Tuesday, September 12, 2023

Stoma Photoshot

I’m sitting in front of my computer, feeling quite sad. The reason is that it’s nine o’clock in the evening, and I haven’t written anything yet, despite having promised. Someone could say, that it’s not a big deal, but it makes me bad about myself. I’m experiencing some sort of guilt. I don’t have much to do, writing was one of the ways to remedy it, but my undisciplined mind is objecting. I swear, that I’m doing everything to NOT publish a new blog post daily. I spend too much time watching films, or feed my scrolling addiction. Seeking a short term pleasure via procrastination acts like a form of self-harm. I keep doing things that make me feel lazy… However, according to experts I should forgive myself. I won’t beat myself up, then, especially since my non-doing wasn’t completely useless.

My mother never hid from me the ugly truth, that I was stupid. Still, she would gave me a bit of hope, by setting good examples. Usually they were my peers, who, unlike me were smart and everything. I grow up listening to innumerable stories about the people who were much better than my poor self. It had a great impact: first, for my whole life I felt really stupid. Second, I’ve always looked for the “wise ones” around me… Today, I have added to this list the incredible Sam, the author of sobadass.me. I spent several hours reading her blog, and it wasn’t a waste of time. Passionate about positivity, Mrs Cleasby is teaching how to love yourself, no matter your size, shape, ability and illness. It’s certainly useful for a person who is full of complex, like me! In fact, “the lessons” of Sam are just the opposite of my mother’s teaching.

From a young age I was convicted, for example that one MUST be ashamed of himself. In other words, the shame is not only good, but even necessary. Sam Cleasby is not of this opinion. She published a video which shows how she’s changing her ileostomy bag. On her blog, a “stoma photoshot” can be found. She showed off her body, with a big scar across her belly, and an opening in the abdominal called stoma. She did it to show to the others that it’s not true, that her femininity was removed along with her diseased bowel. “I wanted to be a small ray of light in an otherwise frightening time that could show someone that a life with an ostomy bag is a positive and wonderful thing” – She wrote. “I will never stop flashing my bag because every time I do, I get messages from people thanking me, saying that it helps to see others with bag.” I looked at the photos, and understood that Sam is right. You can be beautiful, strong, sexy and powerful even with scarred body… Well, unless somebody convinces you that you’re just hopelessly stupid.

Siedzę naprzeciw komputera: jest mi trochę smutno. Przyczyna jest taka, że dobiega dziewiąta wieczorem, a ja niczego jeszcze nie napisałam, pomimo obietnicy. Ktoś może powiedzieć, że to nic takiego, ja jednak niedobrze się czuję. Odczuwam coś w rodzaju winy: nie mam zbyt wielu zajęć, pisanie jest jednym ze sposobów, aby temu zaradzić, sprzeciwia się temu jednak mój niezdyscyplinowany umysł. Słowo daję, że robię wszystko, żeby NIE opublikować nowego wpisu każdego dnia. Spędzam za dużo czasu oglądając filmy, sycę moje uzależnienie od przeglądania stron internetowych… Szukanie przyjemności na krotką metę poprzez prokrastynację jest rodzajem szkodzenia sobie. Robię rzeczy które sprawiają, że czuję się jak ostatni leń… Jednakowoż, zdaniem ekspertów należy sobie wybaczyć. Nie będę się biczować, zwłaszcza że moje nieróbstwo nie było całkiem bezużyteczne.

Matka nigdy nie ukrywała przykrej prawdy, że jestem całkiem głupia. Pomimo wszystko, dawała mi cień nadziei, dając dobre przykłady. Zazwyczaj byli to moi rówieśnicy, w przeciwieństwie do mnie, mądrzy i tak dalej. Wychowałam się słuchając opowieści o ludziach, którzy byli znacznie lepsi ode mnie. Miało to wielki wpływ: po pierwsze, przez całe życie czułam się naprawdę głupia. Po drugie, szukałam “mądrzejszych” wokół siebie… Dzis dodałam do tej listy niezwykłą Sam, autorkę sobadass.me. Spędziłam szereg godzin czytając jej bloga, lecz nie była to strata czasu. Pani Cleasby, której pasją jest bycie pozytywnym, uczy jak kochać siebie, nieważne jakie są twoje zdolności, rozmiar, kształty czy choroby. To bardzo użyteczne dla osoby pełnej kompleksów, jak ja! Tak naprawdę, “lekcje” Sam są przeciwieństwem tego, czego uczyła mnie matka.

Od dziecka przekonywano mnie na przykład, że człowiek MUSI się wstydzić. Innymi słowy, wstyd jest dobry, a nawet konieczny. Sam Cleasby nie jest tego zdania. Opublikowała wideo na którym widać, jak zmienia swój jelitowy worek stomijny. Na jej blogu można znaleźć “stomijny photoshot.” Pokazała swoje ciało z wielką blizną przecinającą brzuch i otworem zwanym stomią. Zrobiła to, żeby pokazać innym, że jej kobiecość nie została usunięta razem z chorym jelitem grubym. “Chciałam być małym promieniem światła w groźnym momencie, pokazać komuś ze życie z workiem stomijnym może być pozytywne, wspaniałe” – napisała. “Nigdy nie przestanę pokazywać mojego worka, ponieważ za każdym razem, kiedy to robię dostaję wiadomości od ludzi, którzy mi dziękują, mówią że pomagam innym ze stomią.” Patrząc na zdjęcia zrozumiałam, że Sam ma rację. Możesz być piękny, silny, seksowny nawet, jeśli masz ciało pokryte bliznami… O ile ktoś cię nie przekona, że jesteś beznadziejnie głupi.




