Tuesday, December 6, 2022

6.Io posso amare

 

My blog is full of reflections, but I might be playfully speaking the wounded healer who couldn’t heal himself. I just received the proof: today morning I went to buy a new running sport shoes. According to my custom, I started chatting with the seller. “Aren’t you bored in this store?” - I asked. “No, why?” - He said with surprise. “I’m having fun.” I was really impressed, but the secret is always the same: “Io posso amare.” The shoe salesman has decided that he can love working in the “boring” store “Scarpissima.” Why not? When it comes to me, I’m just like our cats Nina and Fuffy who only enjoy eating three times a day, and sleeping… I’m getting bored easily, but don’t give up and try to answer the existential question: why I don’t like myself? 

Think the answer is… the point of view. The thing is that I would picture myself from up high, just like my parents did. It means, that I’m still “a kid” who is not good enough. As I wrote before, the adults come to play called “dragonfly” which means “ważka” in Polish. The word refers to weights (ważyć). We learn that you have to pay for love: a child is weighted all the time, a good behaviour allows you to collect points. You can “buy” some feelings from your mum and daddy otherwise you don’t deserve this. We take the next step: we go to school. It’s a sort of prison, you should serve the time, 12 years in my case. Now, it’s about self-love: each day the teachers weights his student. Did you learn vocabulary words from the book? Good, you’ve learned some points, and you can love yourself. A dummy cannot do it, clearly. Using this method they educate egocentrism, lack of independence, weakness in decision making. 

Slowly, our “dragonfly” is taking shape, and begins to circulate around us. That’s the “devil” – does not allow to love ourselves and our fellow human beings. Here is an example: I went to “Scarpissima” store, and “weighted” the salesman quickly. Nothing interesting, he was a bit short (negative points) and banal look (negative points). After our chat, he “earned” a positive note. But in fact I really care about weighting myself, it’s a holy exercise and keeps me busy. I’m looking for the solution: today I bought a small dragonfly in my favourite junk shop. Only three euro, and I got my eye on the “enemy.” Now I can love myself because I’m writing this post, sharing something with you. If I wouldn’t, my dragonfly would weight myself, deciding that I’m lazy…

Mój blog jest pełen refleksji, ale mogę być, żartobliwie mówiąc, lekarzem który nie wyleczył sam siebie. Właśnie otrzymałam dowód: dzis rano poszłam kupić buty do biegania. Zgodnie z moim zwyczajem zaczęłam rozmawiać ze sprzedawcą. “Nie nudzi się pan w tym sklepie?” - spytałam. “Nie, dlaczego?” - zdziwił sie. “Dobrze się bawię.” Zrobiło to na mnie wrażenie, ale sekret jest zawsze ten sam: “Io posso amare.” Sprzedawca butów zdecydował, że kocha pracę w “nudnym” sklepie “Scarpissima.” Czemu nie? Jesli chodzi o mnie, jestem jak nasze koty Nina i Fuffy, które cieszy jedzenie trzy razy dziennie i spanie. łatwo sie nudzę, ale nie poddaję I szukam odpowiedzi na pytanie egzystencjalne, dlaczego nie lubię siebie. 

Myślę że odpowiedzią jest… punkt widzenia. Rzecz w tym, że patrzę na siebie z góry, jak to czynili rodzice. To znaczy, że jestem nadal “dzieciakiem” który nie jest dość dobry. Jak pisałam wcześniej, dorośli zaczęli grę zwaną “ważka.” Uczymy się, że trzeba płacić za miłość: dziecko jest ważone bez przerwy, dobre zachowanie pozwala kolekcjonować punkty. Można kupić trochę uczuć od mamy i taty, w przeciwnym razie nie zasługuje na nie. Następnie robi kolejny krok, idzie do szkoły. To rodzaj więzienia, trzeba swoje odsiedzieć (12 lat w moim przypadku). Teraz uczymy się miłości do siebie: każdego dnia uczeń jest ważony przez nauczycieli. Nauczyłeś się słówek z książki? Dobrze, dostałeś trochę punktów i możesz kochać siebie. Głupek, rzecz jasna, nie może tego zrobić. Używając tej metody uczą egoizmu, braku niezależności, słabości w podejmowaniu decyzji. 

