Showing posts with label Małżeństwo/Married. Show all posts
Showing posts with label Małżeństwo/Married. Show all posts

Sunday, February 9, 2020

Bari-Lublin: machismo

P. grew up in a small place in Basilicata. She was dating her neighbour for quite a long time. He was very handsome, but the teen love didn't last. „He was so close minded and controlling!” - P. says. „I dumped him because he won't let me drive a car, or have a life of my own.” She left her native Basilicata and went to live in Florence. P. seems to enjoy without children and a spouse.

My friend M. still lives in Basilicata. She accepted traditional relationship roles where the power is given to the man M. never objected when her husband told her not to drive when she got pregnant, and when their child was small. It has been 10 years and more, but she's not driving since. I noticed that her hubby is doing grocery shopping without M. He likes to decide everything…

I wouldn't say that my husband is domineering Italian type... Still, when our daughter was born, he convicted me to quit my job, leave London and move to the small town in Basilicata.… I had lost my financial independence, and didn't feel equal with my husband. „Traditional” Italy is ranked 74th in a global gender gap report, worse than Kazakhstan…

P. wychowała się w małej miejscowości w Basilicacie. Przez dłuższy czas spotykała się z sąsiadem. Był przystojny, ale nastoletnia miłość nie przetrwała. „Był taki ograniczony, kontrolował!” - mówi P. - „Rzuciłam go, bo nie pozwalał mi prowadzić auta, mieć własnego życia.” Wyjechała z rodzinnych stron i zamieszkała we Florencji. Wydaje się, że lubi życie bezdzietnej singielki.
Źródło: internet

Moja znajoma M. ciągle mieszka w Basilicacie. Zaakceptowała tradycjonalny podział ról, gdzie władzę dzierży mężczyzna. Nie protestowała, gdy mąż sprzeciwiał się prowadzeniu przez nią auta gdy była w ciąży i z małym dzieckiem. Minęło ponad 10 lat i M. nie wróciła do roli kierowcy. Zauważyłam, że jej mąż robi zakupy bez M. Lubi decydować o wszystkim...

Nie powiedziałabym, że mój mąż to Włoch dominujący… Kiedy jednak urodziła się nam córka, namówił mnie do rzucenia pracy, wyjazdu z Londynu i zamieszkania w miasteczku w Basilicacie. Straciłam finansową niezależność, nie czułam się równa z mężem. Według raportu równości płci, „tradycyjne” Włochy sytuują się na 74. miejscu, dalej niż Kazachstan...

Saturday, September 14, 2019

Good example/Dobry przykład

Smart, good looking T. is separated form her spouse. She's always been independent, and she had no financial problems when they decided to split. T. is doing well, working and taking care of their child. “You're a wonderful example to others!” - I wrote to her. She didn't seem convinced. I wanted to tell her about another “example.” 
Źródło: internet

Good-hearted M. left her job shortly after she got married. The full-time wife and mother is the best housewife ever. She's keeping the house spotless and cooking great cannelloni, but her husband doesn't appreciate M. that much. “I'm cruel with fat women!” - He says. So he is… “My wife won't loose weight! What shall I do with her?” - He said to the waitress once.

Her husband likes to be in charge of everything. M. seems to be ok with it. He was busy organising recently, she also was interested, and wanted him to keep calling someone. “You have no brain!” - He insisted, making her look stupid in public. I saw M.'s face becoming red, but she had no guts to say something... There is a price to being with someone... To being alone, as well.

Mądra, ładna T. rozstała się z mężem. Zawsze była samodzielna, nie miała problemów z pieniędzmi, kiedy zdecydowali się rozstać. Dobrze sobie radzi, pracuje i zajmuje dzieckiem. “Świetny z ciebie przykład dla innych!” - napisałam do niej. Nie była przekonana. Chciałam jej przytoczyć inny “przykład.”

