Showing posts with label Sad stories/Smutne historie. Show all posts
Showing posts with label Sad stories/Smutne historie. Show all posts

Friday, January 10, 2020

Mozzarella


Mamma italiana” is all about perfection, and accepting woman's role defined in terms of self-sacrifice… Our widowed neighbor is famous for talking all the time about her sons, despite they won't visit. V. was strong, and for a long time she didn't take it. Recently things are getting worse. I went to visit her with G. 

The old woman was talking to her husband's picture, and cooking for the family that left her alone on Christmas. The smell of rotting meat and mozzarella was everywhere. It make me think about K. She was far from perfect, and was judged for leaving her abusive husband, instead of suffering for the sake of her kids. At least she could sacrifice herself for them, but no way! K. wanted a man.

She would even announce it in the newspaper, in the box: “Matrimonial.” I saw her some time ago, wearing a big hat, and walking arm in arm with a man to their expensive car. Her daughters live far away, but K. is all right anyway. Also I put my faith in my children, husband and mozzarella… “Never make someone a priority when all you are to them is an option” (Maya Angelou).

Mamma italiana” to czysta doskonałość, akceptacja żeńskiej roli w kategoriach samopoświęcenia… Nasza owdowiała sąsiadka słynie z mówienia bez przerwy o synach, choć jej nie chcą odwiedzać. V. była silna, nie poddawała się przez długi okres. Ostatnio sprawy zaczęły wyglądać znacznie gorzej. Poszłam odwiedzić ją z G.

Staruszka rozmawiała ze zdjęciem męża, gotowała dla rodziny, która zostawiła ją samą na święta. Odór gnijącego mięsa i mozzarelli był wszędzie. Przypomniała mi się K. Doskonała to ona nie była. Osądzano ją, bo porzuciła znęcającego się męża, zamiast cierpieć dla dobra dzieci. Mogła chociaż się dla nich poświęcić, ale gdzie tam! K. chciała faceta.

Ogłaszała się nawet w gazecie, rubryka: “Matrymonialne.” Spotkałam ją jakiś czas temu, nosiła wielki kapelusz, pod rękę wiodła mężczyznę do ich auta drogiego. Córki mieszkają daleko, K. jednak jak najlepiej się miewa. Ja też złożyłam swoją wiarę w męża, dzieci, mozzarellę… “Nigdy nie dawaj priorytetu komuś, dla kogo jesteś tylko opcją” (Maya Angelou).


Wednesday, December 11, 2019

Heavy cross/Ciężki krzyż

I remember that women – still young, but looking so old! She would constantly complain. Her eyes burned with anger, she was screaming and cursing at her „bad guy.” She didn't convince me: I liked good-hearted R. a lot. She died quite young. Her „bad” husband talks about B. in hushed tones. The son, whom she beat when he was small felt empty when she was gone.
Źródło: Internet

For three years I was sort of knocked out!” - He said. „Didn't care about anything.” R. was not earning a single penny, but loved her… All those „bad years” she was surrounded by good people… And lonely, like in the song:
It's a cruel, cruel world to face on your own
A heavy cross to carry along
The lights are on but everyone's gone
And it's cruel
It's a funny way to make ends meet
When the lights are out on every street
It feels all right but never complete
Without joy

The woman with a cigarette stuck to her lip felt lonely even if she was not alone. Who done it to her? Prolonged unemployment of R. maybe? “And don't deceive yourself – because only ego leads to misery, nothing else. Don't throw the responsibility on the other; the other is irrelevant. Your ego leads to misery, nobody else leads you into misery.” - Osho wrote.

Pamiętam tę kobietę – wyglądała tak staro, choć była jeszcze młoda. Narzekała bez przerwy. Oczy płonęły jej gniewem, przeklinała i wrzeszczała na „podłego faceta.” Nie przekonała mnie – bardzo lubiłam zacnego R. Zmarła dość młodo. „Podły” mąż mówi o B. przyciszonym głosem. Syn, którego biła, kiedy był mały czuł wielką pustkę, kiedy odeszła.

