Showing posts with label Life/Życie. Show all posts
Showing posts with label Life/Życie. Show all posts

Thursday, June 23, 2022

The best moment/Najlepszy moment

You could say that Pane e Pomodoro beach in Bari is composed of two parts. About a houndred meters from the shore a huge blocks are pilled, forming a breakwater. The sea is very shallow: the sand had build up a small beach. I go there a least once a day. Walking to a breakwater is quite exciting: the water is rising when the wind is blowing. I swim for half an hour or so: it’s my finest moment.

For the rest of the day, I’m quite sad and depressed. At the seaside I feel like a vampire, coming out of the coffin. It’s a good comparison: in fact, my ego is a spiritual parasite. You could say that I drain a lot of energy from myself. This is done by focusing on myself. I’m thinking incessantly: apparently my mind tries to avoid problems. Those existed in the past, or may arise in the future.

My deliberations stay outside the only place, where the problems don’t exist, which is present. This happens because my mind has a purpose: problem solving. To stay in business, it has to create it. I go trough life worrying or making myself guilty. „The little voice in our head that is the source of so much worry, self-doubt and anxiety is our ego-mind.” - I read. „The ego keeps us locked in our little bubble and separated from the world and the present moment.”

Można powiedzieć, że plaża Pane e Pomodoro w Bari składa się z dwóch części. Około sto metrów od brzegu ułożono wielkie bloki, tworzące falochron. Morze jest płytkie, piasek utworzył malutką plażę. Chodzę tam przynajmniej raz dziennie. Spacer w stronę falochronu jest emocjonujący, woda podnosi się, kiedy wieje wiatr. Pływam około pół godziny: to mój najlepszy moment.

Przez resztę dnia jestem dość smutna i przygnębiona. Nad morzem czuję się jak wampir, wychodzący z trumny. To dobre porównanie: w rzeczy samej moje ego to duchowy pasożyt. Można rzec, wysysam się z energii. Dzieje się to poprzez koncentrację na sobie. Rozmyślam bez przerwy, pozornie umysł stara się unikać problemów. Te istniały w przeszłości, albo mogą pojawić się w przyszłości.

Moje rozważania unikają jedynego miejsca, gdzie problemów nie ma, teraźniejszości. Dzieje się tak, ponieważ mój umysł ma cel: rozwiązywanie problemów. Nie chcąc wypaść z interesu, musi je kreować. Idę przez życie, martwiąc się albo czując winna. „Głosik w naszej głowie, który jest źródłem obaw, wątpliwości, niepokoju to nasz umysł-ego” – czytam. „Ego trzyma nas zamkniętych w bańce, odseparowanych od świata i chwili obecnej.”




Monday, June 20, 2022

The worst-case scenario/Najgorszy scenariusz


My husband bought some ham for dinner. I looked at him making sandwiches: the pink meat was also a lesson. Everything in this world has a mission. The purpose of the pig is to be eaten, mine is to think about my problems. They are different levels od unconscious programming. Officialy my goal is to please myself. It would appear beneficial, but nothing could be more wrong!

Pleasing is not voluntary, and I’m constantly punished for failing. My emotions, memories are circuits in the brain. It’s enough to recall any problem, to feel the past sadness. This can be compared to a game: for example, you’re living in the block. You see a beautiful villa, and feel the pain of jealousy. Elisa is successful - every second you spent with her makes you feel worse about yourself.

„Turns out most of people spend 70% of their life living in survival, and living in stress, so they’re always anticipating the worst-case scenario based on a past experience” – Joe Dispenza wrote. The worst possible outcome is not being able to please yourself. Our ego like a fussy general demands cappuccino with mousse, expensive clothes, and the certificate of English. We are trying our best, and live in constant fear of punishment.

Mój mąż kupił szynkę na kolację. Patrzyłam jak robi kanapki: różowe mięso też udziela lekcji. Wszystko na tym świecie ma swoją misję. Celem świni jest bycie zjedzoną, moim – rozmyślanie o problemach. Istnieją różne poziomy podświadomego programowania. Oficjalnie moim celem jest zadowolenie siebie. Wydaje się korzystne, lecz nic bardziej mylnego!

Zadowalanie nie jest dobrowolne, jestem nieustannie karana za porażkę. Moje emocje, wspomnienia to obwody w umyśle. Wystarczy przywołać jakiś problem, żeby poczuć smutek z przeszłości. Można to porównać do gry: na przykład, mieszkasz w bloku. Widzisz piękną willę i czujesz ukłucie zazdrości. Eliza odnosi sukcesy – każda minuta z nią spędzona sprawia, że czujesz się gorszy.