Zacna M. odeszła z pracy niedługo po ślubie. Pełnoetatowa mama i żona jest najlepszą gosposią na świecie. Dom lśni czystością, robi najlepsze canelloni na świecie, mąż jednak nie ceni M. tak bardzo. “Jestem okrutny dla grubych kobiet!” - mówi. To prawda... “Moja żona nie chce schudnąć! Co mam z nią zrobić?” - powiedział kiedyś do kelnerki.

Mąż lubi decydować o wszystkim. M. zdaje się to nie przeszkadzać. Organizował coś ostatnio, ona też się interesowała, chciała, żeby do kogoś powtórnie zadzwonił. “Nie masz mózgu!” - twierdził, robiąc z niej idiotkę przy wszystkich. M. poczerwieniała na twarzy, zabrakło jednak odwagi, żeby odpowiedzieć. Jest cena za bycie z kimś... Za samotność, tak samo.

Wednesday, May 31, 2017

Fight back/Oddawaj

M. is old enough to remember times when people recounted anecdotes in the evening. A story told by her mother G.: there was a girl who insisted that she wouldn't listen to her man. Nobody wanted to marry her, but eventually someone did. “Make me a plate of pasta tagliatelli!” - He said the day after their wedding. There was nothing to eat when he was back home for dinner.
 www.economist.com

He slapped her in the face. “I want spaghetti carbonara!” - He said the second day. Young wife wouldn't obey, and was beaten with the belt. „Make me ravioli!” - The husband asked the third day but again there was dinner. He hit the girl with the stick breaking her arm, and called the doctor who asked 50 lire for treatment. „Take 100, it will be for the next time!” - The husband said.

„No, let's take the rest! I'll make you ravioli tomorrow” - The wife protested. „Poor us, women! We're teaching our daughters that it's fine to be beaten!” - I observed. „She wasn't doing her job!” - M. insisted. Everyone seemed to agree with her, but I prefer the story of Lisbeth Salander. She knew how to say “no” to the men (and fought back if they were insisting).

M. jest wystarczająco dojrzała żeby pamiętać czasy, kiedy ludzie wieczorami snuli opowieści. Historia powtarzana przez jej matkę G.: była sobie dziewczyna która twierdziła, że nie będzie słuchała męża. Nikt jej nie chciał, w końcu ktoś się jednak ożenił. “Zrób mi makaron tagliatelli!” - rzekł dzień po ślubie. Kiedy wrócił do domu, nie znalazł nic do jedzenia.

Zdzielił ją po pysku. „Chcę spaghetti carbonara!” - oznajmił drugiego dnia. Żona nie posłuchała, więc zlał ją porządnie pasem. „Naszykuj mi ravioli!” - zażądał trzeciego dnia, lecz znów nie doczekał się obiadu. Zdzielił dziewczynę kijem, złamał jej rękę i zawołał lekarza, który poprosił o 50 lirów za kurację. „Trzymaj 100, będzie za drugą rękę!” - rzekł mąż.

„Nie, weź resztę! Jutro ci zrobię ravioli!” - zaprotestowała żona. „Biedne my, kobiety. Uczymy córki, że dobrze jest, jak ktoś nas bije! - zauważyłam. „Nie robiła tego, co do niej należy!” - twierdziła M. Wszyscy zdawali się z nią zgadzać, ale ja wolę historię Lisbeth Salander. Umiała powiedzieć „nie” mężczyźnie (i waliła gdzie popadnie jeśli nalegali). 

Sunday, April 16, 2017

Dear husband/Drogi mąż

Behind (almost) every blogging woman there is her man. There is no disgrace in not being married, but if we have a husband, we need to make sure everyone knows that. This is particularly true for bloggers: writing about our man and protector is a good idea. Like an open letter to dear husband. We can talk to our partner about sex.
Źródło: Internet

Imagine that you just finished cooking, putting the laundry on the radiators, feeding fussy baby… I just want to rest so leave my boobs alone tonight! If your man is not a model, you have to look with the heart. He's got funny teeth, bad skin, huge glasses, but you find him “handsome”. Your husband will thank you for that in the comment.