Monday, September 11, 2023

Little People, Big World

According to techopedia.com the Facebook news feed refers to the center column of a Facebook user’s home page, which shows updates from different people and pages. The profile of Tori Roloff came across my news feed yesterday, and I’m glad that it did. The young woman is a wife of Zach, who has dwarfism. They met and got married while filming “Little People, Big World” and welcomed their three children while on the show. The popular couple is sharing their story, including the news about the health news about their kids, also affected with achondroplasia. The comments are are generally very friendly, however, criticism happens. “So cruel of you, parents. So selfish. If you don't have any mental issues so I believe it's just business project but not family” – Somebody wrote on Facebook. The author is using social media, but most probably her mentality belongs to the “old times.” Tori Roloff didn’t respond to it, but somebody else did.

How cruel are you with this ridiculous comment! People with dwarfism have the right, like anyone else, to form a family! your thinking sounds like Nazi doctors who simply eliminated people with disabilities!” - He wrote. Social media has changed the world, and this change is a continuous process. We all take part in it. The role of some is bigger. Tori and Zach for example are showing that you can be a happy family, even if you and your children are having some disabilities. The Roloff family teaches therefore something very important. They are famous: the role of most of us is smaller, which is not to say that it doesn’t matter. Many people on Facebook have something to say, like Sam Cleatsby, a brave woman who writes about living with a stoma bag.

In one of the last photos she is lying on the hospital bed. “In December I had my 9th(or maybe 10th?!!) surgery. afterwards my bowel perforated and I got sepsis and ended up in a coma in Intensive Care. Eight weeks in hospital, two further surgeries and over 4 months of daily IV antibiotics” – She wrote. “And that’s why I’m so proud of myself and happy that I am on holiday. I’m a survivor, a fighter and a badass.” Of course, she had many, many comments. People who are living with Inflammatory Bowel Disease understood her so well. “You are a true inspiration Sam” – Someone wrote.“I am so grateful for my bag now as it saved my life and enabled me to meet my beautiful little grand daughter. I am no longer in pain and am enjoying life to the full. I can’t thank my surgeon enough. I feel blessed every day just to still be here and to be able share my story” – Someone else revealed. Social media is criticised for being addictive, but it isn’t whole bad. It make us feel important somehow, and shows that everyone has an important role to play.

Według technopedia.com tak zwany “Facebook news feed” (kanał informacyjny) to centralna kolumna strony użytkowej użytkownika, która pokazuje aktualizacje różnych stron i ludzi. Profil Tori Roloff pojawił się na moim kanale wczoraj: cieszę się, że tak się stało. Młoda kobieta jest żoną Zacha, który jest karłem. Poznali się i pobrali na planie “Little People, Big World” (mali ludzie, duży świat). Ich trójka dzieci pojawiła się na świecie podczas filmowania tego reality show. Popularna para dzieli się swoją historią, włączając w to wieści o stanie zdrowia potomstwa, również dotkniętego achondroplazją. Komentarze są zasadniczo bardzo przyjacielskie, zdarza się jednak krytyka. “Jesteście tacy okrutni, rodzice. Tacy samolubni. Jeśli nie macie zaburzeń psychicznych, myślę że to projekt biznesowy, a nie rodzina” – napisał ktoś na Facebook. Autorka używa portali społecznościowych, prawdopodobnie jednak jej mentalność osadzona jest w “dawnych czasach.” Tori Roloff nie odpowiedziała na komentarz, ktoś inny to zrobił.

Jesteś taka okrutna w twoim niedorzecznym komentarzu! Ludzie cierpiący na karłowatość mają takie same prawo, jak inni do założenia rodziny. Twoje myślenie przypomina nazistowskich lekarzy, którzy chcieli po prostu wyeliminować ludzi niepełnosprawnych” – napisał. Portale społecznościowe zmieniły świat, ta przemiana jest procesem ciągłym. Wszyscy bierzemy w nim udział. Rola niektórych jest większa. Toru i Zach na przykład pokazują, że można mieć szczęśliwą rodzinę, nawet jeśli ty i twoje dzieci jesteście nie w pełni zdrowi. Państwo Roloff uczą więc czegoś bardzo ważnego. Są popularni: rola większości z nas jest mniejsza, ale nie bez znaczenia. Wiele osób na Facebook ma coś do powiedzenia, jak Sam Cleatsby, dzielna kobieta która pisze o życiu z jelitowym workiem stomijnym.