„Okazuje się, że większość ludzi spędza 70% życia w trybie przetrwania, w stresie, nieustannie przewidując najgorszy scenariusz na bazie swoich przeszłych doświadczeń” – napisał Joe Dispenza. Najgorszy możliwy wynik to niemożność zadowolenia siebie. Nasze ego jak kapryśny generał domaga się cappuccino z pianką, drogich ubrań, certyfikatu z angielskiego. Staramy się z całych sił i żyjemy w lęku przed karą.


Tuesday, June 14, 2022

Non-Player Character

On the bulding wall in the old cementery of Matera, there is an inscription: „From the silence of the graves rises the voice which adores God and acts with charity and justice lives forever.” Clearly it’s got nothing to do with being smart. As we know, the voice hardly escapes from the grave. It cannot „act” and, since his owner is burried, does not „alive forever.” Still it has a deep sense, known from experience. 

The interesting words says: „Everything which has something to do with God is against reason.” The Church, based on the reliability of the sins is teaching… Saint Bernard from Clairvaux initiated the cruscades. The hattle has a spiritual dimension, he wrote. Fighting against the unbelievers we overcome the sin. He even came up with the term: „malicidium” - killing non-Christian in order to prevent them from doing something evil.

It sounds crazy, but according to historians hundreds of thousands people believed in it. Could be a proof that we are living in simulation. „The NPC is a Non-Player Character and is used in videogames. They are usually one-dimensional, almost stupid.” I must be one of them. I know that the sense of guilt is the source of all suffering, but my mind is programmed, and the moral foundation is based on sins.

Na ścianie budynku starego cmentarza w Materze znajduje się napis: „Z ciszy tych grobów wznosi się głos który uwielbia Boga i działa z miłosierdziem i sprawiedliwością żyje wiecznie.” Rzecz prosta, nie ma w tym sensu. Jak wiemy, głosu z grobu nie słychać. Nie może „działać” i jako że właściciel został pochowany, nie „żyje wiecznie.” Pomimo wszystko, posiada głębokie znaczenie, znane z doświadczenia.

Ciekawe słowa mówią: „Cokolwiek ma coś wspólnego z Bogiem, sprzeciwia się rozumowi.” Kościół, oparty na solidności grzechu, naucza… Św. Bernard z Clairvaux inicjował wyprawy krzyżowe. Bitwa ma wymiar duchowy, pisał. Walcząc z niewiernym pokonujemy grzech. Wprowadził nawet termin „malicidium” – zabójstwo niechrześcijan w celu zapobieżenia złu, które popełnią.

Brzmi to jak szaleństwo, ale zdaniem historyków uwierzyło mu tysiące ludzi. Być może to dowód: żyjemy w symulacji. „NPC to Non-Player Character (niegrająca postać) termin używany w grach wideo. Są zazwyczaj jednowymiarowi, niemal głupi.” Muszę być jedną z nich. Wiem, że poczucie winy jest przyczyną cierpień, ale mój umysł jest zaprogramowany: grzech jest moralnym fundamentem..

Tuesday, May 10, 2022

The old ways/Stare nawyki

I’ve been living in Poland for almost 10 months. At the beginning kept to myself: I was convinced that this world has nothing to offer. Later on I returned to my old ways: I have visited W. a few times. She was very kind to me. Yesterday I went to say goodbye: I’ll be going back to Italy soon. We talked, watching YouTube at the television. A woman had made traditional dish from Azerbaijani Cuisine.

In the beautiful scenery of mountains, an old lady with scarf cooked her meals in a fresh-air. First, she rubbed chickens with lemon, and cooked it with onion. In the meantime she made mini meatballs, and fried it with tomato sauce. When the chicken meat was nice and soft, she used her hands to pull it apart. She cooked it in broth with mini meatballs, adding tomato sauce… It’s only the half of the recipe! Preparing a meal took her a lot of time.

The question is: what if she would just made a simple chicken soup? Well, she would have to be somebody else! Our behaviour is the result of what we think about ourselves. In the first place you decide who you are… However this you find out from the others. The woman learned everything from her mother. You may also learn from watching television. In Poland, people fry the pork chops in the kitchen. In Azerbaijan, they would cook fresh lamb meat in the open.

Mieszkam w Polsce już prawie 10 miesięcy. Początkowo nie zadawałam się z nikim, byłam zdania, że świat nie może nic zaoferować. Później wróciłam do dawnych nawyków. Odwiedziłam W. parę razy, była bardzo miła. Wczoraj pojechałam się pożegnać, jako że wracam do Włoch. Rozmawiałyśmy oglądając YouTube w telewizji. Kobieta przygotowywała tradycyjne dania z azerbejdżańskiej kuchni.