The letter to cheating husband and his mistress should be vicious and witty. “Your dress was cheap, but cute!” Writing on Valentine's Day: “It drives me mad when you… Your eyes roll when I… It isn't necessary to point out when… But I still love you.” Marriage is hard, but it's good to have someone we could yell at. Knowing that he forgives us.

Za każdą (prawie) blogującą panią stoi jakiś pan. Nie ma nic złego w byciu singlem, ale jeśli mamy męża, chcemy być pewni, że wszyscy o tym wiedzą. Sprawdza się to zwłaszcza w przypadku blogerek. Pisanie o naszym mężczyźnie i obrońcy to dobry pomysł - na przykład otwarty list do drogiego męża. Możemy mówić z partnerem o seksie.

Wyobraź sobie, że skończyłeś gotować, rozkładać pranie na kaloryferach, karmić kapryśne dziecię… Chcę odpocząć, więc zostaw moje cycki w spokoju tej nocy. Jeśli z twojego mężczyzny żaden model, musisz patrzeć sercem. Ma śmieszne zęby, problemy ze skórą, grube okulary, ale dla ciebie jest “przystojny”. Podziękuje ci w komentarzu.

List do zdradzającego męża i jego kochanki powinien być złośliwy i dowcipny. “Twoja kiecka była tania, lecz ładna!” Pisząc w Walentynki: “Strasznie mnie wkurza kiedy ty… Przewracasz oczami, gdy… Nie musisz wytykać, że… I tak cię kocham.” Małżeństwo to nic łatwego, ale dobrze mieć kogoś, na kogo możemy krzyczeć wiedząc, że nam to wybaczy.

Wednesday, September 7, 2016

How to be loved/Jak być kochanym

“My girl. Felt the push to draw today. Hope our boys get your freckles, jordie” - Curtis Wiklund wrote. Back in 2011 his wife started a yearlong photo-a-day project, and he did the same with drawing. In his sketches, they're walking on the beach, cuddling in bed or painting their house. “When I think of something to draw that will move me, it’s us” - Wiklund said. 
drawings365.com/

“She’s the most interesting person in the world to me”. True love is like a ghost: many have talked about, but few have seen, they say. We're expecting to find someone who will be kind and loving, but once married, you learn that all the stories about two people falling in love and living happily ever after is a myth. Finding a couple who is still in love after 10 years of marriage is rare.

Aren't we giving our 50% to our relationship? Not meeting our partner's needs? Or maybe the problem is falling into routine? There is “a spark of excitement” in Wiklund's sketches. Curtis and Jodie are spontaneous, they are expressing their feelings. Maybe the secret is: get out of routine, be really involved, love someone the way you want to be loved?

“Moja dziewczyno. Czuję, że chce mi się dziś rysować. Oby nasi chłopcy mieli twoje piegi, jordie” - napisał Curtis Wiklund. Kiedy w 2011 roku jego żona zaczęła trwający rok projekt “Zdjęcie co dzień”, zrobił to samo z rysowaniem. Na jego obrazkach przechadzają się po plaży, przytulają w łóżku albo malują mieszkanie. “Kiedy myślę o czymś, co chcę narysować, to właśnie my” - mówi Wiklund.

“Ona jest dla mnie najciekawszą osobą na świecie”. Mówi się, że prawdziwa miłość jest jak duch: dużo się o niej rozprawia, ale niewielu ją widziało. Liczymy, że znajdziemy kogoś, kto będzie kochający i miły - po ślubie uczymy się, że opowieści o ludziach, którzy się zakochują i żyją długo i szczęśliwie to mit. Znalezienie pary, która po 10 latach od ślubu jest wciąż zakochana to rzadkość.