Na jednym z ostatnich zdjęć leży na szpitalnym łóżku. “W grudniu miałam 9 (a może 10?!!) operację. Po tym jak moje jelito doznało perforacji zapadłam na sepsę i znalazłam się w śpiączce na intensywnej terapii. Osiem tygodni w szpitalu, dwie inne operacje i ponad 4 miesiące codziennych IV antybiotyków” – napisała, “Dlatego jestem dumna z siebie i szczęśliwa, że jestem na wakacjach. Jestem osobą, która przetrwała, wojownikiem i twardą dupą.” Oczywiście, otrzymała wiele, wiele komentarzy. Ludzie żyjący z zapaleniem jelita dobrze ją rozumieli. “Jesteś prawdziwą inspiracją Sam” – napisał ktoś. “Jestem wdzięczny za worek jelitowy, teraz kiedy uratował moje życie i pozwolił mi poznać piękną małą wnuczkę. Nie odczuwam już bólu, cieszę się życiem Nie mógłbym podziękować wystarczająco mojemu chirurgowi. Czuję się błogosławiony każdego dnia, po prostu za to, że nadal tu jestem i mogę się dzielić moją historią.” Portale społecznościowe są krytykowane, ponieważ uzależniają, nie są jednak całkiem złe. Sprawiają, że czujemy się ważni, pokazują, że każdy ma jakąś rolę do spełnienia.


Sunday, September 10, 2023

iPhone

The infinite scroll is everywhere, its pull almost impossible to resist. Imagine a legendary restaurant offering an endless buffet. You’ve heard amazing things about the place, and you want to try their best item. You arrive hungry and you’re told you can eat as much as you’d like for free. There’s a constant flow of food, but there’s one catch — you never know which dish will come next or which one is best. Before you know it, you’re sick. A similar sickness is spreading throughout our culture. But it isn’t food we’re consuming — it’s content” – I read. In my case, instead of sickness, I feel sadness. After long days of mindless scrolling, I really feel like I’m loosing control over my habit. The virtual dependency is making me sort of digital junkie. I’m clearly having an unhealthy attachment to my phone, but luckily, only recently checking it every few minutes is becoming so compulsive.

It started with a conversation. Some time ago my husband talked about how the Ukraine – Russia crisis started. “Didn’t you know about it?” - He asked, surprised. I didn’t: I don’t read political news (I don’t want to get upset). It’s a very good rule, but this time I decided to break it. We chatted a lot about invasion, and I wanted to find out more details… Clearly, it wasn’t difficult! Scrolling amongst countless websites, I’ve come across the one I especially liked. The Polish site was not only full of world’s news: the icing on the cake were the comments… I started spending a lot of time, reading what people wrote under each article. It wasn’t anything pleasant! The “lions of the keyboard” were filled with hatred: towards the Russians, in the first place, but not only. They also spat on Poles (if they didn’t like their opinions) quite often on Ukrainians (blamed for the Wolyn massacre) and Germans (the memory of the II World War is still alive). The Jews, Bielarusians and Americans were not spared either…

A very grim picture emerged from the articles and comments. I found out, for example, that China could be more dangerous than ever. I was concerned about it, until I read the blog post from Mały Biały Tajfun by Natalia. The Polish author lives in beautiful Kunming with her Chinese husband and a young daughter… According to her experience, the Asian country is just a normal place to live. Reading about her trim to a small village in the mountain calmed me down. I decided that the “lions of the keyboard” aren’t a big threat, maybe, but reading their comments is most certainly bad for your nerves. Starting from tomorrow, I’ll be back to my good rule “zero politics.” The prohibition on reading war news cannot beat my digital dependency, but in the end of the day, to word’s peace, but the Internet isn’t really whole bad. There are nice blogs, like Mały Biały Tajfun! Even Facebook can be useful. Today for example I’ve found a lovely page: it’s about Tori Roloff and her dwarf family. Together with Zach, her very short husband, and children (affected with dwarfism as well) she’s sharing her story online. The young woman iscarrying a very positive message: you can be accepted just the way you are. Tori and Zach are making this world better. “We feel so loved and supported by you” – She wrote on Instagram with photos of her husband Zach in a hospital bed. They received so many nice comments…

Niekończące się przeglądanie stron jest wszędzie, niemal nie można się mu przeciwstawić. Wyobraź sobie restaurację, która oferuje niekończący się bufet. Słyszysz o piękne rzeczy o tym miejscu i chcesz wypróbować ich najlepszą ofertę. Zjawiasz się wygłodzony, mówią ci że możesz jeść tak dużo, jak zechcesz za darmo. Istnieje niekończący się napływ jedzenia i jedna zasada – nie wiesz, jaka potrawa zjawi się jako następna, ani która jest najlepsza. Zanim się zorientujesz, jest ci niedobrze. Podobne uczucie mdłości szerzy się w kulturze. Nie chodzi o konsumpcję jedzenia – tylko zawartość stron” – czytam. W moim przypadku, zamiast odruchów wymiotnych czuję smutek. Dnie spędzone na bezmyślnym przeglądaniu Internetu sprawiają, że mam wrażenie utraty kontroli. Cyfrowa zależność czyni ze mnie wirtualnego ćpuna. Z pewnością łączy mnie niezdrowy związek z telefonem, na szczęście jednak ostatnio tylko sprawdzanie telefonu co kilka minut stało się tak kompulsywne.

