Sunday, March 13, 2016

Wishful thinking/Myślenie życzeniowe

A quote by Oscar Wilde: “In old days books were written by men of letters and read by the public. Nowadays books are written by the public and read by nobody”. The situation got worse rather than better in 21-st century. Every month in Poland about 1000 titles is coming out. Getting published is easy; getting noticed is tricker”. 
http://www.japantimes.co.jp/

„How can writers make themselves heard in the age of blog and self-publishing saturation?”. The Internet, of course – but can you really reach the audience there? Writer Paweł Pollak claims that it's „wishful thinking”. I agree with him. Trying „to market” your book alone may become frustrating, and the results – quite miserable.

But the Internet did change the face of publishing. Aleksander Sowa published on Amazon. „10 of my e-books in sales” - He says. „November: 249 copies, December 470 copies”. It's not bad – especially for an author who calls himself „graphomaniac”. Maybe also for me there's still some hope…

Cytat z Oscara Wilde: „W dawnych czasach książki były pisane przez literatów i czytane przez publiczność. Dziś są pisane przez publiczność i nie czytane przez nikogo.” W XXI wieku sytuacja znacznie się pogorszyła. Każdego miesiąca w Polsce wychodzi około 1000 tytułów. „Opublikowanie jest łatwe, zostać dostrzeżonym jest trudno”.

„Co ma zrobić pisarz, by o nim usłyszano w epoce blogów i self-publisherskiego przesycenia?” Jest Internet, ale czy naprawdę można dotrzeć tam do czytelnika? Pisarz Paweł Pollak twierdzi, że to myślenie życzeniowe. Zgadzam się z nim. Próba „wypromowania” książki samemu może być frustrująca, a rezultaty – dość mizerne.

Ale Internet zmienił wydawniczy światek. Aleksander Sowa publikował na Amazon. „W sprzedaży 10 moich e-booków” - mówi. „Listopad: 249 sztuk, grudzień sztuk 470”. Całkiem nieźle, zwłaszcza jak na autora, który sam nazywa się „grafomanem”. Może i dla mnie jest jeszcze jakaś nadzieja...

Wednesday, March 9, 2016

The farting princess/Pierdząca księżniczka

A tale narrated by old Giuseppe: “Once upon a time there was a lovely princess who didn't want to marry. 'Why is that?' - An old woman asked her. 'I can't do it because I'm coursed. It says that the day of my wedding I'd make a loud fart and everyone would be kidding on me!' - The girl said. 'I'll help you if you'll marry my son!' - The old woman promised”. 

 “The day of the wedding she was sitting next of the princess who started farting indeed. 'Please excuse me!' - The mother-in-law said. - 'I ate too much, excuse me!' Everybody laughed on her and the honour of the princess was saved”. When you're young you are afraid of being ridiculed. Being laughed at is one of the worst things that can happen…

I had bad acne as a teen. Once a big spot appeared on my nose. It was gross, red and huge… I was positive that everyone is looking at it. Today I know that people aren't thinking about me, but about themselves. I don't find it frustrating, but liberating. A great relief from tremendous effort to avoid the failure. A fart may be a sign you don't care to pretend any more:)

Bajka starego Giuseppe: “Była sobie piękna księżniczka, która nie chciała wyjść za mąż. 'Dlaczego nie?' - spytała starsza kobieta. 'Nie mogę, bo jestem przeklęta. W dzień ślubu wydam głośne pierdnięcie i będą się ze mnie śmieli!' - odparła dziewczyna. 'Pomogę ci, jeśli wyjdziesz za mego syna!' - obiecała staruszka.

“W dzień ślubu usiadła koło księżniczki, która rzeczywiście pierdnęła. 'Przepraszam!' - wykrzyknęła teściowa. 'Zjadłam za dużo, nie chciałam!' Wszyscy się z niej śmieli i honor księżniczki był ocalony.” Kiedy jesteś młody, boisz się ośmieszenia. Bycie wyśmianym to najgorsza rzecz, jaka się może przytrafić...

Kiedy byłam nastolatką, miałam trądzik. Pewnego razu na nosie wyskoczył mi wielki pryszcz. Byłam pewna, że wszyscy na niego patrzą. Dziś wiem, że ludzie nie myślą o mnie, tylko o sobie. Bardziej niż frustrujące, uważam to za wyzwalające. Prawdziwa ulga od wysiłku, by uniknąć porażek. Pierdnięcie może być znakiem, że nie chce ci się niczego udawać:)

Saturday, March 5, 2016

I not drunk/Ja nie pijany

They were talking a lot about it in Street in April 2007. One Saturday evening my friend M. was going to Kudos nightclub in Wells, but shortly after Glastonbury his car slipped into a ditch. He get some help in pulling his old Rover, but it was half-broken. M. decided that driving to Butleigh would be risky and he'd stay at his friends' (Kasia's and mine) place in Street.
centralsomersettegazette.co.uk

The same evening two Poles (also from Butleigh) wanted to go to ENVY nightclub in Street. They took their farmer's car without permission and also had small accident. They slipped away, but the police found their English friend in the car. While asked where to find them, G. remembered our flat. They where were coming round a couple of times.