Nie dajemy związkowi naszych 50%? Nie zaspokajamy potrzeb partnera? A może problemem jest nasza rutyna? W rysunkach Wiklunda widać „iskrę emocji”. Curtis i Jordie są spontaniczni, wyrażają swoje uczucia. Może sekret to przerwać rutynę, być naprawdę związanym, kochać kogoś tak, jak chcemy być kochani?





Thursday, July 21, 2016

(Some) women/(Niektóre) kobiety

I like a lot A.'s blog. I feel like we have something in common. She's a vegetarian (I'll be sometimes) and makes a living as a writer (I wish I could). A. is eco-friendly… and complains about her life. At the beginning I was sceptical. „Nobody is perfect, you're also responsible for your marriage!” - I thought. Recently I got gonvinced (and not only me) that she's right.

 Apparently A.'s husband has cheated since the start. She wanted to believe that he's innocent, she would stay by him – till the last time. One of the posts suggested that it's over – but in the next one she called the divorce off. „I'm not a hero!” - She wrote. „I don't want to be single mother!”. I can understand that, but… Why us, women keep doing this?

1.We agree to be treated badly. 2.We inform all the world that we suffer a lot. 3.We remain in our „hell” for the sake of someone. That's why (some) men believe that women want to be raped, abused etc. Victim mentality? „Don't blame your behavior on someone else. You're responsible, no matter how bad your feelings are or what's happening in your life” - they say.

Bardzo lubię blog A. Czuję, że mamy coś wspólnego. Jest wegetarianką (też kiedyś będę) i zarabia na życie pisaniem (też bym tak chciała). A. jest eco friendly… i narzeka na życie. Początkowo byłam dość sceptyczna. „Nikt nie jest doskonały, też jesteś odpowiedzialna za swoje małżeństwo!” - myślałam. Ostatnio uwierzyłam (i nie tylko ja) że ma rację.

Wygląda na to, że mąż zdradza ją od początku. Chciała wierzyć, że jest niewinny, stała po jego stronie – aż do ostatniego razu. Jeden z postów sugerował, że to koniec, w kolejnym jednak rozwód został odwołany. „Nie jestem bohaterką!” - pisała. „Nie chcę być samotną matką!”. Mogę to zrozumieć, ale… Dlaczego my, kobiety ciągle to robimy?

1. Pozwalamy komuś żeby nami pomiatał. 2.Mówimy całemu światu, jak bardzo się męczymy. 3.Pozostajemy w naszym „piekle” dla czyjegoś dobra. Oto dlaczego (niektórzy) panowie wierzą, że panie chcą, żeby ją gwałcić, bić itd. „Nie obwiniaj innych za swoje zachowanie. Mentalność ofiary? “Jesteś odpowiedzialny, nieważne jak kiepsko się czujesz i co dzieje się w twoim życiu” - mówią.

Thursday, July 7, 2016

Quasimodo

If (according to the statistic) you get some traffic, you might assume that you're good blogger. But pride comes before a fall, and they are better ones. I cried laughhing while reading Black Pepper – but the stuff like How to climb on pedestal is something more than fun. An average Martyr-ness „will slip from her catafalque and vacuum the apartment before she'll go to the spirit world”.

If she got enough of her old self, „Martyr-ness” could become sexy goddess. She has to seduce her pork eating guy properly. To kill monotony, they go out. The first shot – compliments. „All women are staring at you!” (because.„Deep in his heart even Quasimodo believes that he's Apollo”). The next date: she'll turn him on to his boiling point.

