Thursday, May 26, 2022

54.A course in miracles/Kurs cudów

Do you remember „Metamorphosis” by Franz Kafka? The character for some reason found himself transformed in the cocroach with thin legs. He never got used to the metamorphosis: in his memory still existed Gregor Samsa, a traveling salesmen. But transforming himself, he could forget everything. In that case he would have to face the new role. A bug’s life is difficult, shameful, and painful. 

In contrast to the birds, who are flying high he’s making his way in the gutter, without even lifting his eyes to the sky. Slowly, gradually our protagonist would learn to scavenge and defend himself against aggression. Lessons of survival can take a great effort, and have to be appreciated. Not wanting to learn all over again, we have to confirm it. My mind is constantly refreshing in the memory sad Danka Markiewicz.

It’s someone who spent his entire life taking hits to the head. She thinks that she’s worthless: it has been proven. „A Course in Miracles” teaches that everyone is a holy God’s child. I tried to believe in it, but in my seeking God, I remained faithful to ego. As a result, I listen to the old voice of self-hatered. My fear of loosing the well known illusion seems strong, but I know that my true self is eternal. One day I woke up from troubled dreams.

Pamiętacie „Przemianę” autorstwa Franza Kafki? Bohater nie wiedzieć czemu zmienił się w karalucha o cienkich nóżkach. Nie dane mu było do metamorfozy przywyknąć: w pamięci nadal istniał Gregor Samsa, mieszczanin i sprzedawca. Przeistaczając się, mógłby jednak zapomnieć o wszystkim… Rad nierad, starałby się z nową rolą zmierzyć. Żywot insekta jest trudny, hańbiący, bolesny.

W przeciwieństwie do ptaków, które bujają wysoko, toruje sobie ścieżkę w rynsztoku, nie podnosząc oczu do nieba… Powoli, stopniowo, nasz bohater nauczyłby się grzebać w odpadkach i bronić przed agresją. Lekcje przetrwania kosztują dużo wysiłku: trzeba je docenić. Nie mając ochoty uczyć się na nowo, musimy je potwierdzać. Mój umysł nieustannie odświeża w pamięci smutną Dankę Markiewicz.

Przez całe życie obrywała po głowie. Udowodniono, że jest nic nie warta, tak myśli o sobie. „Kurs cudów” uczy, że każdy jest świętym dzieckiem Bożym. Starałam się uwierzyć, ale szukając Boga pozostałam wierna ego. W rezultacie wciąż słucham głosu własnej nienawiści. Lęk przed porzuceniem znajomej iluzji jest silny, ale wiem, że prawdziwe „ja” jest wieczne. Pewnego dnia obudzę się z męczących snów.


Wednesday, May 25, 2022

Great defeats/Wielkie porażki

Problem gamblers typically believe, as they head out the door to the nearest casino, that their full and sincere intention is to win money. Little do they know they’re acting out an emotional attachment to the feeling of losing.” - Peter Michaelson wrote. “The dynamics of our psyche require us to experience repeatedly our unresolved negative emotions, however painful.” 

A person who is sensitive to feeling refusal or loss, for instance, typically goes through life repeatedly experiencing this suffering.” In short, we are programmed to play our unconscious conflict all over again. Since I remember, I felt a total looser. I lived with guilt taught by my mother, suffered great defeats at school, I couldn’t get a job, publish my books, live in peace with my husband…

Almost one year ago I left my old life, seeking to find God… And started fighting with myself: for long weeks I was sawing a tree, and eating only bread with oil. The whole thing finished in Psychiatric Day Care Unit. I won: my seeking God was a failure, like everything else. In good conscience, I was back to Italy. I calmed down, and understood that I was a fool. “When I look at myself, I don’t see how I can be saved. When I look at Christ, I don’t see how I can be lost.” – Martin Luther wrote.

Gracze uzależnieni od hazardu idą do najbliższego kasyna wierząc, że ich najszczerszą intencją jest wygranie pieniędzy. Nie mają pojęcia, że działaniem kieruje emocjonalne przywiązanie do przegrywania.” - napisał Peter Michaelson. „Dynamika naszej psychiki wymaga nieustannego doświadczania nierozwiązanych negatywnych emocji, jakkolwiek jest to bolesne.”

Osoba, która jest wrażliwa na poczucie odrzucenia lub straty, na przykład, zazwyczaj powtarza w ciągu życia te męczarnie.” Krótko mówiąc, zaprogramowano nas by odgrywać bez końca nasz wewnętrzny konflikt. Czułam się przegrana od kiedy pamiętam. Biedziłam się z poczuciem winy, nauczanym przez matkę, znosiłam porażki w szkole, nie mogłam znaleźć pracy, wydać moich książek, żyć w zgodzie z mężem.

Prawie rok temu porzuciłam dawne życie, pragnąc odnaleźć Boga… I zaczęłam walczyć ze sobą. Przez długie tygodnie piłowałam gałęzie i jadłam chleb z olejem. Cała rzecz skończyła się na dziennym oddziale psychiatrycznym. Wygrałam: szukanie Boga okazało się porażką, jak wszystko inne. Z czystym sumieniem wróciłam do Włoch. Uspokoiłam się i pojęłam, że byłam głupcem. “Jeśli patrzę na siebie, nie widzę, jak można mnie uratować. Gdy patrzę na Chrystusa, nie pojmuję jak mogę być stracony” – napisał Martin Luter.

Saturday, May 21, 2022

13.Zagłuszanie myśli

 

Gdy samochody mijały nas, wznosiła się za nimi czarna chmura kurzu i cały ten kurz leciał na nas. Było bardzo nieprzyjemnie, więc powiedziałam:

- Fe, jak okropnie się kurzy.

