Showing posts with label Psychology. Show all posts
Showing posts with label Psychology. Show all posts

Friday, February 17, 2023

23.Io posso amare

 

As I wrote before, I’m dealing with shame, in the last weeks the emotion transformed into a state of being. It’s a sign that the shame turns into an identity and becomes toxic. It’s a painful emotion, and drains the energy. “To heal toxic shame you need to come out of hiding” – I read. “We cannot change out ‘internalized’ shame until we ‘externalize’ it.” That’s what I’m doing, last week I went to see my in-lows and Antonietta, I also called my friends. Anna revealed me a funny story. 

She was just back from the church, after a Holy Mass she liked a lot. She was still living in the atmosphere of solemnity, but only she crossed the threshold of her apartment, she felt a very bad smell… It occurred that a malfunction in the toilet just triggered sort of catastrophe. There was a lot of poo all over the floor… The first thought of my friend Anna was: “Damn it!” Such a misfortune brings the mood down! But then, she decided not to be angry, and sing the church music: “Bless You Lord.” 

We are deciding that there are two things, the bad and the good one. Our mind is endowing negative qualities, we are judging all the time. Checking the forecast we’re deciding first, that the cold is depressing. Good soldier Svejk is happy: instead of judging he’s praising the jail and mental institute, where he’s fed with bread and milk… The thought of evil is causing fear, but reality you don’t judge gives reason for being happy. I’m dealing with toxic shame not because the others are nasty. I keep judging myself, and find guilty… In that way, “io non posso amare me stessa.”

Jak pisałam wcześniej, jestem trapiona przez wstyd, w ciągu ostatnich miesięcy ta emocja przekształciła się w stan istnienia. To znak że wstyd zmienił się w tożsamość i stał toksyczny. To bolesna emocja, odbiera energię. Mam symptomy toksycznego wstydu jak niepokój, ukrywanie mojej “wadliwej i niedoskonałej” osoby, poczucie winy, uczucie upokorzenia, niska ocena własna… “Aby uleczyć toksyczny wstyd trzeba wyjść z ukrycia” – czytam. “Nie możemy zmienić “wewnętrznego” wstydu dopóki nie wydostaniemy go na zewnątrz.” To właśnie chcę zrobić, koniec z ukrywaniem. Pojechałam odwiedzić teściów i Antoniettę, zadzwoniłam też do znajomych. Anna opowiedziała mi zabawną historię. 

Właśnie wróciła z kościoła po mszy która bardzo się jej podobała. Była w podniosłym nastroju, lecz przekroczywszy progi mieszkania poczuła okropny zapach. Okazało się że awaria w ubikacji wywołała coś w rodzaju katastrofy. Na podłodze leżały odchody… Pierwszą myślą Anny było: “Do cholery!” Taka przygoda może zepsuć nasz nastrój! Następnie jednak zdecydowała że nie będzie zła, i zaśpiewa kościelną pieśń: “Błogosławię cię Panie.” 

Decydujemy, że istnieją dwie rzeczy, niepożądana i dobra. Nasz umysł przypisuje cechy negatywne: oceniamy bez przerwy, sprawdzając pogodę postanawiamy najpierw, że przygnębia nas zimno... Dobry wojak Szwejk jest radosny, ponieważ nie osądza. Wychwala zalety więzienia i zakład psychiatryczny, gdzie karmią maczaną w mleku bułeczką. Myśl o istnieniu zła napełnia słusznym lękiem: rzeczywistość, której nie oceniasz, daje powód do szczęścia. Borykam się z toksycznym wstydem nie z winy innych. Bez przerwy siebie osądzam i uznaję za winną… W ten sposób “io non posso amare me stessa.”





Friday, February 10, 2023

22.Io posso amare

 

It is three o’clock and since the morning, I have eaten: cereals and coffee, chocolate and coconut-filled candy bar, a lot of bananas, lemon with honey, pasta for lunch, sandwiches, cucumber, cocoa biscuits… “Binge eating makes sense if you have the feeling of endless void” – I read. “Eating can be a symbolic way of filling that void.” I agree with it, that’s why it’s so difficult to stop binge eating every 15 minutes or so! Sometimes eating can save a life, like that bloody Sunday a couple of weeks ago. At some point I felt really down… But in the very moment I remember that “zio Paolo” (uncle Paolo) gave to my husband two jars of home made jam.

I opened one of them: it tasted lovely! Needles to say that finished it on my own, along with crispy bun. After that, I felt much better somehow… “There is some pleasure in eating which can act as a temporary distraction from the emotional pain” – I read. “The needs that are unmeet of those who are living with depression can be a wide range of possibilities from feeling lonely hopeless purposeless and worthless.”

That’s how I feel. Recently I am upset for no reason… Actually there is a reason. I’m struggling with difficult emotions: on the one hand, eating is giving some comfort, on the other hand – I feel guilty about what I’ve eaten. Yes, I feel down recently but sometimes a small thing like “zio Paolo” jam can make a difference. It’s more than a food: every time when I see the second jar in the fridge, I remember that there is someone who likes you a bit… A reason that despite everything, “posso amare me stessa.”