"I fargot my painties...” - She'll say. Funny lesson „how to kill your inner sheep and become a lion”:) Have you become (for the sake of your marriage) the „Martyr-ness”? Maybe your „typical and not very interesting” guy would prefer sexy lady, who knows. Before you hit „the stage in your life when rapist in the park proposes you friendship” you could give it a try:)

Jeśli (według statystyk) na twoim blogu jest ruch, możesz pomyśleć, że jesteś dobry. Ale pycha poprzedza upadek, poza tym, są lepsi od ciebie. Płakałam ze śmiechu, czytając Czarny Pieprz – ale wpisy Jak wleźć na piedestał to coś więcej, niż pocieszny post. Przeciętna męczysława „zsunie się z katafalku żeby jeszcze raz odkurzyć mieszkanie przed wybraniem się na tamten świat”.

Jeśli postanowi zmienić sytuację życiową, może zostać boginią seksu. Musi odpowiednio przynęcić opychającego się karkówką męża. W celu wybicia z nudy, pójdą do restauracji. Pierwszy strzał – komplement: „Wszystkie baby się na ciebie gapią!” (ponieważ „Nawet Quasimodo wewnętrznie wierzy, że jest Apollinem”). Druga randka: rozpalisz ogień w jego spodniach.

Powiesz, że majteczki zostawiłaś w domu. Zabawna lekcja „jak zabić wewnętrzną owcę i zmienić się w lwicę”:) Stałaś się (dla dobra małżeństwa) męczysławą? Może twój „mało ciekawy typ” wolałby seksowną panią, kto wie. Można spróbować - zanim dobije się do „tego etapu życia, kiedy gwałciciel w parku proponuje, żebyście zostali przyjaciółmi”.




Thursday, June 16, 2016

Edna Krabappel

„I envy those couples who do everything together!” - My mother used to say. Witnessing of her rocky marriage I got convinced that couple's life is sort of tragedy. But some people knew how to make it work. I met P. and his wife B. few weeks ago. The small apartament is full of race photography: running is their passion, they partecipate in marathons.
źródło: Internet

I looked at the pictures: P. and his wife have nice custom, they would finish every race holding their hands. They smile and give each other a tender look. After forty years togheter they're extremely commited and (I have no doubt) want they marriage to last forever. Are common values the indespensable ingredient to make everything work?

I remember the cartoon I saw when I was small: school pupils are watching two rabbits' hooneymon. They are like: „Wow!” Their teacher is smiling sarcastically. „Most of you will never fall in love, but will marry out of fear of dying alone!” - Edna Krabappel says. Could be, but staying in bad marriage isn't a cure for loneliness.

„Zazdroszczę parom, które robią wszystko razem!” - mówiła moja mama. Będąc świadkiem jej trudnego małżeństwa utwierdzałam się w przekonaniu, że bycie w związku to jakaś tragedia. Niektórym jednak się to udaje. Poznałam P. i jego żonę B. parę tygodni temu. Małe mieszkanie jest pełne zdjęć: bieganie jest ich pasją, biorą udział w maratonach.

Patrzyłam na fotografie: P. i jego żona mają miły zwyczaj zakończenia biegu, trzymając się za ręce. Uśmiechają się i rzucają sobie czułe spojrzenia. Czterdzieści lat razem niezwykle ich związało, nie wątpię, że chcą, aby ich małżeństwo trwało na zawsze. Czy wspólne wartości to niezbędny składnik, który cementuje wszystko?

Pamiętam kreskówkę, którą oglądałam, gdy byłam mała. Uczniom pokazano miesiąc miodowy królików. Robili wielkie oczy. Nauczycielka uśmiechnęła się ironicznie. „Większość z was nigdy się nie zakocha, ożenicie się ze strachu, żeby nie umrzeć samemu!” - rzekła Edna Krabappel. Możliwe, ale niedobre małżeństwo nie chroni przed samotnością.

Sunday, May 22, 2016

Irritable guy/Nerwowy facet

Years ago I was reading a story about a woman who had quarrelsome and nagging husband. To get some peace and quiet, she started… to fatten the irritable guy. The strategy „eat to beat stress” worked well: the infuriated husband was gone, the „new” fatter one wouldn't criticise his wife anymore.

