trzeciak która poinformowała o zamknięciu profilu Facebook. “Należałoby wrzucać posty codziennie” - napisała. “Ale czy ja naprawdę CODZIENNIE mam coś mądrego do powiedzenia?” 


Sunday, November 18, 2018

Piccola Beer

Before moving to Bari we used to live in a small industrial estate in Basilicata. One of those places where everyone knows each other, and when your neighbor had lost her earring it meant an event. But mostly there was nothing to talk about. “I got bitten in my pussy by a mosquito” - Revealed M. once. “I scratched myself and it was like plying guitar!”

Se Parigi avesse l’umer serebbe piccola Beer” – Bari residents use to say in dialect. It means: „If Paris would have the sea a small Bari would be.” They have a sense of humour. Apparently if someone is released from prison, his family and friends often are making party with fireworks to celebrate it.

A policeman from Poland would go mad in Bari. Seeing a lady who is yelling at police officer who dared to say: “You can't park like that” is not unusual. But few days ago we noticed helicopters flying over the city. It was police operation against illegal betting. “Nearly all a poor bastard's desires are punishable by jail” - Celine wrote.

Przed przeprowadzką do Bari mieszkaliśmy w małym osiedlu przemysłowym w Basilicacie. Jedno z tych miejsc, gdzie wszyscy się znają, a kiedy sąsiadka zgubi kolczyk, to robi się wydarzenie. Zazwyczaj jednak nie było o czym rozmawiać. “Komar mnie ugryzł w muszelkę” - opowiadała kiedyś M. “Drapałam się i było tak, jakbym na gitarze grała!”

Se Parigi avesse l’umer serebbe piccola Beer” - mówią w dialekcie mieszkańcy Bari. Znaczy to: „Jeśli Paryż miałby morze, to byłby małym Bari.” Mają poczucie humoru. Wygląda na to, że jeśli ktoś wyjdzie z więzienia, rodzina i znajomi aby to uczcić urządzają mu imprezę i puszczają fajerwerki.

Polski policjant oszalałby w Bari. Widok pani, która wymyśla stróżowi prawa bo ośmielił się powiedzieć: “Nie można tak parkować” nie jest niecodzienny. Parę dni temu jednak widzieliśmy helikoptery nad miastem: akcja policji przeciw nielegalnym zakładom. “Prawie wszystkie pragnienia biednych ludzi kończą się karą więzienia” - napisał Celine.