Wtedy Lasse zapytał mnie, dlaczego tak mówię.

- Dlaczego nie mówisz: „Fe, jak słońce świeci” albo „Fe, jak ptaszki śpiewają” – dopytywał się Lasse. – Kto to postanowił, że ma się lubić, gdy słońce świeci, a nie lubić, gdy się kurzy?

Wówczas postanowiliśmy, że będziemy lubić, gdy się kurzy. I gdy następny samochód przejeżdżał i cały ten kurz dmuchnął na nas tak, że ledwie mogliśmy widzieć się nawzajem, Lasse powiedział:

- Ach, jak dzisiaj pięknie się kurzy.

Britta przyznała:

- Tak, na tej szosie ślicznie się kurzy, przepięknie.”1

Skąd ten cytat? Można się domyślić, że nagatywizm mnie zmęczył. Piszę te słowa w Bari: dwudziestego piątego kwietnia (włoskie święto niepodległości) zakończyłam terapię na dziennym oddziale psychiatrycznym, niedługo po tym wyjechałam z Polski. Poszukiwania Boga zakończyło się zwycięstwem mojego neurotyzmu. Jestem wierna smutnym myślom, jak przedtem. Już dawno przesłoniły związek z mężem i dziećmi. Nieustannie się obwiniam: widzę tylko siebie… Uzależniony od cierpienia umysł znalazł cel w szukaniu nieprzychylnej strony egzystencji. Nie poddaję się jednak i każdego dnia wzbogacam o nowe odkrycia.

  • Najgorszą rzeczą jest bezruch. Pozbawiony energii świat wokół nas zastyga.

Po przebudzeniu jak najszybciej trzeba wydostać się z łóżka. Wiem o tym a jednak każdego ranka przez długi czas pogrążam się w refleksjach… Dlaczego? To całkiem proste: jak napisano wcześniej, uświadomione smutki skrywają pokłady podświadomej radości. Innymi słowy...

  • Wygrywam, kiedy cierpię.

Każdego dnia potwierdzam moją rzeczywistość. Obrona tego, z czym się identyfikuję pochłania większość energii, nadaje kierunek myślom. Utwierdzam się w przekonaniu, że Danka Markiewicz to beznadziejna postać. Warto jednak przypomnieć, co powiedział słynny don Juan, bohater książek Carlosa Castanedy:

  • Czynimy siebie nieudolnym lub silnym. Nakład pracy jest taki sam.”

To ważne odkrycie! Zamiast wzmacniać negatywny obraz siebie, można się postarać o inny… Na przeszkodzie stoi jednak umysłowe lenistwo. Żółty piesek szczeka na mnie, kiedy idę do sklepu. Znajduje się za ogrodzeniem, parę dni temu jednak brama stała otworem. Kiedy mijałam dom, pies odprowadzał mnie szczekaniem, jak zwykle, biegnąc wzdłuż ogrodzenia, które zapomniano zamknąć. Nic nie stało na przeszkodzie, aby wyszedł na drogę. Wolność nie nęciła kundelka! Głupi pies? Nic podobnego! Nauczył się, że limity trzeba akceptować. Zna swoje prawa – szczeka za ogrodzeniem, zaczepianie ludzi na ulicy to nie jego interes. Jestem jak ten pies, mniej więcej. W przeszłości nauczyłam się chodzić do sklepu i narzekać na wszystko. Zostawić za sobą przeszłość to jedna z najtrudniejszych rzeczy, z którymi można się zmierzyć. Dlatego czułam się zagubiona w moim szukaniu Boga.

To możliwe, by człowiek przeciętny wybrał nieprzeciętność!” - rzekł Elon Musk. Pomimo tego, niewielu decyduje się na wyjątkowość. Nie dlatego, że jest trudna, lecz inna. Pies nie przekracza otwartej bramy. W szukaniu Boga znalazłam sobie cel: robienie wszystkiego jak przedtem. Chodziłam do sklepu, zamiast narzekać na męża, obwiniałam siebie. W przeciwieństwie do żółtego kundelka, poddaję wszystko refleksji!

  • Jak mówią: “Aby zostać tym, kim pragniesz, porzuć to, czym myślisz, że jesteś.”

Dużo piszę o zmianie, we Włoszech jednak wróciłam do dawnych nawyków. Znów maszeruję do sklepu, stoję w kolejce po mozzarellę, obtaczam w bułce kotlety… Jak wszyscy. Odwiedziłam krewnych niedługo przed opuszczeniem Polski, rozmawialiśmy oglądając YouTube w telewizji. W pięknej górskiej scenerii, starsza pani w chuście szykowała na świeżym powietrzu tradycyjne dania z azerbejdżańskiej kuchni. Na początku natarła kurczaka cytryną i ugotowała z cebulą. W międzyczasie zrobiła malutkie kuleczki mięsne, które dusiła w sosie pomidorowym. Kiedy mięso z kurczaka było miękkie, rozdrobniła je za pomocą rąk. Ugotowała je sosie pomidorowym z dodatkiem rosołu razem z kulkami z mięsa. To zaledwie połowa przepisu: naszykowanie posiłku zajęło wiele czasu. Pytanie brzmi: co, gdyby zrobiła prosty rosół z kury? Cóż, musiałaby być kimś innym! Mało kto, trzeba przyznać, decyduje się na podobny wysiłek. Istnieje łatwiejsza droga. Tego, kim jesteś dowiadujesz się od rodziny... Z telewizji też można się sporo nauczyć. W Polsce ludzie smażą wieprzowe kotlety w kuchni. W Azerbejdżanie gotują owcze mięso na dworze. Jednakowość ma siłę przyciągania iście magnetyczną, z drugiej strony jednak nieustanne płukanie ryżu i krajanie papryki to okrojona wersja gry zwanej życie! Oto kolejny cytat, nieznanego autorstwa:

  • Nie myśl, że jesteś na dobrej drodze tylko dlatego, że jest to wydeptana ścieżka.”