Jest trzecia po południu i od rana zjadłam: płatki śniadaniowe z kawą, czekoladę, baton kokosowy, dużo bananów, cytrynę z miodem, makaron na obiad, kanapki, ogórki, ciastka kakaowe… “Objadanie się ma sens jeśli czujesz nieskończoną pustkę” – czytam. “Jedzenie jest symbolicznym sposobem wypełnienia pustki.” Zgadzam się z tym, dlatego tak trudno jest przestać jeść mniej więcej co 15 minut! Czasami ratuje życie, jak w tę okropną niedzielę 2 tygodnie temu. W pewnym momencie naprawdę źle się poczułam… Lecz w tej samej chwili przypomniałam sobie że “zio Paolo” (wujek Paolo) podarował Angelo 2 słoiki własnoręcznie robionego dżemu.

Otwarłam jeden z nich: smakował wspaniale! Nie trzeba dodawać, że zjadłam wszystko (z chrupiącą bułeczką). Poczułam się trochę lepiej… “Jedzenie sprawia pewną przyjemność, która odwraca uwagę od bólu psychicznego” – czytam. “Niespełnione potrzeby tych, którzy żyją z depresją są bardzo różne, od poczucia samotności do uczucia beznadziejności, bycia pozbawionym celu oraz wartości.”

Tak właśnie się czuję. Ostatnimi czasy jestem smutna bez powodu… Tak naprawdę, istnieje powód. Walczę z trudnymi emocjami: jedzenie z jednej strony zapewnia pocieszenie, z drugiej jednak czuję się winna z powodu objadania. Tak, czuję się przygnębiona lecz czasem mała rzecz, jak dżem od “zio Paolo” czyni pewną różnicę. To coś więcej niż jedzenie, przypomina że ktoś na tym świecie cię lubi… Dobry powód, pomimo wszystko “posso amare me stessa.”


Tuesday, January 31, 2023

Napoleone

 

I should be writing about something special, maybe… Like Internet. I have read that Giacomo Leopardi was the son of Count Monaldi. His father owned a very rich library – some 40 000 books! Well thanks to the Internet I have access to much more, haven’t I? Actually this is a good news in a way. I need it badly because I feel really down recently. The last time I smiled when Rocco called our cat Fuffy “Napoleone.” This is because the pet is very serious, he says. I think about happiness despite I’m depressed. “Let’s be honest – figuring out how to be happy with yourself in the moment can be a bit of struggle” – I read. “Many of us find ourselves thinking, I’ll be happy when…” 

It’s very true, still we cannot be happy in a different moment, but only now! I laughed when Rocco joked: “Napoleone smiled three times when he was little, and then become serious.” For a little while, everything was all right… Clearly, nothing changed, my reality was just like always. The “perfect moment” was different because for a second I allowed myself to focus on what is good, not what is wrong or missing. That’s the secret of my beloved good soldier Josef Svejk. He’s famous for being always perfectly happy, never mind if he’s in his favourite pub, in jail or in the mad house… 

This happens because Svejk is never judging, like the others do. Himself, he’s all right even considered an idiot by the doctors… He likes the old prison cell, and prises the good days he spent in the Mental Institute. Again, the secret is: what you focus on you get more of it. Svejk is only focused on good things, like nice shower in the Psychiatric Hospital. He’s even boasting the benefits of the prison cell… “Always remember, your focus determines your reality!” - Someone wrote. In the darkest days, we must just keep looking towards the light. The “always serious” Napoleone would always focus on the war, and it become his life. Despite all his richness and fame, probably wasn’t happy at all.

Powinnam mówić o czymś specjalnym, być może… Jak Internet. Czytałam, że Giacomo Leopardi był synem księcia Monaldi. Jego ojciec posiadał bardzo bogatą bibliotekę – około 40 tysięcy książek! Dzięki internetowi, mam dostęp do większej ilości, czyż nie tak? W pewnym sensie to dobra wiadomość. Potrzeba mi jej, bo czuję się bardzo przygnębiona ostatnio. Ostatni raz uśmiechałam się, kiedy Rocco nazwał naszego kota Fuffy “Napoleone.” To dlatego, że czworonóg jest bardzo poważny, twierdzi. Myślę o szczęściu, pomimo przygnębienia. “Bądźmy szczerzy – odkrycie, jak być szczęśliwym ze sobą w tym momencie może być trudne” – czytam. “Wielu z nas myśli, będę szczęśliwy, kiedy…” 

To prawda, nie możemy jednak być szczęśliwi w innym momencie, tylko teraz! Śmiałam się, kiedy Rocco żartował: “Napoleon uśmiechnął się trzy razy, kiedy był mały, a potem spoważniał.” Przez chwilę, wszystko było w porządku… Rzecz jasna, nic się nie zmieniło, moja rzeczywistość była taka, jak zawsze. “Doskonały moment” był inny, bo przez chwilkę pozwoliłam sobie skoncentrować się na tym, co dobre, a nie na tym, czego mi brak lub co jest nie tak. To sekret mojego ulubieńca, dobrego wojaka Szwejka. Jest sławny, bo zadowolony był zawsze, nieważne czy znajdował się w ulubionym pubie, w więzieniu czy domu wariatów. 

