Wednesday, January 20, 2016

Rocky Mountains

“Bloody environmentalist just say no to everything!” - S. said. I didn't comment knowing that he doesn't really care. “The time has come, now it's not only environment, but also people to pay!” - I thought. “Canadian company started bottling out Rocky Mountains air as a joke, but has seen its product fly off the shelves in pollution-hit China”. 

In China fresh air is so precious that one pays £10 for 7,7 litre can. Beijing is struggling with hazardous pollution levels. The red alert in December caused schools' closure, for a period of time the people were told to stay indoors. “We want to give people the opportunity to inject a little bit of fresh air into their daily lives” - Vitality Air’s China representative says.

But it's not a solution. Global clean energy investment hits record $329 billion in 2015. Wind and solar power is cheaper don't create harmful impacts on environment. The renewable energy industry is more labor-intensive than fossil fuel technologies, which are typically mechanized. This means that more jobs. “Bloody environmentalist” may have the right!

“Cholerni ekolodzy zawsze mówią: “Nie!” - powiedział S. Nie skomentowałam wiedząc, że tak naprawdę go to nie obchodzi. “Nadszedł czas, kiedy ludzie też płacą, nie tylko przyroda!” - pomyślałam. Kanadyjska firma zaczęła butelkować powietrze Rocky Mountains dla żartu, ale produkt szybko znikł z półek w zanieczyszczonych Chinach.

W Chinach świeże powietrze jest tak cenne, że płaci się 60 zł za 7,7 litrową butelkę. Pekin boryka się ze smogiem. Czerwony alarm w grudniu spowodował zamknięcie szkół, na jakiś czas polecono nieopuszczanie mieszkań. “Chcemy dać ludziom zastrzyk świeżego powietrza w ich życiu” - mówi reprezentant Vitality Air’s w Chinach.

Ale to nie jest rozwiązanie. W 2015 r. światowe inwestycje w energię odnawialną osiągnęły rekordowe 329 mld dolarów. Energia solarna i wiatrowa jest tańsza, nie szkodzi zdrowiu i środowisku. Pozyskiwanie jej jest bardziej pracochłonne - nieodnawialne technologie są zmechanizowane. Oznacza to więcej miejsc pracy. “Cholerni ekolodzy” mają czasem rację.

Sunday, January 17, 2016

I like to sufer/Lubię cierpieć

I heard about the woman who suddenly lost her beloved husband. She was absolutely distraught and become depressed. Her teenage kids had to be her careers. Years passed by but she never got better, the family is suffering along with her. “Every emotional pain leaves behind a residue of pain that lives on in you.” - Eckhart Tolle says.
źródło: Internet

“This accumulated pain is a negative energy field that occupies your body and mind - the emotional pain-body. Some people live almost entirely through their pain-body. It can only survive if it gets you to unconsciously identify with it. It can become you and live through you. It will create a situation in your life that causes further pain.”

“Once the pain-body has taken you over, you want more pain. You become a victim or a perpetrator. You want to inflict pain, or you want to suffer.” One would say: “Rubbish!” – but his thinking and behaviour do keep the pain going. Keep thinking about the pain from the past and you'll experience it for the rest of your life. Don't think, observe it, Tolle wrote.

Słyszałam o kobiecie, która nagle straciła kochanego męża. Była zrozpaczona i wpadła w depresję. Nastoletnie dzieci musiały się nią opiekować. Minęły lata, lecz nie wydobrzała, rodzina cierpi razem z nią. “Każde emocjonalne cierpienie zostawia nalot bólu, który żyje w tobie” - mówi Eckhart Tolle.

“Skumulowane cierpienie jest polem negatywnej energii, okupującym ciało i umysł: emocjonalnym ciałem bólu. Niektórzy żyją prawie wyłącznie poprzez ciało bólu. Może ono przetrwać, jeśli nieświadomie się z nim identyfikujemy, być nami, żyć przez nas. Będzie kreować sytuacje życiowe, które powodują dalszy ból”.

“Kiedy opanuje cię ciało bólu, pragniesz więcej cierpienia. Stajesz się ofiarą lub katem. Chcesz powodować ból, albo go zadawać”. Ktoś by powiedział: “Bzdury!” ale to, jak myśli i działa podtrzymuje męczarnie. Rozmyślaj o udrękach przeszłości a doświadczysz ich przez resztę życia. Nie myśl, obserwuj, napisał Tolle.

Wednesday, January 13, 2016

Carlo Verdone

A 1982 Italian comedy “Come forward, idiot”: Pasquale is relased from prison. He knows an address where once one would pay for sex but doesn't know that now it's private dentist's practice. Pasquale: “How much it costs?”. Dental Assistant:“For fulfilment?”. P.: “Bloody hell, you're genius. You invent everything right… Yes, for fulfilment”.
źródło: binrome.com

A.: “More or less 20 000”. P.: “So five, five fulfilments”. A.: “Five fulfilments?”. P.: “Well it's been two years that...”. A.: “Do you prefer the owner or her husband?”. P.: “Ah you're doing mixed games here...”. Living in Poland I thought that Italian cinema means Roberto Benigni. I saw several times “Life is beautiful” and “The monster” in the TV.