Zaczęło się od rozmowy. Jakiś czas temu mąż opowiadał, jak zaczął się kryzys na linii Ukraina – Rosja. “Nie wiedziałaś o tym?” - zapytał zdziwiony. Nie wiedziałam, jako że nie czytam wieści politycznych (nie chce się denerwować). To dobra zasada, tym razem jednak postanowiłam z nią zerwać. Rozmawialiśmy dużo o wojnie, zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej… Oczywiście, nie nastręczało to trudności! Przeglądając niezliczone strony, natrafiłam na tę polską, która szczególnie mi się spodobała. Zawierała nie tylko mnóstwo wieści ze świata, wisienkę na torcie stanowiły komentarze. Zaczęłam spędzać dużą ilość czasu, czytając co napisali ludzie pod artykułami. Nie było tam nic przyjemnego! “Lwy klawiatury” były pełne nienawiści: na pierwszym miejscu, przeciwko Rosji, ale nie tylko. Opluwano również Polaków (jeśli nie podobały się im ich opinie) dość często Ukraińców (obwinianych o masakrę na Wołyniu) i Niemców (pamięć o drugiej wojnie jest nadal żywa). Dostało się również Żydom, Białorusinom oraz Amerykanom.

Z komentarzy wyłaniał się ponury obraz. Dowiedziałam się na przykład, że Chiny są bardziej niebezpieczne, niż kiedykolwiek. Przejmowałam się tym, zanim nie zerknęłam na blog Mały Biały Tajfun, pisany przez Natalię. Polska autorka żyje w pięknym Kunmingu z chińskim mężem i córeczką… Na podstawie jej doświadczenia, Chiny to normalne miejsce do życia. Uspokoiło mnie czytanie o podróży Natalii do małej wioski w górach. Zdecydowałam, że “lwy klawiatury” nie są może zagrożeniem, ale czytanie ich komentarzy mocno szkodzi na nerwy. Poczynając od jutra, wracam do zasady “zero polityki.” Zakaz czytania wieści ze świata nie zlikwiduje cyfrowego uzależnienia, ale w ostatecznym rachunku Internet nie jest całkiem zły. Istnieją dobre blogi, jak Mały Biały Tajfun! Nawet Facebook może być użyteczny. Dziś na przykład znalazłam uroczą stronę: należy do Tori Roloff i jej rodziny, dotkniętej karłowatością. Razem z Zachem, swoim bardzo niskim mężem i dziećmi, które dziedziczą jego schorzenie dzieli się swoją historią. Kobieta przekazuje bardzo pozytywną wieść: możesz być akceptowany takim, jakim jesteś. Tori i Zach czynią świat lepszym. “Czujemy się tak bardzo kochani i wspierani przez was” – napisała na Instagram, pod zdjęciem męża na szpitalnym łóżku. Otrzymała wiele miłych komentarzy.


Friday, September 8, 2023

Today/Dzisiaj


A good will is one thing, and habit is the second. Not without a reason it’s called our second nature. There are many hypothesis on why is so hard to break it. Personally I think that it’s about their extreme easiness. In fact, they usually happen without any thought – just like a reflex. Let’s be honest – most of us are living on autopilot. It does mean that you do all kind of things automatically without thinking about it… It doesn’t get any easier, isn’t it? Autopilot is becoming our default operating mode. Still, life happens when you’re not sleep-walking, but making conscious decisions and choices. Why I’m writing about it? The thing is, that today I found out that good intentions aren’t enough when it comes to bad habit. Yesterday I’ve set myself a small goal: I wanted to quit my mindless scrolling habit, but I totally failed.

It’s hard to stay off my phone. Reading bad news about Ukraine is the first thing I do when I wake up. I get sucked in, and end up with an endless scroll… It is so easy to fall down in the deep hole of videos and comments! And it’s so hard to pull yourself out, and start doing something useful! Today, I didn’t even go for a walk: instead, I was lazily watching a movie. An “easy” life just happens to you, as the Zen parable says. A man is riding a horse. “Where are you going?” - Somebody asked him. “I don’t know, ask the horse!” - He replied. It’s hard to find a better example of an “autopilot existence”. Instead of making real decisions, you’re living quite purposeless life. People tend to function in a “sleeping mode” and the scrolling habit is making it even worse…

Still, there is always something in our head that suggest that it’s time to move on. I felt the subtle voice for the whole day: “Remember, Danka, you promised to be creative, didn’t you?” In the afternoon I decided that it’s time to end the mindless content consumption, and start writing. I sat down in front of my computer… And started to check Facebook. My attention was caught by the information about the serial killer Andrei Chikatilo. I was going trough the disturbing facts, relating to so called Rostov Ripper for a long time. Unable to end the endless scroll, I passed to de next: Alexander Pichushkin, often known as “chessboard killer.” As usual, I figured that I’ll take just a few minutes to read it, and the next thing I knew that it become dark outside the window… It’s almost midnight now: writing this was quite an effort, however, despite everything I kept my word… Today.