W pięknej górskiej scenerii, starsza pani w chuście szykowała posiłek na świeżym powietrzu. Na początku natarła kurczaka cytryną i ugotowała z cebulą. W międzyczasie zrobiła malutkie kuleczki mięsne, które dusiła w sosie pomidorowym. Kiedy mięso z kurczaka było miękkie, rozdrobniła je za pomocą rąk. Ugotowała je sosie pomidorowym z dodatkiem rosołu razem z kulkami z mięsa. To zaledwie połowa przepisu: naszykowanie posiłku zajęło wiele czasu.

Pytanie brzmi: co, gdyby zrobiła prosty rosół z kury? Cóż, musiałaby być kimś innym! Zachowanie to efekt tego, co o sobie myślisz: w pierwszej kolejności decydujesz, kim jesteś. Tego jednak dowiedziałeś się od innych. Kobieta nauczyła się wszystkiego od matki. Z telewizji też można się sporo nauczyć. W Polsce ludzie smażą wieprzowe kotlety w kuchni. W Azerbejdżanie gotują owcze mięso na dworze.


Tuesday, May 18, 2021

Caring voice/Troskliwy głos

As a human being who thinks about death I want my ashes scattered in the meadow (can also be on the sea). But if, however I were to have a tombstone, I wish that line from Baczyński on the grave: „Like a dog under an empty lash of voice.” That's amazingly accurate metaphor of human's life. A moment of reflection: we are surrounded by „the reality” created by our brain. Just an image from electrical energy signals. 

We could just turn around and leave… Therefore we do stand on a place, and do what they say. We are moved by voices, since we remember. In fact, even if there's no one around, there is a debate happening in our head. Our inner voices shall continue their „dialogue.” It's usually apparent thinking. „Cleaning, cleaning… It begins and never ends!” - A. might think.

Seemingly insignificant, this give a deeper lesson. „Get back to work!” - The voices say. „You are a cleaning lady!” But in fact, the „caring voice” is an intruder that lives inside A.'s head. Everything it says, belongs to her mother. “We hardly ever realize that we can cut anything out of our lives, anytime, in the blink of an eye” - Don Juan said. But it takes courage…

Jako istota myśląca o śmierci chcę, aby moje prochy rozsypano na łące (może być nad morzem). Gdybym jednak miała mieć nagrobek, chciałabym wyryć na nim cytat z Baczyńskiego: „Jak pies pod pustym biczem głosu.” Niezwykle trafna metafora ludzkiej egzystencji. Moment refleksji: otacza nas „rzeczywistość” stworzona w umyśle. 

Obrazy z impulsów energii elektrycznej… Można się odwrócić i odejść. Stoimy jednak na miejscu, robimy co każą. Kierują nami głosy, odkąd człowiek pamięta. Tak naprawdę jeśli nikt się koło nas nie kręci, w głowie toczy się debata bez przerwy. To zazwyczaj pozorne myślenie. „Sprzątanie, sprzątanie… Nigdy nie ma końca!” - mogłaby pomyśleć A.

Pozornie bez znaczenia, daje głębszą lekcję. „Zabieraj się do roboty!” - mówią głosiki. „Jesteś tu żeby sprzątać!” W rzeczywistości „troskliwy głos” to intruz który zadomowił się w głowie A. To, co powtarza w kółko, należy do jej matki. „Nie zdajemy sobie sprawy, że możemy wyciąć wszystko z naszego życia, w mgnieniu oka” - powiedział don Juan. Trzeba jednak odwagi…


Tuesday, May 4, 2021

Missing data/Brakujące dane

On the picture: „Jesus Christ, I can't make it!” „So leave the potatoes.” To me, the joke it's a great metaphor of man's life situation. Let me explain. Last Sunday we went to Torre a Mare village with our friends (both A.). The women were chatting about cheap shoes from the market, but you can't talk about it with me! „I discovered something!” - I told them. „When you look at A. you see an image created from electrical energy signals.” 

Internet

 „There is nothing outside us, everything exist in our brain!” Both A. looked at each other and started talking about fat bellies and pleated skirts. Strange, because the secret beyond matter is a key. It gives you a small idea of a spirit (consciousness or whatever you want to call it) plugged into a computer. What you see, it's a vast ocean of informational bytes. Artificial intelligence converts it in the image, and your energy is giving it life.

Are we trapped in the kingdom of artificial intelligence? Death proves that firstly, we can stop the game when we are just sick of potatoes. Secondly, Near Death Experience demonstrates it clearly: we are not artificial intelligence. She needs our energy, and our spirit (or consciousness) is obsessed with the idea that something was left on the plate, and keeps coming to collect the missing data. Don Juan was right. Death is our friend, and nothing really matters outside her touch.