Przez trzy lata byłem jak ogłuszony!” - mówi. „Nie zależało mi na niczym.” R. nie zarabiał ani grosza, ale ją kochał… Wszystkie te „złe lata” otoczono była przez dobrych ludzi… Lecz samotna, jak piosence:
Okrutny świat, sam z nim zmierzysz się
To ciężki krzyż, który trzeba nieść
Światła włączone są ale każdy znikł
Okrutne t
Śmieszny sposób żeby pozbierać się
Gdy na ulicach światła zgaszone
Czujesz, że tak ma być, ale czegoś brak
Radości nie ma

Ta kobieta, z papierosem przyklejonym do wargi czuła się samotna, chociaż nie była sama. Kto jej to zrobił? Czyżby przedłużajace się bezrobocie R.? “Nie oszukuj się – tylko ego prowadzi do niedoli, nic innego. Nie zrzucaj odpowiedzialności na innych, ktoś inny jest nieistotny. To ego sprowadza na ciebie niedolę, nikt inny ci tego nie robi.” - napisał Osho.


Saturday, September 16, 2017

Thinking a lot/Dużo myśląc

A. found his old note book with the phone numbers of long-lost friend, and decided to get in touch. “I'm not doing very well!” - C. told him. He committed an offence, was arrested and released because of mental health disorder. They agreed to meet few weeks later. C. fixed a time and place; he also wanted to know registration number of A.'s car.
jendavisphoto.com

My mother tried to poison me!” - He announced. “I've been thinking a lot and I'm sure”. C. revealed that once he saw on his way Jesus on the cross. He went to the priest and told him the whole thing. “It means that you'll experience all the pain, like crucifixion, he said. And it's true, he was right!”. C. accompanied A. to a parking place.

It's a strange place to park a car!” - He observed. “Why did you leave it here? I knew that you are weird”. Some time later C. sent his friend a message: “See you same time, same place”. A. agreed to meet him again. “He's lonely!” - He said. “The last time he told me that he didn't speak to a soul for two days”.

A. znalazł stary notes z numerem telefonu przyjaciela, z którym nie miał od dawna kontaktu. Zadzwonił do niego. “Niezbyt dobrze się dzieje!” - powiedział mu C. Popełnił przestępstwo, aresztowano go i zwolniono bo miał problemy psychiczne. Umówili się na spotkanie parę tygodni później. C. ustalił godzinę i miejsce. Chciał też numer rejestracyjny samochodu kolegi.

Matka próbuje mnie otruć!” - oznajmił. “Jestem pewny, bo dużo o tym myślałem”. Opowiadał, że kiedyś na drodze zobaczył Jezusa na krzyżu . Poszedł do księdza i wszystko mu zrelacjonował. “To znaczy że będziesz cierpiał niczym ukrzyżowany, powiedział. To prawda, miał rację!”. C. odprowadził A. na parking.

To dziwne miejsce na parkowanie auta!” - zauważył. “Czemu je tu zostawiłeś? Wiedziałem, że jesteś trochę inny.” Jakiś czas potem C. wysłał koledze wiadomość: “Widzimy się w tym samym miejscu, tym samym czasie”. A. zgodził się na to spotkanie. “Jest samotny!” - mówił. “Ostatnim razem powiedział, że od dwóch dni do nikogo się nie odzywał.”


Sunday, May 7, 2017

Every killing/Każda śmierć

Someone gifted me The Last Man from Atlantis: Alexander Belaev's (referred ad Russian's Verne) book is quite tipical for socialist realism. Revolutionary proletariat (Atlantis' slaves) is preparing revolution. The writer didn't dare to oppose Soviet ideology. The famous poet Osip Mandelstam did.

