Wednesday, October 26, 2022

The voice/Głos

 

Our fellow men are black magicians. And whoever is with them is a black magician on the spot. Think for a moment, can you deviate from the path that your fellow men have lined up for you?” - Don Juan asked. My life is like the bloody binomial theorem: I don’t get what’s going on. Our world is a school that teaches not to think. Ever since I remember, I felt like the only Cristian between Jehovah’s Witnesses. For some years I fought my own war with elderly Rocco, who gave the impression of the plate of pasta “believer.” Is that what it was? Every Friday in the Day-Care Psychiatric Unit we’re lying on the floor, and listening to music. Our therapist is helping us to relax: the fact that I don’t see him changes everything.

When I look at someone, it seems that he speaks for itself. Otherwise I hear only a voice, and it’s easy not to believe anything he says. I was taught to think that I care about other people’s opinion. It depends on the circumstances: let’s imagine that l’m buying something in the crowded grocery store. Other customer’s are sort of invisible: I don’t really see them, until I start talking to myself. At this point, they are staring at me, becoming increasingly important. It happens because they are serving to sustain the my ego. You can say that the illusory society gives support to illusory Danka Markiewicz…

It reminds me of the game “Who I am?” Everyone receives a small cardboard: you can’t look at it, but the others are seeing the picture. You have to ask: am I a man? An animal? A Fruit? A toy? In short, you hear it from somebody else who you are. You want to believe, only to feel how it’s like to be one of them. It’s not fun: in the whole my life I was thinking they are banal and invisible… My stay in the Day-Care Psychiatric Unit taught me that the “boring self” is an illusion. Our real voice keeps asking, just like in the song: “Tell me why/When I scream, there's no reply When I reach out, there's nothing to find/When I sleep, I break down and cry.” There is no point to wait! The voice you’re missing is your own.

Nasi współbracia to czarni magowie. Będąc jednym z nich stajesz się czarnym magiem. Pomyśl przez chwilę, możesz zboczyć ze ścieżki, którą ci wyznaczyli?” - zapytał don Juan. Moje życie to cholerny dwumian Newtona: nie mam pojęcia, o co w nim chodzi. Świat jest szkołą, która uczy nie myśleć. Odkąd pamiętam, czułam się jak jedyny chrześcijanin na zebraniu Świadków Jehowy. Przez lata toczyłam prywatną wojnę ze starszym Rocco, który sprawiał wrażenie „wiernego” talerzowi makaronu. Czy naprawdę tak było? Każdego piątku na Dziennym Oddziale Psychiatrii leżymy na podłodze, słuchając muzyki. Nasz terapeuta pomaga się relaksować: fakt, że go nie widzę zmienia wszystko.

Kiedy na kogoś patrzę, mam wrażenie, iż mówi za siebie. W przeciwnym razie słyszę tylko głos, łatwo jest zanegować to, co mówi. Nauczono mnie myśleć, że zależy mi na opinii innych, co zależy od okoliczności. Wyobraźmy sobie, że kupujesz coś w zatłoczonym sklepie. Pozostali klienci są czymś w rodzaju niewidzialnych, nie dostrzegasz ich, dopóki nie zaczniesz mówić do siebie. W tym momencie zaczynają się przyglądać i nabierają znaczenia. Dzieje się tak, bo służą podtrzymaniu mojego ego. Można rzec, iż złudzenie społeczeństwa daje oparcie iluzorycznej Dance Markiewicz…

Przypomina to grę “Kim jestem?” Każdy dostaje mały kartonik, nie można patrzeć na obrazek, widzą go jednak inni. Zadajesz pytania: jestem człowiekiem? Zwierzęciem? Owocem? Zabawką? Krótko mówiąc, ktoś inny mówi ci, kim jesteś. Musisz uwierzyć, żeby poczuć jak to jest być jednym z nich. To nic zabawnego: przez całe życie myślałam, że są banalni, niewidzialni… Pobyt na Dziennym Oddziale Psychiatrii nauczył mnie, że “nudne ja” jest złudzeniem. Nasz prawdziwy głos ciągle pyta, zupełnie jak w piosence: ”Powiedz, czemu/Nikt nie odpowiada, gdy krzyczę Nie znajduję niczego kiedy wyciągam rękę/Wybucham płaczem, gdy zasnę.” Na próżno czekasz! Głos, którego ci trzeba to twój własny.