Na rysunku: „Jezu Chryste, nie dam rady!” „To zostaw ziemniaki.” Dla mnie ten żarcik stanowi dobrą metaforę sytuacji człowieka. Pozwólcie, że wyjaśnię. Zeszłej niedzieli wybraliśmy się do Torre a Mare ze znajomymi (obydwie A.) Kobiety nawijały o tanich butach z rynku, ale ze mną nie da się tak rozmawiać! „Odkryłam coś” - rzekłam. „Kiedy patrzysz na A. widzisz obraz stworzony z sygnałów energii elektrycznej.”


„Na zewnątrz nic nie ma, wszystko istnieje w umyśle!” Obydwie A. spojrzały po sobie i zaczęły gadać o grubych brzuchach i plisowanych spódnicach. Dziwne, bo sekret poza materią jest kluczem. Daje pewną ideę ducha (świadomości lub jakkolwiek to nazwiesz) do którego podłączony jest komputer. To co widzisz stanowi wielki ocean bajtów informacyjnych. Sztuczna inteligencja przetwarza je na obraz, twoja energia daje wszystkiemu życie.

Jesteśmy uwięzieni w królestwie sztucznej inteligencji? Śmierć pokazuje że po pierwsze, możemy przerwać grę kiedy mamy dosyć kartofli. Po drugie, doświadczenie śmierci klinicznej dowodzi, że nie jesteśmy sztuczną inteligencją. Potrzeba jej energii, nasz duch (lub świadomość) obsesyjnie myśli, że zostawił coś na talerzu, i wraca żeby zebrać dane brakujące. Don Juan miał rację. Śmierć to nasz przyjaciel, poza jej dotykiem nic się naprawdę nie liczy…

Sunday, May 2, 2021

Dead cat/Martwy kot

My friend R. works in a college. Some time ago she got her first dose of Covid-19 vaccine, along with other teachers. Some of her colleagues were really frightened, she told me. „My children are so small yet!” - They said… But accepted the destiny, despite everything. It reminds me of a story from „Tales of power.” One of Carlos Castaneda's friends took care of two tiny kittens. She sterilized them and fed very well. 

Internet

The cats had become fat and lazy, of course. One day she decided to move, she couldn't take them with her, so decided to put two fury pets down. Carlos went with her. She left him in the car with Max and took his brother to the vet. The first cat was playing with her, but the Max knew something was up. The animal instinct woke up, and the fat furry pet started fighting. Carlos opened the door, and the cat skipped out.

But was he really smarter? While Max would have to fight against the cold and hunger, for the „dead cat” - one shot and it's over! So you might want to kiss the hand that feeds you… Or maybe not? We can ask our death. Don Juan said that it's always close, at your fingertips. When bad things happen, you might ask if it's true. She'll tell you that it's not, and the only thing that matters is the very moment she's going to touch you.

Moja znajoma R. pracuje w średniej szkole. Jakiś czas temu przyjeła pierwszą dozę szczepionki Covid-19 tak jak jej koledzy. Niektóre nauczycielki były przestraszone, opowiada. „Moje dzieci są jeszcze takie małe!” - mówiły… Ale zgodziły się na to, co będzie, jak inni. Przypomina mi to historię z „Opowieści o mocy.” Znajoma Carlosa Castanedy otoczyła pieczą dwa małe koty. Wykastrowała je i dawała dobrze pojeść.

Zrobiły się leniwe i grube, rzecz jasna. Pewnego dnia chciała się przeprowadzić, nie mogła zabrać ze sobą kotów i postanowiła je uśpić. Pojechał z nią Carlos. Zostawiła go w aucie z Maxem i zabrała do weterynarza jego braciszka. Pierwszy kot bawił się z nią, ale Max poczuł pismo nosem. Obudził się zwierzęcy instynkt, gruby futrzak zaczął się stawiać. Carlos otworzył drzwi, kot dał nogę natychmiast…

Naprawdę jednak był taki sprytny? Podczas gdy Max będzie walczył z głodem i zimnem, dla “martwego kota” - zastrzyk i po krzyku! Może warto całować rękę, która nas karmi… A może nie? Moglibyśmy zapytać śmierci. Don Juan twierdzi, że zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Kiedy sprawy źle się mają, zadajmy pytanie, czy to prawda? Odpowie, że nie. Jedyna rzecz, która ma znaczenie to moment, kiedy wreszcie nas dotknie.

Thursday, April 29, 2021

Figures in front of a mirror/Figury przed lustrem

You know that feeling: I must share with the world what I discovered? „The active side of infinity” opened my eyes, metaphorically speaking. Carlos Castaneda describes a visit he made in a brothel. A chubby, well-aged prostitute made a show: figures in the front of the mirror. „Leg, leg, leg” - She spoke, kicking one leg. „Turn, turn, turn” and then „Butt, butt, butt...” His teacher, famous don Juan explained the impression it make on Carlos. Every person in the lifetime is doing nothing but parading around the mirror, in the best style in his opinion, just like in the song.