Powoli nasza “ważka” nabiera kształtu, zaczyna koło nas krążyć. To właśnie “diabeł” – nie pozwala kochać siebie i innych. Oto przykład: poszłam do sklepu “Skarpissima” i “zważyłam” sprzedawcę. Nic ciekawego, trochę niski (punkty negatywne) i banalny wygląd (punkty negatywne). Po naszej rozmowie zyskał punkty pozytywne. Tak naprawdę jednak interesuje mnie ważenie siebie. To święte zajęcie zabiera dużo czasu. Szukam rozwiązań: dziś kupiłam ważkę w ulubionym sklepie ze starociami. Tylko 3 euro I mam “wroga” na oku. Teraz mogę kochać siebie: pisząc ten post, dzielę się czymś, w przeciwnym razie nie mogę, zważona przez moją ważkę, okazuję się leniwa…








Sunday, December 4, 2022

4.Io posso amare

 

I grew up listening my mother’s “real life stories” but this one I witnessed myself. The sad fate of J. was well-known in my village. Who knows why the good-hearted guy from fell in love with the wrong woman. B. came from an alcoholic family, she was used to name-calling, and aggression… Once married, she was missing badly her old life. She got bored, and left the poor J. The strange thing is that whole story is quite resembling my own. Since very early age I had to witness bad arguing and marital tragedies… Little did I know, that once married, I would miss it in my old family life, problematic and conflictual. Just like the “crazy” B. I was convinced that the “normal” family was bored. 

Unlike her I am willing to listen to others, a few days ago I was chatting with my friend E. “You’ve got Avoidant Personality Disorder!” - She told me. I checked for the symptoms (verywellmind.com) and it seems that I have it almost all! A need to be well-liked, lack of pleasure in activities, anxiety in about saying or doing the wrong thing and in social situations, avoiding conflict and being a people pleaser, avoiding making decisions, easily hurt by disapproval, extreme self-consciousness, feeling of inadequacy… I sort of understand B. who destroyed her relationship. We both grow up watching the full of hate marriage of our parents. 

To us, just like the song says: “Love hurts love scars love wounds and marks any heart.” B. did nothing fix the broken bonds. Everybody blamed her, but I believe that there is a cause for everything… She just gave to her hubby a lesson she had learn before: “Some fools think about happiness blissfulness togetherness some fools fool themselves I guess they are not foolin’ me I know it isn’t true I know it isn’t true love is a lie.” Despite having many character flaws, but lack of compassion is not one of them. That’s why “posso amare me stessa” (I can love myself). Some pictures from Bari: I just arrived!

Dorastałam słuchając “historii z życia wziętych” mojej matki, tej jednak sama byłam świadkiem. Kto wie, czemu ten zacny chłopak z mojej wioski zakochał się w niewłaściwej dziewczynie. B. pochodziła z rodziny alkoholików, przywykła do wyzwisk i agresji… Kiedy wyszła za mąż, tęskniła za dawnym życiem. Nudziła się i odeszła od biednego J. Dziwne, lecz cała historia przypomina moją własną. Od młodego wieku byłam świadkiem kłótni i małżeńskich tragedii. Zupełnie jak szalona B. byłam pewna, że “normalna” rodzina jest nudna. 

W przeciwieństwie do niej lubię słuchać innych, parę dni temu rozmawiałam z moją znajomą E. “Masz osobowość unikową!” - rzekła. Sprawdziłam symptomy (verywellmind.com) I wygląda na to, że mam prawie wszystkie! Potrzeba bycia lubianą, brak przyjemności płynącej z zajęć, niepokój w obliczu powiedzenia lub zrobienia czegoś niewłaściwego i w sytuacjach społecznych, unikanie konfliktu, zadowalanie ludzi, unikanie podejmowania decyzji, łatwo mnie zranić przez brak akceptacji, jestem bardzo zajęta sobą, czuję się nieodpowiednia… Trochę rozumiem B. która zniszczyła swój związek. Obydwie dorastałyśmy patrząc na pełne nienawiści małżeństwo rodziców. 