Saturday, October 22, 2022

Panzerotti

It’s amazing how the life provides all the answers. Few days ago I was chatting with Ania and Krzyś: I revealed them that since I moved to Italy with my husband, I felt hugely threatened by my mother-in-low. Never mind that she was always extremely polite, cared for me and helped to raise my children. I felt lonely surrounded by Angelo’s family, and totally convicted that everyone is against me. I remember being jealous of the specialities which Maria did especially for her son. I watched him reluctantly feasting on sweet panzerotti with nuts… In fact, Maria was preparing something nice also for myself, but I did all I could do not to see it. 

Later that day, one of my colleagues talked about his problems with jealousy: he suspected his wife of seeing another man, and ended his marriage. He had no grounds, but was convicted despite the lack of evidence because he didn’t believe women. For many years, my friend witnessed how his father accused his mother of betraying him. To me, it was the same: I grow up hearing the story of my mother, attacked by the cruel mother-in-low. I really identified with her, and for 10 years of my marriage I lived in my own world, “abandoned” by Angelo and his family.

My mother’s story made a deep, burning impression on me. She talked about herself, but what I learned from her who I am. You could say that I turned into a small mouse, hidden in my own belly. For my whole life, I looked after the small creature: thanks to her, I wasn’t alone. The world around me was dangerous: I was surrounded by the cats, ready to eat my precious little friend. Yesterday I talked about it with Krystian. “You could say that our mice made a deal!” - He said. I swear, that I began to look at him in a different way. He wasn’t a bloody cat any more! It’s easy to transfer a problem to someone else, if you believe that he’s different, but we are all the same.

To niezwykłe, jak życie udziela odpowiedzi. Parę dni temu rozmawiałam z Anią i Krzysiem. Opowiadałam im, że czułam się zagrożona przez teściową, odkąd przeniosłam się do Włoch. Nieważne, iż była dla mnie dobra, pomagała wychować dzieci: czułam się osaczona przez rodzinę Angelo i pewna, że są przeciwko mnie. Pamiętam zazdrość o smakołyki, które szykowała dla swego syna. Patrzyłam z niechęcią, jak zajada słodkie panzerotti z orzechami… Tak naprawdę, Maria szykowała coś smacznego dla mnie, robiłam jednak co mogłam, aby tego nie widzieć.

Tego samego dnia, nieco później mój kolega mówił o problemach z zazdrością. Podejrzewał żonę, że widuje innego mężczyznę, niszcząc swoje małżeństwo. Nie miał do tego podstaw, był jednak przekonany, pomimo braku dowodów, bo nie wierzył kobietom. Przez wiele lat był świadkiem, jak ojciec oskarża matkę o zdradę. Jeśli o mnie chodzi, sprawa wyglądała podobnie, wychowałam się słuchając historii mojej matki, atakowanej z okrucieństwem przez teściową. Identyfikowałam się z nią, przez 10 lat małżeństwa żyłam we własnym świecie, “opuszczona” przez Angelo i jego rodzinę.

Można rzec, że dzieje matki wywarły bardzo głęboki wpływ: mówiąc o sobie, nauczyła mnie, kim jestem. Można powiedzieć, że zmieniłam się w myszkę, ukrytą w moim brzuchu. Przez całe życie, opiekowałam się maleństwem. Dzięki temu nie czułam się samotna. Świat wokół mnie był niebezpieczny, otaczały mnie koty, gotowe zjeść małą przyjaciółkę. Wczoraj rozmawiałam o tym z Krystianem. “Można powiedzieć, że nasze myszy dogadały się ze sobą!” - powiedział. Przysięgam, że spojrzałam na niego w inny sposób. Nie był już przeklętym kotem! Łatwo przenieść problem na kogoś innego, jeśli wierzysz, że jest inny, ale jesteśmy tacy sami.


Saturday, October 15, 2022

Yesterday/Wczoraj

Much to my surprise, I am feeling so much better since returning to Poland at the end of June. What happens is a small miracle: I feel good between people. For most of my life, I felt like the crazy native Indian drawn by one of my mates. He’s wearing a noble plume hat: a symbol of wisdom, and not looking at three cats, he’s so high and lonely. I’ve felt lost out of place and different, I had the impression that there is complete lack of understanding. The rest of the world was thinking about food and money, but the Day-Care Psychiatric Unit taught me that we’re alike. I try not to hide anything, and believe that my reflections are useful for the others. 

Yesterday for example I was talking about invoking the devil, metaphorically speaking. For many years is stalking me the punishing hand, my own obviously. I’m treating myself like a stepmother, and don’t allow to find happiness. The last Saturday for example I was taking advantage of the beautiful weather. I went to the Chełm’s Hill, I sat on the grass looking at the greenery bathed in the sun. After returning home I felt a surge of depression. It’s normal, and happens every two days more or less. I feel like punishing myself for a moment of happiness. I got so fed up, and concentrated trying to find out the psychological mechanism. “Why I fall all the time?” - I thought. I discovered something: I couldn’t forgive myself a past humiliation. 