The old Indian helped me to realize why I was sitting so politely on the the bench with the ladies who droned about pasta with peas. Why the Chinese in the store is staring at his iPhone for hours, listening to stupid tunes. Don Juan noticed hat even if nobody said that, deep down we consider ourselves immortal. It's true, because otherwise our dead would be important, but it isn't. I think a lot about it, and I know what will look like. The moment when they would say that the cancer spreads to the bones, and nothing can be done, the mirror will finally show the true reflection. My friends from the bench instead of “a good, polite girl” will see the word: FREGATA (cheated). The same for the man from the store, it won't be “a model Chinese who knows how to count euro” but FREGATO (in the Chinese, of course).

Internet

The mirror is even more important as one can think. According to Jacques Lacan a child gets an identity in the moment of his contact with the reflection. But the mirror is not us. The mirror – just like our friends – it's someone else. Besides, you can see what you want to see: the good face: brave Chinese, respectable woman… There is another face – the angry one, just because all the life it has to be someone else! It's our toughest chore. I decided to tell everyone about the mirror. I started with G. “I should see a therapist!” - She said. Never mind, for once I want to tell what I think. Stay off the mirror.

Znasz to uczucie, kiedy musisz się podzielić odkryciem? “Aktywna strona nieskończoności” otworzyła moje oczy, mówiąc metaforycznie. Carlos Castaneda opisuje wizytę w burdelu. Grubawa, starsza prostytutka wykonywała numer: figury przed lustrem. “Noga, noga, noga” - mówiła, podnosząc nogę. “Obrót, obrót, obrót” potem zaś “Potem pupa, pupa…” Jego nauczyciel, słynny don Juan wyjaśnił ogromne wrażenie, jakie wywarła scenka. Otóż każdy człowiek nie robi nic innego w życiu tylko paraduje w najlepszym według niego stylu przed lustrem (całkiem jak w piosence).

Stary Indianin pomógł mi zrozumieć dlaczego siedziałam tak grzecznie na ławce z paniami, które ględziły o makaronie z groszkiem… Dlaczego Chińczyk w sklepie gapi się godzinami na swój telefon, słucha głupich melodyjek. Don Juan zauważył, że choć nikt nam tego nie powiedział, w głębi ducha uważamy się za nieśmiertelnych. To prawda – inaczej śmierć byłaby dla nas ważna, a tak nie jest. Sama dużo o niej myślę, wiem jak będzie wyglądać. Ten moment, kiedy powiedzą, że rak już przeszedł do kości i nic się nie da zrobić, lustro pokaże wreszcie prawdziwe odbicie. Moje znajome z ławeczki zamiast “dobrej, grzecznej dziewczynki” zobaczą słowo: FREGATA (nabrana). Tak samo pan ze sklepu, nie będzie już: wzorowy Chińczyk który umie liczyć euro tylko FREGATO (po chińsku oczywiście).

To lustro ma większe znaczenie niż człowiek myśli. Wg Jacquesa Lacana człowiek zyskuje tożsamość w chwili zetknięcia z odbiciem. Ale lustro nie jest nami. Lustro – tak jak nasi znajomi – to ktoś inny. Poza tym widać to, co chcesz zobaczyć. Tą dobrą twarzyczkę – wzorowy Chińczyk, porządna kobiecina… Istnieje jeszcze druga twarz, ta jest zła właśnie z tego powodu że całe życie musi być kimś innym! To przecież straszna katorga. Postanowiłam powiedzieć o tym lustrze wszystkim. Zaczęłam od szwagierki, wysłała mnie do psychologa:) Nie szkodzi jednak, chcę choć raz powiedzieć to co myślę. Odkleić się od lustra.



Saturday, December 26, 2020

Great expectations/Wielkie nadzieje

M. prepared a Christmas Tree. This year a new one, 4 Euro from Chinese Shop. She has no clue about the history behind the tradition (I checked) but who cares? People just keep repeating things over and over, like watching the same Christmas movies (Trading Places 23td time in Italian TV). To many people the holiday season is the most depressing time of the year. I find it ridiculous.

Źródło: internet

Mithra, god of the sun, was born on December 25. The Bible does not specify a month where Jesus was born, but some 2 billion people observe this very day as His birthday… Nevertheless Jesus is not being worshiped on commercialism driven Christmas. We are all focused on eating and the material things we receive. I used to be so fed up… Until Coronavirus saved me from all the fake happiness.