Dla nas, jak mówi piosenka: “Miłość rani, miłość czyni blizny, miłość przebija, znaczy każde serce.” B. nie zrobiła niczego, by naprawić zerwane więzi. Każdy ją potępiał, myślę jednak, że jest przyczyna na wszystko… Dała swojemu mężowi lekcję, której sama się nauczyła wcześniej: “Niektórzy głupcy myślą o szczęściu błogosławieństwie jedności niektórzy głupcy oszukują pewnie siebie mnie jednak nie wiem że to nieprawda wiem że to nieprawda miłość to zwykłe kłamstwo.” Mam wiele wad, ale nie należy do nich brak zrozumienia. Dlatego “posso amare me stessa” (mogę kochać siebie). Trochę zdjęć z Bari: dopiero co przyjechałam!




































Monday, November 28, 2022

2.Io posso amare

 

Yesterday it was the funny day. It promised to be good, because I was supposed to meet with my friend E. I went to Chełm on my bike some one hour earlier, and left it somewhere before walking on the so-called Little Hill in the centre. The means of transport is old, so I’m not using the bike lock… Things went well for long months, until the bloody Sunday. Not only E. called me that she’s not coming, but also my bike was stolen! I was walking back home, kicking with anger the lumps of the snow on the street. It is extremely difficult to realise that most of us, we’ve got everything that we need, and even much more than that. 

Still, when let’s say our bike is missing, we’re feeling miserable as a result. So with this in mind it wasn’t easy to find something to love yesterday! Still, I managed to fulfil the “Io posso amare” rule. After I get home I covered myself with blanked, thinking: “I’ll stay with something I love” which is myself. For one hour I felt nice and warm: my energy was back, and some good luck too, because today one of my friends from the Day-Care Psychiatric Unit brought us some sweets. So, for the diary: Monday 28th of November. “Io posso amare” the chocolate candy for free!

Dzień wczorajszy okazał się zabawny. Miał być udany, bo planowałam się spotkać z moją znajomą E. Pojechałam do Chełma na rowerze jakąś godzinę wcześniej, zostawiłam go gdzieś zanim zaczęłam się wspinać na tak zwaną Górkę w centrum. Mój środek transportu jest stary, więc nie używam blokady rowerowej… Wszystko było w porządku aż do ubiegłej niedzieli. Nie tylko E. zadzwoniła oznajmiając, że jej nie będzie, to jeszcze ukradziono mi rower! Szłam do domu piechotą, kopiąc ze złością bryły śniegu na drodze. Jest bardzo trudno pojąć, że większość z nas ma wszystko, czego potrzeba, a nawet znacznie więcej. 

Kiedy jednak zaginie nam rower, czujemy się bardzo mizernie. Mając to na uwadze, było mi trudno znaleźć coś do kochania wczoraj! Pomimo tego, udało mi się zrealizować regułę “Io posso amare.” Po powrocie do domu owinęłam się kocem, myśląc: “Zostanę z tym, co kocham” czyli ze sobą. Przez godzinę było mi ciepło I przyjemnie, wróciła energia i trochę dobrej passy. Dziś jeden z kolegów z Dziennego Oddziału Psychiatrii przyniósł nam słodycze. Do pamiętnika: 28 listopad, poniedziałek. “Io posso amare” czekoladowe cukierki gratis!


Saturday, October 22, 2022

Panzerotti

It’s amazing how the life provides all the answers. Few days ago I was chatting with Ania and Krzyś: I revealed them that since I moved to Italy with my husband, I felt hugely threatened by my mother-in-low. Never mind that she was always extremely polite, cared for me and helped to raise my children. I felt lonely surrounded by Angelo’s family, and totally convicted that everyone is against me. I remember being jealous of the specialities which Maria did especially for her son. I watched him reluctantly feasting on sweet panzerotti with nuts… In fact, Maria was preparing something nice also for myself, but I did all I could do not to see it. 

Later that day, one of my colleagues talked about his problems with jealousy: he suspected his wife of seeing another man, and ended his marriage. He had no grounds, but was convicted despite the lack of evidence because he didn’t believe women. For many years, my friend witnessed how his father accused his mother of betraying him. To me, it was the same: I grow up hearing the story of my mother, attacked by the cruel mother-in-low. I really identified with her, and for 10 years of my marriage I lived in my own world, “abandoned” by Angelo and his family.