I’m angry, that’s why I have to punish myself. I understood that the whole my life my own hand was covering my mouth, I was doing what I don’t want to. I was suddenly all alone in the world, and gave the signal to arrive of “devil.” It’s a familiar figure, for a long time accompanies me everywhere. “Give me the strength, I’m with you my love!” - He says. This is the deal, I’m giving him the power in exchange of the company. My divided mind shall delegate himself. The Inner Mother is always present, subordinates to herself the Inner Child, and then obeys orders of the others...

Ku mojemu zdziwieniu miewam się znacznie lepiej od czasu powrotu do Polski. Ma miejsce mały cud: czuję się dobrze między ludźmi. Przez większość życia czułam się jak szalony Indianin, narysowany przez kolegę: nosi pióropusz, symbol mądrości, nie patrzy na trzy koty, wyniosły i samotny. Nie mogłam znaleźć swego miejsca, bo czułam się inna: miałam wrażenie, że otacza mnie brak zrozumienia. Reszta świata myślała o jedzeniu i pieniądzach… Dzienny Oddział Psychiatryczny nauczył mnie, że jesteśmy do siebie podobni. Staram się nie ukrywać problemów, wierzę, że moje refleksje są pożyteczne dla innych. 

Wczoraj na przykład opowiedziałam o wywoływaniu diabła, mówiąc metaforycznie. Od wielu lat prześladuje mnie karząca ręka: moja własna, rzecz jasna. Traktuję się niczym macocha i nie pozwalam na szczęście. W ubiegłą sobotę na przykład cieszyłam się z pięknej pogody. Poszłam na Górkę Chełmską, usiadłam na trawie, patrząc na skąpane w słońcu drzewa. Po powrocie do domu poczułam przypływ złego humoru. To normalne: co dwa dni mniej więcej odczuwam przypływ depresji. Jest tak, jakbym karała się za chwilę zadowolenia. Miałam tego dość, skoncentrowałam się, starając odkryć mechanizm psychologiczny… “Dlaczego ciągle upadam?” - myślałam. Dokonałam odkrycia: nie wybaczyłam sobie upokorzeń z przeszłości. 

Jestem zła na siebie, dlatego muszę się karać. Zrozumiałam, że przez całe życie własna ręka zatykała mi usta, robiłam to, czego nie chcę. Poczułam się sama i dałam sygnał do przybycia “diabła.” To znajoma postać: od bardzo dawna towarzyszy mi wszędzie. “Daj mi siłę, jestem z tobą, kochana!” - mówi. Taki mamy układ: oddaję mu siłę w zamian za towarzystwo… Mój podzielony umysł deleguje sam siebie, Wewnętrzna Matka jest ciągle obecna: po pierwsze, podporządkowuje sobie Wewnętrzne Dziecko, następnie zaś słucha nakazów innych...

Monday, October 3, 2022

Waldemar

 

Every single second is an opportunity to change your life because in any moment you can change the way you feel” – Rhonda Byrne wrote. It’s a great truth, because your point of view changes depending which side of the wall you are on. Since I discovered “lingua verde” I see the world differently. Let’s take a Roman Catholic priest. Strange as it may seem, you cannot love him. If I was passionate about the man in black, I would have a large sin to confess. However, despite this he’s respected, in contrast to the prostitute who is very generous when it comes to giving love. As noted by Jodie Picoult, in our world, there is no one truth. There is only what happened, based on how you perceive it. A military chaplain can bless the soldier who will kill the enemies, and “a working girl” can look tenderly at her client. In general we believe in what we see, and wait for others to tell us what we need to do. Being a child means that all adults know better than you… Unfortunately when you’re big it’s just the same! 

The sad example of Lucy Maud Montgomery shows that we have no faith in our own truth. When I was young, I just adored the cycle of novels about Anna of Green Gables. The red haired protagonist marries the handsome doctor, and lives happily surrounded by their adorable children. Reading the novels I imagined that Lucy Maud Montgomery’s married life was sweet as candy. I was wrong: the famous writer was extremely unhappy, and cursed her fate. She wouldn’t listen to her heart, keeping up appearances was more important. Young Lucy rejected her feelings to a farmer: she made the rational choice of marrying college educated Presbyterian minister. The mistake opened her way into a hell. Ewan Mcdonalds was a manic depressive, and his wife was putting a good face on it. Montgomery who suffered mental illness as well was hiding it, convinced that depression doesn’t happened to heroes and icons. When she couldn’t take it any more, she committed suicide, and told the truth writing her farewell letter. Eighty years after her death, the stigma surrounding mental illness is still present, that’s why I’m telling about my stay in the Day-Care Psychiatric Unit. Today one woman confesses that she’s ashamed of her depression: I tired to comfort her revealing the story of Waldemar. 