Dobre chęci to jedna rzecz, nawyk zaś – druga. Nie bez powodu nazywany on jest naszą drugą naturą. Istnieje wiele hipotez, dlaczego tak trudno go przerwać. Mnie samej wydaje się, że chodzi o nadzwyczajną łatwość. Tak naprawdę, przyzwyczajenie nie wymaga myślenia – zupełnie jak refleks. Bądźmy szczerzy, większość z nas żyje na autopilocie. Oznacza to, że robimy wszystko w sposób automatyczny, bez zbytniego rozmyślania. Czyż może być coś łatwiejszego? Pilot automatyczny staje się naszym domyslnym trybem działania. Pomimo tego, życie zdarza się wówczas, kiedy nie poruszasz się we jak śnie, lecz podejmujesz świadome wybory i decyzje. Dlaczego o tym piszę? Rzecz w tym, że dziś przekonałam się, że dobre intencje nie są wystarczające, jeśli chodzi o nawyk. Wczoraj postawiłam sobie mały cel: chciałam zerwać z przyswyczajeniem przeglądania stron internetowych, co nie udało się zupełnie.

Ciężko trzymać się z daleka od telefonu. Czytanie złych wieści z Ukrainy jest pierwszą rzeczą, jaką robię po przebudzeniu. Wciąga mnie to, cała rzecz kończy się niekończącym buszowaniem w internecie… Jak łatwo wpaść w głęboką otchłań wideo i komentarzy! A jak trudno się z niej wydostać i zrobić coś użytecznego! Dziś nie wyszłam nawet na spacer, zamiast tego leniwie oglądałam filmy. “Łatwe” życie po prostu się przydarza, jak mówi parabola Zen. Pewien mężczyzna galopował na rumaku. “Gdzie jedziesz?” - zapytał ktoś. “Nie wiem, zapytaj konia” – odparł. Trudno znaleźć lepszy przykład “egzystencji na autopilocie.” Zamiast podejmować prawdziwe decyzje, prowadzisz bezcelowy żywot. Ludzie funkcjonują w “śpiącym trybie” i nawyk przeglądania stron internetowych całą rzecz pogarsza…

Pomimo wszystko, w naszej głowie istnieje coś, co sugeruje, że trzeba ruszyć do przodu. Słyszałam ten subtelny głos przez cały czas: “Pamiętaj Danka, obiecałaś że będziesz kreatywna!” Po południu zdecydowałam, że pora zakończyć bezmyślną internetową konsumpcję i zacząć pisać. Usiadłam przed komputerem… I zajrzałam na Facebook. Moją uwagę przykuła informacja o seryjnym mordercy Andreju Czikatyłowie. Wertowałam niepokojące fakty, związane z tak zwanym wampirem z Rostowa, przez długi czas. Nie potrafiąc tego przerwać, przeszłam do strony następnej, poświęconej szachowemu mordercy, Aleksandrowi Piczuszkinowi. Jak zwykle, byłam pewna, że wystarczy parę minut na przeczytanie tego wszystkiego, zanim się spostrzegłam jednak, za oknami zrobiło się ciemno. Dochodzi północ: pisanie tego wszystkiego kosztowało mnie sporo wysiłku, udało mi się jednak dotrzymać słowa… Dzisiaj.



Thursday, September 7, 2023

Words/Słowa

 

Words don’t come easy to me” – The song says. The ugly truth is that I can’t cope with writing indeed. For quite a long time, I just don’t get it right! The reason is, that I had a few months pause with blogging. During this period, something significantly changed. First, I have to say that for over ten years, I was actively publishing new blog post every few days. From my recent “not writing” perspective I can clearly see that it was giving me something very important. Without much exaggeration I would say, that in my “keen blogging times” I could be called a creative person. What does it take to be one? Is it a skill that you can develop much like a muscle?

Well, that’s it. I tested it on myself. Let’s start from my “productive times.” In retrospect I can see that in those years I had more energy than in my “lazy period.” My mind was focused – I was spending my time working on a single task, that was holding my attention. I liked it – creating a new content made me curious and quite determined. Regular blogging was also making me more disciplined. The whole process has taught me a lot, and the regular “exercise” improved my memory, thinking and writing skills… My several months’ blogging break has had negative consequences. I wasn’t a creator any more: I’ve become mindless receiver. I was still spending me free time in the web, but instead of working on a new content, I would be just scrolling trough Facebook (my favourite) or reading about the woman with few extra pounds, who is married to one of the most beautiful actors in the world.

My attention was attracted to easy orange-carrot cake, I wanted to know the truth about Heidi Klum’s relationship with Seal, stared at the 65-year old brunette who becomes a radiant blonde, and tattooed Adrianna Eisenbach… Still my favourite staff reminded real-life stories, like the one about the family of five with dwarfism, or a model with rare skin disease. I wasn’t blogging for about four months, and very likely I would be done with it for good, but a strange thing happened. Despite I wasn’t publishing a new content, I still had a lot of page views (I have checked it from time to time). I’ve come to the conclusion that my blog has its readers, and decided to get back to writing. What’s more, for one month from today I’ll be doing it daily… Engaging myself in that way will take me one step closer to be a creative person again.