Every killing for him is delight” - He wrote in Stalin epigram. Mandelstam had read it only to few friends: someone reported the poet who was arrested. He died in Transit Camp near Vladivostok. Nobody was safe in Soviet Russia. The NKVD officer who examined the poet was also arrested and sentenced.

He commited suicide 2 years after Mandelstam's death. Alexander Belaev died of starvation while his town was occupied by Nazis. A German officer conducted his burial. It was a gesture of respect: he spoke a short eulogy saying that when he was a boy, he loved reading the Belaev's novels. By writing a book you can be kept alive in the hearts of many (often good) people.

Ktoś podarował mi Ostatniego człowieka z Atlantydy. Książka Aleksandra Bielajewa (zwanego rosyjskim Verne) jest typowa dla realnego socjalizmu: rewolucyjny proletariat (niewolnicy z Atlantydy) szykuje rewolucję. Pisarz nie śmiał przeciwstawić się sowieckiej ideologii. Sławny poeta Osip Mandelsztam tak.

Miodem kapie każda nowa śmierć/Na szeroką osetyńską pierś” - pisał w wierszu o Stalinie. Czytał go znajomym, ktoś na niego doniósł i został aresztowany. Zmarł w łagrze tranzytowym pod Władywostokiem. Nikt nie był bezpieczny w sowieckiej Rosji: aresztowano i skazano oficera NKWD który przesłuchiwał poetę.

Popełnił samobójstwo 2 lata po śmierci Mandelsztama. Bielajew zmarł z głodu w zajętym przez nazistów mieście. Niemiecki oficer zajął się jego pogrzebem. Był to gest szacunku: wygłosił krótką mowę i wyznał, że kiedy był chłopcem, lubił czytać książki Bielajewa. Pisząc książkę, możesz przetrwać w sercach wielu (często dobrych) ludzi. 

Thursday, November 10, 2016

Chinese Proverb/Chińskie powiedzenie

Italians often call anyone who is less than white „Marocchino” (Moroccan). Some time ago I met a woman who had fell in love with a man from Africa. About 40 and single, she had a good job and nice house. He was much younger, poor and good looking. „You're making the biggest mistake in your life!” - The people used to say, but she wouldn't listen and got married. 
englishrussia.com

The young husband moved in to her place. Unfortunately there wasn't happy ending. The „Marocchino” had robbed and dumped her. - twice. She couldn't handle the pain. Her depression spiralled out of control… “Experience is the name everyone gives to their mistakes.” – Oscar Wilde. It's true that mistakes help us grow and teach us a lesson.

Still, not everyone can „Fall down seven times, get up eight” (Chinese Proverb). Sometimes we look at someone's bad choices, and can't help but predicting catastrophe. We live in a world of bad decisions, but nobody wants to be told that he's wrong. Maybe the good advice is: „Follow your heart, but take your brain with you”.

Włosi często nazywają kogoś, kto nie jest całkiem biały „Marocchino” (Marokańczyk). Jakiś czas temu poznałam kobietę, która zakochała się w mężczyźnie z Afryki. Czterdziestoletnia i samotna, miała dobrą pracę i ładny dom. On był znacznie młodszy, przystojny i biedny. „Popełniasz największy błąd w życiu!” - mówiono, ale nie słuchała i wyszła za mąż.

Młody wybranek wprowadził się do jej domu, nie było jednak happy endu. „Marocchino” obrabował ją i porzucił – dwukrotnie. Nie radziła sobie z bólem, depresja wymknęła się spod kontroli… „Doświadczenie to imię, które nadajemy naszym błędom” (Oskar Wilde). To prawda, że porażki pomagają dorosnąć i dają nam lekcję.

Nie każdy jednak potrafi „upaść siedem razy, podnieść się osiem” (chińskie przysłowie). Czasem patrzymy na czyjeś błędne wybory i ciężko nam nie prorokować katastrofy. Żyjemy w świecie złych decyzji, ale nikt nie chce słyszeć, że się myli. Może najlepszą radą jest: „Idź za głosem serca, ale mózg zabierz ze sobą”.