Dzieje się tak, bo Szwejk nigdy nie osądza, jak inni. On sam jest w porządku nawet uznany za idiotę przez lekarzy. Podoba mu się cela więzienna, wychwala dobre dni, spędzone w zakładzie psychiatrycznym… “Zawsze pamiętaj, to na czym się koncentrujesz determinuje twoją rzeczywistość!” - napisał ktoś. W najciemniejszych dniach trzeba patrzeć w stronę światła. “Zawsze poważny” Napoleon koncentrował się na wojnie, która stała się jego życiem. Pomimo całego bogactwa i sławy, zapewne nie był wcale szczęśliwy.




Thursday, January 19, 2023

20.Io posso amare

 

I’m reading the 97th issue of Dylan Dog. “Behind the curtain” is a story of a family with twin boys. One evening the youngsters are spying on while their parents are having sex. Angry father is punishing Michael by locking him in a room with no light. The boy started the fire, and got burn. The whole family feels guilty about it, especially when the unlucky boy later on is dying in an unfortunate accident. His mother won’t accept his death: she keeps talking to “Michael” all the time. Poor Paul – the second twin boy – is very understanding. Wanting to help his mother, he’s behaving like also himself he’s “seeing” Michael.

„Lacan also believes that our desires are actually the desires of the others. Desires that we call our own are actually the constructed desires. Whatever we desire is actually the desire that is not our own but the desires of society, desires of our relations passed on to us” – I read. The story of Paul could be a good metaphor. His mother would expect him to behave just like Michael is still alive. For many years the poor boy has to play his role… So we are. The society isn’t interested in the „real” personality. Metaphorically saying, our parents and teachers can see our twin – which is the „perfect child.” 

They all want the well-behaving pupil, so we’re playing our role, pretending that actually it’s really us. As a consequence of long-term faking, also Paul, just like his mother started „seeing” Michael. Also to us, the desires of society – a perfect member of community, which is us – becomes very real. That’s why people are so similar. In fact, most of us are just pretending to be someone we are not. After so many years of playing role of the „good pupil” we cannot truly be ourselves… Because of that, saying „io posso amare me stesso” (I can love myself) isn’t easy.

Czytam numer 97. Dylan Doga. “Za kurtyną” to opowieść o rodzinie z dwojgiem bliźniąt. Pewnego dnia chłopcy podglądają rodziców, którzy uprawiają seks. Rozgniewany ojciec karze Michaela zamykając go w pokoju bez światła. Chłopak wznieca pożar, zostaje poparzony. Cała rodzina czuje się winna, zwłaszcza gdy pechowy młodzieniec ginie w nieszczęśliwym wypadku. Matka nie akceptuje jego śmierci: mówi do “Michaela” bez przerwy. Biedny Paul – drugi z bliźniąt – jest pełen zrozumienia. Chcąc pomóc matce, zachowuje się jakby “widział” Michaela.

“Lacan wierzy, iż nasze pragnienia są życzeniami innych. Pragnienia które nazywamy naszymi są tak naprawdę skonstruowane, Czegokolwiek sobie życzymy, tak naprawdę jest to nie nasze pragnienie. Należy do społeczeństwa, ludzi z którymi tworzymy związki, zostało nam podrzucone.”Dzieje Paula mogą być dobrą metaforą. Matka oczekuje, że będzie zachowywał się tak, jakby Michael był wciąż żywy. Przez wiele lat biedny chłopiec gra swoją rolę… My też tak robimy. Społeczeństwo nie jest zainteresowane „realną” osobowością. Metaforycznie mówiąc, rodzice i nauczyciele widzą naszego bliźniaka – to „doskonałe dziecko.”

Chcą dobrze zachowującego się ucznia, gramy więc naszą rolę, udając że o nas chodzi. W konsekwencji długiego udawania Paul, podobnie jak matka, zaczyna „widzieć” Michaela. Również dla nas, życzenie otoczenia – doskonały członek społeczeństwa, czyli my – staje się realny. To dlatego ludzie są podobni do siebie. Większość z nas udaje tego kim nie jest. Po latach odgrywania „dobrego ucznia” nie potrafimy już być sobą… Dlatego stwierdzenie „io posso amare me stesso” (mogę kochać siebie) nie jest łatwe.




Saturday, January 14, 2023

19.Io posso amare

 

Many years ago I read a real-life story about the young Chinese who fell in love. She was over the moon: the precious days spent with her beloved man were the happiest in her whole life. They were planning to get married, one day however he just left her without telling why. The poor Chinese broke down, and spent some time in Mental Institute. After she come out of there she changed completely, and become a cold woman of career. She has succeed, and not only made a lot of money, but was about to marry a very rich man. Again, the Chinese was planning her wedding, when the firs guy appeared. 

He wanted to go back with her, and much to everybody’s surprise she broke with her rich fiancee. The Chinese business woman wasn’t stupid: she was convinced that the “old guy” wanted to be with her only because of money. She took him back only because of the happy days in the past. The memories meant so much to her, that nothing compared to them… Seems strange, but actually it isn’t. “I wish there was a way to know that you were in the good old days before you’ve actually left them!” - Someone said. Apparently we always think that the past is better than present. This is a really a phenomenon, the main reason is fear. 