Ci, których nęci łatwość oraz jednakowość podążają drogą, polecaną przez innych. W nagrodę dostają egzystencję skrojoną według potrzeb. Trzeba zawsze pamiętać:

  • Każdego dnia potwierdzasz to, kim myślisz, że jesteś.

Pamiętacie „Przemianę” autorstwa Franza Kafki? Bohater nie wiedzieć czemu zmienił się w karalucha o licznych, cienkich nóżkach… Nie dane mu było do metamorfozy przywyknąć: w pamięci nadal istniał Gregor Samsa, mieszczanin i sprzedawca. Przeistaczając się, mógłby jednak zapomnieć o wszystkim… Rad nierad, starałby się z nową rolą zmierzyć. Żywot insekta jest trudny, hańbiący, bolesny. W przeciwieństwie do ptaków, które bujają wysoko, toruje sobie ścieżkę w rynsztoku, nie podnosząc oczu do nieba… Powoli, stopniowo, nasz bohater nauczyłby się grzebać w odpadkach i bronić przed agresją. Lekcje przetrwania kosztują dużo wysiłku: trzeba je docenić. Nie mając ochoty uczyć się na nowo, musimy je potwierdzać. Mój umysł nieustannie odświeża w pamięci smutną Dankę Markiewicz. Kolejna refleksja, podsuwa ją rozsądek:

  • Każde cierpienie pozbawia nas energii. Szukając powodów do zmartwień, stajesz się własnym wampirem energetycznym...

Kilka dni temu nastrój obniżyła mi rozmowa telefoniczna. Zaczęło się niewinnie – narzekałam na komary, które z początkiem maja przypuściły atak, jak zwykle.

- W Niemczech nie ma insektów! - poinformowała mnie Wanda. - To z powodu chemicznych oprysków… Przy okazji wyniszczono ptactwo, wymarło z braku robaczków.

Niemieckie zagajniki, jej zdaniem, są ciche niczym cmentarz. Pracowała w tym kraju przez parę miesięcy, opiekując się chorą Brunhildą. Staruszka miała nowotwór w ostatnim stadium, cierpiała w każdej pozycji, dokuczała jej opuchlizna... Moja znajoma wyjechała z Niemiec, żeby się podleczyć; omówiła detale swoich komplikacji. Wysłuchanie relacji zaczęło mnie z lekka męczyć. Jestem z tej samej parafii, czyż nie tak? Posiadam jelito grube, macicę i inne powody do cierpień. Rozsądny człowiek dopatruje się negatywizmu wszędzie: prowadzi rozmowy o wojnach, niepokoi wzrostem cen, pogodą, sprawami jutra… Zamiast torturować się myślą, pomyślmy jak korzystać z życiowej energii.


1Astrid Lindgren “Dzieci z Bullerbyn.”

Tuesday, May 17, 2022

12.Zagłuszanie myśli

 

Zdaniem buddystów, ludzki żywot ma potencjał wyzwolenia z łańcucha karmicznych wcieleń… Człowiek posiada świadomość, zna radość i smutek: w procesie doskonalenia wszystko ma swoje miejsce! Nie wszystko jest złe: to właśnie mam na myśli. Jesteśmy połączeni, dlatego chcemy się dzielić taką czy inną wieścią.

“Powinniśmy jeść tylko dojrzałe banany!” - napisał kiedyś znajomy na Facebook.

Od tego czasu kupuję miękkie owoce, z ciemno zabarwioną skórką. Wie o tym młoda, jasnowłosa kasjerka: zamienia ze mną parę słów, sprzedając je po przecenie. Wizyty w ulubionym sklepie to wciąż najlepszy moment: wysiłki, by odzyskać „apetyt na życie” najczęściej spełzają na niczym. Wróciłam do dawnych nawyków, uzależniony od cierpienia umysł chciałby potępić smutną Dankę Markiewicz. Staram się kontrolować refleksje, autorka artykułu „Czy jesteś uzależniony od walki i cierpienia” udzieliła mi paru sugestii:

„Jeśli zdecydujesz się na niechęć, istnieje ku temu powód oraz odpowiednia zapłata. Wrogość wobec własnej osoby projektuje negatywną energię do pola kwantowego: jest wyczuwana przez innych. Przestań nienawidzić siebie przez tydzień i czekaj na rezultaty. Prowadź dziennik zmian, jakie zachodzą w życiu. Wróć do złości na siebie przez dwa tygodnie. Zauważ, co czujesz, co się z tobą dzieje. Kolejny krok: przestań na trzy tygodnie. Tym razem udawaj, że kochasz się za to, kim jesteś. Obserwuj, co się dzieje. Jeśli nadal masz ochotę nienawidzić siebie – możesz to robić przez cztery lub sześć tygodni.”

Nadal znajduję przyjemność w obwinianiu siebie. Próbuję żyć tak, by móc powiedzieć: „Ten dzień jest świetnym dniem” lecz moje dzionki są nadal przeciętne. Dwa pierwsze punkty z mojej listy przesłaniają realizację kolejnych. Nie umiem się cieszyć, brakuje mi „włącznika szczęścia.” Nie jesteśmy jednak sami na tym świecie, w trudnej sytuacji na pomoc spieszy nasz bliźni… Mnie samej przez większość życia towarzyszyła zacna, uśmiechnięta postać: bohater powieści Jarosława Haszka. Na wstępie słynnej powieści, autor przybliża skromną osobę dobrego wojaka Szwejka.

