Saturday, July 20, 2013

Edek died/Edek zmarł



Edek and his wife Ola represented the old times, which is gone now. Friendly and good - hearted, they were very well known and liked. Edek was my dad's best friend. My dad used to visit him daily. My father, Edek, Ola, Maryśka, Józefa "Jóśka" - all the people who are gone from forever - they shared certain passion for gossip.
Źródło: Internet

Today in our village everyone is like: "Mind your own business." When my dad and his friends were young, people wouldn't be watching TV in the evening - instead, they used to visit the others and have a long chats. Talking about the neighbours was the most natural thing in the world. People in old times felt committed.

Their neighbours weren't strangers for them - talking about their life’s were like sharing it somehow. Transurfing says that there are many parallel realities in the universe. I do hope that there is old Okszów somewhere - for my dad, Edek and Ola. As for them, our willage it wasn't the best place in the world. It was the only one.

Edek i jego żona Ola reprezentowali dawne czasy, których już nie ma. Przyjacielscy i mili, byli powszechnie znani i lubiani. Edek był najlepszym przyjacielem mojego ojca. Tato odwiedzał go codziennie. Mój ojciec, Edek, Ola, Maryśka, Józefa "Jóśka" - wszyscy ci, którzy odeszli na zawsze - dzielili prawdziwą miłość do plotek.


Obecnie wszyscy w mojej wiosce trzymają się zasady: "Pilnuj swego nosa." Kiedy mój tato i jego przyjaciele byli młodzi, ludzie nie oglądali TV wieczorami - zamiast tego, odwiedzali się nawzajem i gawędzili. Rozmawianie o sąsiadach było najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem. Ludzie w dawnych czasach czuli się związani.

Sąsiedzi nie byli dla nich obcymi - omawianie ich losów było rodzajem dzielenia się nimi. Transerfing mówi, że we wszechświecie istnieje wiele paralelnych rzeczywistości. Mam nadzieję, że jest też gdzieś dawny Okszów - dla mojego ojca, Oli i Edka. Jako że dla nich nasza wioska nie była najlepszym miejscem na świecie, lecz jedynym.

Tuesday, July 16, 2013

Little differences/Małe różnice


But you know what the funniest thing about Europe is? (…) It's the little differences. A lotta the same shit we got here, they got there, but there they're a little different.” – Serial killer Vincent from “Pulp fiction” said. Think that’s very true: wherever you go, you see the same things… with little differences. When we went to live in Basilicata, the first “little difference” I noticed was Italian foot path.
In the UK I would go everywhere with the push chair. The easy life finished in Basilicata. The dissimilarity between the pavement and the road was very high. Every time I had to lift the push chair. Very often, the foot path was too narrow – no place for the push chair. You had to walk on the road. In the old towns on the hill often it would be literally no foot path.

At first, I used to complain, but slowly I got used. Today, I’m only smiling while looking at “busy” Italian foot path. The most typical thing that you could find there would be a stand with the clothes left to dry in. When there is a garage, there would be also some old tires left in the middle of the street. You wouldn’t find it in the UK (and rarely in Poland). Little differences :)

Wiesz, co jest najzabawniejsze w Europie? (…) To małe różnice. Większość g… jakie mamy u nas, mają i u nich, ale są trochę inne.” – Stwierdził Vincent, seryjny morderca z „Pulp Fiction”. Myślę, że to prawda: wszędzie znajdziesz to samo – z małą różnicą. Kiedy przeprowadziliśmy się do Włoch, pierwszą “małą różnicą”, jaką zauważyłam, był chodnik.

W Anglii, chodziłam wszędzie ze spacerówką dzieckiem w wózku. To łatwe życie skończyło się w Basilicacie. Różnica pomiędzy chodnikiem i jezdnią była bardzo duża. Za każdym razem musiałam podnosić wózek. Czasami chodnik był za wąski – nie było miejsca dla wózka. Trzeba było iść po jezdni. W starych miastach na wzgórzu miejscami nie ma chodnika.

Z początku narzekałam, stopniowo jednak się przyzwyczaiłam. Obecnie uśmiecham się tylko, patrząc na „zajęty” włoski chodnik. Najbardziej typowa rzecz, jaką tam można znaleźć, to stojak ze schnącymi ubraniami. Jeżeli przy ulicy znajduje się warsztat samochodowy, na chodniku robi się skład starych opon. Nie znajdzie się tego w Anglii (bardzo rzadko w Polsce). Mała różnica:)

Thursday, July 11, 2013

Scary pupil/Straszny uczeń



Even when K. was cancelled from the list of the students, was coming to the school. I remember him seeking for a victim. Everyone tried to avoid him but he was lucky to find one eventually. Poor teacher pretended not to notice K. who followed him, shouting: "Hello! I'm bending down to my ass, down to my ass hole!" 

I had to teach him: the very first time I had quite a shock. K. was jumping and shouting. The repertoire of K. included: suffocating himself till he was red and blue, dancing in the lake of the water in the middle of the class (he would pour the water, of course), attacking other pupils, verbally abusing students and teachers and everything else he could possibly do.

K. wasn't the only one. The school had a history of "empty classes" - it struggled to attract students. As a result, it had become extremely "pupil friendly." In my teacher's times I worked 4 hours per day and felt completely exhausted. I was doing 12 hours shift in the nursing home. I changed pads and I always felt nothing but like on holidays!

Nawet gdy K. został skreślony z listy uczniów, nadal przychodził do szkoły. Pamiętam go chodzącego po korytarzu, szukającego ofiary. Wszyscy starali się go unikać, udało mu się jednak kogoś dopaść. Biedny nauczyciel udawał, że nie zauważa K. który chodził za nim, krzycząc: "Dzień dobry! Kłaniam się do dupy, do samej dziury!"

Uczyłam go: pierwszy raz przeżyłam prawdziwy szok. K. skakał i wrzeszczał; jego repertuar obejmował duszenie siebie samego, aż był zupełnie siny, taniec w jeziorze na środku klasy (oczywiście to on rozlał wodę), atakowanie kolegów, wyzwiska pod adresem nauczycieli i uczniów oraz wszystko inne, co mógł wymyślić.

K. nie był jedyny. Szkoła miała historię "pustych klas" - nie udawało się jej przyciągnąć uczniów. W efekcie stała się bardzo "przyjazna uczniom." Jako nauczyciel pracowałam 4 godziny dziennie i wracałam do domu kompletnie wyczerpana. W domu opieki przez 12 godzin dziennie zmieniałam pampersy i zawsze czułam się jak na wakacjach!