There is a story about a prisoner who said that the most fearful day of prison for any prisoner is the day before you are released and have your freedom back. “The prison bars had become so familiar that you don’t know how to live without them” – He added. When you look at your past, you’re able to reflect on it knowing what is happened next. It’s giving us a sense of certainty. The prisoner prefers his well-known past in the jail: the future is unknown rather than promising… That’s why he’s afraid of the life outside the prison bars. The Chinese business woman was smart, but also sort of trapped in the past. It seems to be better, but only in the present moment „io posso amare” (I can love).

Wiele lat temu czytałam historię z życia wziętą o młodej zakochanej Chince. Była w siódmym niebie: cenne dni spędzone z ukochanym były najszczęśliwsze w jej życiu. Planowali się pobrać, on jednak pewnego dnia odszedł nie mówiąc dlaczego. Biedna Chinka załamała się i trafiła do zakładu psychiatrycznego. Kiedy stamtąd wyszła, zmieniła się całkiem, i stała zimną kobietą kariery. Odniosła sukces, nie tylko zarobiła dużo pieniędzy, miała też poślubić bogatego człowieka. Znów planowała wesele, kiedy na horyzoncie pojawił się pierwszy narzeczony. 

Chciał znów się spotykać: ku zdziwieniu wszystkich, kobieta zerwała zaręczyny i wzięła go z powrotem. Chińska business woman nie była głupia, tak naprawdę myślała, że “dawny facet” chciał z nią być dla pieniędzy. Przyjęła jego ofertę ze względu na szczęśliwe dni z przeszłości. Wspomnienia tak wiele dla niej znaczyły, nic się nie mogło z nimi równać… Wydaje się dziwne, ale tak nie jest. „Chciałbym aby istniał sposób żeby wiedzieć, że przeżywasz stare, dobre dni zanim miną!” - powiedział ktoś. Wygląda na to, że zawsze myślimy, iż przeszłość jest lepsza niż teraźniejszość. To prawdziwy fenomen, jego przyczyną jest strach. 

Istnieje historia o więźniu który powiedział, że najbardziej przerażający dzień w życiu aresztanta to ten, kiedy następnego dnia masz wyjść ze swego więzienia i odzyskać wolność. “Kraty aresztu stały się tak znajome, że nie wiesz jak masz żyć bez nich” – dodał. Kiedy spoglądasz w przeszłość potrafisz powiedzieć co się wydarzy. Daje to poczucie pewności. Więzień preferuje dobrze znaną przeszłość w areszcie: przyszłość jest raczej niepewna, niż obiecująca… Dlatego boi się życia po drugiej stronie krat. Chińska business woman była inteligentna, ale uwięziona w przeszłości. Wydaje lepsza, ale tylko w chwili obecnej „io posso amare” (mogę kochać).




Monday, January 9, 2023

17.Io posso amare

 

I like the phrase “drag yourself” and I’m using it quite often. It clearly reflects my attitude towards life. Nothing more nothing less… The urge of existence and low energy. This happens because I don’t give enough credit to the good things. It’s been a long time that I’m not able to appreciate anything in my life… There is a term in psychology: hedonic adaptation. It’s about the human tendency to getting used to everything. Apparently we have the capacity to maintain the same way of feeling: we adapt to the bad or good experience, and return to our so called baseline happiness. 

Clearly most of us we aren’t walking around thinking about how fortunate we are… But being present minded it’s the key to being happy. “Everything that happens, happens in the present moment” – Myrko Thum wrote.” “Everything that ever happened and will ever happen can only happen in the present moment. It is impossible to exist outside of it.” Even if it’s obvious, we’ve learned the long, long lesson how to think about the future, or worry about our past. 

Living now can be really difficult, but it’s a solution to many of life’s problems. That’s why  “Io posso amare vita adesso” (I can love life now). I’m trying to find some useful tips how to live in the present moment. The number one: appreciate what you already have. Like Internet, it’s a genius: one things leads to another, and it’s always teaching something new. Writing this blog post for example I discovered that I have so called “imposter syndrome.” Interesting!

Lubię określenie “wlec się.” Tak dobrze oddaje mój stosunek do życia! Nic dodać, nic ująć… Przymus egzystencji i zmęczenie kompletne. Dzieje się tak bo nie zauważam dobrych rzeczy. Od dłuższego czasu nie doceniam mojego życia… Istnieje termin w psychologii: adaptacja hedonistyczna. Chodzi o ludzką tendencję do przywykania. Wygląda na to, że mamy zdolność utrzymywania jednakowego poziomu odczuwania: dostosowujemy się do dobrych lub złych doświadczeń, po czym wracamy do zwykłego poziomu zadowolenia. 

Rzecz prosta, większość z nas nie chodzi po świecie myśląc, jak wiele mamy. Życie w momencie obecnym to jednak klucz do szczęścia. “Wszystko co się zdarza, zdarza się w momencie obecnym” – pisze Myrko Thum. “Wszystko co się zdarza, lub wydarzy w przyszłości ma lub będzie mieć miejsce teraz. Jest niemożliwym istnienie poza chwilą obecną.” Pomimo, że to oczywiste, wyuczono nas długą lekcję myślenia o przyszłości lub martwienia się przeszłością. 