  • zakończył służbę wojskową, gdy komisja lekarska stwierdziła u niego idiotyzm;

  • zarabiał na życie handlując psami: były to nierasowe kundle;

  • fałszował rodowody sprzedawanych przez siebie zwierząt;

  • cierpiał na reumatyzm;

Zachowanie to efekt tego, co o sobie myślisz: w pierwszej kolejności decydujesz, kim jesteś… Z braku pomysłu na siebie nie chcemy się rozstać z dokuczliwą myślą. Zamiast odkrywać nowe terytoria, walczymy z postacią w lustrze.

Tylko zdrajca chce karać własne państwo!” – słusznie zauważył prof. Legutko.1

My jednak to robimy! Świat udowodnił, że jesteśmy kiepscy, i nauczył się nienawidzić… Józef Szwejk miał sporo powodów, by przyjąć taką postawę: to nieżonaty człowiek, gnębiony podczas służby w austriackim wojsku i uznany za mocno upośledzonego na umyśle... Jest jednak daleki od takiej niechęci, wręcz przeciwnie. Od bohatera bije wręcz sympatia wobec otoczenia i samego siebie. Odrzuca reguły, jednakowe dla wszystkich. Zasady są proste, nasz umysł, przywykły do przetwarzania danych informacyjnych nieustannie podlicza punkty w grze zwanej życiem. Wygląda to tak: przychodzimy na świat w określonej „drużynie” – to nasza rodzina. Dorastając, uczymy się rozpoznawać jej wartość. Nasza matka jest, dajmy na to, urzędniczką w Miejskim Przedsiębiorstwie Ciepłowniczym. Ojciec wykonuje zawód elektryka w Zakładzie Oczyszczania… Nasz „zastęp” otrzymuje punkty:

  • za pracę (posada państwowa jest wciąż pożądana)

  • za mieszkanie (własny dom jest lepszy niż życie na blokowisku)

  • za środek lokomocji (rower przynosi ujmę, trzeba mieć samochód)

  • za potomstwo (rodziny z dziećmi cieszą się, jak wiadomo, szacunkiem w społeczeństwie)

  • za wygląd (lepiej być dobrze ubranym i szczupłym)

  • za przynależność (do kościoła na przykład)

Udział w grze odbiera nam energię. Staramy się, lecz niewidzialna ręka odsuwa moment nagrody. Cała rzecz opiera się na systemie porównań. Możemy mieć dobrą pracę i sporo pieniędzy, wystarczy jednak, że nasz syn źle się uczy, a potomek sąsiadki przynosi ze szkoły piatki oraz szóstki. Rekompensujemy sobie to, kupując ulubiony przysmak, zjadamy lody w duńskim waflu, słuchając własnych myśli:

“Wystarczyłaby ci średnia porcja, lubisz wyrzucać pieniądze! Wiesz, ile to kalorii i cukru?”

Wewnętrzny Krytyk ma jak najlepsze intencje, ale znajomy głos psuje nam przyjemność. Faktem jest, że na każdą rzecz można spojrzeć z dwóch stron, czyż nie tak? Przywykło się myśleć, że ostrożny negatywizm ułatwia nam życie. Oto kolejny przykład: spacerujesz ulicą i odczuwasz zadowolenie (przez chwilę).

Jutro też się przejdę!” – myślisz.

Cały dzień będzie padać!” – ostrzegają usłużne myśli . „Kup sobie płaszcz od deszczu.”

Zanim się spostrzeżesz, zaczynasz kalkulować ceny. Uwaga o deszczu budzi pewien niepokój: pozornie troszcząc się o nasze dobro, umysł trzyma nas w ciągłym lęku. Dobry wojak Szwejk nie tracił energii na posępne myśli, wręcz przeciwnie, był mistrzem optymizmu. Skromny bohater dostrzegał pozytywne strony we wszystkim. To najlepsze wyjście, bo „Gra w życie” jest raczej nieprzyjazna. Atakuje nas, zwalając odpowiedzialność za wszystko:

  • Ból zęba jest karą za to, że nie dbasz o jamę ustną i rzadko odwiedzasz dentystę;

  • Trzęsiesz się z zimna, bo nie potrafisz zadbać o siebie i odpowiednio ubrać;

  • Przykrości doznane w szkole są efektem twojego braku uczenia;

  • Brak pieniędzy przynosi ci ujmę, bo to wstyd być biednym;

  • Potrącił cię samochód, bo przebiegłeś ulicę, zamiast się rozejrzeć;

Nasze niedociągnięcia to jeszcze pół biedy, bo nieustannie „tracimy punkty” na rzecz bliźnich. Znajomy uzyskał przewagę, bo skończył studia podyplomowe z terapii uzależnień. Sąsiadka wysuwa się na prowadzenie, bo ma mercedesa. Kuzynka objęła ważne stanowisko w administracji publicznej… Wciąż ktoś nas wyprzedza; stojąc na marnej pozycji, czujemy się winni. Jako bezrobotna, muszę przyznać pierwszeństwo zatrudnionym w wydziale geodezji (i każdym innym) powiatowego starostwa. Nie mam prawa jazdy i uznaję przewagę Agnieszki, która od pewnego czasu siada za kierownicą. Mając problemy z zębami od czasów dzieciństwa, zazdroszczę pięknego uśmiechu młodej urzędniczce. Podjęliśmy udział w grze akceptując reguły, ustanowione przez innych. Oznacza to, jak wspomniano, że nasz umysł nieustannie przetwarza dane informacyjne. Jeśli są niekorzystne, jak na zawołanie robimy się smutni… Dobry wojak Szwejk miał rację: lekkość serca to cenny przywilej idiotów!