My mother’s story made a deep, burning impression on me. She talked about herself, but what I learned from her who I am. You could say that I turned into a small mouse, hidden in my own belly. For my whole life, I looked after the small creature: thanks to her, I wasn’t alone. The world around me was dangerous: I was surrounded by the cats, ready to eat my precious little friend. Yesterday I talked about it with Krystian. “You could say that our mice made a deal!” - He said. I swear, that I began to look at him in a different way. He wasn’t a bloody cat any more! It’s easy to transfer a problem to someone else, if you believe that he’s different, but we are all the same.

To niezwykłe, jak życie udziela odpowiedzi. Parę dni temu rozmawiałam z Anią i Krzysiem. Opowiadałam im, że czułam się zagrożona przez teściową, odkąd przeniosłam się do Włoch. Nieważne, iż była dla mnie dobra, pomagała wychować dzieci: czułam się osaczona przez rodzinę Angelo i pewna, że są przeciwko mnie. Pamiętam zazdrość o smakołyki, które szykowała dla swego syna. Patrzyłam z niechęcią, jak zajada słodkie panzerotti z orzechami… Tak naprawdę, Maria szykowała coś smacznego dla mnie, robiłam jednak co mogłam, aby tego nie widzieć.

Tego samego dnia, nieco później mój kolega mówił o problemach z zazdrością. Podejrzewał żonę, że widuje innego mężczyznę, niszcząc swoje małżeństwo. Nie miał do tego podstaw, był jednak przekonany, pomimo braku dowodów, bo nie wierzył kobietom. Przez wiele lat był świadkiem, jak ojciec oskarża matkę o zdradę. Jeśli o mnie chodzi, sprawa wyglądała podobnie, wychowałam się słuchając historii mojej matki, atakowanej z okrucieństwem przez teściową. Identyfikowałam się z nią, przez 10 lat małżeństwa żyłam we własnym świecie, “opuszczona” przez Angelo i jego rodzinę.

Można rzec, że dzieje matki wywarły bardzo głęboki wpływ: mówiąc o sobie, nauczyła mnie, kim jestem. Można powiedzieć, że zmieniłam się w myszkę, ukrytą w moim brzuchu. Przez całe życie, opiekowałam się maleństwem. Dzięki temu nie czułam się samotna. Świat wokół mnie był niebezpieczny, otaczały mnie koty, gotowe zjeść małą przyjaciółkę. Wczoraj rozmawiałam o tym z Krystianem. “Można powiedzieć, że nasze myszy dogadały się ze sobą!” - powiedział. Przysięgam, że spojrzałam na niego w inny sposób. Nie był już przeklętym kotem! Łatwo przenieść problem na kogoś innego, jeśli wierzysz, że jest inny, ale jesteśmy tacy sami.


Monday, October 3, 2022

Waldemar

 

Every single second is an opportunity to change your life because in any moment you can change the way you feel” – Rhonda Byrne wrote. It’s a great truth, because your point of view changes depending which side of the wall you are on. Since I discovered “lingua verde” I see the world differently. Let’s take a Roman Catholic priest. Strange as it may seem, you cannot love him. If I was passionate about the man in black, I would have a large sin to confess. However, despite this he’s respected, in contrast to the prostitute who is very generous when it comes to giving love. As noted by Jodie Picoult, in our world, there is no one truth. There is only what happened, based on how you perceive it. A military chaplain can bless the soldier who will kill the enemies, and “a working girl” can look tenderly at her client. In general we believe in what we see, and wait for others to tell us what we need to do. Being a child means that all adults know better than you… Unfortunately when you’re big it’s just the same! 