Życie teraz może być trudne, ale to rozwiązanie wielu problemów egzystencji. Dlatego właśnie “Io posso amare la vita adesso” (mogę kochać życie teraz). Staram się znaleźć użyteczne rady jak żyć chwilą obecną. Oto pierwsza: doceniaj to co już masz. Jak Internet na przykład. Jest genialny: jedna rzecz wiedzie do kolejnej, zawsze uczy czegoś nowego. Pisząc te słowa odkryłam na przykład że mam tak zwany syndrom oszusta. Ciekawe!



Thursday, January 5, 2023

16.Io posso amare

 

Usually one sachet contains only one tablespoon of sugar, but few days ago in the cafe I’ve found an interesting inscription on it. It read: “La vita e’ adesso” (life is happening now). I discovered a song of this title: “There is no better time than now Get up and go Life is happening now Life is happening all around Every morning there is a brand new chance to be who you want to be” – It says. To me it’s a bit cruel. Why, for the most of us life is about repeating the same things, and getting the same result. There is a story about a prisoner who said that the most fearful day of prison for any prisoner is the day before you are released and have your freedom back. “The prison bars had become so familiar that you don’t know how to live without them” – He added. 

That’s the life, for so many of us: a matter of habit that you have created. You did it for a reason – it’s a cause of your habit. Considering that most of us, we’re doing the same things: wake up at the same time, eat the same breakfast, take the same route to work and so on, the reason might be… Being just like everybody else. „Lacan also believes that our desires are actually the desires of the others. Desires that we call our own are actually the constructed desires. Whatever we desire is actually the desire that is not our own but the desires of society, desires of our relations passed on to us.” - I read. What feels familiar seems real, and what is unfamiliar, can be frightening… That’s a good reason to miss the well-known prison, with the precious daily routine. After so many years behind the bars has the world outside become unfamiliar. 

But our prisoner is wrong. This moment, isn’t good or bad. Technically it is both and it is neither. The problem isn’t the word outside the well known prison, but the fact that our mind tends to avoid this moment. We are depressed, because we are living in the past, or anxious when our thoughts are drifting somewhere in the future…Our awareness shapes the reality that we experience. „Believe that life is worth living and your belief will help create the fact.If you believe that feeling bad or worrying long enough will change a past or future event, then you are residing on another planet with a different reality system.” - William James wrote. That’s why „io posso amare la vita… Adesso” (I can love my life… Now).

Jedna saszetka zazwyczaj zawiera tylko jedną łyżeczkę cukru, ale parę dni temu znalazłam na niej ciekawy napis: “La vita e’ adesso” (życie jest teraz). Odkryłam piosenkę o tytule “Life is happening now”: Nie ma lepszego momentu niż teraz Wstawaj i idź Życie zdarza się teraz Życie jest wokół ciebie Każdego ranka dostajesz nową szansę kim chcesz być” – mówi. Jeśli o mnie chodzi, to trochę okrutne. Dla większości z nas życie polega na powtarzaniu tych samych rzeczy, osiągając ten sam rezultat. Istnieje historia o więźniu który powiedział, że najbardziej przerażający dzień w życiu aresztanta to ten, kiedy następnego dnia masz wyjść ze swego więzienia i odzyskać wolność. “Kraty aresztu stały się tak znajome, że nie wiesz jak masz żyć bez nich” – dodał. 

To właśnie życie dla wielu z nas, kwestia nawyku który każdy z nas stworzył. Uczyniłeś to z jakiegoś powodu – to jego przyczyna. Biorąc pod uwagę, że większość z nas robi te same rzeczy: budzimy się o tej samej porze, jemy takie samo śniadanie, pokonujemy identyczną drogę do pracy powód to być może… Chęć bycia takim samym, jak inni. “Lacan wierzy, iż nasze pragnienia są życzeniami innych. Pragnienia które nazywamy naszymi są tak naprawdę skonstruowane, Czegokolwiek sobie życzymy, tak naprawdę jest to nie nasze pragnienie. Należy do społeczeństwa, ludzi z którymi tworzymy związki, zostało nam podrzucone.” - czytam. To, co jest znajome zdaje się realne, co nieznane może budzić lęk… To dobry powód żeby tęsknić za znajomym aresztem z jego cenną rutyną. Po wielu latach za kratami świat na zewnątrz wydaje się nieznany. 

Ale nasz więzień się myli. Ta chwila nie jest dobra ani zła, technicznie rzecz biorąc jest taka i taka – obydwie możliwości są dobre. Problemem nie jest świat na zewnątrz, lecz fakt że nasz umysł unika chwili obecnej. Wpadamy w depresję żyjąc przeszłością, niepokoimy się pozwalając myślom dryfować w przyszłości. Naszą rzeczywistość kształtuje świadomość. „Uwierz że życie jest warte by je przeżyć i stworzysz fakt. Jeśli myślisz że czucie się okropnie albo zamartwianie bardzo długo zmieni przeszłość lub przyszłość, jesteś mieszkańcem innej planety lub rzeczywistości” – pisał William James. Dlatego „posso amare la vita… Adesso” (mogę kochać życie… Teraz).