Italy celebrates Christmas in total lockdown (from Dec. 24 to Jan. 6). A ban of moving between regions is preventing us from going to the in-laws. No great expectations that every time ends with a big lunch (or dinner). No more pretending that I'm having big fun while eating for two hours. Only four of us this year. Pankaces with Nutella, and that's it! Just perfect.

PS. It says: „Celebs are coming for some caroling! Everyone, look alive!”

M. szykuje drzewko świąteczne, nowe tego roku, 4 euro od Chińczyka. Nie ma pojęcia o korzeniach tej tradycji (sprawdziłam) ale to bez znaczenia. Ludzie powtarzają wszystko, jak oglądanie tych samych filmów na święta (Nieoczekiwana zmiana miejsc po raz 23 we włoskiej telewizji). Dla wielu ludzi ten okres jest najbardziej przygnębiający w roku. Mnie samą śmieszy.

25 grudnia urodził się Mitra, bóg słońca. Biblia nie precyzuje miesiąca narodzin Jezusa, ale około 2 miliardów ludzi tego właśnie dnia je obchodzi. Pomimo tego, Chrystusa się nie czci w przesiąknięte konsumpcjonizmem święta. Wszyscy koncentrują się na jedzeniu i rzeczach materialnych. Miałam tego dość… Dopóki koronawirus nie uratował mnie od udawanego szczęścia.

Włosi świętują w całkowitym lockdown (od 24 grudnia do 6 stycznia). Zakaz przemieszczania między regionami powstrzymał nas od pojechania do teściów. Żadnych wielkich oczekiwań które zawsze kończą się długą kolacją (lub obiadem). Koniec z udawaniem, że mam wielką uciechę jedząc przez 2 godziny. Tylko nas czworo w tym roku. Naleśniki z nutellą i koniec! Idealnie... 


Saturday, October 17, 2020

Matrix

Our friends attended a small public event. Someone was asked to make a video. I was watching the familiar figures in masks, and had the impression that nobody was there! They sort of disappeared. Last week Italy has make wearing facial masks obligatory. I never wanted to be “senza volto” (faceless) and felt depressed about it… Only one day, though. There's always a positive side, isn't it? 

Źródło: internet

Let's take the famous Matrix quote: “The purpose of the life is to end.” My husband would certainly said that I'm nuts, but I find it liberating. All your life, you get attached to people, things and circumstances. We hold on even to the past, and fear the possibility of loosing all the mess. Being faceless is huge, but sort of helpful for us, struggling with “letting go.”

I have no choice, I have to appreciate all the “death on credit.” And whether I complain, I'm not sorry for the one who put on two facial mask, and went to visit her sister. I don feel bad for the neighbor who almost shitted in her pants only to think that I may come to Poland. No regrets for my friend who was scared to shake someone's hand… And for myself, because I'm not better that them, clearly.

Znajomi wybrali się na małą imprezę publiczną. Poproszono kogoś o nakręcenie filmu, oglądałam znajome postacie mając ogarnięta wrażeniem, że tam nikogo nie było! Tak, jakby wszyscy znikli. Tydzień temu Włochy ogłosiły obowiązek noszenia masek na ulicy. Nie chciałam być “senza volto” (bez twarzy) i czułam przygnębiona… Przez jeden dzień tylko. Dobra strona zawsze się znajdzie, nieprawdaż?

Weźmy sławny cytat z Matrixa: “Celem życia jest się skończyć.” Mąż byłby zdania, że mi odbiło zupełnie, uważam jednak, że to wyzwalające. Całe życie trzymasz się ludzi, rzeczy, okoliczności. Zatrzymujemy nawet przeszłość, napełnia lękiem możliwość rozstania z tym łajnem. Utrata twarzy mała nie jest, ale pomocna dla nas, walczących z “odpuszczaniem.”

Nie mam wyjścia, muszę doceniać całą tą “śmierć na kredyt.” Bywa, że narzekam, ale nie żal mi tej, która nałożyła aż dwie maseczki, idąc w odwiedziny do siostry. Nie szkoda mi sąsiadki, która omal się nie zesrała w spodnie na myśl, że mogę przyjechać do Polski. Żadnego współczucia dla znajomego, który bał się podać komuś rękę… Ani dla mnie, bo lepsza nie jestem.





Thursday, July 9, 2020

Another one bites the dust


Nothing happens in the tiny place, but you need to talk about something on quattro panchine. We were sitting there yesterday, the same people on the same old benches. I argued with someone a little sooner, and was quite upset. “What happened to A.?” - I asked. “She died young!” I spoke with her once, few years ago, and accepted her Facebook invite. A. used to post her pictures quite often.

An overweight woman with the cigarette, home-made cake, the same friend, the same small town… She looked sad. To me, the photos were like a scream: “I'm still living!” The eternal question: is life just a temporary illusion? Sad A. left her people, food, small place she claimed to love… The world says: “Another one bites the dust” like in a song.