The sad example of Lucy Maud Montgomery shows that we have no faith in our own truth. When I was young, I just adored the cycle of novels about Anna of Green Gables. The red haired protagonist marries the handsome doctor, and lives happily surrounded by their adorable children. Reading the novels I imagined that Lucy Maud Montgomery’s married life was sweet as candy. I was wrong: the famous writer was extremely unhappy, and cursed her fate. She wouldn’t listen to her heart, keeping up appearances was more important. Young Lucy rejected her feelings to a farmer: she made the rational choice of marrying college educated Presbyterian minister. The mistake opened her way into a hell. Ewan Mcdonalds was a manic depressive, and his wife was putting a good face on it. Montgomery who suffered mental illness as well was hiding it, convinced that depression doesn’t happened to heroes and icons. When she couldn’t take it any more, she committed suicide, and told the truth writing her farewell letter. Eighty years after her death, the stigma surrounding mental illness is still present, that’s why I’m telling about my stay in the Day-Care Psychiatric Unit. Today one woman confesses that she’s ashamed of her depression: I tired to comfort her revealing the story of Waldemar. 

I suffered nervous breakdown in the high school: I got obsessive-compulsive disorder, I was dismissive and indifferent. I kept my secret from myself and everyone else. Going to college helped me to get back on my feet. I tried to be more sociable, and did well. One day I got chatting with one guy, I tried to make good impression, and failed. Few day later my brother told me that Waldemar would make suggestions that I’m crazy. I was extremely quiet in those days, but strangely I got mad at Waldemar, and told him exactly what I think. I could do this, because he knew my secret, and didn’t have to pretend! We are afraid of loneliness, that’s why we tried to cover our weaknesses from the others. But writing about a happy conjugal life while you’re desperate with your husband is a lie.

Każda chwila daje możliwość zmiany życia, bo można zmienić to, jak się czujesz” – pisała Rhonda Byrne. To wielka prawda, bo punkt widzenia zmienia się w zależności od strony muru, po której stoisz. Od czasu odkrycia “lingua verde” widzę świat inaczej. Weźmy księdza katolickiego: dziwne, lecz nie można go kochać. Gdybym czuła pasję do jednego z panów w czerni, musiałabym spowiadać się z grzechu. Pomimo tego, wzbudza szacunek, w przeciwieństwie do prostytutki, która chętnie daje miłość. Jak zauważyła Jodie Picoult, nasz świat nie uznaje jednej prawdy. Istnieją zdarzenia, oparte na tym, jak je postrzegasz. Kapelan wojskowy może błogosławić żołnierzy, który idą zabijać, prostytutka zaś patrzeć na klienta z czułością. Zasadniczo wierzymy w to, co widzimy, czekamy aż inni powiedzą nam, co mamy robić. Bycie dzieckiem oznacza, że dorośli wiedzą lepiej od ciebie… Pechowo, kiedy jesteś duży jest tak samo! 

Smutny przykład Lucy Maud Montgomery pokazuje, że nie mamy zaufania do własnej prawdy. Kiedy byłam mała, uwielbiałam cykl książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Rudowłosa bohaterka poślubiła przystojnego lekarza, żyła szczęśliwie otoczono przez urocze dzieci. Czytając powieści wyobrażałam sobie życie Lucy Maud Montgomery słodkie jak cukierek. Byłam w błędzie: słynna pisarka była bardzo nieszczęśliwa, przeklinała swój los. Nie słuchała serca, odrzuciła uczucia do farmera, wybierając racjonalnie poślubienie wyedukowanego na studiach protestanckiego księdza. Ten błąd otworzył jej wrota do piekła. Ewan Mcdonalds cierpiał na depresję maniakalną, jego żona postanowiła całą rzecz ukrywać. Montgomery, która też cierpiała na chorobę psychiczną robiła dobrą minę do złej gry, przekonana że depresja nie zdarza się osobom na świeczniku. Kiedy nie mogła tego znieść, popełniła samobójstwo, wyznając prawdę w liście pożegnalnym. Osiemdziesiąt lat po jej śmierci stygmat związany z chorobą umysłową jest nadal obecny, dlatego opowiadam o pobycie na Dziennym Oddziale Psychiatrycznym. Dziś jedna z pań wyznała, że wstydzi się depresji, chciałam ją pocieszyć historią Waldemara. 