Monday, January 2, 2023

15.Io posso amare

 

“There is a legend about a bird which sings just once in its life, more sweetly than any other creature on the face of the earth.” - I read. “From the moment it leaves the nest it searches for a thorn tree, and does not rest until it has found one.” The legend, mentioned in the “Thorn Birds” by Colleen McCullough might be true because I’ve found the “Thorn Tree” as well. Since the reality is constructed by our brain, it exist in my mind, clearly. I’ll explain it. I’ve got two tattoos: a green June bug and a colourful kingfisher. I would like to get a third one, with the woman who is chopping the wood. It would remind me of the day over 12 years ago when my life sort of ended… 

Or let’s just say that was the end of my pipe dream that I could be happy with my Italian partner and our baby. That fateful day my mother was chopping wood, crying and shouting loudly, and complaining about being lonely… I felt so guilty: very quickly the feeling become bigger than everything else. I allowed it to cloud my relationship and motherhood. I discovered the “Thorn Tree” of the pain, just like in the song: “Pain! You made me a, you made me a believer, believer Pain! You break me down, and build me up, believer, believer Pain! Oh, let the bullets fly, oh, let them rain My life, my love, my drive it came from Pain!” 

Plunged into darkness of depression, I did, what it could, to punish myself, andfound out that you can actually learn to love your pain.The „Thorn Bird” legend says that the best is only bought at the cost of great pain, but I don’t agree. The pain is deeply changing us: the painful emotions just live their lives, and that’s why we’re getting addicted to suffering. I understood it, finally, after so many years… Today, I’m trying to believe that „posso amare me stessa.”

“Istnieje legenda o ptaku który śpiewa raz w życiu, słodziej niż jakiekolwiek inne stworzenie na ziemi” – czytam. “Od chwili gdy opuszcza swoje gniazdo, szuka ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie odnajdzie.” Podanie wspomniane w “Ptakach ciernistych krzewów” Colleen McCullough może być prawdziwe, bo ja też odkryłam to drzewko. Jako że rzeczywistość jest wytworem umysłu, tam właśnie istnieje. Wyjaśnię to. Mam dwa tatuaże: to zielony chrabąszcz i kolorowy zimorodek. Chciałam zrobić sobie trzeci, kobietę rąbiącą drzewo. Przypominałoby dzień ponad 12 lat temu, kiedy moje życie w pewnym sensie się skończyło… 

Czy raczej minęło złudzenie, że mogę być szczęśliwa z włoskim partnerem i dzieckiem. Tego pamiętnego dnia zapłakana, krzycząca matka rąbała drewno, rozpaczając z powodu samotności. Czułam się tak bardzo winna: szybko to uczucie stało się większe niż wszystko inne, przesłoniło mój związek i macierzyństwo. Odkryłam “cierniowe drzewko” bólu, jak w piosence: „Ból! Uczyniłeś mnie uczyniłeś mnie wierzącym Ból! Złamałeś mnie stworzyłeś mnie wierzącym wierzącym Ból! Pozwól kulom latać och pozwól im spadać jak deszcz Moje życie moja miłość determinacja pochodzą z bólu!” 

Zanurzona w ciemnościach depresji robiłam, co mogłam, by się ukarać i odkryłam że tak naprawdę można lubić ból. Legenda o ptaku ciernistych krzewów mówi że to, co najlepsze otrzymuje się za cenę cierpienia: nie zgadzam się z tym. Ból nas głęboko zmienia. Trudne emocje żyją swoim życiem, dlatego uzależniamy się od cierpienia. Zrozumiałam to w końcu po wielu latach… Dziś staram się uwierzyć że “posso amare me stessa.”









Thursday, December 15, 2022

12.Io posso amare

 

A person with the Avoidant Personality Disorder wants to be well liked, and even tends to be people’s pleaser, but on the other hand is scared to commit to a relationship. I’ll show it on my own example: I don’t really have long-term friends. It happened however that I was close with someone for some time… It would always end in the same way: my short-term friend distanced himself, because wouldn’t accept my extreme sincerity, just like E. She was very nice to me recently in Poland. It seemed that she cared about me: she would call almost every day, and even make some presents… The last time I saw E. the day before I went back to Italy. That morning I was meeting her, and my friend G. We went for a coffee: she insisted to pay for my drink, and bought me a nice book to read in the airport. G. sent me a message to say that he’s not coming.

I started texting him, without any consideration for E. At some point I realised that I’m not paying any attention to my friend, and I told her about it. “See me for who I am!” - I said. “You went to meet me, and G. is not coming, but that’s why I keep texting him. I’m attracted to people who don’t care about me!” I revealed also that I gave away the other book that she’s gifted me… That was too much: since that day, I haven’t heard from E. Been thinking why I was acting like that… Think that it’s due to the fear of rejection. I sort of prefer G. because to me, he was honest, while the nice E. told me to wait before she cancelled me from the list of her friends. I wasn’t really sorry. People with the Avoidant Personality Disorder lack to trust in others… As I wrote before, I have faults, but advantages as well. I like my sincerity, and that’s why “posso amare me stessa.”