Sunday, July 10, 2016

Close to you/Blisko ciebie

I remember that article: it read that the people in Africa believe that death is always near. Let's say - a person on the street is giving a strange look to someone. „I saw death!” - He would say at home. It makes me think about the story of Stefania Dubrovina. The 17-year-old Russian beauty was known in St Petersburg for her modelling work.

Her two years older sister Elizaveta „also tried to look as glamorous and copied the image of her younger sister - the same hair colour, the same lipstick”. They were hugging each other on the photos, but the older girl was consumed with envy. On February the two of them went to the party with a man. When he left to buy some alcohol, Elizaveta attacked her sister with knife.

Stefania was stabbed 140 times. Few weeks earlier before posted a picture of herself with a bottle of wine and a big knife. Was it destiny? Can you prevent death? Who knows? Maybe it's better not to think about it too much. Not worrying about death is called „living”, they say. And: „The secret of life is to find that there is no death” (E.Tolle).

Pamiętam reportaż, który głosił, że ludzie w Afryce wierzą, że śmierć jest zawsze blisko. Powiedzmy, że człowiek wyszedł na ulicę i ktoś rzucił mu dziwne spojrzenie. „Widziałem śmierć!” - powiedziałby po powrocie do domu. Przypomina mi to historię Stefanii Dubrowiny. 17-letnia rosyjska piękność była całkiem znaną w Petersburgu modelką.

Dwa lata starsza siostra Elizaveta też chciała imponować urodą, ubierała się i malowała w podobnym stylu. Obejmowały się na zdjęciach, ale starsza z dziewczyn nie posiadała się z zazdrości. W lutym poszły na imprezę z mężczyzną, kiedy wyszedł z domu, żeby kupić alkohol, Elizaveta zaatakowała swoją siostrę. Stefania została ugodzona 140 razy.

Kilka tygodni wcześniej upowszechniła swoje zdjęcie z butelką wina i wielkim nożem. Czy było to przeznaczenie? Można zapobiec śmierci? Kto wie. Pewnie lepiej nie myśleć o tym zbyt wiele. Brak lęku przed śmiercią nazywa się życiem, mówią. Oraz: „Sekretem życia jest odkrycie, że śmierć nie istnieje” (E.Tolle).

Thursday, April 14, 2016

Five wounds/Pięć ran

Three year old doesn't want to stay at the nursery. “Please call my mom!” - He's crying. Nursery nurse is giving him the pity smile: “He'll settle down!” - She says. - “He hasn't had enough practice at being away from his family!” Should we really insist on independence our child may not be ready for? T. was born shortly before World War II.

As a child he was “given at the service” to a richer farmer. T. started working at the factory in his teens and married early but he wasn't mature. He'd always lied, cheated on his wife, become dependent on alcohol and even went to prison. In the book Heal Your Wounds and Find Your True Self Lise Barbeau when a child is experiencing the betrayal feelings, he/she starts creating a domineering mask.

The Dominator thinks he is very strong and has a lot of responsibilities. He believes he owns the truth and imposes it to others. He's seductive, manipulative and lies with ease. When the parents try to meet a child's needs, he/she can can grow and become independent. Childhood wounds can have long lasting effects. T. always demanded money from his mother. “I'll make her pay!” - He would say.

Trzylatek nie chce zostać w przedszkolu. “Zadzwoń do mojej mamy!” - krzyczy. Przedszkolanka uśmiecha się z politowaniem. “Przyzwyczai się!” - mówi. “Nie nauczył się przebywać z dala od rodziny!” Czy powinniśmy nalegać na samodzielność, na jaką nasze dziecko nie jest może gotowe? T. urodził się przed II wojną.