Nobody heard of Carlo Verdone – and he's great. “Fun Is Beautiful” (1980): lonely Enzo thinks that Poland is a good country for sex tourism. He's buying a lot of ballpens and tights: he believes that Polish girls would do everything for that. But my No.1 Italian film is (also not known in Poland) “An average little man” with extraordinary Roberto Sordi.

Włoska komedia “Vieni avanti, cretino” z 1982 r. Pasquale wychodzi z więzienia. Zna adres, gdzie kiedyś płaciło się za seks, ale nie wie, że obecnie jest to klinika dentystyczna. Pasquale: “Ile to kosztuje?”. Asystentka: “Za wypełnienie?”. P.: “Cholera, jesteście genialni. Wymyślacie wszystko jak trzeba… Tak, za wypełnienie”.

A.: “Około 20 000”. P.: “Wiec pięć wypełnień”. A.: “Pięć wypełnień?”. P.: “No, już od dwóch lat, tego...”. A.: “Preferuje pan właścicielkę czy jej męża?”. P.: “A, robicie tu mieszane zabawy...” Mieszkając w Polsce myślałam, że włoskie kino to Roberto Benigni. W telewizji pokazywano często “Potwora” i “Życie jest piękne”.

Nikt nie słyszał o Carlo Verdone – a jest wielki. “Un sacco bello” (1980): samotny Enzo myśli, że Polska nadaje się do seks turyzmu. Kupuje dużo długopisów i rajstop – wierzy, że polskie dziewczyny zrobią za nie wszystko… Ale mój ulubiony włoski film (nieznany w Polsce) to “Un borghese piccolo piccolo” z niezwykłym Alberto Sordi.



Saturday, January 9, 2016

An illusion/Złudzenie

One of my my mom's stories: once upon a time (in the 1960's) there was a girl who wanted to get married. Her neighbour's son worked in the factory far away from the village. She asked him to bring her over a man. “He can be small and even red-hair!” - She used to said. “What matters he's a guy!” No study can show definitively that getting married will make you happier.

They are scientific seasons that being creative – yes it would. In October started my PLAMA page – not a big success though:) Then I wrote a children story Jasmine and Italian mouse  and illustrated it. I couldn't resist sending “Jasmine” to publishers and after one or two weeks I got my first rejection. Very quick:)

The girl from my story got her guy eventually: the son of her neighbour presented her a man who (they say) was handsome and had a good job. They got married and lived happily until he died after they tragically lost their son. Then she was lonely again. The illusion of waiting for the future to be happy.

Jedna z historii mojej mamy: pewnego razu (w latach 60.) była sobie dziewczyna, która chciała wyjść za mąż. Syn sąsiada pracował w fabryce daleko od wioski, prosiła go, żeby przyprowadził jej mężczyznę. “Może być mały, nawet rudy!” - mówiła. Nie ma naukowych dowodów, że małżeństwo nas uszczęśliwia.

Są naukowe dowody, że bycie kreatywnym – owszem. W październiku zaczęłam stronę PLAMA (nie odniosła zbyt wielkiego sukcesu:) Następnie napisałam historię dla dzieci Jasmine i włoska mysz i ją zilustrowałam. Nie oparłam się pokusie wysłania do wydawców, po tygodniu lub dwóch otrzymałam pierwszą negatywną odpowiedź. Szybko:)

Dziewczyna z mojej opowieści kogoś w końcu znalazła. Syn sąsiada przedstawił jej mężczyznę, który (tak mówią) był przystojny i miał dobrą pracę. Pobrali się i byli szczęśliwi, zanim zmarł po tragicznej śmierci ich syna. Wtedy znów była sama. Iluzja czekania na przyszłość, która nas uszczęśliwi.as uszczęśliwi.


Thursday, January 7, 2016

So simple/Takie proste

“Which publisher is the best and the cheapest?” - Someone on my fb group for writers asked. Finding “traditional” publisher is hard, but vanity press is not that selective. They make profit on authors and economize on everything. They print small amount of copies (usually about 300) which is available on Internet.

Their business is selling publishing packages, not books. Why not publish a book on your own? You can find a developmental editor and pay him to make sure everything flows. An “author-editor” may hire someone to make cover design. Formatting for print, getting and ISBN, getting your book printed – it's the easiest thing.

The toughest part is marketing, but subsidy publisher won't do it. How many of their books you see on bookstore shelves? In the end of the day, either we publish on our own or pay vanity press – in each case author is the only one who believes in his book. Let's be realistic in our expectations. Do the promotion and be excited at your success!

“Który wydawca jest najtańszy i najlepszy?” - zapytał ktoś w mojej grupie pisarskiej na fb. Znalezienie “tradycyjnego” jest trudne, ale vanity press nie dokonują dużej selekcji. Zarabiają na wyciąganiu pieniędzy od autorów i oszczędzają na wszystkim. Drukują niewiele egzemplarzy (około 300), są one dostępne w Internecie.