She's gone, but we're still here, talking about things we know, like burial methods. I listened to “sotto terra” (in the ground) and realized something. “If everything comes to this, we have no problems!” - I said to M. She looked a bit suspiciously. Life goes on because we all want it to be real. The suffering is inevitable, but it's reasonable price… “And another one gone/Another one bites the dust(Yeah)”

Nic się nie dzieje w tym małym miejscu, ale o czymś trzeba rozmawiać na quattro panchine. Siedzieliśmy tam wczoraj, ci sami ludzie na tych samych ławkach. Sprzeczałam się z kimś wcześniej i byłam trochę zła. “Co się stało A.?” - spytałam. “Zmarła młodo!” Rozmawiałam z nią raz parę lat temu i zaakceptowałam zaproszenie na Facebook. Często umieszczała zdjęcia.

Otyła kobieta z papierosem, domowe ciasto, ta sama znajoma, to same miasteczko… Wyglądała smutno. Odbierałam jej foto jak wołanie: “Jeszcze żyję!” Odwieczne pytanie: czy życie to przejściowe złudzenie? Smutna A. zostawiła znajomych, jedzenie, miasteczko które twierdziła, że kocha… Świat mówi: “Kolejny gryzie kurz” jak w piosence.

Odeszła, ale my wciąż jesteśmy, rozmawiając o znajomych rzeczach, jak metody pochówku. Słuchałam o “sotto terra” (pod ziemią) i dokonałam odkrycia. “Jeśli wszystko tak się kończy, to nie mamy problemów!” - rzekłam do M. Rzuciła mi podejrzliwe spojrzenie. Życie toczy się, bo chcemy, żeby było prawdziwe. Cierpienie jest nieuniknione, ale to rozsądna cena… “I kolejny odszedł/ Kolejny gryzie kurz/ O tak.”



Thursday, April 9, 2020

Bari-Lublin: liberta

My friend T. lives in Salerno. She went to Bari in the end of December. “Do you know a nice place to have espressino?” - She asked me. “My paths are always the same, you see!” - I told her. “I know how to find one grocery, and another.” There was a sad true in my joking. l wasn't exploring the city. My home is my castle! I do grocery shopping, and make dinner... When it comes to entertainment my computer is sufficient.

“So long, liberty!” - It sounded pathetic. To be fair, my life, so limited and similar to other is happening like before! What's changed? Instead of a line to pay, in the supermarket there is a crowd outside. We have lost our freedom a long time ago. Our mind classified it as convenient. If you can stay at home safely, why bother? I wonder why now staying home seems to be detention.

Before one would have left his house so unwillingly! Lack of freedom hurts us… But if for the whole life you follow the same paths, who needs the freedom? We focused on biological needs: always in the first place! We will find our way through the strange times. It only took our freedom, that nobody wanted! But chicken breast is in it's place.

Moja znajoma T. mieszka w Salerno. W końcu grudnia przyjechała do Bari. Zapytała, czy znam fajne miejce, żeby wypić espressino. “Chodzę zawsze tymi samymi ścieżkami!” - odparłam. “Wiem, gdzie jest jeden sklepik i drugi.” W tym żarcie kryła się prawda. Nie odkrywałam miasta. Dom jest moim zamkiem! Robię zakupy i obiad… Komputer wystarcza, jeśli chodzi o rozrywkę.

“Wolności, żegnaj!” - to brzmi patetycznie. Trzeba przyznać, że moje ograniczone życie, podobne do innych, toczy się jak wcześniej. Cóż się zmieniło? Zamiast kolejki przy kasie, stoimy na dworze, to wszystko. Wolność utraciliśmy już wcześniej. Nasz umysł zakwalifikował to jako wygodę (po co się ruszać, jak można w domu siedzieć), poczucie bezpieczeństwa…

Jakim cudem teraz mieszkanie zdaje się aresztem? Wcześniej ruszaliśmy się z niego tak niechętnie! Dokucza nam brak swobody… Komuś, kto zawsze przemierza takie same ścieżki, wolność jest niepotrzebna. Koncentrowaliśmy się na potrzebach biologicznych: zawsze na pierwszym miejscu! W tych dziwnych czasach sobie poradzimy. Odebrano nam wolność, której wcześniej nikt nie chciał. Pierś z kurczaka jest na swoim miejscu...

Wednesday, April 1, 2020

I can admit/Mogę przyznać


Dorota Strzelecka wrote a post how to get along when the others are successful, and you feel like a nobody. „I was invited to interview” - She says. „But they didn't chose me.” It's nice when someone gets you! I often say: „I arrived in London in November, two weeks time I had a job already! In Italy, I apply for ages.” My husband's guilt is evident… But he maybe he'll ease my burden. 