Jako dziecko został “oddany na służbę” do bogatszego gospodarza. T. zaczął pracować w fabryce jako nastolatek i wcześnie się ożenił, ale nie był dojrzały. Kłamał, zdradzał żonę – został alkoholikiem i trafił do więzienia. W Bądź sobą. Wylecz swoje 5 ran Lise Barbeau dziecko, doświadczające uczucia zdrady kreuje sobie “maskę dominatora”.

Dominator myśli, że jest silny, ma wiele obowiązków. Wierzy we własną prawdę I narzuca ją innym. Uwodzi, zdradza, z łatwością kłamie. Kiedy rodzice starają się odpowiadać na potrzeby dziecka, może ono rosnąć, stać się niezależne. Dziecięce rany mają długoterminowe efekty. T. zawsze żądał pieniędzy od matki. “Zapłaci mi!” - powtarzał.

Thursday, February 11, 2016

Lonely woman/Samotna kobieta

Years ago I was reading an article. Someone revealed that he's addicted to controlling his email account. Checking it was the first thing in the morning. He would go through inbox every hour or so. “That's weird!” - I thought. At that time, I had only one email account and I wasn't big fan of social networking sites. 

It changed since I stopped working. Being at home with the kids does make you lonely sometimes. You tend to spend more time surfing the ‘net. I joined Facebook, started blogging and got sucked into the Web. I end up spending about two hours looking at someone's photos, checking my emails or writing new post (which isn't waste of time:)

Yvette Vickers B-movie star died alone in front of her computer. Her mummified body was found several month later. Social networking sites did connect her with many people, but she lived in an isolation. Vickers received more attention than she did in the final years of her life. Bad consolation.

Lata temu przeczytałam artykuł. Ktoś opowiadał, że jest uzależniony od kontrolowania skrzynki mailowej. Otwieranie jej jest pierwszą rzeczą, jaką robi z rana. Przegląda wiadomości mniej więcej co godzinę. “Dziwne!” - pomyślałam. W tamtych czasach miałam jeden adres mailowy i nie byłam fanką portali społecznościowych.

Zmieniło się to, gdy przestałam pracować. Siedzenie w domu z dziećmi czyni czasem samotną. Spędza się więcej czasu w sieci. Dołączyłam do Facebook, zaczęłam blogować i dałam się wessać w internetowy światek. Spędzam około 2 godzin przeglądając cudze zdjęcia, kontrolując maile i pisząc nowe posty (co nie jest stratą czasu:).

Yvette Vickers gwiazda filmów klasy B zmarła w samotności przed komputerem. Zmumifikowane ciało zostało znalezione szereg miesięcy potem. Portale społecznościowe połączyły ją z wieloma ludźmi, ale żyła w osamotnieniu. Vickers doczekała się więcej uwagi po śmierci, niż za życia. Marna pociecha.

Monday, May 11, 2015

Protozoa

I keep thinking about I.B.Singer’s short story: is revealed through a narrator who is also a character. The writer is on reading tour to Argentina (I think). A mysterious girl wants him to meet some people: they are even stranger. The Holocaust survivors are telling their story. The writer wants to find them some time later but it seems that they never existed. Maybe the Deads wanted someone to listen to them?
Źródło: internet

To me the significance of the story is: what happened with enormous sufferance of all those people? Is it possible that it just vanished? Who did it to them? In “Moominvalley in November” by Tove Jansson little Toft reads about Protozoa. The creature is anatomically and physiologically herbivore, but developed aggressive behaviour.

Nothing has changed when it comes to reflection, rapidity, strength and other instincts which accompany the evolution of carnivores. It has wide flat teeth, weak paws and limited sight. Protozoa is an extraordinary form – it connects all attributes of placid herbivore and ineffective and incomprehensible aggressivity. That’s us: we were supposed to be good but something went wrong.

Często myślę o opowiadaniu I.B.Singera; narrator jest jednocześnie bohaterem całej historii. Pisarz odbywa autorską podróż do Argentyny (chyba). Tajemnicza dziewczyna chce, żeby spotkał dwoje ludzi; są jeszcze dziwniejsi. Przetrwali Holocaust i opowiadają swoją historię. Jakiś czas potem chce ich znowu odnaleźć – wygląda na to, że nigdy nie istnieli. Czyżby zmarli chcieli, żeby ich ktoś wysłuchał?