Testosterone is the „male hormone”. Men with a lot of the chemical in their systems should be especially attractive to women. The researchers discovered something lese: females in a study group appeared to prefer calmer, chill guys. Testosterone-laden men are more aggressive and dominant. It can be caused by a high level of cortisol, the stress hormone.

Apparently, obesity is a major cause of low testosterone levels. Stress-eating cure can change your life (they say that men with obvious bellies make better lovers and are more likely to have fat wallet). „I feel sorry for my husband, he gets home late most nights then has to cook our dinner!” - Someone wrote. Guess: is that great guy skinny – or not?

Czytałam kiedyś opowiadanie o kobiecie, która miała kłótliwego i zrzędliwego męża. Aby mieć trochę spokoju, zaczęła… tuczyć nerwowego pana. Strategia „jedz żeby zbić stres” zadziałała. Znerwicowany mąż znikł, „nowy”, znacznie tłustszy, już nigdy nie krytykował swojej żony.

Testosteron to „męski hormon” - ci, którzy mają go w nadmiarze powinni być atrakcyjni dla kobiet. Naukowcy odkryli coś innego: kobiety z badanej grupy wolały spokojnych, łagodnych panów. Naładowani testosteronem są bardziej agresywni i dominujący. Odpowiadać za to może wysoki poziom kortyzolu, hormonu stresu.

Wygląda na to, że nadwaga jest główną przyczyną niskiego poziomu testosteronu. Kuracja „zjedz stres” może odmienić życie (mówią, że panowie z brzuszkiem są lepszymi kochankami, mają też zarabiać więcej). „Szkoda mi męża, wraca do domu późnym wieczorem i musi nam szykować kolację!” - napisał ktoś. Zgadnij: ten wspaniały facet jest chudy – czy nie?

Wednesday, December 2, 2015

Women's Island/Wyspa kobiet

I have to watch cartoons quite often. One could learn some interesting things from them. Vicke is the son of the leader of Viking Village. He often travels with his dad. One day the group of Vikings got “Women's Island” ruled by group of – let's say – Women Viking. The strong ladies were travelling, fighting and doing other funny things.

There was something wrong happening there. The men were forced to wear aprons… They were cooking and cleaning, such humiliation! I was thinking: “Wait a minute, but how the life is! Us, women we are the oppressed majority!” A friend shared this on Facebook.

A tragicomic day in the life of a man who struggles for equality in a society dominated by women. In the end of that film he gets raped, but I think it's wrong. The “womanized” man should be back home, cook and, wash the dishes while his working wife would tell him what and how to do. That's the way life is!

Muszę oglądać bajki dość często. Można się z nich dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy. Vicky to syn przywódcy Wioski Wikingów. Często podróżuje z tatą. Pewnego dnia grupa Wikingów dotarła do – nazwijmy ją – Wyspy Kobiet. Umięśnione panie podróżowały, walczyły i robiły inne ciekawe rzeczy.

Działo się tam coś bardzo złego. Mężczyźni byli zmuszeni nosić fartuchy… Gotowali i zmywali, co za poniżenie! Myślałam: “Chwila, takie właśnie jest życie! My, kobiety jesteśmy uciśnioną mniejszością!” Znajoma umieściła ten link na Facebook.

Tragikomiczny dzień z życia mężczyzny, który walczy o równość w społeczeństwie z zdominowanym przez kobiety. Na końcu filmu zostaje zgwałcony, ale myślę, że to błąd. “Zniewieściały” mężczyzna powinien wrócić do domu, gotować, zmywać, podczas gdy pracująca żona mówiłaby, co i jak ma robić. Takie jest życie!

Friday, June 26, 2015

Positive things/Dobre rzeczy

Her life seems to be a mess. She’s talking openly about it but doesn’t seem to be worried that much. She’s learned to cope on her own and gets by quite well. My friend is sort of optimistic person. She won’t complain and bad experiences don’t get her down. Despite everything, she’s forward-looking and proactive in life.