Słowa nie przychodzą mi łatwo” – mówi piosenka. Przykra prawda jest taka, że istotnie nie radzę sobie z pisaniem. Od dłuższego czasu nie wychodzi mi to zupełnie. Powodem jest fakt, że miałam kilkumiesięczną przerwę w blogowaniu. W tym okresie coś uległo wyraźnej zmianie. Po pierwsze, musze powiedzieć że przez pomad dziesięć lat publikowałam aktywnie nowe wpisy co kilka dni. Z niedawnej “niepiszącej” perspektywy widzę, że wzbogacało mnie to w bardzo istotny sposób. Można bez przesady powiedzieć, że w czasach “chętnego blogowania” mogłam być nazwana osobą kreatywną. Czego potrzeba, aby nią zostać? Czy jest to umiejętność, nad którą można pracować, jak nad mięśniem?

Tak właśnie jest. Sprawdziłam to na sobie. Zacznijmy od moich “produktywnych czasów.” Patrząc wstecz widzę, że w tamtym okresie miałam więcej energii, niż w “leniwym okresie.” Mój umysł był skoncentrowany – spędzałam czas pracując nad pojedynczym zadaniem, które utrzymywało moją uwagę. Lubiłam to – tworzenie nowej zawartości sprawiało, że byłam czymś zainteresowana i dość zdeterminowana. Cały proces wiele mnie nauczył, regularne “ćwiczenia” polepszyły moją pamięć, myślenie i umiejętności pisarskie… Kilkumiesięczna przerwa w blogowaniu miała negatywne konsekwencje. Nie byłam już twórcą: stałam się bezmyślnym odbiorcą. Nadal spędzałam czas w sieci, ale zamiast pracować nad nowym wpisem, przeglądałam Facebook (mój ulubieniec) lub czytałam o kobiecie, która ma parę kilo nadwagi, lecz poślubiła jednego z najprzystojniejszych aktorów na świecie.

Moją uwagę przyciągało ciasto pomarańczowo – marchewkowe, chciałam poznać prawdę o związku Heidi Klum i Seala, gapiłam się na 65-letnią brunetkę, która przefarbowała się na blond pełną tatuaży Adriannę Eisenbach… Najczęściej wybierałam jednak historie z życia wzięte, jak ta o pięcioosobowej rodzinie karłów, lub o modelce która ma rzadką chorobę skóry. Nie pisałam przez cztery miesiące i prawdopodobnie dałabym sobie z tym spokój na dobre, zdarzyło się jednak coś dziwnego. Pomimo, że nie publikowałam nowych wpisów, nadal miałam dużo wyświetleń strony (sprawdzałam to od czasu do czasu). Doszłam do wniosku, że mój blog ma czytelników i zdecydowałam się wrócić do pisania. Co więcej, przez jeden miesiąc od dzisiaj będę to robić codziennie. Angażując się w ten sposób, zbliżam się do celu jakim jest bycie osobą kreatywną.



Friday, April 7, 2023

Simulation

 

Imagine being a brain. You’re locked inside a bony skull, trying to figure what’s out there in the world.” – Anil Seth, professor of Cognitive Neuroscience wrote. “All you’ve got to go on is streams of electrical impulses which are only indirectly related to things in the world, whatever they may be. So perception – figuring out what’s there – has to be a process of informed guesswork in which the brain combines these sensory signals with its prior expectations or beliefs about the way the world is to form its best guess of what caused those signals.” Interesting, but still it’s only an information, isn’t it? The problem is that to me back in 2021 the news like this suddenly had become something big… A life or death situation. I was caught in the endless cycle of overthinking. I didn’t realise that it wasn’t so important: it did really bother me. Towards the end of the spring I was experiencing a lot of inner turmoil, and going through one of the most difficult period of my life. Everything due to my racing thoughts! 

„According to scientists, everything we hear, touch, smell and see are electrical impulses, interpreted by our brain. We can forget about the sky, the earth, colours and shapes! All external things are neuronal fantasy, an active construction of reality” – I would think. “Our world consist of the images created in our brain. We perceive it about 100 milliseconds far behind times just like a broadcasting of a live television show, which is delayed by about 3 seconds.” I didn’t realise that it’s the time to end the cycle. It’s difficult to break the habit! Slowly, I had lost the ability to control the negative effects. It’s gotten to the point that my overthinking led to mental health issue. I was really preoccupied with my thoughts. What happened was a chain effect. First, I become intrigued with the question “Are we living in a simulation?” and convinced myself that our human senses are deceiving us. Maybe existence is an illusion, and our world isn’t real. If everything that we see are the images from electrical impulses, how can we be certain that the universe around us actually exist? I was obsessed with the idea that everything is merely perception, and our visual world is constructed in our brain. Everything that we see “out there” is actually a reconstruction of reality, that is build inside of our mind! I tried to talk about it with the others, but they didn’t seem to care. Why, this has now been scientifically proven: our brain generates a hallucination that I experience as a world around me… Why shouldn’t we take the information seriously? 