Cierpiałam na załamanie nerwowe w szkole średniej, miałam nerwicę natręctw, byłam wycofana i obojętna. Trzymałam całą rzecz w sekrecie przed sobą i innymi. Pójście na studia pomogło mi stanąć na nogi, starałam się być towarzyska, szło mi całkiem dobrze. Pewnego razu wdałam się w rozmowę z pewnym chłopakiem, chciałam wywrzeć dobre wrażenie, bezskutecznie jednak. Parę dni później brat doniósł mi, że Waldemar czynił sugestie, że jestem stuknięta. Byłam nadzwyczaj spokojna w tamtych czasach. Dziwne, lecz rozgniewałam się na Waldka i powiedziałam mu co myślę. Mogłam to zrobić bo znał mój sekret. Boimy się samotności, dlatego ukrywamy nasze słabości przed bliźnim. Ale pisanie o szczęśliwym życiu małżeńskim kiedy tkwisz w desperacji z mężem to kłamstwo.

Tuesday, September 20, 2022

My spoon/Moja łyżeczka

 

A quote from Matrix: „Do not try to bend the spoon, that's impossible. Instead, only try to realize the truth: there is no spoon.” It appears to be true in the light of scientific findings. Our only reality is merely only electrical signals in our brain. The spoon is a word, „ponos” are the letters, just rearranged and you cannot see it. The expression „spoon” is supported by several others, like food, plate, meal, together they form the web of meaning: a strong desire to change zero to one. What we’re seeing is your need of something that can be used, and safely handheld. You could say that it represents myself: I wasn’t allowed just live a bit. From the beginning my mother taught me the scary lesson: „I cannot love you because I have done something evil.” The cruel message convinced me that I and need to be punished. I got scared of myself: clearly, my duty was to keep „the devil” tied.

My mind sort of splittered: metaphorically speaking, one part turned into the spoon for suffering. It can be used, and is does what doesn’t want to. It was my Inner Child symbolized by the delicate spider: his weakness caused my fear. At the beginning of my life my mother taught me that one becomes strong, if takes away the force from others. Don’t ask why we’re so weak and defeated! Our helplessness was disturbing, I had to renounce it identifying with the force based on repression. The other part of the mind took over her role, and became the punishing hand, represented by the parent and teacher. She should be defending the spider, but instead she’s holding the spoon, leading her to school, only to draw from the source of knowledge which hates deeply. She works for increased power, it looks like that: my worst memories are related to the suffering in classes.

The unwanted erudition was warming up „my spoon” until it would glow bright red. I had to endure: I would be stuck there, passive and full of hate for myself. I felt lonely, but there was somebody with me: the reasonable punishing hand. „God won’t help you, but I will!” - She said. I would listen to her, in exchange for the custody I had to torture my Inner Child. When I was in the high school, I became a victim of abusive teacher. I was dreaming that somebody would open the door, and my suffering will be ending. I could do it myself, but instead I was holding my super-heated spoon. Hating my own weakness I was giving support to the tormenting power. 

Cytat z filmu “Matrix”: “Nie próbuj wygiąć łyżeczki, to niemożliwe. Zamiast tego spróbuj zrozumieć, że nie ma łyżeczki.” W świetle ostatnich odkryć, tak to właśnie wygląda. Nasza jedyna rzeczywistość to sygnały elektryczne w umyśle. Łyżeczka to słowo, “łykażecz” to litery, po przestawieniu nie możesz jej widzieć. Wyraz „łyżeczka” opiera się na wielu innych: jedzenie, talerz, posiłek. Razem tworzą sieć znaczeń, silne pragnienie by zmienić zero w jeden. Widzimy naszą potrzebę czegoś, co można użyć oraz trzymać w ręce. Można rzec, że reprezentuje mnie samą, nie pozwolono mi po prostu żyć. Od początku matka uczyłam nie groźnej lekcji: „Nie mogę cię kochać, bo dałam życie złu.” Okrutny przekaz dowodził, że muszę być ukarana. Przelękłam się siebie, było jasne, że mam w obowiązku trzymać „diabła” w kajdanach. 