Odbieram przesłanie opowiadania jako pytanie, co stało się z niewyobrażalnym cierpieniem tych ludzi? Czy mogło po prostu zniknąć? Kto ich tak skrzywdził? W “Dolinie Muminków w listopadzie” Tove Jansson mały Toft czyta o Protozoa. Stworzenie anatomicznie i fizjologicznie zachowało charakter roślinożerny, rozwinęło jednak agresywny stosunek do otoczenia.

Nic nie zmieniło się jeśli chodzi o refleksy, szybkość, siłę i inne instynkty, towarzyszące rozwojowi mięsożernych. Zęby mają tępe powierzchnie żujące, pazury są szczątkowe, wzrok ograniczony. Protozoa to niezwykła forma, łączącą cechy łagodnych zwierząt roślinożernych z nieskuteczną i niewytłumaczalną agresywnością. To my – mieliśmy być dobrzy, ale z jakiegoś powodu nie wyszło.


Saturday, March 7, 2015

About death/O śmierci

When I think about death I remember that guy from a nursing home where I worked. He was about sixty, loneley and terminally ill. We were told that he had only few weeks left. Strong drugs made him hallucinating. Once he asked me to open the drawer. I found some bank statements. “It’s extremely important!” - He insisted.
 
I remember a small hedgehog dying on the street. It had been hit by a car. I felt pity and decided to take him with me. The creature bundled himself and died pacefully under apple tree in my brother’s garden. He accepted death just a piece of fruit. For us humans walking away is a great tragedy.

We are using pioneering technology to keeps us alive. Lev Tolstoy's last words are also often recounted as "But the peasants, how do they die?" Think the answer may be: “Simply.” I believe that more important than living few years longer is leaving behind something more that bank statement.

Kiedy myślę o śmierci, przypominam sobie pacjenta domu starców, gdzie pracowałam. Miał koło sześćdziesiątki, był samotny i nieuleczalnie chory. Powiedziano nam, że zostało mu parę tygodni. Silne leki wywoływały halucynacje; raz poprosił, żebym otwarła szufladę. Znalazłam trochę wyciągów bankowych. „To nadzwyczaj ważne!” – twierdził.

Pamiętam jeżyka, umierającego na ulicy. Uderzył go samochód – zrobiło mi się żal i zabrałam zwierzątko ze sobą. Zwinął się w kłębek i odszedł spokojnie pod jabłonią w ogrodzie mojego brata. Przyjął śmierć jakby to był kawałek owocu. My, ludzie widzimy umieranie jako wielką tragedię.

Używamy pionierskich technik, aby utrzymać się przy życiu. Mówi się, że ostatnie słowa Tołstoja brzmiały: “A chłopi to jak umierają?” Myślę, że odpowiedź może brzmieć: „Zwyczajnie.” Wierzę, że od życia parę lat dłużej ważniejsze jest, by zostawić po sobie coś więcej niż wyciągi z konta.

Friday, February 6, 2015

Cancer free/Wolny od raka

The door of Oncology Ward is half-open. At first one feels embarrassed. You would stay there, peeking at the pale people in pajamas. But life is life and after a while you are listening to their chats: they talk about the disease. “I’m doing once-daily self-injection to prevent blood cloths. My GP doctor told me to stop it. ‘You don’t need to jab yourself!’ – He said.”
 
He gave me something else, but it has side-effects. I wanted the recipe for my injection, but he said: ‘It’s very expensive! NHS pays for it, I have to explain myself!” There is always the hope: “I want to offer up a Mass in the Cathedral of St. John the Baptist. My friend offered the Mass for her dying son: he was miraculously saved!”

