Wednesday, January 8, 2014

What’s up/Co się dzieje



One of my mum’s stories: once upon a time there was a man, who lived with his family out of the way. A troop of soldiers was passing by; they saw his wife and raped her next to hut. The poor husband couldn’t help her, but he wouldn’t leave her as well. The tale says that he was running around his raped wife, screaming: “What’s up, what’s happening!” 
Źródło: Internet

It had become a proverb. People were kidding on him, but his attitude does make sense: it was a cry for help, for justice. The husband didn’t want to die fighting with armed men, but he refused to be silent. As one believes that where is the crime, there must be also punishment. Like in another War story from Lublin province.

Two soldiers had taken away a girl from the village. In the forest the men started arguing, who will be the first one to rape her. They couldn’t strike a balance; one of them had shot his mate eventually. The body was buried in a shallow grave in the forest. Who knows, how the army explained death of the soldier to his family?

Jedna z historii mojej mamy: dawno temu był sobie człowiek, który mieszkał z rodziną na uboczu. Przechodził tamtędy oddział żołnierzy; zobaczyli jego żonę i zgwałcili ją koło ich chaty. Biedny mąż nie mógł nic zrobić, lecz nie opuścił kobiety. Opowieść mówi, że biegał wokół gwałconej żony, krzycząc: „Co jest, co się dzieje!”

Stało się to przysłowiem. Ludzie żartowali sobie z niego, lecz postawa męża ma sens: był to wołanie o pomoc, o sprawiedliwość. Człowiek ten nie chciał zginąć, walcząc z uzbrojonymi mężczyznami, nie umiał jednak milczeć. Ponieważ chcemy wierzyć, że gdzie jest zbrodnia, będzie i kara.

Jak w kolejnej „wojennej historii” z Lubelszczyzny. Dwóch żołnierzy zabrało dziewczynę ze wsi. W lesie mężczyźni zaczęli się sprzeczać, który pierwszy ją zgwałci. Nie doszli do zgody i ostatecznie jeden zastrzelił drugiego. Pochowano go w płytkim leśnym grobie. Kto wie, jak armia wyjaśniła śmierć żołnierza jego rodzinie?

Sunday, January 5, 2014

Wallet on the street/Portfel na ulicy



I used to know a guy who was seeking for a girl. Often P. would say: “Of course, Japanese are the best!” His ascertainment made me curious: how they really are? Back in 2009 I met my husband’s friend and his Japanese wife C. They live in Poland; their beautiful apartment is unspotted (Japanese are clean).

C. can speak Italian very well; she’s learning also Polish (Japanese are smart). Every second day, she's running 10 km along with her son in a buggy (Japanese are consistent). F. met his wife in Tokyo. He had lost his wallet on the street; someone told him to go to the department of lost items where the clerk handed him his wallet (Japanese are honorable).
Źródło: internet

C. is lovely and always smiling (Japanese are polite). Clearly she makes her husband happy. P. may be right that Japanese girls are the best, but he wasn’t lucky to find one. I saw the photos of Polish girl on his profile at nasza klasa. In Poland we say: when you don't have what you like, you like what you've got :)

Znałam kiedyś P., który szukał dziewczyny. Często powtarzał: „Rzecz jasna, Japonki są najlepsze!” Jego stwierdzenie wzbudziło we mnie ciekawość, jakie są naprawdę. W 2009 poznałam przyjaciela męża F. i jego japońską żonę C. Mieszkają w Polsce; ich piękny apartament błyszczy czystością (Japończycy są czyści).

C. mówi doskonale po włosku; uczy się też polskiego (Japończycy są inteligentni). Co drugi dzień biega 10 km, razem z synem w spacerówce (Japończycy są konsekwentni). F. poznał swoją żonę w Tokio. Zgubił portfel na ulicy; ktoś skierował go do biura rzeczy znalezionych, gdzie oddano mu jego portfel (Japończycy są uczciwi).

C. jest urocza i zawsze się uśmiecha (Japończycy są uprzejmi). Widać, że czyni swego męża szczęśliwym. Może więc P. ma rację i Japonki rzeczywiście są najlepsze. Jemu samemu się jednak nie poszczęściło: na naszej klasie umieścił zdjęcia polskiej dziewczyny. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma:)

Friday, January 3, 2014

Gaudeamus igitur




I was reading the article: “28-year-old suffers panic attacks at sight of Father Christmas after she was forced to sit on his knee as a child.” Stefanie Howlett bursts into tears if she knows there’s Santa nearby… Back in 1992 I was going to very demanding comprehensive school. 

It made me extremely impressed and even more self-conscious than I was. In three months time I developed overwhelming phobia of singing “Gaudeamus igitur” in the face of my class. For many weeks I was doing my best to avoid the lesson of music. I was sure that the teacher had forgotten about me…
Shortly before Christmas he controlled the book: “You haven’t sung yet!” – He told me. The teacher used to ménage a choir; every time when his students were singing “Gaudeamus igitur” he would say: “Nice voice! Would you like to join us?”. I don't know how I sung, but when it was over, he said nothing :) You need to face your fears, they say...

Artykuł z Mail Online: „28 - latka cierpi na ataki paniki na widok Mikołaja, od kiedy w dzieciństwie została siłą posadzona mu na kolanach.” Stefanie Howlett wybucha płaczem jeżeli w pobliżu znajduje się Mikołaj”… W 1992 r. chodziłam do wymagającego ogólniaka.

Szkoła robiła na mnie wielkie wrażenie i czyniła jeszcze bardziej nieśmiałą, niż byłam. W ciągu trzech miesięcy rozwinął się tam we mnie paraliżujący lęk przed śpiewaniem “Gaudeamus igitur” przed klasą. Przez wiele tygodni robiłam, co mogłam, by unikać lekcji muzyki. Byłam pewna, że nauczyciel o mnie zapomniał…

Przed świętami skontrolował dziennik i powiedział: „A, ty jeszcze nie śpiewałaś!”. Nauczyciel prowadził chór; za każdym razem, gdy uczeń kończył “Gaudeamus igitur” muzyk mówił: „Niezły głosik. Chcesz do nas dołączyć?”. Nie wiem, jak śpiewałam, ale kiedy skończyłam, nauczyciel nic nie powiedział:) Zmierz się ze swoimi lękami, mówią...