Sprzedają pakiety wydawnicze, nie książki. Dlaczego więc nie opublikować samemu? Można znaleźć redaktorów i zapłacić, by “wygładzili” nasz maszynopis. “Pisarz-wydawca” może wynająć kogoś do zrobienia okładki i formatowania. Zdobycie ISBN i wydrukowanie są łatwe.

Najtrudniejsza część to marketing, ale wydawnictwo ze współfinansowaniem się tym nie zajmie. Ile z ich książek widać na półkach księgarni? Ostatecznie, czy autor wyda sam, czy zapłaci vanity press – jest jedynym, który wierzy w swoją książkę. Bądźmy realistyczni w naszych oczekiwaniach. Promujmy książkę i cieszmy się z sukcesu!

P.S. Napis na rysunku: “Spotkanie z autorami i podpisywanie książki”.


Sunday, January 3, 2016

The shadow/Cień

I got 50 000 page views few days ago. The more I'm blogging; the more I'm into it. All the time I find out something new. Recently I discovered “Shadow-Blog”. Let's say that Klara started very successful lifestyle blog in 2013. Some time later appears Klara Bella: she writes about the same topics, but it's not very popular.
the photo from teologia.deon.pl

Klara Bella fallows Klara, she's leaving the comments on her blog and on those which her Klara's commenting too. “Not-Blogger” is not writing much. You can notice him on popular blogs, he's complimenting the authors: “I love it! Cheers, you're great people!”. He's very active on Google Plus, but his own blog is quite empty.

He would mostly link to the others or say: “Be aware of that nasty hater!”. I talked about it with my husband, some time ago he started his “erudite” blog. “I'm sure that Klara Bella is having more page views than you!” - I told him. “I bet she has. I don't know if in the last month anyone read my blog!”. He's got a lot to learn…

Kilka dni temu dobiłam do 50 tys. wyświetleń strony. Im dłużej bloguję, tym bardziej mi się to podoba. Ciągle dowiaduję się czegoś nowego. Ostatnio odkryłam bloga – cień. Powiedzmy, że w 2013 roku Klara zaczęła prowadzić popularny blog “lifestyle”. Jakiś czas potem pojawia się Klara Bella, pisze o tym samym, ale nie odnosi dużego sukcesu.

Klara Bella śledzi Klarę, zostawia komentarze na jej blogu i wszędzie tam, gdzie pojawia się Klara. “Nie-bloger” nie pisze zbyt wiele. Można go dostrzec na popularnych blogach, gdzie komplementuje autorów: “Super! Pozdrawiam, bardzo fajni z was ludzie!”. Jest aktywny na Google Plus, ale jego własny blog jest dość pusty.

Głównie linkuje do innych albo pisze: “Uwaga na tego podłego hejtera!”. Rozmawiałam o tym z mężem, który jakiś czas temu zaczął pisać “uczony” blog. “Pewnie Klara Bella ma więcej wyświetleń strony od ciebie!” - powiedziałam. “Jasne. Nie jestem pewien, czy w zeszłym miesiącu ktoś zajrzał na mój blog” - odparł. Musi się dużo nauczyć...

Thursday, December 31, 2015

Monte Carlo

I'm one of those good souls who never partied in the college. But 8 years ago in England I started finally going out. I had a boyfriend in December 2006. G. worked and lived with two Polish guys at Butleigh. They organized New Year's Eve party and I was invited. In the early morning G. and his mates accompanied me to Street. 


I couldn't open the door. I kept calling K. but she wouldn't answer. One of Poles offered climbing up gutter-pipe to reach my friend's bedroom window. He was doing well, but the pipe didn't bear his weight and broke making big noise. It was real fun:) It's been 5 years that we repeat the same New Year's Eve over and over again.

Our tradition is: dinner with in-laws, watching International Circus Festival of Monte Carlo and glass of sparkling wine in the midnight. Every time when I look at clowns and acrobats I want to go out and let my hair down. I'd like to drink and raise my voice and get a little out of line… But I won't.

P.S. Happy New Year 2016!

Jestem jednym z tych poczciwców, którzy nie imprezowali na studiach – ale 8 lat temu w Anglii zaczęłam wreszcie wychodzić z chałupy. Miałam chłopaka w grudniu 2006. G. pracował i mieszkał z dwoma Polakami w Butleigh. Zorganizowali imprezę noworoczną, byłam zaproszona. Nad ranem G. i jego znajomi odwieźli mnie do Street.

Nie mogłam otworzyć drzwi. Dzwoniłam do K., ale nie odpowiadała. Jeden z Polaków zaproponował, że wdrapie się po rynnie do okna sypialni mojej przyjaciółki. Dobrze mu szło, ale rynna nie wytrzymała ciężaru i złamała się, czyniąc wielki hałas. Mieliśmy niezły ubaw:) Od 5 lat powtarzamy ten sam scenariusz w Sylwestra.

Nasza tradycja to kolacja z teściami, oglądanie Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej w Monte Carlo i kieliszek gazowanego wina o północy. Za każdym razem, kiedy patrzę na akrobatów i klownów ogarnia mnie pragnienie szalonej zabawy. Chciałabym pić, podnosić głos, przekroczyć nieco granicę… Ale nic z tego.

P.S. Szczęśliwego Nowego Roku 2016!