M. lived in the UK three years or so but his English was poor. When he saw the police, he got frightened and kept saying: “I not drunk!”. He was taken to the patrol car: G. was sitting there. He confessed that M. wasn't the one they were looking for. The next day I revealed the story to A. “It's better you won't tell your friends where I live!” - He said.

Dużo o tym mówiono w Street w kwietniu 2007. Pewnego sobotniego wieczoru mój znajomy M. jechał do dyskoteki Kudos w Wells. Niedaleko Glastonbury jego samochód wpadł do rowu. Ktoś pomógł mu wyciągnąć auto, ale stary rover był nadwyrężony. M. nie zaryzykował wracania do Butleigh i zatrzymał się w mieszkaniu przyjaciół (czyli Kasi i moim).

Tego samego wieczoru dwóch Polaków (również z Butleigh) chciało jechać do dyskoteki ENVY w Street. Wzięli bez pozwolenia samochód farmera i spowodowali wypadek. Uciekli, ale policja znalazła w samochodzie ich znajomego, Anglika. Pytany, gdzie ich znaleźć, G. przypomniał sobie nasze mieszkanie. Kilka razy nas odwiedzali.

M. mieszkał w Anglii około trzech lat, ale się nie nauczył języka. Kiedy zobaczył policjantów, przestraszył się i powtarzał: “Ja nie pijany!”. Zabrano go do samochodu policyjnego, siedzący tam G. przyznał, że to nie jego szukali. Następnego dnia opowiadałam tę historię A. “Wiesz, lepiej nie mów twoim znajomym, gdzie mieszkam!” - powiedział.

Sunday, February 28, 2016

Sex in China/Seks w Chinach

“There was no point to translate – Jasmine and Italian mouse so far it got 0 page views!” - I said. “You can see that nobody is reading your blog!” - He told me. “Not true. My post about devastating air pollution in China got 926 views!” - I insisted. “It's because of the way Google Search works. Google bots are seeking for popular words, like China!” - He said. 
http://gendercrisis113b.blogspot.it/

I decided to write a post with many words what the bots are looking for: “The majority of people in China are unhappy with their sex lives. Is it because of China's great gender crisis? Chinese families have long favoured sons over daughters. The result is that more than 35 million women are 'missing'. But they are better things than sex”.

“A big piece of chocolate. Shopping on eBay for half price. Watching 'Forrest Gump' or 'Gone with the wind'. Listening to Iggy Pop 'Fuqin Alone' (good song for singles). Selling your book other than your editor and your mother.” So, Googlebots, can you find something interesting here?

“Mogłam sobie oszczędzić tłumaczenia, Jasmine i włoska mysz jak dotąd miała 0 wyświetleń!” - powiedziałam mężowi. “Widać, że nikt cię nie czyta!” - odparł. “Nieprawda, post o zanieczyszczeniu powietrza w Chinach miał 926 wyświetleń!” - rzekłam. “To sprawa robotów Google. Szukają popularnych słów, takich jak Chiny!” - twierdził.

Postanowiłam, że napiszę post zawierający takie poszukiwane słowa: “Większość Chińczyków jest niezadowolona z życia seksualnego. Czy to powód wielkiego kryzysu płci? Chińskie rodziny przez lata wolały mieć synów, niż córki. W efekcie 'brakuje' ponad 35 milionów kobiet. Ale są lepsze rzeczy, niż seks.”

Duży kawałek czekolady. Kupowanie na eBay za pół ceny. Oglądanie “Forresta Gumpa” lub “Przeminęło z wiatrem”. Słuchanie 'Długość dźwięku samotności' Myslowiz. Sprzedanie własnej książki komuś innemu, niż wydawcy i mamie”. No i jak, roboty Google, widzicie tu coś ciekawego?

Thursday, February 25, 2016

Mangia!

When it's hot and the balcony windows are open, sometimes you can hear the voice: “Mangia!!!” A young mom is encouraging her kid to eat. Nothing seems more important for a mother than child nutrition. I heard about a girl who was feed through syringe: when she had no appetite, her mom would put her lunch into blender and mix it. 
malesbanget.com

But is it that good? Apparently parents should not turn mealtime into a struggle for who has power over the child's eating habits. It could have the opposite effects. A study published in 2002: 70% of 100 college students had experienced forced-food consumption during childhood. Most of them described their feelings of anger, fear, disgust, and lack of control.

When a child eats something he doesn’t want to, he “loses” and the parent “wins.” “So later in life, when he can freely choose the food on his own, he chooses to win. When asked if they would now eat the food they were forced to eat in childhood, 72% said they would not”. Maybe that's why many adults won't touch “healthy vegetables”?

Kiedy jest gorąco i balkony są otwarte, zdarza się, że słyszę głos: “Mangia!!!” Młoda matka zachęca dziecko do jedzenia. Cóż jest ważniejszego dla matki, niż dobre odżywianie jej dziecka? Słyszałam historię o dziewczynce, która była karmiona strzykawką: kiedy nie miała apetytu, matka miksowała obiad w blenderze.