My friend is also focused on positive things; she likes new clothes and having her hair done. Few weeks ago we were chatting in the playground. “I’ve had too much of him! I don’t care what he’s into; to me he can be even a fag!” Everyone smiled appreciatively, after a while she looked at F.’s shoes.

“You laced it nicely! I can’t do it like that.” – She said. F. agreed to show her. My friend gave her first one, then another sport shoe. We all observed F. lacing it. “Wow, that’s great! Now I like it a lot!” - My friend said. For a good while she looked at her feet, smiling. She seemed perfectly content.

Jej życie wydaje się pasmem porażek. Otwarcie o tym mów, ale nie zdaje się specjalnie przejmować. Nauczyła się sama sobie radzić i dość dobrze jej to wychodzi. Moja znajoma to osoba pozytywna. Nie narzeka i złe doświadczenia jej nie przygnębiają. Pomimo wszystko, patrzy z optymizmem w przyszłość, jest także aktywna.

Koncentruje się na pozytywnych rzeczach, lubi nowe ubrania i chodzenie do fryzjera. Parę tygodni temu rozmawiałyśmy na placu zabaw. „Nie obchodzi mnie, co wyprawia, mam go dosyć. Dla mnie może być nawet pedziem!” – rzekła. Pokiwałyśmy głową ze zrozumieniem, po chwili spojrzała na buty F.

“Fajnie je zasznurowałaś, ja tak nie potrafię!” – rzekła. F. zgodziła się pokazać. Moja znajoma dała jej jeden trampek, potem drugi. Patrzyłyśmy, jak F. je sznuruje. „Super, wspaniale to wygląda! Teraz mi się podoba!” – rzekła znajoma. Przez dłuższą chwilę patrzyła z uśmiechem na stopy. Wyglądała na zupełnie zadowoloną.

Wednesday, May 27, 2015

About life/O życiu


I know a woman who is really cross with her ex. It’s been a long time since he left but she’s still calling him “mine”. “My cretin, my imbecile” – She says accusing him of having affair and other bad things. It reminds of someone who died a long time ago - also she was always mad. I remember her angry face.
 
She was smoking her inseparable cigarette and complaining. “My death or yours!” – She shouted. A moment later she was escaping from her husband. After many years like that she got ill. Someone told me that she passed away peacefully, smiling. Everyone deserves happiness, the problem is that we expect others to make us happy.

It’s hard to take people for who they are. We want to change others but sometimes the best choice is to let go. My husband’s grandmother lived 101 years. “How it was, grandma?” – He asked her once. “Like the wind!” – She told him. Nothing lasts forever; hopefully also bad memories will be gone sometimes.

Znam kobietę, która jest naprawdę zła na swojego ex. Odszedł dawno temu, ale ona ciągle nazywa go „swoim”. „Mój idiota, mój kretyn” – mówi, oskarżając go o zdradę i inne nieprzyjemne rzeczy. Przypomina mi kogoś, kto zmarł dawno temu. Również ona była zawsze wściekła. Pamiętam jej rozgniewaną twarz.

Paliła nieodłącznego papierosa i narzekała. „Moja śmierć albo twoja!” – krzyczała, a za chwilę uciekała przed mężem. Po wielu takich latach zachorowała. Ktoś powiedział mi, że zmarła spokojnie, z uśmiechem. Wszyscy pragniemy szczęścia. Problem w tym, że oczekujemy, iż uszczęśliwią nas inni.

Ciężko zaakceptować ludzi takimi, jakimi są, Chcemy ich zmieniać, ale czasami najlepszym wyjściem jest pozwolić im odejść. Babka męża żyła 101 lat. „Jak to było, babciu?” – zapytał ją kiedyś. “Jak wiatr!” – odparła. Wszystko mija, miejmy nadzieję, że niedobre wspomnienia też nie są wieczne.