Osoba z osobowością unikową pragnie być lubiana, chce nawet zadowalać ludzi, lecz z drugiej strony boi się tworzenia związków. Pokażę to na moim przykładzie: nie nawiązuję długoletnich przyjaźni. Zdarzało mi się zbliżyć do kogoś na krótki czas… Kończyło się zawsze w ten sam sposób: mój krótkoterminowy przyjaciel oddalał się, nie mogąc znieść mojej szczerości, zupełnie jak E. Była dla mnie miła ostatnimi czasy w Polsce. Wyglądało na to, że jej zależy: dzwoniła prawie codziennie, robiła nawet prezenty… Ostatni raz widziałam ją dzień przed powrotem do Włoch. Tego ranka miałam spotkać się z nią, a następnie z G. Poszłyśmy na kawę, chciała zapłacić za mój napój, kupiła mi ciekawą książkę do czytania na lotnisku. G. napisał że nie przychodzi.

Zaczęłam wysyłać mu wiadomości, nie zwracając uwagi na E. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę że nie słucham tego, o czym mówi, i powiedziałam jej to. “Patrz jaka jestem!” - rzekłam. “Przyszłaś na spotkanie, G. się nie zjawi, i dlatego właśnie do niego piszę. Przyciągają mnie ludzie, którzy o mnie nie dbają!” Wyznałam również, że oddałam komuś książkę, którą podarowała mi wcześniej. Tego było za wiele: od tamtego dnia urwał się kontakt z E. Zastanawiałam się, dlaczego zachowuję się w ten sposób. Myślę że chodzi o strach przed odrzuceniem. W pewnym sensie wolę G. bo był szczery, podczas gdy miła E. kazała mi czekać, zanim wyrzuciła z listy znajomych. Nie było mi przykro. Ludzie z osobowością unikową nie ufają innym. Jak pisałam wcześniej, mam wady, ale i zalety. Lubię moją szczerość i dlatego “posso amare me stessa.”





Saturday, December 10, 2022

9.Io posso amare

 

I have faults but advantages as well: I easily find a common language with the others. I remember that when I only met my husband, we were talking like I knew him for ages. We’re chatting again now when I’m back to Bari… Few days ago I revealed Angelo a story of the ugly cap. Many years ago when I was young my mother bought me the wooden headwear in the horrible pink colour. To make matters worse, it was all stiff, like the old military coat… I hated it: it reminded of the mutton sheepskin. However one cold Sunday I was forced by my mother to wear it. I cried at home, all the way to the church, but she was the winner. 

It means, that I was the looser, clearly. I arrived in the church with the face swollen from tears, desperate, hating myself and the whole world… But with the ugly, pink “mutton sheepskin” on my head. Think that the biggest difference between Jesus and the ordinary man on the street is that most of us agreed to wear the “ugly cap” so many times in our life! I did it for the sake of pace – arguing with my mother, it was a suicide – but I was wrong. 

It’s been so many years – 30 at least – and I’m still thinking about the old humiliation… To me, Jesus Christ is the one who would stand by himself, and said: “Ok, you can crucify me if you want, but I won’t wear the pink cap, looking so silly!” You see, the trick is to force you once to wear it. The next time, you would put it on, and keep your mouth shut. I did... Coming back to the present, today there is no sun again. I repeat, then: “Io posso amare” (I can love) my writing.

Mam swoje wady, ale również zalety: łatwo znajduję wspólny język z innymi. Pamiętam, że kiedy poznałam męża, rozmawialiśmy jakbyśmy się znali od wieków. Gawędzimy znowu, kiedy jestem w Bari… Parę dni temu opowiedziałam Angelo historię brzydkiej czapki. Wiele lat temu matka kupiła to wełniane paskudztwo w okropnym różowym kolorze. Na domiar złego, była sztywna niczym stary płaszcz wojskowy. Nienawidziłam jej, przypominała papachę. Pomimo tego pewnej zimowej niedzieli zostałam zmuszona, by ją włożyć. Płakałam w domu, całą drogę do kościoła, ale matka okazała się zwycięzcą. 

To znaczy, że ja przegrałam, rzecz jasna. Przybyłam do kościoła z twarzą opuchłą od łez, zdesperowana, nienawidząca wszystkich... Ale trzymając na głowie brzydką, różową “papachę.” Myślę, że największa różnica między Jezusem a przeciętnym panem z ulicy jest taka, że większość z nas godzi się nosić “brzydką czapę” tak wiele razy w ciągu życia! Zrobiłam to dla świętego spokoju – kłótnia z matką oznaczała samobójstwo – ale byłam w błędzie. 