My friends never bothered about it, but I did. I started worrying that we are really living in the simulated reality that is indistinguishable from the real world. Thinking about it all the time I came to the realisation that myself and the other people, we are only virtual characters within the game. Believing in it meant taking all my life and turn it upside down. I was reflecting a lot, slowly but surely convincing myself more and more to the strange theory. As a result my life didn’t seem that real any more. Every move I made seemed lost with no direction. Even my family was loosing her meaning… My mind was searching for solutions. I was wondering whether is it possible to break from the simulated world? I came to the conclusion that even if Danka Markiewicz is only an illusion, still there is something real: my spirit. And that’s how I decided to leave everything behind, and start looking for God…

Wyobraź sobie, że jesteś mózgiem. Zamknięty w kościanej czaszce, próbujesz sobie wyobrazić świat na zewnątrz.”mówi profesor neurobiologii Anil Seth. „Masz tylko strumień impulsów elektrycznych, które są niebezpośrednio tylko związane z rzeczami tego świata, czymkolwiek one są. Percepcja – dowiadywanie się, o co chodzi – musi być procesem informacyjnej zgadywanki: mózg łączy sygnały sensoryczne z wcześniejszymi oczekiwaniami lub wierzeniami, o jaki świat chodzi, tworząc najlepszą próbę odgadnięcia, co spowodowało ten sygnał.” Ciekawe, ale to jednak tylko informacja, czyż nie tak? Problem w tym, że dla mnie w roku 2021 wiadomości tego rodzaju nabrały niezwykłej wagi, stając się kwestią życia i śmierci. Mój umysł został uwięziony w niekończącym się cyklu nadmiernego myślenia. Nie zdawałam sobie sprawy, że te kwestie nie mają tak dużego znaczenia: przejmowałam się tym naprawdę. W końcu wiosny zaczęłam doświadczać wewnętrznego zamętu: przechodziłam jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia. Wszystko za przyczyną gonitwy myśli! 

“Zdaniem naukowców, wszystko to, co słyszę, dotykam, czuję i widzę stanowią impulsy elektryczne, interpretowane przez pracę mózgu. Możemy zapomnieć o niebie, ziemi, kolorach oraz kształtach! Wszelkie rzeczy na zewnątrz są neuronową fantazją, aktywnym tworzeniem rzeczywistości” – myślałam. „Nasz świat to obrazy tworzone w umyśle. Postrzegamy je z opóźnieniem około stu milisekund, całkiem jak program telewizyjny na żywo, który jest opóźniony mniej więcej trzy sekundy.” Nie zdawałam sobie sprawy, że czas przerwać to wszystko. Niełatwo jest zmienić nawyk! Straciłam zdolność kontrolowania negatywnych efektów: doszło do tego, że nadmierne myślenie doprowadziło do problemów ze zdrowiem psychicznym. Naprawdę przejmowałam się wszystkim; miało to efekt łańcuchowy. Najpierw zaintrygowała mnie kwestia czy naprawdę żyjemy w symulacji – przekonałam samą siebie, że zwodzą nas ludzkie zmysły. Być może egzystencja jest tylko iluzją a nasz świat nie jest prawdziwy. Jeżeli wszystko co widzę to tylko obrazy z impulsów elektrycznych, jak możemy być pewni, że nasz wszechświat istnieje naprawdę? Myśl, że wszystko jest percepcją a nasz świat jest konstruowany przez mózg stała się moją obsesją. To, co widzimy na zewnątrz jest zaledwie konstrukcją rzeczywistości, stworzoną przez nasz umysł! Próbowałam rozmawiać o tym z innymi, ale nie wyglądało na to, że cała rzecz ich obchodzi. Dziwiło mnie to. Dowiedziono naukowo, że nasz mózg tworzy halucynacje, odbierane jako rzeczywistość… Czyż nie powinno się brać tych informacji na serio? 

Moi znajomi nie wykazywali zainteresowania. Ja tak! Przejęłam się teorią, że przyszło nam żyć w symulacji, nierozróżnialnej od realnego świata. Myśląc o tym bez przerwy doszłam do wniosku, że ja sama i inni ludzie jesteśmy tylko wirtualnymi postaciami, “żyjącymi” w grze. Wiara w to wywróciła moje życie do góry nogami. Rozważałam wszystko dokładnie, powoli przekonując się coraz bardziej do dziwnej hipotezy. W rezultacie moja egzystencja nie wydawała się prawdziwa. Wszystko to, co robiłam przestawało mieć sens. Nawet moja familia traciła na znaczeniu… Mój umysł szukał rozwiązań. Zastanawiałam się, czy istnieje możliwość wydostania się z symulowanego świata? Doszłam do wniosku że nawet jeśli Danka Markiewicz jest złudzeniem, to istnieje coś prawdziwego: mój duch. Tak oto postanowiłam porzucić wszystko i zająć się poszukiwaniem Boga…




Thursday, April 6, 2023

Madonnella

 

I went to see my old friend Antonietta some time ago. She’s familiar with the story of my illness. “It was a time of your life that you need to remove with an eraser!” - She told me. For sure I would be very eager to cancel the entire event from the memory of the people I know, and from my own as well. Unfortunately that’s impossible. I can’t go back in time, and change my past. Why to talk about it, you might ask. “The past is never dead. It’s not even past” – William Faulkner wrote. That’s very true. Many of us would find yourself immersing in the memories of the “good old times.” The others keep blaming yourself for everything that goes wrong with the life… It’s so difficult to let go of the past, especially if it’s painful. Often you cannot simply accept your problem and move on. 