They talk about the life: “Also my son lives abroad! He works for Google in Zurich. Do you cook pasta for your husband?” After few hours I left Oncology Ward: I’m not sick… yet. I saw smoking girl on the street. “Bad for you, it’ll make you ill!” – I thought. But we cannot think about tumors’ all the time. We have to live normally – only that way we are cancer free.

Drzwi oddziału onkologii są półotwarte. Początkowo człowiek czuje się skrępowany, stoi w kącie i zerka na bladych ludzi w pidżamach. Ale życie ma swoje prawa: po chwili słucha się rozmów; omawiają problem choroby. „Codziennie robię sobie zastrzyki przeciw zakrzepowi krwi. Lekarz pierwszego kontaktu kazał przestać.‘Nie będzie się pani kłuła!’ – powiedział”.

Dał mi coś innego, ale miało efekty uboczne. Poprosiłam o zastrzyki, ale marudził: „Są bardzo drogie! NFZ za nie płaci, muszę się tłumaczyć!” Nadzieja jednak nigdy nie umiera: „Chcę zamówić mszę w Archikatedrze Lubelskiej. Znajoma zrobiła to w intencji umierającego syna: cudem wyzdrowiał!”

Rozmawiają o życiu: „Mój syn też mieszka za granicą! Pracuje dla Google w Zurychu. Gotujesz makaron dla męża?” Po paru godzinach opuściłam oddział onkologii: nie jestem chora… jeszcze. Na ulicy zobaczyłam palącą dziewczynę. „Źle robisz! Rozchorujesz się!” – pomyślałam. Ale nie możemy ciągle myśleć o guzach: musimy żyć normalnie. Tylko tak jesteśmy wolni od raka.

Sunday, October 19, 2014

Sad corridor/Smutny korytarz

Nobody’s speaking a little louder on the hospital corridor. Healthy visitors walking with their sick kith and kin seem to be the same down-hearted. Despite of the burden of illness, everyone tries to cover their anxiety. Pretending normality is normal. Someone has left some leaflets on the “sad corridor”.

Źródło: Internet
 “Tips for curing premature ejaculation” – it says. An elderly patient with big belly, sticking out dressing-gown is pulling the door with “Echocardiography Examination” on it. “I just want to pee!” – He said. Absurd, ridiculous, tragic – what the life is? A story from Anthony de Mello’s “Wake up!” An old man is bed-bound. He’s home alone one day.

He can see his old enemy coming to him. The old man cannot move: his arch enemy is entering into the bedroom. “So, you’re alone, nobody will help you! There is nothing you can do!” – He says. “Yes it is! I can wake up!” – The old man smiles. Whatever “waking up” means, it can be a great comfort sometimes.

Nikt nie odważa się mówić głośniej na szpitalnym korytarzu. Zdrowi odwiedzający i ich zabiedzeni krewni wydają się tak samo przygnębieni. Pomimo ciężaru choroby, każdy stara się ukryć niepokój. Udawanie normalności to norma. Ktoś zostawił ulotki na „smutnym korytarzu” - „Wskazówki w leczeniu przedwczesnego wytrysku.”

Pacjent-staruszek z wielkim brzuchem, wystającym spod szlafroka szarpie za drzwi na napisem „Badanie echokardiograficzne.” „Chciałem się tylko odpryskać!” – mówi. Absurdalne, śmieszne, tragiczne – jakie jest życie? Opowieść z „Przebudzenia” Anthony de Mello.” Stary człowiek jest przywiązany do łóżka. Pewnego dnia zostaje w domu sam.

Widzi starego wroga, który zbliża się do niego. Staruszek nie może się ruszać: nieprzyjaciel wchodzi do sypialni. „Jesteś sam, nikt ci nie pomoże! Nic nie możesz zrobić!” – mówi. „To nieprawda: mogę się obudzić!” – uśmiecha się starzec. Cokolwiek oznacza „przebudzenie,” może być wielką pociechą czasami.