Minęło tyle lat – ponad 30 – a ja ciągle myślę o dawnym upokorzeniu. Dla mnie Jezus to człowiek, który bronił swej godności. Powiedziałby: “Ok, ukrzyżuj mnie jeśli chcesz, ale nie włożę różowego świństwa, w którym głupio wyglądam!” Cała sztuczka w tym, żeby zmusić cię raz, aby ją nałożyć. Następnym razem sam naciągniesz czapkę i nic nie powiesz. Ja tak robiłam. Wracając do chwili obecnej – znów nie ma słońca. W takim razie powtórzę: “Io posso amare” (mogę kochać) moje pisanie…

Tuesday, December 6, 2022

6.Io posso amare

 

My blog is full of reflections, but I might be playfully speaking the wounded healer who couldn’t heal himself. I just received the proof: today morning I went to buy a new running sport shoes. According to my custom, I started chatting with the seller. “Aren’t you bored in this store?” - I asked. “No, why?” - He said with surprise. “I’m having fun.” I was really impressed, but the secret is always the same: “Io posso amare.” The shoe salesman has decided that he can love working in the “boring” store “Scarpissima.” Why not? When it comes to me, I’m just like our cats Nina and Fuffy who only enjoy eating three times a day, and sleeping… I’m getting bored easily, but don’t give up and try to answer the existential question: why I don’t like myself? 

Think the answer is… the point of view. The thing is that I would picture myself from up high, just like my parents did. It means, that I’m still “a kid” who is not good enough. As I wrote before, the adults come to play called “dragonfly” which means “ważka” in Polish. The word refers to weights (ważyć). We learn that you have to pay for love: a child is weighted all the time, a good behaviour allows you to collect points. You can “buy” some feelings from your mum and daddy otherwise you don’t deserve this. We take the next step: we go to school. It’s a sort of prison, you should serve the time, 12 years in my case. Now, it’s about self-love: each day the teachers weights his student. Did you learn vocabulary words from the book? Good, you’ve learned some points, and you can love yourself. A dummy cannot do it, clearly. Using this method they educate egocentrism, lack of independence, weakness in decision making. 

Slowly, our “dragonfly” is taking shape, and begins to circulate around us. That’s the “devil” – does not allow to love ourselves and our fellow human beings. Here is an example: I went to “Scarpissima” store, and “weighted” the salesman quickly. Nothing interesting, he was a bit short (negative points) and banal look (negative points). After our chat, he “earned” a positive note. But in fact I really care about weighting myself, it’s a holy exercise and keeps me busy. I’m looking for the solution: today I bought a small dragonfly in my favourite junk shop. Only three euro, and I got my eye on the “enemy.” Now I can love myself because I’m writing this post, sharing something with you. If I wouldn’t, my dragonfly would weight myself, deciding that I’m lazy…

Mój blog jest pełen refleksji, ale mogę być, żartobliwie mówiąc, lekarzem który nie wyleczył sam siebie. Właśnie otrzymałam dowód: dzis rano poszłam kupić buty do biegania. Zgodnie z moim zwyczajem zaczęłam rozmawiać ze sprzedawcą. “Nie nudzi się pan w tym sklepie?” - spytałam. “Nie, dlaczego?” - zdziwił sie. “Dobrze się bawię.” Zrobiło to na mnie wrażenie, ale sekret jest zawsze ten sam: “Io posso amare.” Sprzedawca butów zdecydował, że kocha pracę w “nudnym” sklepie “Scarpissima.” Czemu nie? Jesli chodzi o mnie, jestem jak nasze koty Nina i Fuffy, które cieszy jedzenie trzy razy dziennie i spanie. łatwo sie nudzę, ale nie poddaję I szukam odpowiedzi na pytanie egzystencjalne, dlaczego nie lubię siebie. 

Myślę że odpowiedzią jest… punkt widzenia. Rzecz w tym, że patrzę na siebie z góry, jak to czynili rodzice. To znaczy, że jestem nadal “dzieciakiem” który nie jest dość dobry. Jak pisałam wcześniej, dorośli zaczęli grę zwaną “ważka.” Uczymy się, że trzeba płacić za miłość: dziecko jest ważone bez przerwy, dobre zachowanie pozwala kolekcjonować punkty. Można kupić trochę uczuć od mamy i taty, w przeciwnym razie nie zasługuje na nie. Następnie robi kolejny krok, idzie do szkoły. To rodzaj więzienia, trzeba swoje odsiedzieć (12 lat w moim przypadku). Teraz uczymy się miłości do siebie: każdego dnia uczeń jest ważony przez nauczycieli. Nauczyłeś się słówek z książki? Dobrze, dostałeś trochę punktów i możesz kochać siebie. Głupek, rzecz jasna, nie może tego zrobić. Używając tej metody uczą egoizmu, braku niezależności, słabości w podejmowaniu decyzji. 

Powoli nasza “ważka” nabiera kształtu, zaczyna koło nas krążyć. To właśnie “diabeł” – nie pozwala kochać siebie i innych. Oto przykład: poszłam do sklepu “Skarpissima” i “zważyłam” sprzedawcę. Nic ciekawego, trochę niski (punkty negatywne) i banalny wygląd (punkty negatywne). Po naszej rozmowie zyskał punkty pozytywne. Tak naprawdę jednak interesuje mnie ważenie siebie. To święte zajęcie zabiera dużo czasu. Szukam rozwiązań: dziś kupiłam ważkę w ulubionym sklepie ze starociami. Tylko 3 euro I mam “wroga” na oku. Teraz mogę kochać siebie: pisząc ten post, dzielę się czymś, w przeciwnym razie nie mogę, zważona przez moją ważkę, okazuję się leniwa…