1 „Tylko zdrajca chce karać własne państwo!” Prof. R.Legutko w rozmowie z Markiem Dyza i Marcinem Wilkiem. Tygodnik “Sieci” 25 X – 1 XI 2021

Monday, May 16, 2022

Stupid woman/Głupia kobieta

 A little dog is always barking at me when I’m going to the market. He’s behind the fence, and the gate is closed. A few days ago, however, it was wide open. When I walked by the house, the dog was escorting me, like always, and barking. He was running next to the open gate, and then behind the fence… He could go on the road, there was nothing to prevent him. Still, he acted like if the gate was closed.

Stupid dog? Not at all. We were taught that we should accept our limits. The small dog knows his way – he’s barking behind the fence. Bothering a person on the road, it’s not his business. I’m more or less like the dog. In the past I leaned going to the marked, and complain about everything. Leaving the past is one of the most difficult thing you could face… That’s whyI felt quite lost in my seeking God.

It is possible for the ordinary people to choose to be extraordinary!” - Elon Musk noticed. Still, uniqueness is the choice of the very few… It’s not because it’s difficult, but different. The dog does not pass trough the open gate. In my seeking God I found a purpose: doing what I used to. I would go to the store, and instead complaining about my husband, I would blame myself. “To be what you want to become, let go who you think you are” – They say.

Mały piesek szczeka na mnie, kiedy idę do sklepu. Znajduje się za ogrodzeniem, brama jest zamknięta. Parę dni temu jednak była szeroko otwarta. Kiedy mijałam dom, pies odprowadzał mnie szczekaniem, jak zwykle, biegnąc koło otwartej bramy i ogrodzenia… Nic nie stało na przeszkodzie, aby wyszedł na drogę, zachowywał się jednak, jakby brama była zamknięta.

Głupi pies? Nic podobnego. Nauczono nas akceptować nasze limity. Piesek zna swoje prawa – szczeka za ogrodzeniem. Zaczepianie ludzi na ulicy to nie jego interes. Jestem jak ten pies, mniej więcej. W przeszłości nauczyłam się chodzić do sklepu i narzekać na wszystko. Zostawić za sobą przeszłość to jedna z najtrudniejszych rzeczy, z którymi można się zmierzyć. Dlatego czułam się zagubiona w moim szukaniu Boga.

To możliwe, by człowiek przeciętny wybrał nieprzeciętność!” - rzekł Elon Musk. Pomimo tego, niewielu decyduje się na wyjątkowość. Nie dlatego, że jest trudna, lecz inna. Pies nie przekracza otwartej bramy. W szukaniu Boga znalazłam sobie cel: robienie wszystkiego jak przedtem. Chodziłam do sklepu, zamiast narzekać na męża, obwiniałam siebie. Jak mówią: “Aby zostać tym, kim pragniesz, porzuć to, czym myślisz, że jesteś.”

Thursday, May 12, 2022

11.Zagłuszanie myśli

 

Mam kłopot: nie mam żadnych problemów. Mój umysł szuka ich, omijając chwilę obecną. Powiedzmy, że spaceruję po łące. Słoneczko przygrzewa a ja zrywam żółte kaczeńce, pogrążona w niewesołych myślach… Staram się je kontrolować, na dłuższą metę jednak niesie to ryzyko. Całą rzecz ilustruje historia rolnika, który prosił o mantrę oświeconego męża.

„W porządku, pamiętaj jednak: kiedy usiądziesz do medytacji, nie wolno ci myśleć o małpach!” – usłyszał.

Chłop poszedł do domu i rozpoczął nucenie mantry. Pierwszą rzeczą, która mu przyszła do głowy, były małpy! Rozmyślał o nich każdego dnia...

Nie chcę twojej mantry” – powiedział do świętego. „Zaczynam wpadać w szaleństwo!”

Nieustanne przyglądanie się myślom może nam zaszkodzić, umysł przypomina złodzieja, który chce aresztować sam siebie. „Łapanie” budzi lęk; tymczasem nasze refleksje mogą być użyteczne dla bliźnich. Piąty maja był kolejnym dniem „zagłuszania” – stary zwyczaj każe się smucić, ot, bezcelowe refleksje w poszukiwaniu cierpień. W moim wariactwie jest jednak metoda: staram się pamiętać, że nie jestem gorsza od innych i zapisuję wszystko... Na samopoczucie duży wpływ ma żołądek: sięgam po coś słodkiego, humor poprawia mi kawa, czekolada, banany i jabłka. Bywa, że to nie wystarcza: mój umysł steruje w kierunku depresji. Nic, tylko siąść i płakać… Okazuje się, że to całkiem dobre wyjście! Oto kolejne odkrycie, którym chcę się podzielić.1

„Przez dwadzieścia lat jako lekarz byłam świadkiem uzdrawiającej mocy łez. To zawór bezpieczeństwa naszego organizmu jeśli chodzi o stres, smutek, żal, frustrację, niepokój. Można również płakać z radości, kiedy narodzi się dziecko na przykład, albo z poczucia ulgi, gdy mijają trudności. Prywatnie jestem wdzięczna, że mogę ronić łzy. Czuję się oczyszczona. To sposób na pozbycie się dławiących nas emocji, które dzięki temu nie kumulują się w organizmie w postaci symptomów stresu, jak zmęczenie czy ból. Zachęcam moich pacjentów do płaczu w celu utrzymania zdrowia i obniżenia napięcia. Zarówno dla mężczyzn jak i kobiet, łzy stanowią oznakę odwagi, siły i autentyczności.