Mój umysł się podzielił, mówiąc metaforycznie, jedna część zmieniła się w łyżeczkę do cierpień. Można jej używać, robi to, czego nie chce. To Wewnętrzne Dziecko, symbolizowane przez delikatnego pająka: jego słabość budziła mój lęk. W początkach życia matka uczyła, ze pozyskujemy siłę którą odbieramy innym. Nic dziwnego, że słaby przegrywa! Bezradność budziła niepokój, musiałam się jej wyrzec, identyfikując z siłą opartą na agresji. Druga część umysłu przejęła jej rolę, stając karzącą ręką, która trzyma łyżeczkę, czyli władza, reprezentowana przez rodzica i nauczyciela… Powinna bronić “pająka” nie robi tego jednak. Prowadzi ją do szkoły, czerpie ze źródła wiedzy, którego nienawidzi. Działa na rzecz siły, wygląda to tak: moje najgorsze wspomnienia związane są z cierpieniem na lekcjach. 

Niechciana erudycja rozgrzewała moją “łyżeczkę” musiałam jednak wytrzymać… Siedziałam w ławce, zdyscyplinowana, bierna i pełna pogardy dla siebie. Czułam się samotna, ktoś jednak mi towarzyszył: rozsądna, karząca ręka, “Bóg cię nie broni, ale ja tak!” - mówiła. Słuchałam jej, w zamian za opiekę musiałam torturować moje Wewnętrzne Dziecko. W czasach szkoły średniej stałam się ofiarą groźnej nauczycielki. Marzyłam, że ktoś otworzy drzwi i przerwie moją udrękę… Mogłam sama to zrobić, zamiast tego trzymałam rozgrzaną do czerwoności łyżeczkę. Nienawidząc własnej słabości, udzielałam wsparcia dręczącej mnie sile. 

Sunday, September 18, 2022

Apple pie/Jabłecznik

 

I really believe that the most important kind of discoveries are simple. I understood for example that the difference between an empty packaging, and the box full of chocolate it’s love. That’s it: our sweets are the poor substitute for a caring hand. I long time ago when I was young I liked waiting when my mother would return with bags full of goodies to explore. For the brief I could love her, the “bad mother” I feared was gone. The “good one” was bringing tasty apple pie from Hetman pasty shop, the garlic pork sausage I ate in large quantities, a big piece of watermelon, butter and bread rolls… Now, when I think of it, I realize that her bags were full of garbage. The reason is simple: the packaging is not rubbish only with my beloved chocolate inside. All that matters is the magical moment of getting something good. I’m telling: “Give me some love, mother!” She says: “Of course, Danka, I bought you donuts with jam.” 

I’m eating them one by one, confirming that my love is located outside. Without my mother and her shopping bags, I’m getting sort of desperate. I might even need so-called charity: let’s say that chocolate is 100% love. It’s only for polite children, and I don’t deserve it, maybe. In that case my need is met by 50% love end even less...

Naprawdę wierzę, że najważniejsze odkrycia są bardzo proste. Zrozumiałam na przykład, że różnicę między opakowaniem czekolady pełnym i pustym stanowi miłość. Tak właśnie jest: nasze słodycze to ubogie zastępstwo opiekuńczej ręki. Dawno temu, kiedy byłam mała lubiłam czekać kiedy matka wróci z torbami pełnymi dobrych rzeczy, które trzeba odkryć. Przez krótki moment mogłam ją kochać, “zła matka” której się bałam znikła. Ta dobra przynosiła smaczny jabłecznik z cukierni Hetman, pachnącą czosnkiem kiełbasę, którą jadłam w wielkich ilościach, wielki kawałek arbuza, masło i bułeczki. Teraz kiedy o tym myślę dochodzę do wniosku, że jej torby były pełne odpadów. Powód jest prosty, opakowanie nie jest śmieciem tylko z czekoladą w środku. Liczy się magiczny moment otrzymywania czegoś dobrego. Mówię: “Mamo, daj mi trochę miłości!” Odpowiada mi: “Oczywiście, Danka, kupiłam ci pączki z dżemem.” 

Zjadam jeden po drugim, potwierdzając że moja miłość znajduje się na zewnątrz. Bez matki i jej toreb na zakupy wpadam w desperację. Mogę nawet potrzebować tak zwanej jałmużny, powiedzmy że czekolada to 100% miłości. Jest tylko dla dobrych dzieci, nie zasługuję na nią, być może. W takim wypadku dostanę 50% miłości a nawet mniej...