„We'll go to Warsaw, so you can find a job” - He told me. I wasn't that happy, honestly. I worked at the office, and it was so really boring! Still, better than teaching… The pupils gave me a good lesson! Working with disabled adults in beautiful England was nice, but sometimes a hard job. I still remember D. Her fangs were sharp, and scratched badly! I don't miss working for someone else, in conclusion.

I always knew I take after my father. Graduated in the sixties, he was getting good jobs in the office, or even school headmaster… But he only wanted to work in land, and was always quitting. For me, „the only thing” is writing and illustration. Better than a school/office job, even without money, I can admit! My husband says that he's not reading my blog, and you can trust Italians…

PS. It says: „It might be a stupid job, but it's certain.”

Dorota Strzelecka napisała jak sobie radzić, kiedy inni odnoszą sukcesy, a ty czujesz się nikim. „Zaproszono mnie na kilka rozmów kwalifikacyjnych” - mówi. „Lecz na żadnej mnie nie wybrali.” Dobrze, kiedy ktoś cię rozumie! Mówię często: „Zjawiłam się w Londynie w listopadzie, po dwóch tygodniach miałam już robotę! We Włoszech szukam czegoś latami.” Wina męża jest ewidentna… Może jednak ulży moim mękom.

„Pojedziemy do Warszawy, znajdziesz sobie zajęcie” - powiedział. Nie ucieszyłam się, mówiąc szczerze. Pracowałam już w biurze, strasznie to było nudne! Lepsze niż uczenie w szkole, to prawda. Młodzież dała mi niezłą lekcję. Praca z niepełnosprawnymi w pięknej Anglii była fajna, ale niełatwa czasami. Pamiętam D. Miała twarde pazury, drapała nimi nieźle! Podsumowując, za pracą dla kogoś innego nie tęsknię.

Zawsze wiedziałam, że wdałam się w ojca. Skończył studia w latach 60. Dostawał dobrą pracę w biurze, był nawet dyrektorem szkoły… Chciał jednak pracować na roli, dlatego zawsze się zwalniał. Moja „jedyna rzecz” to pisanie oraz ilustracja. Lepsze niż praca szkolna/biurowa, nawet bez pieniędzy! Mogę to przyznać, mąż twierdzi, że mojego bloga nie czyta, a Włochom można wierzyć...


Tuesday, March 31, 2020

Bari-Lublin: bresaola

We are one mind, they say. Must be true, because we we all have one look. Our life is over… We share that thought, but we're just like before, locked up tightly in a lonely, separate word. I. is my neighbor, we both have children, but I cannot reach her, metaphorically speaking. 

We're experiencing apart, even if the lack of yeast and flour applies to all. Every one of us defending his own things, like cereals for example. I start my day with Wheetabix, crispy biscuits, getting soggy in milk. My father-in-law likes cold meat called bresaola. He's already forgotten that once there was only bread and knife for eating. It's easy to get used to excessive consumerism.

I write this on my phone, outside of supermarkets. I showed up at 7:30 am, there was a lot of people in front of the store, keeping their numbers. Our life is over, the gaze says. But we don't wish to change. Filled with determination, we want to eat well. Everyone will protect his daily portion of fiber and aged meat, or another piece of his own.

Mówi się że jesteśmy jednym umysłem. Musi to być prawdą bo mamy jednakowe spojrzenie wszyscy. Nasze życie się skończyło… Dzielimy się tą samą myślą, ale jesteśmy tacy, jak przedtem. Zamknięci szczelnie w samotnych, osobnych światach. I. jest moją sąsiadka, obydwie mamy dzieci, ale mówiąc metaforycznie nie mogę jej dotknąć.

Przeżywamy osobno, chociaż brak mąki i drożdży w sklepie dotyczy nas wszystkich. Każdy z nas broni tego, co własne, osobiste, jak płatki śniadaniowe na przykład. Rozpoczynam dzień od Wheetabix, chrupiące zbożowe ciastka, które miękną w mleku natychmiast. Mój teść lubi wędlinę zwaną bresaola. Już dawno zapomniał, że kiedyś do jedzenia był chleb i nóż, to wszystko. Do konsumpcyjnego nadmiaru jest łatwo przywyknąć…

Piszę to na telefonie przed supermarketem. Zjawiłam się o siódmej trzydzieści, przed sklepem stała cała rzesza ludzi ściskających numerki. Nasze życie się skończyło mówią zmęczony spojrzenia. My jednak nie mamy ochoty się zmienić. Wypełnia nas determinacja, chcemy się dobrze odżywiać. Każdy będzie bronił codziennej porcji błonnika, długo dojrzewającej wędliny czy co tam ma swojego.