Łzy to słona woda, zupełnie jak ocean. Nawilżają oczy, usuwają substancje irytujące, redukują hormony stresu, zawierają również przeciwciała do zwalczania patologicznych mikroorganizmów. Nasze ciało wytwarza trzy rodzaje łez: odruchowe, podstawowe i emocjonalne. Przykładowo, łzy odruchowe pozwalają oczom na pozbycie się szkodliwych drobinek, kiedy są podrażnione z powodu dymu lub spalin. Drugi rodzaj łez: podstawowe wytwarzane są regularnie w celu nawilżenia, zawierają substancję chemiczną zwaną lizozyma, posiadającą funkcje antybakteryjne i chroniące oczy przed infekcją. Łzy przemieszczają się również do nosa poprzez kanał łzowy, utrzymują wilgotność i oczyszczają z bakterii. Zazwyczaj płacz spowalnia nasz oddech i bicie serca; uspokaja się nasz stan emocjonalny oraz biologiczny.

Łzy emocjonalne mają specjalne korzyści zdrowotne. Biochemik i ‘ekspert od łez’ dr William Frey z Centrum Medycznego Ramsey w Minneapolis odkrył, że łzy odruchowe składają się w 98% z wody, podczas gdy łzy emocjonalne zawierają również hormon stresu, wydalany z organizmu podczas płaczu. Studiując kompozycję łez dr Frey odkrył, że łzy emocjonalne są składnicą tych hormonów i innych toksyn, akumulowanych w związku ze stresem. Dodatkowe badania sugerują, że płacz stymuluje produkcję endorfin, naturalnego środka przeciwbólowego i hormonu ‘dobrego nastroju.’ Co ciekawe, ludzie to jedyne istoty które wytwarzają łzy emocjonalne, choć istnieje taka możliwość u słoni oraz goryli. Inne ssaki i żyjące w słonej wodzie krokodyle produkują odruchowe łzy, które mają funkcję ochronną i nawilżającą.

Płacz sprawia, że czujemy się lepiej, nawet, jeśli nie rozwiązują problemu. Oprócz funkcji oczyszczającej, łzy emocjonalne są uzdrawiające dla serca. Nie powstrzymujmy łez. Pacjenci mówią czasem: ‘Przepraszam, że płaczę. Trudno mi się powstrzymać. Czuję się jak słabeusz.’ Łączę się z nimi, kiedy to słyszę. Wiem, skąd pochodzi to uczucie: rodzice, którzy czuli się nieswojo na widok łez, otoczenie, które zapewnia, że płaczą ludzie słabi, a zwłaszcza ‘silni mężczyźni nie płaczą.’ Odrzucam takie pojęcia. Nowy, światły wzorzec silnej kobiety i mężczyzny to ktoś mający siłę i samoświadomość pozwalającą na łzy. Tacy ludzie robią na mnie wrażenie, w przeciwieństwie do tych, którzy udają silnego ‘macho.’

Próbujmy pozbyć się nieprawdziwych i niemodnych przekonań na temat łez. Dobrze jest płakać: pomaga pozbyć się stresu i smutnych emocji. Płacz jest również niezbędny do redukowania gniewu, kiedy zalewają nas fale łez, związanych z poczuciem straty. Łzy pomagają nam uporać się z tym, możemy kontynuować życie, mając otwarte serce. W przecienym razie ogarnia nas depresja. Kiedy znajoma przepraszała za leżenie na mojej podłodze w pozycji embrionalnej powiedziałam jej: ‘Twoje łzy błogosławiły moją podłogę. Nie musisz przepraszać.

Jestem entuzjastką płaczu od wielu lat. Podczas mojej pracy jako psychiatra, oglądałam z przełożonymi filmy, na których przebywałam w towarzystwie pacjentów. Zwrócono mi uwagę, że nie powinnam uśmiechać się, kiedy pacjent zaczynał płakać. Nie zgadzałam się z tym i nadal nie zgadzam. Nie uśmiechałam się, ponieważ moi pacjenci byli pogrążeni w żałobie lub depresji. Cieszyłam się, ponieważ dzielnie leczyli depresję i trudne momenty za pomocą łez. Radował mnie ich przełom. W moim życiu sama uwielbiam płakać. Robię to, kiedy mogę. Dziękuję Bogu, że nasze ciało posiada taką możliwość. Mam nadzieję, że umiecie to doceniać. Pozwólcie łzom na oczyszczenie ze negatywności i stresu.”

Nie doceniamy łez, przywykło się je traktować jako objaw słabości oraz efekt uboczny “folgowania sobie.” Okazuje się jednak, że płacz to nasza broń w walce z groźnym stresem. Nasz „stan chemiczny” wymaga równowagi, zdarza się, że górę biorą adrenalina i kortyzol. Na dłuższą metę są bardzo szkodliwe. Kiedy organizm nie radzi sobie, bywa, że uciekamy się do ratunku, jaki oferuje alkohol. Substancje chemiczne, jak można się domyśleć, wpływają na układ dopaminowy. Zbyt niska aktywność oznacza, że szukamy bodźców pobudzających. Amfetamina i kokaina powodują uwalnianie hormonu szczęścia i wzrost jego stężenia. Nikotyna pobudza neurony, z których uwalniana jest dopamina. Morfina i alkohol blokują mechanizmy ograniczające aktywność „układu nagrody.”

Istnieją dowody, że substancje psychotropowe pozyskiwano już dziesięć tysięcy lat temu, w epoce paleolitu. Dzielenie się używkami ma długą tradycję w kontaktach towarzyskich: raczymy się czymś mocniejszym, częstując papierosem… Wszystko ma dobre strony: wojak Szwejk rozprawiał z humorem po piwie i śliwowicy, wino, jak wiemy, ma swoje miejsce w obrzędach liturgicznych… Rosnący w Meksyku i Teksasie „święty kaktus” peyotl znany jest halucynogenny i właśnie do tego przypadł do gustu wiernym Narodowego Kościoła Ameryki. Kto wie, być może w przyszłości bez uzależnienia i poczucia winy będziemy stymulować nasz układ nagrody!