Czy jest to dobre? Wygląda na to, że rodzice nie powinni zmieniać posiłków w walkę o władzę nad “preferencjami jedzeniowymi” dziecka. Przynosi to przeciwny efekt. Badania opublikowane w 2002: 70% ze 100 studentów doświadczyło przymusowego karmienia w dzieciństwie. Większość opisywała uczucie złości, strachu, obrzydzenia i braku kontroli.

Kiedy dziecko je to, czego nie lubi, “przegrywa” a rodzic “wygrywa”. “W dalszym życiu kiedy mają wybór, wybierają “zwycięstwo”. Pytani, czy zjedliby to, co zmuszeni byli jeść w dzieciństwie, 72% odparło, że nie”. Może dlatego tak wielu dorosłych trzyma się z daleka od “zdrowych warzyw”?

Sunday, February 21, 2016

Pole can manage/Polak potrafi

I decided to promote my writing through my blog. So far Jasmine and Italian mouse had… 0 views. Internet seems to be the perfect medium to inform people that your novel exist and sell it. A new author is announcing his presence on social network sites, forums and blogs… And his book is “dead” after six months or so.

"Twitter and Facebook don't sell books. Social media is pushing” - D.Dawson says. “As a reader I want the book to pull me”. Some of those who are struggling to promote their book try their luck on Amazon because it has so much market power. KDP doesn't support the Polish language, but as the proverb says: “A Pole can manage”.


Aleksander Sowa is selling his e-books since 2011. “Officially you can't do it” - He says. - “But Amazon does sell Polish stuff”. You have to prepare your manuscript in Microsoft Word, make sure you've got the cover, enter the required information, upload… And repeat the procedure over a dozen times, so KDP will publish it despite it does not support Polish language. So simple.

Chciałam wypromować moje pisanie na blogu. Jak dotąd Jasmine i włoska mysz miała… 0 wyświetleń. Internet zdaje się być właściwym medium do powiedzenia światu o książce i sprzedania jej. Nowi autorzy obwieszczają swoją obecność na portalach, blogach, forum… I ich dzieło jest “martwe” po sześciu miesiącach lub coś koło tego.

Twitter i fb nie sprzedają książek. “Portale społecznościowe popychają” - mówi pisarka D.Dawson. “Jako czytelnik oczekuję, że książka mnie przyciągnie”. Niektórzy nieradzący sobie z promocją autorzy próbują szczęścia na Amazon, który ma siłę marketingową. Nie ma polskiej wersji KDP, ale jak to mówią, Polak potrafi.

Aleksander Sowa sprzedaje swoje e-booki od 2011. “Oficjalnie, nie można ” - mówi. Ale… “W Kindle Store sprzedawane są e-booki napisane po polsku”. Trzeba przygotować maszynopis w Wordzie, zadbać o okładkę, wklepać potrzebne informacje, kliknąć “Upload” - i powtórzyć procedurę kilkanaście razy, aż w końcu KDP opublikuje, pomimo że jest po polsku. Proste.

Thursday, February 18, 2016

No comment/Bez komentarza

My last post had 445 views so far. I was boosting myself, but my husband said that search engine traffic counts about half of what the actual visitor number is. Are most of my visits from bots? They could be. The first rule of blogging stats says that the only way to know if a human is reading your blog is if they're talking with you.
the photo from: www.bidinotto.com

If you've got an engaged audience, they'll comment, email and generally engage in the conversation. Well, I'm not having many comments. People don't email me (except one time when someone promised “a presence on my blog” if I'll be present on his). So I decided to pose a classic “blogger&writer” question: “What do you think about my book?”.

I translated my children's storybook it to attract an army of international readers. Two days of correcting the spelling after Google Translate:) Maybe I'll publish it on Amazon, and someone will appreciate my hard work! Well my dear reader, feel free to leave a comment:)

Mój ostatni post miał jak dotąd 445 wyświetleń. Chwaliłam się, ale mąż powiedział, że czasami połowa odwiedzin witryny to sprawa roboty Google. Czy zaglądają do mnie tylko Googlebots? Możliwe. Pierwsza zasada blogowych statystyk: jedyny wyznacznik tego, czy ludzie czytają twój blog to ich komentarze.

Zaangażowani czytelnicy będą komentować, pisać maile i ogólnie włączać się do dyskusji. Cóż, nie mam wielu komentarzy. Nikt do mnie nie pisze (oprócz jednego razu, kiedy ktoś obiecywał “obecność na moim blogu” jeśli będę się pokazywać na jego). Zdecydowałam się postawić tradycyjne pytanie pisarza i blogera: “Co myślisz o mojej książce?”.

Przetłumaczyłam moją historyjkę dla dzieci aby przyciągnąć armię zagranicznych czytelników. Dwa dni poprawiania po Google Translate:) Może opublikuję ją na Amazon i ktoś doceni moją ciężką pracę... Cóż, drogi czytelniku, jeśli z ciebie nie robot - nie krępuj się, pisz komentarze:)