It’s double true when it comes to mental illness. Even though in the recent times has been made some progress, people with those disorders are still stigmatized, and often even victims of shame and marginalisation. Once labeled, always labeled! Many says that dealing with it is more difficult than dealing with mental disorder itself. “The purpose of talking about the past is to change how it affects the present” – Somebody wrote. Stigma arises from the lack of understanding of mental illness. The more it remains hidden, the more people are convicted that there is something to be ashamed of. When a person with mental health problems would allow to know herself, it would help to reduce the stigma. I believe that revealing my story can have a positive impact. Let me start again: it all began late in the year 2020. 

It started innocently, I would simply go for a long solo walks. I was going down town, from my Colajanni street to my favourite Bari district called Madonnella, and then to Pane e Pomodoro beach. I would spent hours analysing certain thoughts. I become obsessed with the famous theory proclaimed by some very reputable physics. They are saying that we’re probably living inside a very complicated computer simulation. Our reality is generated by digital information and the electrical signals in your brain interpret that data into what you call reality. I was thinking about this excessively for a long period of time. I just got caught up the simulation hypothesis. I would find it hard to focus my mind on anything else than the idea. The months passed by, and when the spring came I was positive that we are living in computer generated universe… Every day I would go for my long walk, fixated on those things. Later on I was about to find out that overthinking may seriously effect your mental health…

Poszłam odwiedzić moją dawną znajomą Antoniettę jakiś czas temu. Zna historię mojej choroby. “To był okres twojego życia, który trzeba wymazać gumką!” - rzekła. Z pewnością usunęłabym bardzo chętnie całe wydarzenie z pamięci ludzi, których znam i mojej własnej. To jednak niemożliwe. Nie mogę cofnąć się w czasie i zmienić mojej przeszłości. Po co o tym mówić, mógłby zapytać ktoś… “Przeszłość nie umiera nigdy. Nie jest nawet przeszła” – napisał William Faulkner. To wielka prawda. Wielu z nas zanurza się we wspomnieniach “starych dobrych czasów.” Inni obwiniają się za wszystko, co w życiu nie wyszło. Bardzo trudno uporać się z przeszłością, szczególnie jeśli jest bolesna. Często nie potrafisz po prostu zaakceptować problemu i iść do przodu. 

Jest to podwójnie prawdziwe, jeśli chodzi o chorobę psychiczną. Pomimo, że w ostatnich czasach nastąpił pewien postęp, ludzie z takim zaburzeniem są stygmatyzowani. Często są również ofiarami zawstydzania, marginalizacji… Raz oznaczony, zawsze oznaczony! Wielu mówi, że uporanie się z tym jest trudniejsze niż sama choroba psychiczna. “Celem mówienia o przeszłości jest zmiana efektów, którymi wpłynie na teraźniejszość” – napisał ktoś. Stygmat bierze się z braku zrozumienia choroby psychicznej. Im bardziej pozostaje ukryta, tym więcej jesteśmy przekonani, że istnieje coś, czego się trzeba wstydzić. Kiedy osoba z problemami tej natury pozwoli się poznać, pomoże w redukcji stygmatu. Wierzę, iż ujawnienie mojej historii może mieć pozytywny wpływ. Zacznijmy od nowa: wszystko rozpoczęło się w końcu roku 2020. 

Z początku rzecz wyglądała niewinnie, najzwyczajniej w świecie zaczęłam wychodzić na samotne spacery. Chodziłam po mieście, rozpoczynając wyprawę na ulicy Colajanni kierowałam się do ulubionej dzielnicy Bari zwanej Madonnella, a następnie na plażę Pane e Pomodoro. Spędzałam godziny analizując pewne myśli. Moją obsesją stała się teoria głoszona przez niektórych bardzo poważanych fizyków. Ich zdaniem żyjemy prawdopodobnie w bardzo skomplikowanej symulacji komputerowej. Rzeczywistość jest generowana poprzez informacje digitalne i sygnały elektryczne, które to dane mózg interpretuje jako to, co nazywamy rzeczywistością. Myślałam o tym nieustannie przez długi okres czasu. Pochłonęła mnie teoria symulacji komputerowej. Było mi trudno skoncentrować się na czymś innym. Mijały miesiące, kiedy nadeszła wiosna byłam pewna, że żyjemy we wszechświecie stworzonym w komputerze, Każdego dnia wychodziłam na długi spacer, koncentrując się na tych sprawach. Później miałam się dowiedzieć, że nadmierne myślenie może bardzo zaszkodzić zdrowiu psychicznemu…