1Judith Orloff „The Health Benefits of Tears” (Korzyści zdrowotne łez) psychologytoday.com.

Tuesday, May 10, 2022

The old ways/Stare nawyki

I’ve been living in Poland for almost 10 months. At the beginning kept to myself: I was convinced that this world has nothing to offer. Later on I returned to my old ways: I have visited W. a few times. She was very kind to me. Yesterday I went to say goodbye: I’ll be going back to Italy soon. We talked, watching YouTube at the television. A woman had made traditional dish from Azerbaijani Cuisine.

In the beautiful scenery of mountains, an old lady with scarf cooked her meals in a fresh-air. First, she rubbed chickens with lemon, and cooked it with onion. In the meantime she made mini meatballs, and fried it with tomato sauce. When the chicken meat was nice and soft, she used her hands to pull it apart. She cooked it in broth with mini meatballs, adding tomato sauce… It’s only the half of the recipe! Preparing a meal took her a lot of time.

The question is: what if she would just made a simple chicken soup? Well, she would have to be somebody else! Our behaviour is the result of what we think about ourselves. In the first place you decide who you are… However this you find out from the others. The woman learned everything from her mother. You may also learn from watching television. In Poland, people fry the pork chops in the kitchen. In Azerbaijan, they would cook fresh lamb meat in the open.

Mieszkam w Polsce już prawie 10 miesięcy. Początkowo nie zadawałam się z nikim, byłam zdania, że świat nie może nic zaoferować. Później wróciłam do dawnych nawyków. Odwiedziłam W. parę razy, była bardzo miła. Wczoraj pojechałam się pożegnać, jako że wracam do Włoch. Rozmawiałyśmy oglądając YouTube w telewizji. Kobieta przygotowywała tradycyjne dania z azerbejdżańskiej kuchni.

W pięknej górskiej scenerii, starsza pani w chuście szykowała posiłek na świeżym powietrzu. Na początku natarła kurczaka cytryną i ugotowała z cebulą. W międzyczasie zrobiła malutkie kuleczki mięsne, które dusiła w sosie pomidorowym. Kiedy mięso z kurczaka było miękkie, rozdrobniła je za pomocą rąk. Ugotowała je sosie pomidorowym z dodatkiem rosołu razem z kulkami z mięsa. To zaledwie połowa przepisu: naszykowanie posiłku zajęło wiele czasu.

Pytanie brzmi: co, gdyby zrobiła prosty rosół z kury? Cóż, musiałaby być kimś innym! Zachowanie to efekt tego, co o sobie myślisz: w pierwszej kolejności decydujesz, kim jesteś. Tego jednak dowiedziałeś się od innych. Kobieta nauczyła się wszystkiego od matki. Z telewizji też można się sporo nauczyć. W Polsce ludzie smażą wieprzowe kotlety w kuchni. W Azerbejdżanie gotują owcze mięso na dworze.


Sunday, May 8, 2022

10.Zagłuszanie myśli

 

Mam bardzo osobisty sposób pisania, nieprawdaż? Wierzę, że jesteśmy “połączeni” wszyscy; oto konkretny przykład:

„Dopóki Fred wierzył, że jest złym człowiekiem, ponieważ ośmielił się zrobić coś dla siebie, matka sprawowała nad nim kontrolę za pomocą wzbudzania poczucia winy” – zauważyła Susan Forward w swojej słynnej książce.1

Nieszczęsny Fred jest moim odbiciem: sprzeciwiając się woli mojej rodzicielki, stałam „złym człowiekiem.” Należę do tak zwanego „straconego pokolenia” – w poczet bezrobotnych zaliczono mnie zaraz po studiach. Sfrustrowana podpisywaniem listy i pracą za złotych pięćset miesięcznie, niedługo przed trzydziestką wyjechałam na Wyspy. Pobyt w Anglii wspominam bardzo przyjemnie: poznałam smak wódki z colą, nawiązałam przyjaźń, chodziłam do dyskoteki... Dane mi było również spotkać Włocha imieniem Angelo. Kiedy myślę o szczęściu, wspominam drogę wiodącą do Glastonbury, uroczego miasteczka, gdzie przy Hamlyn Road stał dom wynajmowany przez narzeczonego… Sielanka trwała parę miesięcy, w końcu jednak fortuna przestała mi dopisywać. Zdaniem matki, byłam winna, ponieważ:

  • Nie bacząc na jej błagania, powtórnie wyjechałam na Wyspy;

  • Karą za mój związek bez kościelnej pieczątki była nieuleczalna choroba ojca;

  • Po śmierci męża matka została sama;

  • Nie zdecydowałam się na odejście od partnera, aby z nią zamieszkać;

  • Po urodzeniu dziecka zamieszkałam z rodziną we Włoszech, zamiast wrócić do rodzinnej wioski;

Bycie “złym człowiekiem” dręczyło mnie niepomiernie, ciążył ogrom występku, zrzucałam więc winę na męża. Imitujemy to, do czego nas wdrożono; ucząc niechęci do siebie, zrobiono nam krzywdę. Celem udowodnienia, że myśli są niebezpieczne, przedstawmy jak działa „cichy zabójca” – kortyzol. Wydzielany permanentnie, hormon stresu staje się destrukcyjny:

  • zwiększa poziom glukozy we krwi i hamuje wydzielanie insuliny: nie dochodzi do spalania tkanki tłuszczowej, co sprzyja otyłości;

  • osłabia działanie układu immunologicznego, co zwiększa podatność na choroby;

  • redukuje syntezę kolagenu, odpowiedzialnego za ścięgna, stawy i mięśnie. Niedobór kolagenu osłabia ich kondycję;