I suffered nervous breakdown in the high school: I got obsessive-compulsive disorder, I was dismissive and indifferent. I kept my secret from myself and everyone else. Going to college helped me to get back on my feet. I tried to be more sociable, and did well. One day I got chatting with one guy, I tried to make good impression, and failed. Few day later my brother told me that Waldemar would make suggestions that I’m crazy. I was extremely quiet in those days, but strangely I got mad at Waldemar, and told him exactly what I think. I could do this, because he knew my secret, and didn’t have to pretend! We are afraid of loneliness, that’s why we tried to cover our weaknesses from the others. But writing about a happy conjugal life while you’re desperate with your husband is a lie.

Każda chwila daje możliwość zmiany życia, bo można zmienić to, jak się czujesz” – pisała Rhonda Byrne. To wielka prawda, bo punkt widzenia zmienia się w zależności od strony muru, po której stoisz. Od czasu odkrycia “lingua verde” widzę świat inaczej. Weźmy księdza katolickiego: dziwne, lecz nie można go kochać. Gdybym czuła pasję do jednego z panów w czerni, musiałabym spowiadać się z grzechu. Pomimo tego, wzbudza szacunek, w przeciwieństwie do prostytutki, która chętnie daje miłość. Jak zauważyła Jodie Picoult, nasz świat nie uznaje jednej prawdy. Istnieją zdarzenia, oparte na tym, jak je postrzegasz. Kapelan wojskowy może błogosławić żołnierzy, który idą zabijać, prostytutka zaś patrzeć na klienta z czułością. Zasadniczo wierzymy w to, co widzimy, czekamy aż inni powiedzą nam, co mamy robić. Bycie dzieckiem oznacza, że dorośli wiedzą lepiej od ciebie… Pechowo, kiedy jesteś duży jest tak samo! 

Smutny przykład Lucy Maud Montgomery pokazuje, że nie mamy zaufania do własnej prawdy. Kiedy byłam mała, uwielbiałam cykl książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Rudowłosa bohaterka poślubiła przystojnego lekarza, żyła szczęśliwie otoczono przez urocze dzieci. Czytając powieści wyobrażałam sobie życie Lucy Maud Montgomery słodkie jak cukierek. Byłam w błędzie: słynna pisarka była bardzo nieszczęśliwa, przeklinała swój los. Nie słuchała serca, odrzuciła uczucia do farmera, wybierając racjonalnie poślubienie wyedukowanego na studiach protestanckiego księdza. Ten błąd otworzył jej wrota do piekła. Ewan Mcdonalds cierpiał na depresję maniakalną, jego żona postanowiła całą rzecz ukrywać. Montgomery, która też cierpiała na chorobę psychiczną robiła dobrą minę do złej gry, przekonana że depresja nie zdarza się osobom na świeczniku. Kiedy nie mogła tego znieść, popełniła samobójstwo, wyznając prawdę w liście pożegnalnym. Osiemdziesiąt lat po jej śmierci stygmat związany z chorobą umysłową jest nadal obecny, dlatego opowiadam o pobycie na Dziennym Oddziale Psychiatrycznym. Dziś jedna z pań wyznała, że wstydzi się depresji, chciałam ją pocieszyć historią Waldemara. 

Cierpiałam na załamanie nerwowe w szkole średniej, miałam nerwicę natręctw, byłam wycofana i obojętna. Trzymałam całą rzecz w sekrecie przed sobą i innymi. Pójście na studia pomogło mi stanąć na nogi, starałam się być towarzyska, szło mi całkiem dobrze. Pewnego razu wdałam się w rozmowę z pewnym chłopakiem, chciałam wywrzeć dobre wrażenie, bezskutecznie jednak. Parę dni później brat doniósł mi, że Waldemar czynił sugestie, że jestem stuknięta. Byłam nadzwyczaj spokojna w tamtych czasach. Dziwne, lecz rozgniewałam się na Waldka i powiedziałam mu co myślę. Mogłam to zrobić bo znał mój sekret. Boimy się samotności, dlatego ukrywamy nasze słabości przed bliźnim. Ale pisanie o szczęśliwym życiu małżeńskim kiedy tkwisz w desperacji z mężem to kłamstwo.