  • długotrwały stres powoduje uwalnianie się wapnia z kości, z czasem prowadząc do osłabienia, łamliwości i osteoporozy;

  • kortyzol wpływa na mózg, osłabiając koncentrację, sprzyja też depresji;

  • udowodniono, że hormon stresu zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwór;

Należy pamiętać, że nasz organizm to „różowa fabryka” kierowana myślą. Dlatego ważne jest, by zagłuszać atakujące nas treści. Trzeba się mieć na baczności, bo aluzje do problemów znajdują się wszędzie. Reklama ubezpieczeń przypomina, że w życiu nie brak opresji. Na widok przyprawy do grilla odświeżasz w pamięci imprezę u Iwony, która ci działa na nerwy. Seledynowy kolor kamizelki ochronnej kojarzy się z ryzykiem… Każdy pretekst jest dobry, by torturować się myślą. Nauczono nas cierpieć: godziny spędzone w szkole przekonały, że chwila obecna to nie skarb, lecz ciężar. Nieznośne godziny lekcyjne wypełniały nasz umysł niepotrzebną do życia gramatyką czy chemią. Co gorsza, nie dawano spokoju, nadając wagę ocenom i strasząc nimi bez przerwy… Nie poddaję się jednak, czynię desperackie, można rzec wysiłki, by odzyskać „apetyt na życie.” Ustalam pewne reguły, którymi chcę się podzielić.

  1. Zrezygnowałam z obwiniania siebie.

Wszyscy mamy dobre intencje, czyż nie tak? Ranimy innych lub sami zostajemy skrzywdzeni – wszystko obraca się przeciwko nam, na przekór zacnym chęciom. August Strindberg ujął całą rzecz w bardzo czytelny sposób:

„Jesteśmy już w piekle. Jest nim właśnie Ziemia, więzienie skonstruowane dla nas przez wyższą od naszej inteligencję. To miejsce w którym nie mogę zrobić kroku bez szkodzenia dobru innych ludzi, gdzie moi współbracia nie mogą się radować, bez sprawienia mi bólu.”

Odstręcza nas, być może, dosadność tego stwierdzenia. Świat, jak wiadomo, oferuje znacznie więcej, aniżeli droga przez mękę. Szkopuł w tym, że nie tylko oduczono nas cieszenia się życiem... Wierzymy również, że cierpienie jest szczęściem! Jak inaczej wyjaśnić wierność mediom, które przekazują brutalne, niepokojące wieści? Słuchanie informacji o wojnach i terroryzmie jest przygnębiające. Nie mamy nad tym kontroli, jesteśmy jednak odpowiedzialni za myśli, one z kolei wpływają na to, czy patrzymy na wszystko z lękiem czy z ufnością. Osąd komplikuje wszystko, nawet pisanie książki! Wczorajszy wieczór przez kilka godzin nie mogłam ruszyć z miejsca. Wątpliwości budził taki czy inny cytat z bestselleru… Lepsze jest wrogiem dobrego, lecz w ostatecznym rachunku prostota jest najlepsza. Jak ujął to Arthur Rimbaud:

„Wierzę, że jestem w piekle, a więc w nim jestem.”

Tę oczywistą prawdę można parafrazować: „Mam przeświadczenie, że świat to wspaniałe miejsce!” Innymi słowy to, co bierzemy za dobrą monetę, staje się wiarygodne. Należy pamiętać: rzeczywistość tworzą nasze myśli. Stąd właśnie kolejny punkt na mojej liście:

2. Staram się kontrolować refleksje.

To konieczne, mam silne tendencje do negatywizmu oraz depresji. Każdego ranka po przebudzeniu szukam powodów do zmartwień: już do tego przywykłam. Od pewnego czasu próbuję jednak całą rzecz monitorować. Moim celem jest zrealizowanie buddyjskiej maksymy:

3.Próbuję żyć tak, by móc powiedzieć: „Ten dzień jest świetnym dniem.”

Jestem uzależniona od cierpienia – to dla mnie bardzo trudne! Nie poddaję się jednak i realizuję kolejne podpunkty z mojej ważnej listy:

4.Nie podejmuję decyzji w rozdwojeniu, lecz świadomie. Akceptuję to, czego chcę.

To nie takie proste, jako że dominujący rodzic nie pozwolił mi dorosnąć. Przekonana o własnej ułomności, nie pozwalam decydować innym.

5.Przekonuję się, że lubię być szczęśliwa. Programuję zadowolenie, zmuszam się do niego.

Uwierzcie mi, to nie lada wyzwanie dla osoby przywykłej do depresji!

6.Nagradzam się świadomie i bez poczucia winy. Akceptuję nagrody.

Staram się to robić codziennie: coraz chętniej wyjmuję grosz z portfela i przeznaczam go na drobne przyjemności. Uświadamiam sobie, że mam rację prosząc o coś dobrego... Że zawsze proszę o coś dobrego.

8.Jestem po swojej stronie.

Mój wizerunek własnej osoby jest bardzo wypaczony, mówi się jednak, że na poprawę nigdy nie jest za późno. Mam taką nadzieję.

9.Nie pozbawiam się TEGO MOMENTU. Mogę brać z niego, co zechcę. Jego komunikat brzmi: „Ty jesteś/Nie jesteś ważna.”

Żyjemy TERAZ, na przekór temu, czego nas nauczono.

10.Jeśli chcę coś zrobić – robię to.

Muszę przyznać, że niezwykle rzadko stosuję się do tego punktu… Umieściłam go jednak na liście. Któregoś dnia, być może, najdzie mnie ochota, aby się upić – i naprawdę to zrobię!

1Susan Forward,Craig Buck “Toksyczni rodzice.” Ten cytat oraz poniższe pochodzą z internetu.